Blokada cieśniny Ormuz. USA poradzą sobie bez Europy, ale czy Europa poradzi sobie bez USA?
Co musisz wiedzieć:
- Prezydent Donald Trump wezwał państwa europejskie do wsparcia operacji zabezpieczenia żeglugi w rejonie Cieśnina Ormuz – kluczowego szlaku, przez który przepływa znaczna część światowej ropy.
- Reakcja Europy była powściągliwa – część państw, w tym Niemcy i Włochy, sygnalizuje brak chęci angażowania się militarnie w konflikt związany z napięciami wokół Iran.
- Eksperci wskazują, że przedłużający się konflikt i brak wspólnego działania mogą mieć poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa energetycznego Europy oraz przyszłości współpracy w ramach NATO.
Brak wsparcia Europy dla wysiłków amerykańskich mających na celu odblokowanie Cieśniny Ormuz, jeśli się utrzyma, będzie krokiem samobójczym dla Starego Kontynentu. Nie tylko dlatego, że sojusze obowiązują w obie strony - zwłaszcza że Europa wobec rosyjskiego zagrożenia jest uzależniona od wsparcia USA, natomiast Trump i bez Europy sobie, wcześniej czy później, poradzi z Iranem. Również dlatego, że w każdym dosłownie wymiarze, upadek reżimu irańskiego przyniósłby nam, Europejczykom, duże korzyści polityczne i ekonomiczne.
Europa lodowato przyjęła apel Donalda Trumpa o przysłanie sił morskich dla wsparcia odblokowania Cieśniny Ormuz. Jak zwykle najbardziej krytycznie odnoszą się Niemcy (o których bezpieczeństwo dba 50 000 żołnierzy amerykańskich). „To nie jest nasza wojna” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”. „To nie jest nasza wojna i to nie jest wojna NATO” - pyta „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Ale nawet minister spraw zagranicznych Włoch, wicepremier Antonio Tajani, mówi: „Nie możemy wplątać się w wojnę”.
Trump wezwał Europę
Wcześniej Trump wezwał m.in. Wielką Brytanię i Francję do przyłączenia się do wysiłków na rzecz otwarcia cieśniny, przez którą przepływa około jednej piątej światowej ropy naftowej. „Całkiem słuszne jest, aby ci, którzy czerpią korzyści z cieśniny, pomogli zapewnić bezpieczeństwo, aby nic złego się tam nie wydarzyło” – powiedział Trump w rozmowie z „Financial Times”.
- Jeśli nie będzie odpowiedzi lub jeśli odpowiedź będzie negatywna, myślę, że będzie to bardzo złe dla przyszłości NATO.
Administracja USA planuje ogłosić utworzenie międzynarodowej koalicji do eskortowania statków przez cieśninę. Oczekuje się, że wejdzie w jej skład kilka krajów, które zgodziły się uczestniczyć w operacji. Ci, których nie będzie, powinni wziąć pod uwagę, że jeśli w przyszłości oni będą w potrzebie, USA mogą znaleźć dowolny powód, by nie przyjść z pomocą – pamiętając, że w chwili próby takowej od formalnych sojuszników nie dostali.
Już na samym początku wojny europejscy przywódcy wykazali się niezwykłą powściągliwością w swoich publicznych wypowiedziach. Francja, Niemcy i Wielka Brytania wydały wspólne oświadczenie, w którym ani wyraźnie nie poparły, ani nie potępiły ataków, jednocześnie ostrożnie potępiając działania odwetowe Iranu. Wydaje się, że niechęć Europy do pomocy sojusznikowi wynika w największym stopniu z chłodnego stosunku do obecnej administracji amerykańskiej. Jak napisała pewna publicystka, „europejscy politycy cierpią na poważny przypadek tego, co nazywam syndromem irackim”. Czyli że każda zachodnia interwencja wojskowa na Bliskim Wschodzie jest skazana długoterminowo na porażkę.
