loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
[Tylko u nas] Prof. David Engels: Stało się. Niemieckie media wytoczyły przeciwko Polsce "Grubą Bertę"
Opublikowano dnia 09.07.2020 19:45
A więc stało się: na samej końcówce kampanii prezydenckiej w Polsce „wiodące" niemieckie media wytoczyły „grubą Bertę”. Po tym jak od wielu miesięcy we wszystkich bez wyjątku niemieckich mediach mainstreamowych - począwszy od dzienników takich jak "die Welt" czy FAZ, przez tygodniki "die Zeit" czy "Spiegel", aż po rozgłośnię Deutschlandfunk oraz główne kanały niemieckiej telewizji publicznej - zamieszczane były wyłącznie negatywne artykuły i audycje na temat polskiego rządu i Polski w ogóle, miarka najwyraźniej się przebrała.

Wikipedia domena publiczna

Tą kroplą, która przepełniła czarę i skłoniła polskiego prezydenta do i tak mocno spóźnionej, od dawna oczekiwanej, bardziej niż uzasadnionej reakcji na to permanentne besztanie Polski w niemieckich mediach, stała się jednoznacznie nieprzychylna wobec polskiego rządu, połączona z otwartą agitacją na rzecz kandydata PO i z nieukrywaną nadzieją na „mniej konfrontacyjny ton” wobec Niemiec (łącznie z wycofaniem się z żądań reparacyjnych) relacja z Polski korespondenta dziennika "die Welt", Philippa Fritza. I teraz niemieckie media, prześcigając się w swych oburzeniu i potępieniu tej skądinąd oczywistej konstatacji, że od wielu lat prowadzą przeciwko polskiemu rządowi regularną wojnę podjazdową, gardłują o „ograniczaniu wolności prasy” w Polsce i stawiają polskiego prezydenta jednym szeregu z dyktatorami Rosji i Chin. I niestety wszystko w tym samym, aroganckim, na poły pouczającym a na poły grożącym tonie, który niemiecko-polskim relacjom nigdy dobrze nie służył i który stoi ponadto w jawnej sprzeczności z tymi tak głośno deklarowanymi i tak moralizatorsko bronionymi „europejskimi wartościami”.

Rzecz jasna, nawet jeśli to stanowisko niemieckich mediów zapożyczone zostało w dużej mierze od (rzekomo zniewolonych) polskich mediów opozycyjnych, które - o ironio historii! - w znacznym procencie są w posiadaniu niemieckich koncernów wydawniczych, to jednak raczej nie należy oczekiwać, iż to najnowsze niemieckie wsparcie artyleryjskie dla kandydata opozycji przyniesie jakieś znaczącą zmianę: fronty zostały już bowiem wyraźnie ustalone, i nawet dla najbardziej naiwnego obserwatora powinno już być raczej jasne, że za owymi gromkimi apelami o „obiektywizm medialny” kryje się nic innego, tylko zmasowane, niebywale jednostronne manipulowanie niemiecką opinią publiczną.

Ale kogóż mogłoby to jeszcze zdziwić w kraju, w którym według ostatnich badań dziennikarze w swych preferencjach politycznych w 42 procentach popierają partię Zielonych, w 24 procentach socjalistów, a w 7 procentach komunistów; widać więc, że niemal trzy czwarte środowiska dziennikarskiego w Niemczech jest mocno zakotwiczone w obozie lewicowym (przy czym pozostaje pytanie, na ile te 14 procent zadeklarowane na CDU Angeli Merkel można jeszcze w ogóle traktować jako preferencje konserwatywne, a nie - raczej - centrolewicowe?). Nic więc dziwnego, że wielu Niemców zmuszonych jest dzisiaj szukać obiektywnych informacji w gazetach szwajcarskich, podczas gdy w samych Niemczech utrwalił się już pewien żelazny konsensus jednoczący wszystkie wiodące media i nie dopuszczający żadnych odmiennych opinii; a wygląda to tak, jak gdyby tym redakcjom wszystko dyktowane było bezpośrednio z urzędu kanclerskiego (i, oczywiście, z siedziby partii Zielonych) - w dodatku najczęściej dość marną niemczyzną.

