[Tylko u nas] Aleksandra Jakubiak OV: Czy Bóg im odpłaci?

 „Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». Zapytał ich: «Cóż takiego?» Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” (Łk 24, 13-24).
Chrystus Pantokrator
Chrystus Pantokrator / pixabay.com/gunthersimmermacher

 

Kiedy około tydzień temu wybuchła informacja o tym, co zastano w podkijowskich miasteczkach po wycofaniu się Rosjan, większość ludzi reagowania podobnie - szok był tym większy, że przecież od lat w przestrzeni publicznej mówiono, że w XXI wieku wojny wyglądają już inaczej, toczą się raczej na giełdach i w internecie, czego skutki oczywiście odczuwamy, ale na naszych geograficznych szerokościach i długościach walki mogą przybierać co najwyżej formę działań hybrydowych, tymczasem wojna wybuchła, wybuchła zatrważająco blisko i teraz na domiar coraz bardziej nosi znamiona krwawej rzezi bezbronnych, całkowicie niewinnych. Oglądaliśmy zatem te potworne zdjęcia z jakimś wręcz niedowierzaniem - powiązane ciała, zwłoki porozrzucane na ulicach, zbiorowe bezimienne mogiły. Dzieci. Najgorsze były zdjęcia dzieci. Widziałam jedno, na którym poukładano kilkuletnich chłopców twarzami do krawężnika z podkulonymi kolanami. Czasem jakiś detal powoduje, że z najbardziej nawet zaszokowanego obserwatora stajemy się emocjonalnym „współuczestnikiem” wydarzeń. W moim wypadku była to mała strużka moczu, która wypływała spod ciała jednego z chłopców. Uświadomiłam sobie obezwładniające fizjologię przerażenie, które ciągnęło się długimi sekundami, gdy ten kilkuletni chłopczyk czekał wśród rówieśników na swoją kolej.

- Co Bóg na to? - Czy wymierzy im sprawiedliwość? Słyszycie te słowa wokół siebie? Albo… w sobie? Oczami wyobraźni widzimy obrazki z obozów koncentracyjnych, łagrów, pól bitewnych, miejsc kaźni, spalonych wsi i pewnie nie jesteśmy ani trochę mądrzejsi od naszych przodków, te same pytania i wątpliwości się w nas kołaczą, te same namiętności, ten sam gniew. Wielu z nas ma wyuczone i zapewne słuszne teologiczne odpowiedzi o ludzkiej wolności, także do zła, o pierworodnym grzechu, o sądzie. Tylko że - choć odpowiedzi te dostarczają wentyla dla intelektu - to w takich sytuacjach potrzebujemy czegoś jeszcze. Czegoś, czego nikt za nas nie wypracuje.

Do pewnego czasu daje się na kartach Biblii dostrzec coś, co nazywamy zasadą retrybucji, czyli odpłaty. W skrócie - jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Byłem dobry, grzeczny i miły, słuchałem Boga, więc mi się powodzi; grzeszyłem - spotyka mnie choroba, kara i inne mało sympatyczne konsekwencje. Miało się to odbywać już za życia. Tego typu teologia zaczyna ewoluować powoli w kierunku bardziej złożonych form, wiary w zmartwychwstanie, głębszego obrazu Boga etc. kilkaset lat przez przyjściem na świat Jezusa. Co prawda i za Jego czasów były w Izraelu stronnictwa, które w zmartwychwstanie nie wierzyły - patrz: rozmowa Jezusa z saduceuszami - ale generalnie po okresie niewoli babilońskiej obraz Boga, świata, eschatologii zaczyna zyskiwać kolejny wymiar. Jest jednak tak, że pewne aspekty tego prostego myślenia naszych duchowych przodków tkwią i w nas. Takie prawidła ludzkiej natury. Nie chcę tu oczywiście powiedzieć, że to co robimy i kim jesteśmy nie ma żadnego wpływu na nasze życie doczesne i przyszłe, po prostu „głośno” rozważam, na ile nasze oczekiwania wobec Boga są na Jego, a na ile na nasz - z pyłu tej ziemi wzięty - obraz.