Europa ma wiele do stracenia
Europejscy przywódcy wiedzą jednak, ale nie powiedzą tego publicznie: Europa ma w tym konflikcie więcej do stracenia niż Stany Zjednoczone. Ogromne ilości europejskich towarów przepływają przez morskie wąskie gardła Bliskiego Wschodu. Ale przede wszystkim jest kwestia importu ropy i gazu z Zatoki Perskiej, szczególnie ważna teraz, gdy Europa niemal zupełnie odcięła „węglowodorową pępowinę” od Rosji. Po pełnoskalowej inwazji Moskwy na Ukrainie import paliw do UE z krajów Zatoki wzrósł ponad trzykrotnie, osiągając wartość ponad 58 mld euro. Co więcej, ta zależność i ryzyko przedłużającego się wzrostu cen ropy i gazu właśnie najmocniej uderzy w Europę, która w świecie rozwiniętym może „pochwalić się” najwyższymi cenami energii – w dużym stopniu dzięki własnej szaleńczej polityce klimatycznej. Warto również pamiętać, że Europa jest w dużym stopniu uzależniona od ropy i LNG z Zatoki Perskiej. Stany Zjednoczone są zaś pod tym względem samowystarczalne.
Drugiej takiej okazji do zmiany reżimu w Iranie na bardziej otwarty na świat i do uwolnienia ogromnych ilości ropy na rynek może długo nie być. Tym bardziej Europa powinna wspierać USA, aby wojna trwała jak najkrócej, miała jak najmniejsze negatywne skutki gospodarcze, no i żeby zakończyła się obaleniem islamskiej republiki, która przybrała teraz radykalne, wojownicze oblicze – bo przecież walczy o życie. Tymczasem post-islamistyczny Iran byłby atrakcyjnym rynkiem nawet bardziej dla Europy, a nie USA. Warto pamiętać, że znaczna część nowoczesnej infrastruktury Iranu została zbudowana przy udziale Francuzów i Niemców. Nowym władzom w Teheranie z pewnością, z politycznego punktu widzenia, łatwiej byłoby współpracować z Europejczykami niż z Amerykanami czy Izraelczykami.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej patronem kryzysu migracyjnego w Europie
No i jeszcze jedna ważna rzecz. Krytycy ataku amerykańsko-izraelskiego na Iran grzmią, że przez rozpętaną przez tego strasznego Trumpa wojnę Europę znów zaleją masy imigrantów. Ale nie chcą pomóc USA. To jest stanowisko samo w sobie sprzeczne. Dlaczego? Im dłużej będzie trwała wojna, tym większe ryzyko pojawienia się problemu uchodźców - choć i tak taki scenariusz jest dużo mniej prawdopodobny niż wcześniej np. w przypadku wojen w Somalii czy w Syrii. Dlatego Europie powinno zależeć na jak najszybszym zakończeniu konfliktu, a może to zrobić wspierają USA, choćby w Cieśninie Ormuz, wszak nikt nie wymaga od Niemców, Francuzów czy Brytyjczyków bombardowania Iranu.
Wnioski?
Warto tu przypomnieć przypadek blokady Cieśniny al-Mandab łączącej Zatokę Adeńską z Morzem Czerwonym przez jemeńskich Huti. Europejska misja morska Aspides radziła sobie z ochroną żeglugi tak sobie. Dopiero potężne naloty Amerykanów na cele lądowe w Jemenie zmusiły Huti do zakończenia działań wojennych. Huti są zaś sojusznikami ajatollahów. Bez pomocy Iranu i z jego poduszczenia nie atakowaliby cywilnych statków. Wniosek?
Jeśli upadnie reżim w Teheranie, zniknie ryzyko wielu wojen zastępczych, w których migracja została wykorzystana jako broń przeciwko Europie. Wszak to Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej był patronem tych działań – najlepszym przykładem wojna w Syrii, gdzie Iran wspierał Asada, a która wywołała ogromną falę uchodźców. Mówiąc krótko, upadek teokracji irańskiej jedynie ustabilizuje trwale cały region. Większe bezpieczeństwo na strategicznych szlakach przez Bliski Wschód do większe energetyczne i generalnie gospodarcze bezpieczeństwo Europy.
[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć:", "Co to oznacza dla Polski" i śródtytuły od redakcji]
Co to oznacza dla Polski:
- Polska, jako członek NATO i bliski sojusznik Stany Zjednoczone, może znaleźć się pod presją, by aktywniej wspierać działania w rejonie Cieśnina Ormuz – nawet jeśli część państw Europy pozostaje powściągliwa.
- Ewentualne zakłócenia dostaw surowców z regionu Iran i Zatoki Perskiej mogą pośrednio wpłynąć na ceny paliw i energii w Polsce, zwiększając koszty dla gospodarki i konsumentów.
- Różnice stanowisk między Europą a USA mogą pogłębiać napięcia wewnątrz sojuszu, co z perspektywy Polski – silnie uzależnionej od gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA – ma istotne znaczenie strategiczne.