Oskarżanie polskich mediów publicznych o „jednostronność” jest zatem rzucaniem kamieniami we własnej szklarni - tyle tylko, że niemieccy dziennikarze nie są w stanie dostrzec oczywistej ironii całej tej sytuacji; są bowiem tak mocno przekonani o swej słusznej walce w „dobrej sprawie”, że kwestia niezbędnej neutralności mediów w ogóle nie pojawia się w umysłach: bo po cóż to być „neutralnym”, skoro w sposób oczywisty nie tylko „mamy rację”, ale i stoimy po tej „jedynie słusznej stronie” (w dodatku - tak zupełnie przypadkiem - po tej, która za ów tani obywatelski „heroizm” i lewicowy aktywizm oferuje najlepszy dostęp do hojnych gratyfikacji, do wysoko dotowanych nagród dziennikarskich i ekskluzywnych zaproszeń)? Dlatego w Niemczech, z wyjątkiem kilku systematycznie piętnowanych za „prawicowość” mediów niszowych i rzecz jasna mediów społecznościowych (coraz bardziej jednak ograniczanych i cenzurowanych od momentu wejścia w życie tzw. ustawy o egzekwowaniu prawa w internecie), próżno byłoby szukać prawdziwego pluralizmu; zaś silna marginalizacja wszelkiej niezależnej myśli powoduje, że ​​wiele światłych umysłów niestety powstrzymuje się od politycznej ekspresji, oddając pole nierzadko tym, którzy w konserwatywnym dziennikarstwie powinni odgrywać rolę co najwyżej peryferyjną.

Z własnego doświadczenia jako Belga, który wyemigrował do Polski, mogę powiedzieć, że to właśnie tutaj, w tych rzekomo nietolerancyjnych krajach Grupy Wyszehradzkiej można dziś odnaleźć (wciąż jeszcze) największy w Unii Europejskiej pluralizm opinii (podobnie jak i najbardziej zrównoważoną i zróżnicowaną ofertę win z całej Europy, ale to tak na marginesie). Bo jeśli nawet najważniejsze media komercyjne (tak jak i wiele innych dziedzin) stały się tutaj własnością zachodniego kapitału i tym samym w przeważającej mierze uległy już hegemonii zachodniej polit-poprawności, to istnieje tu jednak - oczywiście pod silną presją - rynek mediów konserwatywnych: od gazet kościelnych aż po wysoce intelektualne tygodniki opinii - a z drugiej strony tutejszym rządom udało się powstrzymać to wszechobecne przesunięcie na lewo mediów publicznych, zachowując w nich to, co zgodne jest z demokratycznymi preferencjami wyborców. Oczywiście nie wystarczy to dla obrony wolności słowa w perspektywie długoterminowej; w tym celu Polska powinna zacząć nie tylko reagować defensywnie i receptywnie na ataki z zewnątrz, ale zacząć także bardziej stanowczo i ofensywnie przedstawiać światu swoje stanowisko, szukając jednocześnie sojuszników wśród ruchów konserwatywnych w innych krajach europejskich, bowiem wolności Warszawy trzeba dzisiaj bronić w Brukseli.