Nie wiem, jak inni, ale analizując własne oczekiwania i nadzieje widzę, że na swój sposób chciałabym i zjeść i mieć ciasteczko - pragnę Boga wszechmocnego, który nieskończenie mnie przerasta, przez co mogłabym czuć się bezpiecznie, ale z drugiej strony często działam tak, jakbym chciała Boga, nad którym mogłabym zapanować, powiedzieć Mu, jak ma wyglądać ten świat, żeby było dobrze, zamówić swoją wymarzoną po ludzku rzeczywistość, najlepiej z bezpośrednią dostawą do domu. Jakby to powiedzieć - to se ne da. Ważne jednak, by swoich pytań, cierpienia i wątpliwości nie odkładać na półkę z napisem „właściwa teologia katolicka, o resztę pytać nie wolno”, bo rychło odbije się to na relacji z Bogiem, albo powolną jej petryfikacją, obumieraniem i smutkiem, albo odrywaniem wiary od rozumu, czyli podszytym lękiem fundamentalizmem, albo buntem przeciw komuś, kogo sami sobie w głowie wyprodukowaliśmy, bo przecież nie przeciw realnemu żywemu Bogu.

„A myśmy się spodziewali, że On właśnie wyzwoli Izraela”, że będzie taki, jakiego Go sobie w naszych umysłach zaprojektowaliśmy, wymarzyliśmy. A On zamiast wygrać naszą wojnę wziął i umarł, oddał życie. To więcej niż skandal, więcej niż zawód, to coś nie do pojęcia. Bo Bóg nie byłby Bogiem, gdyby był dla nas do pojęcia. Problem w tym, że teologia nie załatwi w nas tego, czego nikt poza nami wypracować nie da rady - żywego kontaktu z żywym Bogiem. Żadną miarą nie znam odpowiedzi na wiele z nurtujących nas w tych dniach pytań. Wiem tylko tyle, że wszystkie odpowiedzi są w Nim. Na jedne jestem za mała, inne usłyszę we właściwym czasie, kiedy naprawdę będzie mi to potrzebne. Znacznie ważniejsze od wielu odpowiedzi z poziomu „co Bóg na to” jest to, by usłyszeć gdzie On jest.

Często skupiamy się się na sielankowym obrazie słów „Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie, pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę” (Ps 23 1-3), ale nie chcemy usłyszeć „chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę”, dlaczego? „bo Ty jesteś ze mną”. A tyle wystarczy nam wiedzieć. Prawda jest taka, że wraz z upływem lat spędzonych przy Bogu teologicznej błyskotliwości nam najczęściej nie przybywa. I nie musi. Najważniejsze, by przybywało ufności w „Ty jesteś ze mną”. Więcej nie trzeba niż dzielić się radością, dzielić się bólem i ufać. W tym dzieleniu i ufności realizuje się chrześcijaństwo, moje człowieczeństwo i najgłębsze podkłady mojej jaźni. Bóg nie obiecywał mi, że będzie tak jak ja chcę, nie obiecywał także, że będzie tak, jak sądzę, że powinno być. On mówił „Ja będę z tobą” (Wj 3, 12) i „Bóg będzie czuwał nad wami i sprawi, że wrócicie do kraju waszych przodków” (Rdz 48, 21) i „Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel” (Iz 7, 14). Emmanuel, czyli Bóg z nami. Bóg ze mną. Tego nie da się nauczyć, temu słowu trzeba dać przeniknąć duszę, doświadczyć jej tej obecności dzień po dniu, rok po roku. Pozwolić drążyć mu serce.

W życiu przy Bogu - nieskończenie przerastającym nas Bogu - Bogu, którego nie da się wykorzystać do własnych małych celów, czasem zapanuje cisza, czasem rzeczywistość będzie ożywać i kwitnąć, czasem ścieżka będzie wiodła przez granie tworząc szeroką perspektywę, czasem przez ataki serca, ale najważniejsze jest to, że rozmaite sposoby doświadczania Jego BYCIA urastają niczym zaczyn. Nasza wewnętrzna teologia staje bardziej teologią pytań niż odpowiedzi, ale pytań nie rzucanych w próżnię. Nawet jeśli nie zawsze usłyszymy na nie odpowiedzi, a na pewno nie zawsze od razu.

