Jakie skutki może nieść edukacja włączająca?

Realizowany w polskich szkołach projekt „Edukacja dla wszystkich” wywołał protest Solidarności i został uznany za szkodliwy zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. Jakie potencjalnie niebezpieczne skutki może nieść tzw. edukacja włączająca?
/ fot. www.gov.pl

„Edukacja włączająca rozumiana jest jako podejście w procesie kształcenia i wychowania, którego celem jest zwiększanie szans edukacyjnych wszystkich osób uczących się poprzez zapewnianie im warunków do rozwijania indywidualnego potencjału, tak by w przyszłości umożliwić im pełnię rozwoju osobistego na miarę swoich możliwości oraz pełne włączenie w życie społeczne” – czytamy na stronie Ministerstwa Edukacji i Nauki. „Edukacja ta stawia za cel wyposażenie uczniów w kompetencje niezbędne do stworzenia w przyszłości włączającego społeczeństwa, czyli społeczeństwa, w którym osoby niezależnie od różnic m.in. w stanie zdrowia, sprawności, pochodzeniu, wyznaniu są pełnoprawnymi członkami społeczności, a ich różnorodność postrzegana jest jako cenny zasób rozwoju społecznego i cywilizacyjnego” – dodaje MEiN. W teorii założenia edukacji włączającej są szczytne, jak jednak wygląda ich realizacja w praktyce?

Więcej szkody niż pożytku?

Jak stwierdza ekspert oświatowy Hanna Dobrowolska, „projekt ten [„Edukacja dla wszystkich” – przyp. red.] pozornie wspiera dzieci i młodzież z niepełnosprawnościami, ale faktycznie jest ukrytą antyreformą oświaty”. „Nie bacząc na krytyczne stanowisko związków zawodowych, wdrażanie zmian realizuje się kropelkową metodą: licznymi szkoleniami nauczycieli i pedagogów, zmieniającymi ich perspektywę w imię politycznej poprawności, Erasmusem dla nauczycieli z równościowymi szkoleniami oraz mnogością pseudonaukowych dywagacji, które realizowane są w większości za pieniądze z UE” – podkreśla Dobrowolska. Według niej, zmiany zakładające zatrudnianie nauczycieli wspomagających w szkołach dotychczas nieprzystosowanych do świadczenia opieki nad dziećmi niepełnosprawnymi, skutkują ogromnym chaosem i krzywdą zarówno dzieci, jak i nauczycieli.

– Jestem pedagogiem specjalnym z kilkuletnim stażem, pracowałam w edukacji włączającej, obecnie jestem zatrudniona w szkole integracyjnej. Jako rodzic dziecka z niepełnosprawnością i pedagog specjalny nie wybrałabym edukacji włączającej dla dziecka z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego. Z doświadczenia wiem, że w większości przypadków to niestety fikcja. Nauczyciele wykształceni w konkretnych dziedzinach (takich jak język polski, matematyka czy geografia) niechętnie podchodzą do dostosowywania treści programowych do deficytów ucznia, jest to dla nich dodatkowa praca. Dla szkoły problemem staje się prowadzenie pomocy psychologiczno-pedagogicznej, często brakuje specjalistycznej wiedzy osobom, które kończyły pedagogikę ogólną, a nie specjalną. Problemem jest również sama akceptacja ucznia przez społeczność szkolną. Hasło „wszyscy inni, wszyscy równi” pozostaje tylko pustym sloganem niefunkcjonującym w szkole. Uczniowie zdają sobie sprawę z „inności” kolegi czy koleżanki i niestety często wykluczają ze swojego grona dziecko z niepełnosprawnościami – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność” Iza pracująca jako pedagog specjalny i nauczyciel wspomagający.

