Zmiany w Ministerstwie Zdrowia. Czeka nas prywatyzacja szpitali?

Nowa minister otwarcie deklaruje, że prywatyzacji szpitali się nie boi, choć trudno ocenić, co dokładnie ma na myśli. Od 2017 roku pełniła funkcję prezeski Szpitali Pomorskich, czyli spółki zarządzającej czterema szpitalami, których właścicielem jest samorząd województwa pomorskiego, a więc szpitali publicznych. Jako prawniczka z pewnością rozumie wagę słów, jednak w wypowiedziach publicznych niemal wymiennie stosuje słowa „prywatyzacja” i „konsolidacja” szpitali.
/ fot. Ministerstwo Zdrowia / Facebook

Co musisz wiedzieć:

  • W wyniku rekonstrukcji rządu, ze stanowiskiem ministra zdrowia pożegnała się Izabela Leszczyna
  • Ministra Leszczyna okazała się przede wszystkim mało skuteczna, jaką miarą by tej skuteczności nie mierzyć. Zmiana na stanowisku nie wzbudziła więc w branży zdziwienia.
  • Pogoń za pieniądzem w usługach zdrowotnych wywołuje zjawisko znane jako spijanie śmietanki – podmioty lecznicze wykonują wówczas przede wszystkim dobrze wycenione procedury, unikając tych mniej opłacalnych.

Dymisja Minister Zdrowia

Rekonstrukcja rządu przyniosła zmianę na stanowisku ministra zdrowia, na którym Izabelę Leszczynę zastąpiła dr Jolanta Sobierańska-Grenda. To zmiana nie tylko wizerunkowa – doświadczoną polityk z dobrym kontaktem z premierem, choć bez praktyki w systemie ochrony zdrowia, zastępuje menedżerka z dużym doświadczeniem w zarządzaniu szpitalami na Pomorzu. Tym samym dobiega końca eksperyment pod hasłem: „Weźmy na ministra zdrowia kogoś spoza środowiska medycznego, za to dobrze umocowanego politycznie”.

Lekarze, pielęgniarki, farmaceuci czy dyrektorzy szpitali – każda grupa ma własną perspektywę na system ochrony zdrowia, a wszystkie je trudno pogodzić. Oto więc przychodzi człowiek z zewnątrz i rozbija układy. Wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej wydawała się wręcz idealna do tego scenariusza, przez lata postulowanego przez ekspertów jako remedium na wewnętrzne konflikty interesów w sektorze.

W praktyce to posunięcie okazało się porażką. Widać to po podsumowaniach zdymisjonowanej ministry. Nawet te jej przychylne środowiska podkreślają punktowe dokonania, takie jak poprawa dostępu do znieczuleń okołoporodowych czy kompleksowe leczenie endometriozy. To, rzecz jasna, ważne dla konkretnych grup pacjentek zmiany, ale powiedzmy sobie szczerze – to sukcesy na miarę dyrektora departamentu, a nie ministra odpowiedzialnego za jeden z najważniejszych dla bezpieczeństwa obywateli i stabilności państwa sektorów. Szczególnie w sytuacji, gdy sektor ten znajduje się w bardzo poważnym kryzysie finansowym i organizacyjnym.

Przypomnijmy – Narodowy Fundusz Zdrowia pod rządami ministry Leszczyny wszedł w nowy rok z dziurą w budżecie, a do tego działał bez zatwierdzonego przez ministra finansów planu finansowego. Sam projekt planu nie brał pod uwagę części kosztów, w tym podwyżek minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia, choć te były całkowicie przewidywalne, bo gwarantowane ustawowo. Trudności z płynnością finansową NFZ odbiły się na placówkach medycznych, szczególnie szpitalach, które z opóźnieniem dostały pieniądze za wykonane świadczenia, nawet te teoretycznie nielimitowane. Na branżowych portalach wyroiły się porady dla małych praktyk stomatologicznych w związku z niepokojem, kiedy powstaje przychód z tytułu zrealizowanych nadwykonań, gdy NFZ płaci z kilkumiesięczną zwłoką? Jeśli ktoś zastanawia się, dlaczego dentyści nie chcą pracować na NFZ, to do niskich stawek może teraz doliczyć niepokój o zaległości podatkowe i naliczane odsetki od pieniędzy, których NFZ jeszcze nie zapłacił. Tu Krajowa Administracja Skarbowa uspokaja w odpowiedzi na wnioski o interpretacje, ale sam fakt, że prowadzący praktykę potrzebuje drugiego fakultetu z prawa podatkowego, by spać spokojnie, wiele mówi o systemie mało przyjaznym i lekarzom, i pacjentom. Cały system wymaga gruntownej reformy, ale nie da się jej zrobić bez pieniędzy.