Pewnej niedzieli Jezus wjechał do Jerozolimy witany przez tłumy wiwatami, skandowaniem, byłam tam i ja. Witany jako król, cudotwórca, oddziałujący na tę rzeczywistość teraz, tu, natychmiast. Chwilę potem, gdy odbywał się jakiś kosmiczny sąd nade mną, kiedy to On zgłosił się na ochotnika, by ponieść na sobie mój wyrok, mnie już tam nie było. Ja w tym czasie byłam zawiedziona oczekiwaniami, że „On wyzwoli Izraela”. Ale nie szkodzi. To nie taki Bóg, który miałby się na mnie za to obrazić lub zmienić zdanie. Na całe szczęście On nie jest na mój obraz i podobieństwo.

Lata temu siedziałam na adoracji pytając uparcie o pewne sprawy. Odpowiedzią było doświadczenie w sobie Jezusa, który otwiera z klucza moje serce i pokazuje mi malutką dziewczynkę, która śpi, by nie wypowiadać na głos swego dziecięcego dylematu: to niemożliwe, żeby Bóg mógł być jednocześnie wszechmocny i dobry, bo gdyby był, nie mogłabym trafić do piekła, a mogę”. Odpowiedzią Boga było coś najbardziej nieoczekiwanego, żadne teologiczne wywody, żadne zapewnienia, a prosty pocałunek złożony na tych lękach i odłożenie dziewczynki na miejsce. Ten obraz wybił mi z ręki wszelkie argumenty, no bo kim jest Bóg, który całuje nasze wątpliwości co do Niego, nasze najgorsze strachy? Jak bardzo jest inny i jednocześnie jak bardzo kochający? Na takie coś umiałam zrobić tylko jedno, może pierwszy raz w życiu do końca szczerze i z przekonania uklęknąć i powiedzieć w sercu, niczym Tomasz: Pan mój i Bój mój.

Takiego Boga nie da się nauczyć z książek, Jego trzeba poznawać, by usłyszeć „Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym” (J 1, 48). Każdy ma swoje drzewo figowe, w którym mieszczą się nasze pytania.

 


 

POLECANE
Jako najważniejszego partnera Polski Polacy wskazali USA. UE na drugim miejscu Wiadomości
Jako najważniejszego partnera Polski Polacy wskazali USA. UE na drugim miejscu

W najnowszym sondażu przeprowadzonym przez United Surveys na zlecenie Wirtualnej Polski Polacy zostali zapytani o kluczowych partnerów kraju w kwestiach bezpieczeństwa i polityki zagranicznej w 2026 roku.

UE zwołuje spotkanie przywódców w sprawie Grenlandii z ostatniej chwili
UE zwołuje spotkanie przywódców w sprawie Grenlandii

Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa poinformował w niedzielę, że w najbliższych dniach planuje zwołać nadzwyczajne posiedzenie unijnych przywódców w sprawie Grenlandii. Według źródeł unijnych miałoby się ono odbyć w najbliższy czwartek, 22 stycznia.

Pałac Buckingham: Nowe doniesienia ws. księżnej Kate Wiadomości
Pałac Buckingham: Nowe doniesienia ws. księżnej Kate

Księżna Kate ponownie przyciągnęła uwagę mediów, tym razem swoim nietypowym zachowaniem podczas oficjalnego spotkania. W czwartek, 15 stycznia, żona księcia Williama odwiedziła Windsor, aby spotkać się z angielską kadrą rugby kobiet.

Warszawa bez wody w kilku dzielnicach. Mróz wywołuje kolejne awarie Wiadomości
Warszawa bez wody w kilku dzielnicach. Mróz wywołuje kolejne awarie

W Warszawie silny mróz znów daje się we znaki. W niedzielę, 18 stycznia, MPWiK zgłosiło osiem awarii w siedmiu dzielnicach, przez co 83 adresy nie mają wody.

Grafzero: Co się kręci w Polsce 2026? z ostatniej chwili
Grafzero: Co się kręci w Polsce 2026?

Polskie premiery filmowe 2026! Postapokalipsa, filmy historyczne, dramaty obyczajowe i wiele innych. Grafzero vlog literacki sprawdza co warto obejrzeć w 2026 roku.