Solidarność protestuje

Krytyczne stanowisko wobec projektu „Edukacja dla wszystkich” zajęła także Solidarność oświatowa. Eksperci związkowi wskazali na niebezpieczeństwa wynikające z faktu, że w myśl ministerialnego projektu to rodzic, a nie lekarz orzecznik ma decydować, w jakiej szkole powinno kształcić się jego dziecko. „Informacje ze środowiska, które cały czas zbieramy, wskazują, że planowane zmiany idą w złym kierunku. A przyjęte w nim złożenie, że to rodzic decyduje o wszystkim, co dotyczy sposobu kształcenia dziecka, jest dla nas nie do zaakceptowania. Uważamy, że trzeba odwrócić tę sytuację, bo nie może być tak, że na podstawie diagnozy dziecka pisze się orzeczenie, a rodzic może je schować do szuflady i nie pokazywać nikomu” – wskazuje Ryszard Proksa, przewodniczący KSOiW NSZZ „Solidarność”. „Nauczyciel jest już niańką, pielęgniarką, a ma przecież zajmować się edukacją dziecka. Powstaje więc pytanie, gdzie w tym całym programie są dzieci, które chcą się rozwijać normalnie i odnosić sukcesy edukacyjne. Ich nie ma” – dodaje.

„Planuje się likwidację szkół specjalnych, tymczasem to są jedyne placówki, które pomagają w uzawodowieniu osób niepełnosprawnych. Dzięki nim młodzi ludzie z często poważnymi niepełnosprawnościami mają szansę wejść w normalne życie i wykonywać jakiś zawód” – podkreśla. I rzeczywiście, następuje już stopniowa likwidacja szkół specjalnych. Jak wynika z raportu NIK z 2021 roku, „z roku na rok spada liczba uczniów kształcących się w szkołach specjalnych, podobnie jak liczba samych szkół – w roku szkolnym 2016/2017 było ich ok. 2400, w roku szkolnym 2019/2020 już tylko nieco ponad 1900”. „Integrowanie na siłę dzieci z niepełnosprawnościami w szkołach jest nieporozumieniem. I będzie to tylko ze szkodą dla tych dzieci, bo żadna szkoła ogólnodostępna nie dysponuje tak wyszkoloną kadrą, żeby mogła je wspomagać” – uważa Ryszard Proksa.

Czas wrócić do dyskusji

Zdaniem Hanny Dobrowolskiej, edukacja włączająca może przynieść więcej szkody niż pożytku nie tylko uczniom, ale także nauczycielom. „W ankiecie «Głosu Nauczycielskiego» aż 88 proc. spośród ponad 2 tys. nauczycieli biorących udział w badaniu było przeciwnych edukacji włączającej! Petycję na ten temat podpisało blisko 12 tys. osób. Do chwili obecnej można pod nią znaleźć wiele przejmujących komentarzy rodziców dzieci z dysfunkcjami i pedagogów specjalnych, którzy poddają projekt daleko idącej i merytorycznej krytyce, kierując się najlepiej pojętym interesem dziecka. Przykłady szkolnych praktyków pokazują całkowitą nieprzystawalność ideologicznych założeń «włączania» do realiów życia szkoły i psychologii człowieka – ucznia i nauczyciela” – tłumaczy. „Kadra szkół specjalnych przygotowana była przez lata do pracy z uczniami ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi [SPE], i to o ściśle określonych niepełnosprawnościach – dlatego osiągała tak świetne wyniki i świadczyła dzieciom wysoce fachową pomoc. Teraz ma pełnić dodatkowo [!] «nową rolę» – szkolić i wspierać nauczycieli z placówek ogólnodostępnych, do których trafią dzieci z niepełnosprawnościami. Budzi to uzasadniony protest nauczycieli. Zamiast realizować swoje powołanie, dla którego zdecydowali się na wybór pedagogiki specjalnej, i pracować z dziećmi, przekwalifikowywani są oni stopniowo na szkoleniowców tworzonych kadr włączania, i to w ramach wykonywania dodatkowych obowiązków. Wielu z nich już dziś odchodzi z zawodu, nie widząc siebie w tej zupełnie innej roli” – podkreśla Dobrowolska.