Składka zdrowotna

Tymczasem wydatki na zdrowie na tle innych państw UE plasują Polskę na odwróconym podium – jesteśmy bowiem na trzecim miejscu od końca. Ministrze Leszczynie nie tylko nie udało się rozpocząć zapowiadanych reform, w szczególności reformy szpitali, ale nawet zablokować zmian bezpośrednio uderzających w stabilność finansową systemu publicznej ochrony zdrowia. Akcję obniżki składki zdrowotnej dla przedsiębiorców przeprowadzano w sytuacji, gdy szpitalom nie płacono za wspomniane nadwykonania świadczeń.

Pierwsza obniżka, dotycząca najmniej zarabiających mikrofirm, przeszła jeszcze jesienią ubiegłego roku. Drugą, dotyczącą już nieźle zarabiających, przepchnięto przez parlament w czasie kampanii wyborczej w nadziei, że niechęć do utraty głosów powstrzyma opozycję przed zablokowaniem zmiany, która pogłębia niesprawiedliwe obciążenia osób zatrudnionych na umowy o pracę względem tych na jednoosobowej działalności gospodarczej. Ministra Leszczyna wbrew początkowym deklaracjom zagłosowała za tą zmianą zgodnie z linią własnej partii. Sprzeciw posłów PiS, Lewicy i koła Razem nie wystarczył, by powstrzymać zmiany, które na szczęście zawetował prezydent Andrzej Duda.

Dodajmy, że składka zdrowotna już w obecnej formie jest parapodatkiem regresywnym, czyli proporcjonalnie do dochodu najwięcej płacą z jej tytułu najmniej zarabiający. Dalsze obniżanie składki przedsiębiorcom oznaczałoby obniżenie jej… najbogatszym. Niewiele pomogłyby tu obiecywane dotacje do budżetu państwa, bo takie łatanie dziury nie zmienia fundamentalnej niesprawiedliwości rozwiązania, które nieproporcjonalnie rozkłada społeczne ciężary utrzymania krytycznej dla całego państwa infrastruktury.

Nowa szefowa resortu zdrowia

Ministra Leszczyna okazała się więc przede wszystkim mało skuteczna, jaką miarą by tej skuteczności nie mierzyć. Zmiana na stanowisku nie wzbudziła więc w branży zdziwienia. Pierwsza część kadencji już jednak minęła i czas na poważniejszą reformę zdrowia w tym Sejmie raczej się skończył. Minister Sobierańska-Grenda, jej następczyni, uchodzi za profesjonalistkę w zarządzaniu, nie będzie jednak miała przestrzeni na radykalne zmiany. Jest jednak potrzebna rządowi, by przynajmniej zwodować spóźnioną reformę szpitali, ważną z perspektywy rozliczenia Krajowego Planu Odbudowy. Zdefiniowana jako tzw. kamień milowy warunkuje ona wypłatę środków z tego funduszu.

Czy chociaż ta reforma wyjdzie nam na zdrowie? Niestety, trudno powiedzieć. Jedną z przyczyn niepowodzeń Leszczyny w tej materii były odkrywane w kolejnych wersjach projektów ustawy o reformie szpitali swoiste „jajka wielkanocne” – wrzutki, które według analityków stanowiły potencjalne furtki do prywatyzacji i komercjalizacji szpitali publicznych. Pod ogólnie słusznym hasłem konsolidacji przemycane były rozwiązania, które umożliwiały niejasne przekształcenia własnościowe, a według niektórych – torowały szybką ścieżkę do upadłości placówek i ich ewentualnej wyprzedaży.