Astronomowie nie kryją zaskoczenia. Ten obiekt nie był aktywny od 100 mln lat Wiadomości
Astronomowie nie kryją zaskoczenia. Ten obiekt nie był aktywny od 100 mln lat

W odległej galaktyce o nazwie J1007+3540 astronomowie zaobserwowali niezwykłe zjawisko. Supermasywna czarna dziura znajdująca się w jej centrum po bardzo długim okresie ciszy znów wykazała aktywność. Przez niemal 100 milionów lat była uśpiona, a teraz najwyraźniej wróciła do życia.

Medal na zakończenie mistrzostw. Polska sztafeta trzecia w Europie Wiadomości
Medal na zakończenie mistrzostw. Polska sztafeta trzecia w Europie

Felix Pigeon, Michał Niewiński, Diane Sellier i Łukasz Kuczyński w sztafecie wywalczyli brązowy medal mistrzostw Europy w short tracku. To była ostatnia konkurencja imprezy zakończonej w holenderskim Tilburgu.

Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat Wiadomości
Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat

Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, nad Europą dominował będzie układ wysokiego ciśnienia z centrum na pograniczu Białorusi i Ukrainy, jedynie południe kontynentu oraz rejon Wysp Brytyjskich znajdzie się w zasięgu niżów. Polska będzie pod wpływem wyżu, w powietrzu polarnym kontynentalnym.

KE otworzyła rynek UE na brazylijskie kurze jaja zanim podpisała umowę z Mercosur z ostatniej chwili
KE otworzyła rynek UE na brazylijskie kurze jaja zanim podpisała umowę z Mercosur

„Wystarczyła jedna decyzja Komisji Europejskiej o szerszym otwarciu rynku na jaja konsumpcyjne brazylijskiego pochodzenia” - poinformowała Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz.

Nie żyje legenda disco polo Wiadomości
Nie żyje legenda disco polo

Środowisko muzyki disco polo pogrążyło się w żałobie. W wieku 50 lat zmarł Krzysztof Chiliński - współzałożyciel, wokalista i twarz legendarnego zespołu Vabank. Był on ostatnim żyjącym członkiem pierwotnego składu grupy, która w latach 90. cieszyła się popularnością na polskiej scenie muzyki tanecznej.

REKLAMA

[Tylko u nas] Aleksandra Jakubiak OV: Czy Bóg im odpłaci?

 „Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». Zapytał ich: «Cóż takiego?» Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” (Łk 24, 13-24).
Chrystus Pantokrator
Chrystus Pantokrator / pixabay.com/gunthersimmermacher

 

Kiedy około tydzień temu wybuchła informacja o tym, co zastano w podkijowskich miasteczkach po wycofaniu się Rosjan, większość ludzi reagowania podobnie - szok był tym większy, że przecież od lat w przestrzeni publicznej mówiono, że w XXI wieku wojny wyglądają już inaczej, toczą się raczej na giełdach i w internecie, czego skutki oczywiście odczuwamy, ale na naszych geograficznych szerokościach i długościach walki mogą przybierać co najwyżej formę działań hybrydowych, tymczasem wojna wybuchła, wybuchła zatrważająco blisko i teraz na domiar coraz bardziej nosi znamiona krwawej rzezi bezbronnych, całkowicie niewinnych. Oglądaliśmy zatem te potworne zdjęcia z jakimś wręcz niedowierzaniem - powiązane ciała, zwłoki porozrzucane na ulicach, zbiorowe bezimienne mogiły. Dzieci. Najgorsze były zdjęcia dzieci. Widziałam jedno, na którym poukładano kilkuletnich chłopców twarzami do krawężnika z podkulonymi kolanami. Czasem jakiś detal powoduje, że z najbardziej nawet zaszokowanego obserwatora stajemy się emocjonalnym „współuczestnikiem” wydarzeń. W moim wypadku była to mała strużka moczu, która wypływała spod ciała jednego z chłopców. Uświadomiłam sobie obezwładniające fizjologię przerażenie, które ciągnęło się długimi sekundami, gdy ten kilkuletni chłopczyk czekał wśród rówieśników na swoją kolej.