„Podobnie dzieje się w wypadku nauczycieli przedmiotu – oni również chcieli realizować się jako matematycy, poloniści i historycy, nie zaś jako opiekunowie uczniów z często głębokimi niepełnosprawnościami, którzy trafiają do klas masowych. Kadry stawiane wobec takich wyzwań – arcytrudnych i wymagających szczególnych predyspozycji –- wykruszają się w szybkim tempie. Psycholodzy i pedagodzy zatrudniani na fali edukacji włączającej zaczynają w szkołach zastępować brakujących nauczycieli – tych, którzy przekazują realną wiedzę z zakresu swojej dziedziny. Czy o to chodzi w przyszłej szkole «dla wszystkich»?” – pyta ekspert oświatowy.
„Dostrzegamy ogromne problemy wynikające z wdrażania szkodliwej metody włączającej, która poniosła fiasko we wszystkich państwach, które ją wprowadziły. Na podstawie doświadczeń innych krajów wiemy, że tzw. edukacja włączająca skutkuje katastrofalnym obniżeniem poziomu kształcenia wszystkich uczniów, prowadzi do likwidacji szkolnictwa specjalnego, a w rezultacie – grozi demontażem całego systemu oświaty” – pisali w sierpniu ubiegłego roku do ministra edukacji przedstawiciele blisko 40 organizacji oświatowych zrzeszonych w Ruchu Obrony Szkoły.

Do dyskusji na ten temat należy powrócić. „Rolą związków, stowarzyszeń i innych organizacji jest zabrać głos w imieniu tej milczącej większości. Tym bardziej że «włączanie» postępuje krok po kroku według przyjętych utopijnych założeń o równości i dobrostanie każdego ucznia, narażając oświatę na całkowite jej przeobrażenie i upadek” – wskazuje Hanna Dobrowolska. „Zmiany skutkować będą być może wkrótce koniecznością przyjęcia globalnego projektu naprawczego, wdrażanego z poziomu struktur UE. A to już dalekie od faktycznej autonomii oświaty narodowej, czyli od znanego nam modelu polskiej szkoły” – ostrzega.

Tekst pochodzi z 6 (1776) numeru „Tygodnika Solidarność”.


 

POLECANE
Polska wypowiedziała Konwencję Ottawską. Wojsko może w 48 godz. zaminować granicę z ostatniej chwili
Polska wypowiedziała Konwencję Ottawską. Wojsko może w 48 godz. zaminować granicę

Po upływie okresu wypowiedzenia Konwencji Ottawskiej Polska odzyskuje od dziś możliwość produkcji i użycia min przeciwpiechotnych. System ma być ważnym elementem wzmocnienia wschodniej granicy.

Komunikat policji dla mieszkańców woj. podkarpackiego z ostatniej chwili
Komunikat policji dla mieszkańców woj. podkarpackiego

Podkarpacka policja apeluje o reakcję w czasie mrozów. Na wychłodzenie szczególnie narażeni są bezdomni, seniorzy, osoby samotne i nietrzeźwe.

Merz: Wojna na Ukrainie trwa dłużej niż II WŚ. Nie policzył inwazji na Polskę? pilne
Merz: "Wojna na Ukrainie trwa dłużej niż II WŚ". Nie policzył inwazji na Polskę?

Słowa kanclerza Friedricha Merza o długości II wojny światowej wywołały poważne kontrowersje. Komentatorzy wskazują na pomijanie kluczowego momentu – agresji Niemiec na Polskę w 1939 roku.

Bezpłatne czujki dymu i tlenku węgla. Pilny komunikat MSWiA z ostatniej chwili
Bezpłatne czujki dymu i tlenku węgla. Pilny komunikat MSWiA

MSWiA i Państwowa Straż Pożarna dementują doniesienia o rzekomych wadach bezpłatnych czujek dymu i tlenku węgla – poinformowano w komunikacie.

Niemieccy funkcjonariusze chcą ograniczenia patroli na granicy z Polską Wiadomości
Niemieccy funkcjonariusze chcą ograniczenia patroli na granicy z Polską

Niemiecki związek policjantów apeluje o zmianę organizacji kontroli na granicy z Polską. Mundurowi chcą przesunięcia części sił w inne miejsca.

Lekcja z Ukrainy. Jak odporne są europejskie sieci przesyłowe? tylko u nas
Lekcja z Ukrainy. Jak odporne są europejskie sieci przesyłowe?