Prywatyzacja szpitali?

Nowa minister otwarcie deklaruje, że prywatyzacji szpitali się nie boi, choć trudno ocenić, co dokładnie ma na myśli. Od 2017 roku pełniła funkcję prezeski Szpitali Pomorskich, czyli spółki zarządzającej czterema szpitalami, których właścicielem jest samorząd województwa pomorskiego, a więc szpitali publicznych. Jako prawniczka z pewnością rozumie wagę słów, jednak w wypowiedziach publicznych niemal wymiennie stosuje słowa „prywatyzacja” i „konsolidacja” szpitali.

Tymczasem konsolidacja jest owszem, potrzebna, by szpitale działały efektywniej, a przede wszystkim ze sobą współpracowały. Prywatyzacja natomiast budzić musi ogromne wątpliwości. To również wieloznaczne słowo. Na przykład większość poradni lekarzy rodzinnych w naszym kraju jest niepubliczna. Jednak działają one w ramach systemu publicznego i realizują jego zadania. Czymś całkiem odmiennym jest prywatyzacja jako nastawienie na działalność dla zysku. Tu dowody z praktyki międzynarodowej coraz mocniej wskazują na szkodliwość takiego modelu w działalności leczniczej. W szczególności zasada maksymalizacji zysków dla udziałowców jest po prostu fundamentalnie sprzeczna z naczelnym celem systemu zdrowotnego: dążeniem do zdrowia pacjentów i całego społeczeństwa, o czym wielokrotnie pisaliśmy z dr. Michałem Zabdyrem-Jamrozem na łamach wielu mediów.

Pogoń za pieniądzem w usługach zdrowotnych wywołuje bowiem zjawisko znane jako spijanie śmietanki – podmioty lecznicze wykonują wówczas przede wszystkim dobrze wycenione procedury, unikając tych mniej opłacalnych. Dotyczy to także selekcji pacjentów. Ci z wieloma chorobami, skomplikowani, stają się „kulą u nogi”, balastem, który lepiej przerzucić do konkurencji. Oznacza to de facto obniżenie jakości opieki medycznej, a także pogłębianie się nierówności w zdrowiu. Potwierdzają to międzynarodowe badania, które wskazują, że szpitale publiczne i niekomercyjne (not for profit) działają równie efektywnie, co komercyjne, a według niektórych analiz – nawet lepiej. Na polskim gruncie w pracy badaczy z Uniwersytetu Jagiellońskiego udokumentowano pewną przewagę szpitali publicznych w formie SPZOZ nad tymi przekształconymi w spółki prawa handlowego – i to w zakresie wskaźników finansowych!

A jak z jakością opieki? Szwedzkie badanie dotyczące prywatyzacji usług ratownictwa medycznego w Sztokholmie wykazało, że prywatne zespoły karetek rzeczywiście były tańsze i szybsze, ale zarazem… osiągały one gorsze wyniki w obszarach nieuwzględnionych w systemie bodźców finansowych. Niestety, należała do nich szansa długoterminowego przeżycia pacjentów. Autorzy badania zidentyfikowali mechanizmy pozwalające firmom prywatnym na redukcję kosztów, które zarazem obniżały jakość świadczeń – m.in. poprzez oszczędności na kwalifikacjach personelu.

W kontekście szwedzkiego systemu, w którym priorytetem jest równy dostęp do opieki wysokiej jakości, takie praktyki budzą poważne wątpliwości i stają się przedmiotem publicznej debaty. Czas, byśmy podobnie zaczęli myśleć w Polsce. Zamiast sprytnych tricków, dzięki którym oszczędzimy 5 złotych na ochronie zdrowia, powinniśmy skupić się na żmudnej reformie, dzięki której Polacy będą żyć dłużej i w dobrym zdrowiu.


 

POLECANE
Dramat znanej polskiej piosenkarki. Jej słowa chwytają za serce Wiadomości
Dramat znanej polskiej piosenkarki. Jej słowa chwytają za serce

Ewa Bem w rozmowie z mediami wróciła do trudnych chwil związanych z chorobą nowotworową i śmiercią męża, Ryszarda Sibilskiego. Artystka przyznała, że przez długi czas była przekonana, iż to ona odejdzie pierwsza.

Przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej. Zapytano Polaków z ostatniej chwili
Przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej. Zapytano Polaków

Czy Polska powinna powrócić do obowiązkowej służby wojskowej? Zapytała o to Polaków pracownia Social Changes na zlecenie Telewizji wPolsce24.

Kryptodyktatura dopadła sędziego Dariusza Łubowskiego tylko u nas
Kryptodyktatura dopadła sędziego Dariusza Łubowskiego

Wyrok w sprawie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Marcin Romanowski wywołał burzliwą debatę o granicach niezależności sędziowskiej. Po decyzji sędziego Dariusz Łubowski i użyciu w uzasadnieniu słowa „kryptodyktatura” pojawiły się zmiany w jego obowiązkach służbowych. Czy to zwykła reorganizacja pracy sądu, czy element szerszego sporu o praworządność? Sprawa budzi pytania o relacje między władzą wykonawczą a wymiarem sprawiedliwości.

Pałac Buckingham. Książęca para opublikowała poruszający wpis Wiadomości
Pałac Buckingham. Książęca para opublikowała poruszający wpis

Książę i księżna Walii postanowili uczcić walentynki uroczym czarno-białym zdjęciem, które opublikowali w mediach społecznościowych. „Szczęśliwych walentynek!” – życzyli fanom rodziny królewskiej.

To koniec Polski 2050? Kolejny poseł mówi o odejściu z ostatniej chwili
To koniec Polski 2050? Kolejny poseł mówi o odejściu

– W ciągu kilku dni podejmę decyzję w sprawie przyszłości w partii – poinformowała w rozmowie z Polsat News posłanka Polski 2050 Aleksandra Leo. Wcześniej decyzję o odejściu z partii podjęła Żaneta Cwalina-Śliwowska.

Burza w „Na Wspólnej. Twórcy przygotowali niespodzianki dla widzów Wiadomości
Burza w „Na Wspólnej". Twórcy przygotowali niespodzianki dla widzów

W serialu „Na Wspólnej” niemal każda para przechodzi przez zdrady, konflikty i dramatyczne rozstania. Wyjątkiem wydawała się dotąd rodzina Żbików – pan Włodek i pani Maria. Okazuje się jednak, że w tym wątku jest jeszcze jedna para, którą fani mogą oglądać bez obaw.

Wymazali historyczne upały ze statystyk, a potem je przywrócili. Klimat stał się narzędziem politycznym Wiadomości
Wymazali historyczne upały ze statystyk, a potem je przywrócili. "Klimat stał się narzędziem politycznym"

Królewski Holenderski Instytut Meteorologiczny KNMI w 2016 roku wymazał z rekordów 16 z 23 fal upałów z lat 1901-1950. W tym roku je przywrócono. Instytutowi zarzuca się manipulowanie danymi w celu poparcia teorii o ocieplaniu się klimatu.

Orban: Po wyborach rozprawimy się z Brukselą z ostatniej chwili
Orban: Po wyborach rozprawimy się z Brukselą

– Brukselska machina represji na Węgrzech nadal działa, ale po wyborach się nią zajmiemy – zapowiedział węgierski premier Viktor Orban w wygłoszonym w sobotę w Budapeszcie dorocznym orędziu o stanie państwa, mającym podsumować miniony rok.

Komunikat dla mieszkańców woj. dolnośląskiego Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców woj. dolnośląskiego

W Karkonoszach panują trudne warunki do wędrówek: szlaki są śliskie, oblodzone, temperatura do minus 8 stopni Celsjusza, a widoczność ograniczona do 30 metrów – poinformowali w sobotę ratownicy Karkonoskiej Grupy GOPR.

Komisarz UE ds. obrony: Europejskie siły zbrojne powinny zastąpić wojska amerykańskie z ostatniej chwili
Komisarz UE ds. obrony: Europejskie siły zbrojne powinny zastąpić wojska amerykańskie

„Mówimy o siłach szybkiego reagowania o zdolności 100 000 lub 80 000, które powinny zastąpić siły amerykańskie” - mówił cytowany przez portal Politico komisarz UE ds. obrony Andrius Kubilius.