- Co Bóg na to? - Czy wymierzy im sprawiedliwość? Słyszycie te słowa wokół siebie? Albo… w sobie? Oczami wyobraźni widzimy obrazki z obozów koncentracyjnych, łagrów, pól bitewnych, miejsc kaźni, spalonych wsi i pewnie nie jesteśmy ani trochę mądrzejsi od naszych przodków, te same pytania i wątpliwości się w nas kołaczą, te same namiętności, ten sam gniew. Wielu z nas ma wyuczone i zapewne słuszne teologiczne odpowiedzi o ludzkiej wolności, także do zła, o pierworodnym grzechu, o sądzie. Tylko że - choć odpowiedzi te dostarczają wentyla dla intelektu - to w takich sytuacjach potrzebujemy czegoś jeszcze. Czegoś, czego nikt za nas nie wypracuje.

Do pewnego czasu daje się na kartach Biblii dostrzec coś, co nazywamy zasadą retrybucji, czyli odpłaty. W skrócie - jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Byłem dobry, grzeczny i miły, słuchałem Boga, więc mi się powodzi; grzeszyłem - spotyka mnie choroba, kara i inne mało sympatyczne konsekwencje. Miało się to odbywać już za życia. Tego typu teologia zaczyna ewoluować powoli w kierunku bardziej złożonych form, wiary w zmartwychwstanie, głębszego obrazu Boga etc. kilkaset lat przez przyjściem na świat Jezusa. Co prawda i za Jego czasów były w Izraelu stronnictwa, które w zmartwychwstanie nie wierzyły - patrz: rozmowa Jezusa z saduceuszami - ale generalnie po okresie niewoli babilońskiej obraz Boga, świata, eschatologii zaczyna zyskiwać kolejny wymiar. Jest jednak tak, że pewne aspekty tego prostego myślenia naszych duchowych przodków tkwią i w nas. Takie prawidła ludzkiej natury. Nie chcę tu oczywiście powiedzieć, że to co robimy i kim jesteśmy nie ma żadnego wpływu na nasze życie doczesne i przyszłe, po prostu „głośno” rozważam, na ile nasze oczekiwania wobec Boga są na Jego, a na ile na nasz - z pyłu tej ziemi wzięty - obraz.

Nie wiem, jak inni, ale analizując własne oczekiwania i nadzieje widzę, że na swój sposób chciałabym i zjeść i mieć ciasteczko - pragnę Boga wszechmocnego, który nieskończenie mnie przerasta, przez co mogłabym czuć się bezpiecznie, ale z drugiej strony często działam tak, jakbym chciała Boga, nad którym mogłabym zapanować, powiedzieć Mu, jak ma wyglądać ten świat, żeby było dobrze, zamówić swoją wymarzoną po ludzku rzeczywistość, najlepiej z bezpośrednią dostawą do domu. Jakby to powiedzieć - to se ne da. Ważne jednak, by swoich pytań, cierpienia i wątpliwości nie odkładać na półkę z napisem „właściwa teologia katolicka, o resztę pytać nie wolno”, bo rychło odbije się to na relacji z Bogiem, albo powolną jej petryfikacją, obumieraniem i smutkiem, albo odrywaniem wiary od rozumu, czyli podszytym lękiem fundamentalizmem, albo buntem przeciw komuś, kogo sami sobie w głowie wyprodukowaliśmy, bo przecież nie przeciw realnemu żywemu Bogu.

„A myśmy się spodziewali, że On właśnie wyzwoli Izraela”, że będzie taki, jakiego Go sobie w naszych umysłach zaprojektowaliśmy, wymarzyliśmy. A On zamiast wygrać naszą wojnę wziął i umarł, oddał życie. To więcej niż skandal, więcej niż zawód, to coś nie do pojęcia. Bo Bóg nie byłby Bogiem, gdyby był dla nas do pojęcia. Problem w tym, że teologia nie załatwi w nas tego, czego nikt poza nami wypracować nie da rady - żywego kontaktu z żywym Bogiem. Żadną miarą nie znam odpowiedzi na wiele z nurtujących nas w tych dniach pytań. Wiem tylko tyle, że wszystkie odpowiedzi są w Nim. Na jedne jestem za mała, inne usłyszę we właściwym czasie, kiedy naprawdę będzie mi to potrzebne. Znacznie ważniejsze od wielu odpowiedzi z poziomu „co Bóg na to” jest to, by usłyszeć gdzie On jest.