W lutym 2026 roku Eurelectric opublikowało raport „Battle-tested power systems”, który w prosty, ale mocny sposób pokazuje, dlaczego europejska energetyka nie może dłużej udawać, że zagrożenia hybrydowe i wojenne to niszowy problem. Dokument opiera się na ponad trzech latach doświadczeń ukraińskich spółek energetycznych – przede wszystkim DTEK – oraz na coraz częstszych incydentach w Unii Europejskiej.

Marszałek Sejmu: Przekazałem prezydencki projekt do zaopiniowania Komisji Weneckiej z ostatniej chwili
Marszałek Sejmu: Przekazałem prezydencki projekt do zaopiniowania Komisji Weneckiej

– Ponieważ według opinii prawników prezydencki projekt ws. sądownictwa narusza niezawisłość sędziowską i podział władzy, zdecydowałem się przekazać do zaopiniowania Komisji Weneckiej – stwierdził w piątek marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.

Rząd wyda miliardy na modernizację Lotniska Chopina w Warszawie pilne
Rząd wyda miliardy na modernizację Lotniska Chopina w Warszawie

Polskie Porty Lotnicze otrzymają finansowanie warte 3,3 mld zł, które ma utrzymać przepustowość Lotniska Chopina i wesprzeć budowę CPK, pod obecną nazwą "Port Polska".

Zapytano Polaków o gospodarkę. Fatalne wieści dla Tuska z ostatniej chwili
Zapytano Polaków o gospodarkę. Fatalne wieści dla Tuska

Najnowszy sondaż OGB pokazuje wyraźny problem dla rządu Donalda Tuska. Ponad połowa badanych negatywnie ocenia kierunek zmian w polskiej gospodarce.

Będzie dalsze zamykanie porodówek? Minister: Demografia jest taka, jaka jest z ostatniej chwili
Będzie dalsze zamykanie porodówek? Minister: Demografia jest taka, jaka jest

– Myślę, że nie możemy uciekać od tego, że w Polsce jest demografia taka, jaka jest – powiedziała w piątek minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, odnosząc się do ewentualnego zamykania kolejnych oddziałów położniczych w Polsce.

REKLAMA

Jakie skutki może nieść edukacja włączająca?

Realizowany w polskich szkołach projekt „Edukacja dla wszystkich” wywołał protest Solidarności i został uznany za szkodliwy zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. Jakie potencjalnie niebezpieczne skutki może nieść tzw. edukacja włączająca?
/ fot. www.gov.pl

„Edukacja włączająca rozumiana jest jako podejście w procesie kształcenia i wychowania, którego celem jest zwiększanie szans edukacyjnych wszystkich osób uczących się poprzez zapewnianie im warunków do rozwijania indywidualnego potencjału, tak by w przyszłości umożliwić im pełnię rozwoju osobistego na miarę swoich możliwości oraz pełne włączenie w życie społeczne” – czytamy na stronie Ministerstwa Edukacji i Nauki. „Edukacja ta stawia za cel wyposażenie uczniów w kompetencje niezbędne do stworzenia w przyszłości włączającego społeczeństwa, czyli społeczeństwa, w którym osoby niezależnie od różnic m.in. w stanie zdrowia, sprawności, pochodzeniu, wyznaniu są pełnoprawnymi członkami społeczności, a ich różnorodność postrzegana jest jako cenny zasób rozwoju społecznego i cywilizacyjnego” – dodaje MEiN. W teorii założenia edukacji włączającej są szczytne, jak jednak wygląda ich realizacja w praktyce?

Więcej szkody niż pożytku?