Tymczasem, nawet ten obecny, w miarę zrównoważony stan polskiego krajobrazu politycznego budzi głęboką złość, a nawet nienawiść niemieckiego mainstreamu medialnego, nie bardzo przyzwyczajonego do tego, że ktoś stawia opór; dlatego też gwarancje udzielane pluralizmowi medialnemu w Polsce traktują oni jako rodzaj „kneblowania” wolności słowa przez państwo; w ich bowiem przekonaniu „wolność słowa” byłaby tylko wtedy, gdyby wszystkie polskie media postępowałyby zgodnie z instrukcjami płynącymi z niemieckich redakcji lub przynajmniej, dobrowolnie i wyprzedzająco, reprezentowały te wszystkie priorytety i perspektywy, które wyznaje i akceptuje Berlin. I kto wie: w zależności od tego, jak rozstrzygną się niedzielne wybory prezydenckie w Polsce, ten ostatni scenariusz może się ziścić rychlej niż by się wielu mogło wydawać - a wraz z Polską zniknie być może ostatnia nadzieja dla tej Europy, która swoje korzenie woli odnajdywać w Jerozolimie, w Atenach i w Rzymie, niż w pożałowania godnej miksturze złożonej z wielokulturowości, LGBT, ideologi gender, z masochizmu kulturowego, konsumpcjonizmu, ultra-liberalizmu, z nienawiści do kościoła katolickiego i - rzecz jasna - z poprawności politycznej.

David Engels

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer

--> POBIERZ WYDANIE CYFROWE


Sprawdź w których placówkach Poczty Polskiej kupisz "TS": https://bit.ly/tysolnapoczcie

Związek
więcej
Wideo Prof. Romuald Szeremietiew: Polska może wrócić do pozycji mocarstwowej
Blogi
avatar
Przemysław
Jarasz

P.Jarasz: Emeryt stracił pół miliona zł myśląc, że bierze udział w tajnej akcji policji i prokuratury
W tę historię aż trudno uwierzyć, ale powinna też ona dać do myślenia osobom starszym oraz ich dorosłym dzieciom. 71-letni zabrzanin stracił aż pół miliona złotych oszczędności życia po tym, gdy dał się przekonać grupie oszustów, że bierze udział w tajnej operacji policji przeciwko zorganizowanej grupie przestępczej. Tak ogromną gotówkę najpierw partiami wypłacał z banku, a następnie w dwóch opakowaniach zdeponował… przy wiacie śmietnikowej! Teraz oszustów ściga prawdziwa policja, ale szanse na ich znalezienie nie są duże.
avatar
Marcin
Brixen

Marcin Brixen: Dlaczego prezydent jest nielegalny
Hiobowscy weszli do swojego mieszkania i ujrzeli zdumiewającą scenę. W dużym pokoju siedziała mama Łukaszka wraz z mieszkającym po sąsiedzku Wiktymiusz oraz jego mama. I wszyscy troje byli podejrzliwie rozradowani.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Dla obrażalskich nie powinno być miejsca w polityce
Polityka jest dla dorosłych ludzi, a nie dla rozkapryszonych podrostków, którym wydaje się, że są najpiękniejsi, najmądrzejsi i wszystko co najlepsze należy się wyłącznie im.

Drogi Użytkowniku,

Nasz Serwis korzysta z plików cookies. Przez dalsze aktywne korzystanie z naszego Serwisu (zamknięcie komunikatu, kliknięcie na elementy na stronie poza komunikatem, przeglądanie Serwisu z otwartym komunikatem) bez zmian ustawień Twojej przeglądarki, wyrażasz zgodę na:
• przetwarzanie danych osobowych przez Tysol Sp. z o.o. i naszych zaufanych partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć, niezależnie od zgód wyrażonych na pozostałe rodzaje przetwarzania danych. Dowiedz się więcej o zgodzie marketingowej w naszej Polityce prywatności / Cofnij zgodę.

• na zapisywanie plików cookies w Twoim urządzeniu końcowym oraz na korzystanie z informacji w nich zapisanych. Ten rodzaj plików cookies pozwala nam na dopasowanie treści dostępnych w Serwisie do Twoich preferencji, utrzymywania sesji po zalogowaniu oraz zapewnienia optymalnej funkcjonalności Serwisu. Więcej o plikach cookies i sposobie przetwarzania Twoich danych osobowych dowiesz się w naszej Polityce prywatności.