Często skupiamy się się na sielankowym obrazie słów „Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie, pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: orzeźwia moją duszę” (Ps 23 1-3), ale nie chcemy usłyszeć „chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę”, dlaczego? „bo Ty jesteś ze mną”. A tyle wystarczy nam wiedzieć. Prawda jest taka, że wraz z upływem lat spędzonych przy Bogu teologicznej błyskotliwości nam najczęściej nie przybywa. I nie musi. Najważniejsze, by przybywało ufności w „Ty jesteś ze mną”. Więcej nie trzeba niż dzielić się radością, dzielić się bólem i ufać. W tym dzieleniu i ufności realizuje się chrześcijaństwo, moje człowieczeństwo i najgłębsze podkłady mojej jaźni. Bóg nie obiecywał mi, że będzie tak jak ja chcę, nie obiecywał także, że będzie tak, jak sądzę, że powinno być. On mówił „Ja będę z tobą” (Wj 3, 12) i „Bóg będzie czuwał nad wami i sprawi, że wrócicie do kraju waszych przodków” (Rdz 48, 21) i „Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel” (Iz 7, 14). Emmanuel, czyli Bóg z nami. Bóg ze mną. Tego nie da się nauczyć, temu słowu trzeba dać przeniknąć duszę, doświadczyć jej tej obecności dzień po dniu, rok po roku. Pozwolić drążyć mu serce.

W życiu przy Bogu - nieskończenie przerastającym nas Bogu - Bogu, którego nie da się wykorzystać do własnych małych celów, czasem zapanuje cisza, czasem rzeczywistość będzie ożywać i kwitnąć, czasem ścieżka będzie wiodła przez granie tworząc szeroką perspektywę, czasem przez ataki serca, ale najważniejsze jest to, że rozmaite sposoby doświadczania Jego BYCIA urastają niczym zaczyn. Nasza wewnętrzna teologia staje bardziej teologią pytań niż odpowiedzi, ale pytań nie rzucanych w próżnię. Nawet jeśli nie zawsze usłyszymy na nie odpowiedzi, a na pewno nie zawsze od razu.

Pewnej niedzieli Jezus wjechał do Jerozolimy witany przez tłumy wiwatami, skandowaniem, byłam tam i ja. Witany jako król, cudotwórca, oddziałujący na tę rzeczywistość teraz, tu, natychmiast. Chwilę potem, gdy odbywał się jakiś kosmiczny sąd nade mną, kiedy to On zgłosił się na ochotnika, by ponieść na sobie mój wyrok, mnie już tam nie było. Ja w tym czasie byłam zawiedziona oczekiwaniami, że „On wyzwoli Izraela”. Ale nie szkodzi. To nie taki Bóg, który miałby się na mnie za to obrazić lub zmienić zdanie. Na całe szczęście On nie jest na mój obraz i podobieństwo.

Lata temu siedziałam na adoracji pytając uparcie o pewne sprawy. Odpowiedzią było doświadczenie w sobie Jezusa, który otwiera z klucza moje serce i pokazuje mi malutką dziewczynkę, która śpi, by nie wypowiadać na głos swego dziecięcego dylematu: to niemożliwe, żeby Bóg mógł być jednocześnie wszechmocny i dobry, bo gdyby był, nie mogłabym trafić do piekła, a mogę”. Odpowiedzią Boga było coś najbardziej nieoczekiwanego, żadne teologiczne wywody, żadne zapewnienia, a prosty pocałunek złożony na tych lękach i odłożenie dziewczynki na miejsce. Ten obraz wybił mi z ręki wszelkie argumenty, no bo kim jest Bóg, który całuje nasze wątpliwości co do Niego, nasze najgorsze strachy? Jak bardzo jest inny i jednocześnie jak bardzo kochający? Na takie coś umiałam zrobić tylko jedno, może pierwszy raz w życiu do końca szczerze i z przekonania uklęknąć i powiedzieć w sercu, niczym Tomasz: Pan mój i Bój mój.

Takiego Boga nie da się nauczyć z książek, Jego trzeba poznawać, by usłyszeć „Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym” (J 1, 48). Każdy ma swoje drzewo figowe, w którym mieszczą się nasze pytania.

 



 

Polecane