REKLAMA

Zmiany w Ministerstwie Zdrowia. Czeka nas prywatyzacja szpitali?

Nowa minister otwarcie deklaruje, że prywatyzacji szpitali się nie boi, choć trudno ocenić, co dokładnie ma na myśli. Od 2017 roku pełniła funkcję prezeski Szpitali Pomorskich, czyli spółki zarządzającej czterema szpitalami, których właścicielem jest samorząd województwa pomorskiego, a więc szpitali publicznych. Jako prawniczka z pewnością rozumie wagę słów, jednak w wypowiedziach publicznych niemal wymiennie stosuje słowa „prywatyzacja” i „konsolidacja” szpitali.
/ fot. Ministerstwo Zdrowia / Facebook

Co musisz wiedzieć:

  • W wyniku rekonstrukcji rządu, ze stanowiskiem ministra zdrowia pożegnała się Izabela Leszczyna
  • Ministra Leszczyna okazała się przede wszystkim mało skuteczna, jaką miarą by tej skuteczności nie mierzyć. Zmiana na stanowisku nie wzbudziła więc w branży zdziwienia.
  • Pogoń za pieniądzem w usługach zdrowotnych wywołuje zjawisko znane jako spijanie śmietanki – podmioty lecznicze wykonują wówczas przede wszystkim dobrze wycenione procedury, unikając tych mniej opłacalnych.

Dymisja Minister Zdrowia

Rekonstrukcja rządu przyniosła zmianę na stanowisku ministra zdrowia, na którym Izabelę Leszczynę zastąpiła dr Jolanta Sobierańska-Grenda. To zmiana nie tylko wizerunkowa – doświadczoną polityk z dobrym kontaktem z premierem, choć bez praktyki w systemie ochrony zdrowia, zastępuje menedżerka z dużym doświadczeniem w zarządzaniu szpitalami na Pomorzu. Tym samym dobiega końca eksperyment pod hasłem: „Weźmy na ministra zdrowia kogoś spoza środowiska medycznego, za to dobrze umocowanego politycznie”.

Lekarze, pielęgniarki, farmaceuci czy dyrektorzy szpitali – każda grupa ma własną perspektywę na system ochrony zdrowia, a wszystkie je trudno pogodzić. Oto więc przychodzi człowiek z zewnątrz i rozbija układy. Wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej wydawała się wręcz idealna do tego scenariusza, przez lata postulowanego przez ekspertów jako remedium na wewnętrzne konflikty interesów w sektorze.

W praktyce to posunięcie okazało się porażką. Widać to po podsumowaniach zdymisjonowanej ministry. Nawet te jej przychylne środowiska podkreślają punktowe dokonania, takie jak poprawa dostępu do znieczuleń okołoporodowych czy kompleksowe leczenie endometriozy. To, rzecz jasna, ważne dla konkretnych grup pacjentek zmiany, ale powiedzmy sobie szczerze – to sukcesy na miarę dyrektora departamentu, a nie ministra odpowiedzialnego za jeden z najważniejszych dla bezpieczeństwa obywateli i stabilności państwa sektorów. Szczególnie w sytuacji, gdy sektor ten znajduje się w bardzo poważnym kryzysie finansowym i organizacyjnym.