Jak stwierdza ekspert oświatowy Hanna Dobrowolska, „projekt ten [„Edukacja dla wszystkich” – przyp. red.] pozornie wspiera dzieci i młodzież z niepełnosprawnościami, ale faktycznie jest ukrytą antyreformą oświaty”. „Nie bacząc na krytyczne stanowisko związków zawodowych, wdrażanie zmian realizuje się kropelkową metodą: licznymi szkoleniami nauczycieli i pedagogów, zmieniającymi ich perspektywę w imię politycznej poprawności, Erasmusem dla nauczycieli z równościowymi szkoleniami oraz mnogością pseudonaukowych dywagacji, które realizowane są w większości za pieniądze z UE” – podkreśla Dobrowolska. Według niej, zmiany zakładające zatrudnianie nauczycieli wspomagających w szkołach dotychczas nieprzystosowanych do świadczenia opieki nad dziećmi niepełnosprawnymi, skutkują ogromnym chaosem i krzywdą zarówno dzieci, jak i nauczycieli.

– Jestem pedagogiem specjalnym z kilkuletnim stażem, pracowałam w edukacji włączającej, obecnie jestem zatrudniona w szkole integracyjnej. Jako rodzic dziecka z niepełnosprawnością i pedagog specjalny nie wybrałabym edukacji włączającej dla dziecka z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego. Z doświadczenia wiem, że w większości przypadków to niestety fikcja. Nauczyciele wykształceni w konkretnych dziedzinach (takich jak język polski, matematyka czy geografia) niechętnie podchodzą do dostosowywania treści programowych do deficytów ucznia, jest to dla nich dodatkowa praca. Dla szkoły problemem staje się prowadzenie pomocy psychologiczno-pedagogicznej, często brakuje specjalistycznej wiedzy osobom, które kończyły pedagogikę ogólną, a nie specjalną. Problemem jest również sama akceptacja ucznia przez społeczność szkolną. Hasło „wszyscy inni, wszyscy równi” pozostaje tylko pustym sloganem niefunkcjonującym w szkole. Uczniowie zdają sobie sprawę z „inności” kolegi czy koleżanki i niestety często wykluczają ze swojego grona dziecko z niepełnosprawnościami – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność” Iza pracująca jako pedagog specjalny i nauczyciel wspomagający.

Solidarność protestuje

Krytyczne stanowisko wobec projektu „Edukacja dla wszystkich” zajęła także Solidarność oświatowa. Eksperci związkowi wskazali na niebezpieczeństwa wynikające z faktu, że w myśl ministerialnego projektu to rodzic, a nie lekarz orzecznik ma decydować, w jakiej szkole powinno kształcić się jego dziecko. „Informacje ze środowiska, które cały czas zbieramy, wskazują, że planowane zmiany idą w złym kierunku. A przyjęte w nim złożenie, że to rodzic decyduje o wszystkim, co dotyczy sposobu kształcenia dziecka, jest dla nas nie do zaakceptowania. Uważamy, że trzeba odwrócić tę sytuację, bo nie może być tak, że na podstawie diagnozy dziecka pisze się orzeczenie, a rodzic może je schować do szuflady i nie pokazywać nikomu” – wskazuje Ryszard Proksa, przewodniczący KSOiW NSZZ „Solidarność”. „Nauczyciel jest już niańką, pielęgniarką, a ma przecież zajmować się edukacją dziecka. Powstaje więc pytanie, gdzie w tym całym programie są dzieci, które chcą się rozwijać normalnie i odnosić sukcesy edukacyjne. Ich nie ma” – dodaje.

„Planuje się likwidację szkół specjalnych, tymczasem to są jedyne placówki, które pomagają w uzawodowieniu osób niepełnosprawnych. Dzięki nim młodzi ludzie z często poważnymi niepełnosprawnościami mają szansę wejść w normalne życie i wykonywać jakiś zawód” – podkreśla. I rzeczywiście, następuje już stopniowa likwidacja szkół specjalnych. Jak wynika z raportu NIK z 2021 roku, „z roku na rok spada liczba uczniów kształcących się w szkołach specjalnych, podobnie jak liczba samych szkół – w roku szkolnym 2016/2017 było ich ok. 2400, w roku szkolnym 2019/2020 już tylko nieco ponad 1900”. „Integrowanie na siłę dzieci z niepełnosprawnościami w szkołach jest nieporozumieniem. I będzie to tylko ze szkodą dla tych dzieci, bo żadna szkoła ogólnodostępna nie dysponuje tak wyszkoloną kadrą, żeby mogła je wspomagać” – uważa Ryszard Proksa.

Czas wrócić do dyskusji

Zdaniem Hanny Dobrowolskiej, edukacja włączająca może przynieść więcej szkody niż pożytku nie tylko uczniom, ale także nauczycielom. „W ankiecie «Głosu Nauczycielskiego» aż 88 proc. spośród ponad 2 tys. nauczycieli biorących udział w badaniu było przeciwnych edukacji włączającej! Petycję na ten temat podpisało blisko 12 tys. osób. Do chwili obecnej można pod nią znaleźć wiele przejmujących komentarzy rodziców dzieci z dysfunkcjami i pedagogów specjalnych, którzy poddają projekt daleko idącej i merytorycznej krytyce, kierując się najlepiej pojętym interesem dziecka. Przykłady szkolnych praktyków pokazują całkowitą nieprzystawalność ideologicznych założeń «włączania» do realiów życia szkoły i psychologii człowieka – ucznia i nauczyciela” – tłumaczy. „Kadra szkół specjalnych przygotowana była przez lata do pracy z uczniami ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi [SPE], i to o ściśle określonych niepełnosprawnościach – dlatego osiągała tak świetne wyniki i świadczyła dzieciom wysoce fachową pomoc. Teraz ma pełnić dodatkowo [!] «nową rolę» – szkolić i wspierać nauczycieli z placówek ogólnodostępnych, do których trafią dzieci z niepełnosprawnościami. Budzi to uzasadniony protest nauczycieli. Zamiast realizować swoje powołanie, dla którego zdecydowali się na wybór pedagogiki specjalnej, i pracować z dziećmi, przekwalifikowywani są oni stopniowo na szkoleniowców tworzonych kadr włączania, i to w ramach wykonywania dodatkowych obowiązków. Wielu z nich już dziś odchodzi z zawodu, nie widząc siebie w tej zupełnie innej roli” – podkreśla Dobrowolska.

„Podobnie dzieje się w wypadku nauczycieli przedmiotu – oni również chcieli realizować się jako matematycy, poloniści i historycy, nie zaś jako opiekunowie uczniów z często głębokimi niepełnosprawnościami, którzy trafiają do klas masowych. Kadry stawiane wobec takich wyzwań – arcytrudnych i wymagających szczególnych predyspozycji –- wykruszają się w szybkim tempie. Psycholodzy i pedagodzy zatrudniani na fali edukacji włączającej zaczynają w szkołach zastępować brakujących nauczycieli – tych, którzy przekazują realną wiedzę z zakresu swojej dziedziny. Czy o to chodzi w przyszłej szkole «dla wszystkich»?” – pyta ekspert oświatowy.
„Dostrzegamy ogromne problemy wynikające z wdrażania szkodliwej metody włączającej, która poniosła fiasko we wszystkich państwach, które ją wprowadziły. Na podstawie doświadczeń innych krajów wiemy, że tzw. edukacja włączająca skutkuje katastrofalnym obniżeniem poziomu kształcenia wszystkich uczniów, prowadzi do likwidacji szkolnictwa specjalnego, a w rezultacie – grozi demontażem całego systemu oświaty” – pisali w sierpniu ubiegłego roku do ministra edukacji przedstawiciele blisko 40 organizacji oświatowych zrzeszonych w Ruchu Obrony Szkoły.

Do dyskusji na ten temat należy powrócić. „Rolą związków, stowarzyszeń i innych organizacji jest zabrać głos w imieniu tej milczącej większości. Tym bardziej że «włączanie» postępuje krok po kroku według przyjętych utopijnych założeń o równości i dobrostanie każdego ucznia, narażając oświatę na całkowite jej przeobrażenie i upadek” – wskazuje Hanna Dobrowolska. „Zmiany skutkować będą być może wkrótce koniecznością przyjęcia globalnego projektu naprawczego, wdrażanego z poziomu struktur UE. A to już dalekie od faktycznej autonomii oświaty narodowej, czyli od znanego nam modelu polskiej szkoły” – ostrzega.

Tekst pochodzi z 6 (1776) numeru „Tygodnika Solidarność”.



 

Polecane