Przypomnijmy – Narodowy Fundusz Zdrowia pod rządami ministry Leszczyny wszedł w nowy rok z dziurą w budżecie, a do tego działał bez zatwierdzonego przez ministra finansów planu finansowego. Sam projekt planu nie brał pod uwagę części kosztów, w tym podwyżek minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia, choć te były całkowicie przewidywalne, bo gwarantowane ustawowo. Trudności z płynnością finansową NFZ odbiły się na placówkach medycznych, szczególnie szpitalach, które z opóźnieniem dostały pieniądze za wykonane świadczenia, nawet te teoretycznie nielimitowane. Na branżowych portalach wyroiły się porady dla małych praktyk stomatologicznych w związku z niepokojem, kiedy powstaje przychód z tytułu zrealizowanych nadwykonań, gdy NFZ płaci z kilkumiesięczną zwłoką? Jeśli ktoś zastanawia się, dlaczego dentyści nie chcą pracować na NFZ, to do niskich stawek może teraz doliczyć niepokój o zaległości podatkowe i naliczane odsetki od pieniędzy, których NFZ jeszcze nie zapłacił. Tu Krajowa Administracja Skarbowa uspokaja w odpowiedzi na wnioski o interpretacje, ale sam fakt, że prowadzący praktykę potrzebuje drugiego fakultetu z prawa podatkowego, by spać spokojnie, wiele mówi o systemie mało przyjaznym i lekarzom, i pacjentom. Cały system wymaga gruntownej reformy, ale nie da się jej zrobić bez pieniędzy.

Składka zdrowotna

Tymczasem wydatki na zdrowie na tle innych państw UE plasują Polskę na odwróconym podium – jesteśmy bowiem na trzecim miejscu od końca. Ministrze Leszczynie nie tylko nie udało się rozpocząć zapowiadanych reform, w szczególności reformy szpitali, ale nawet zablokować zmian bezpośrednio uderzających w stabilność finansową systemu publicznej ochrony zdrowia. Akcję obniżki składki zdrowotnej dla przedsiębiorców przeprowadzano w sytuacji, gdy szpitalom nie płacono za wspomniane nadwykonania świadczeń.

Pierwsza obniżka, dotycząca najmniej zarabiających mikrofirm, przeszła jeszcze jesienią ubiegłego roku. Drugą, dotyczącą już nieźle zarabiających, przepchnięto przez parlament w czasie kampanii wyborczej w nadziei, że niechęć do utraty głosów powstrzyma opozycję przed zablokowaniem zmiany, która pogłębia niesprawiedliwe obciążenia osób zatrudnionych na umowy o pracę względem tych na jednoosobowej działalności gospodarczej. Ministra Leszczyna wbrew początkowym deklaracjom zagłosowała za tą zmianą zgodnie z linią własnej partii. Sprzeciw posłów PiS, Lewicy i koła Razem nie wystarczył, by powstrzymać zmiany, które na szczęście zawetował prezydent Andrzej Duda.

Dodajmy, że składka zdrowotna już w obecnej formie jest parapodatkiem regresywnym, czyli proporcjonalnie do dochodu najwięcej płacą z jej tytułu najmniej zarabiający. Dalsze obniżanie składki przedsiębiorcom oznaczałoby obniżenie jej… najbogatszym. Niewiele pomogłyby tu obiecywane dotacje do budżetu państwa, bo takie łatanie dziury nie zmienia fundamentalnej niesprawiedliwości rozwiązania, które nieproporcjonalnie rozkłada społeczne ciężary utrzymania krytycznej dla całego państwa infrastruktury.

Nowa szefowa resortu zdrowia

Ministra Leszczyna okazała się więc przede wszystkim mało skuteczna, jaką miarą by tej skuteczności nie mierzyć. Zmiana na stanowisku nie wzbudziła więc w branży zdziwienia. Pierwsza część kadencji już jednak minęła i czas na poważniejszą reformę zdrowia w tym Sejmie raczej się skończył. Minister Sobierańska-Grenda, jej następczyni, uchodzi za profesjonalistkę w zarządzaniu, nie będzie jednak miała przestrzeni na radykalne zmiany. Jest jednak potrzebna rządowi, by przynajmniej zwodować spóźnioną reformę szpitali, ważną z perspektywy rozliczenia Krajowego Planu Odbudowy. Zdefiniowana jako tzw. kamień milowy warunkuje ona wypłatę środków z tego funduszu.

Czy chociaż ta reforma wyjdzie nam na zdrowie? Niestety, trudno powiedzieć. Jedną z przyczyn niepowodzeń Leszczyny w tej materii były odkrywane w kolejnych wersjach projektów ustawy o reformie szpitali swoiste „jajka wielkanocne” – wrzutki, które według analityków stanowiły potencjalne furtki do prywatyzacji i komercjalizacji szpitali publicznych. Pod ogólnie słusznym hasłem konsolidacji przemycane były rozwiązania, które umożliwiały niejasne przekształcenia własnościowe, a według niektórych – torowały szybką ścieżkę do upadłości placówek i ich ewentualnej wyprzedaży.

Prywatyzacja szpitali?

Nowa minister otwarcie deklaruje, że prywatyzacji szpitali się nie boi, choć trudno ocenić, co dokładnie ma na myśli. Od 2017 roku pełniła funkcję prezeski Szpitali Pomorskich, czyli spółki zarządzającej czterema szpitalami, których właścicielem jest samorząd województwa pomorskiego, a więc szpitali publicznych. Jako prawniczka z pewnością rozumie wagę słów, jednak w wypowiedziach publicznych niemal wymiennie stosuje słowa „prywatyzacja” i „konsolidacja” szpitali.

Tymczasem konsolidacja jest owszem, potrzebna, by szpitale działały efektywniej, a przede wszystkim ze sobą współpracowały. Prywatyzacja natomiast budzić musi ogromne wątpliwości. To również wieloznaczne słowo. Na przykład większość poradni lekarzy rodzinnych w naszym kraju jest niepubliczna. Jednak działają one w ramach systemu publicznego i realizują jego zadania. Czymś całkiem odmiennym jest prywatyzacja jako nastawienie na działalność dla zysku. Tu dowody z praktyki międzynarodowej coraz mocniej wskazują na szkodliwość takiego modelu w działalności leczniczej. W szczególności zasada maksymalizacji zysków dla udziałowców jest po prostu fundamentalnie sprzeczna z naczelnym celem systemu zdrowotnego: dążeniem do zdrowia pacjentów i całego społeczeństwa, o czym wielokrotnie pisaliśmy z dr. Michałem Zabdyrem-Jamrozem na łamach wielu mediów.

Pogoń za pieniądzem w usługach zdrowotnych wywołuje bowiem zjawisko znane jako spijanie śmietanki – podmioty lecznicze wykonują wówczas przede wszystkim dobrze wycenione procedury, unikając tych mniej opłacalnych. Dotyczy to także selekcji pacjentów. Ci z wieloma chorobami, skomplikowani, stają się „kulą u nogi”, balastem, który lepiej przerzucić do konkurencji. Oznacza to de facto obniżenie jakości opieki medycznej, a także pogłębianie się nierówności w zdrowiu. Potwierdzają to międzynarodowe badania, które wskazują, że szpitale publiczne i niekomercyjne (not for profit) działają równie efektywnie, co komercyjne, a według niektórych analiz – nawet lepiej. Na polskim gruncie w pracy badaczy z Uniwersytetu Jagiellońskiego udokumentowano pewną przewagę szpitali publicznych w formie SPZOZ nad tymi przekształconymi w spółki prawa handlowego – i to w zakresie wskaźników finansowych!

A jak z jakością opieki? Szwedzkie badanie dotyczące prywatyzacji usług ratownictwa medycznego w Sztokholmie wykazało, że prywatne zespoły karetek rzeczywiście były tańsze i szybsze, ale zarazem… osiągały one gorsze wyniki w obszarach nieuwzględnionych w systemie bodźców finansowych. Niestety, należała do nich szansa długoterminowego przeżycia pacjentów. Autorzy badania zidentyfikowali mechanizmy pozwalające firmom prywatnym na redukcję kosztów, które zarazem obniżały jakość świadczeń – m.in. poprzez oszczędności na kwalifikacjach personelu.

W kontekście szwedzkiego systemu, w którym priorytetem jest równy dostęp do opieki wysokiej jakości, takie praktyki budzą poważne wątpliwości i stają się przedmiotem publicznej debaty. Czas, byśmy podobnie zaczęli myśleć w Polsce. Zamiast sprytnych tricków, dzięki którym oszczędzimy 5 złotych na ochronie zdrowia, powinniśmy skupić się na żmudnej reformie, dzięki której Polacy będą żyć dłużej i w dobrym zdrowiu.



 

Polecane