[Tylko u nas] Aleksandra Jakubiak OV: Gdzie jesteś, Gwiazdo?

„Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23, 4a).
Krok za krokiem
Krok za krokiem / pixabay.com/schroederhund

 

Kolorowe święto

Epifania, Objawienie Pańskie, święto Trzech Króli, obok Wielkanocy - najstarsze święto chrześcijaństwa, ostatni dzień liturgicznego okresu Bożego Narodzenia. Wszystkie te określenia odnoszą się do 6 stycznia - dnia, który z dzieciństwa - mimo szarej peerelowskiej rzeczywistości - wspominamy kolorowo, w przebierankach, z uśmiechem. Dziś także ów dzień kojarzy się z barwnymi Orszakami Trzech Króli, jasełkami, ciepłą atmosferą. I to wszystko bardzo, bardzo dobrze - daje to wielkie możliwości ewangelizacyjne i nadaje życiu smaku. Wydaje mi się jednak, że bardzo ważne jest to, by nie zgubić w ogólnym gwarze głębokiego przesłania tej uroczystości - bycia pielgrzymem ku Domowi Ojca.

 

Naiwne założenia

Z pójściem za Gwiazdą Betlejemską jest trochę jak parami w baśniach - na początku piętrzą się problemy, przeszkody, bohaterowie przeżywają pasjonujące przygody, nawet chwile grozy, a potem dochodzi do hucznego wesela i odtąd żyją oni długo i szczęśliwie. Czasem mamy wrażenie, że z wyruszeniem w pielgrzymkę jest podobnie - trzeba przejść swoje, by podjąć decyzję o wymarszu, a potem... jakoś już się droga toczy. Oba założenia są podobnie naiwne. W Biblii od decyzji wiary wszystko dopiero się zaczyna. Nie chcę przez to powiedzieć, że dojrzewanie i podejmowanie decyzji nie jest ważnym etapem - wręcz przeciwnie, jest to krok kardynalny, ale z pewnością nie kończy on wyprawy.

 

W historii zbawienia

Za „gwiazdą”, znakiem, słowem wyruszało w historii zbawienia wielu: Abraham, Mojżesz z narodem wybranym, Mędrcy we Wschodu, prorocy i Apostołowie oraz niezliczeni anonimowi uczniowie Chrystusa. Czasem spotykają oni po drodze latarnie, którymi są inni, bardziej - przynajmniej pozornie - zaawansowani w wędrówce uczniowie, czasem idą sami. Wśród tych pielgrzymów jest także wielu z nas. Wszyscy wiemy zatem, że po zauważeniu „gwiazdy”, zrozumieniu tego, że jest ona znakiem skierowanym ku celowi, po decyzji o wyjściu za próg, z każdym przebytym kilometrem nabieramy doświadczenia tego, że nie udaliśmy się na przechadzkę i że trud pielgrzymki rozgrywa się nie tylko w metaforycznym zmęczeniu nóg, ale przede wszystkim i wpierw w przebijaniu się przez ciemność własnego serca.

 

Krok do przodu, dwa do tyłu

Jeden mozolny krok do przodu, potem może deszcz i potrzeba schowania się w namiocie, potem znów krok i ściana strachu, trzy kroki wstecz i szukanie schronienia w krzakach, potem znów kilka metrów w przód itd. Ten opis bliższy jest pielgrzymowaniu za „gwiazdą”, niż obrazek spaceru po parku, gdy maj mai się majem. Skoro zatem wiemy to my, naprawdę nie sądźmy, że Bóg nie zakłada tego już na początku naszej drogi. Pielgrzymka to zatem nie tyle jedna decyzja o wyjściu, ale setki lub - w wypadku niektórych osób - tysiące małych-wielkich postanowień o wytoczeniu się z krzaków i podjęciu dalszego marszu.

„Zła się nie ulęknę”, to nie deklaracja, że nigdy się nie przestraszę, nie zaniemogę, nie utknę w miejscu, nie ucieknę - to pragnienie i decyzja, by po kryzysie iść dalej, by wspomnienie tchórzostwa nie zatrzymało mnie w obdarzaniu zaufaniem, by mimo wielu upadków i wstydu, chwytać znów podawaną przez Boga rękę i stawać na nogach. To po prostu niezgoda na ostateczny triumf zła. Dobrze, by pamiętać, kiedy jeszcze leżymy bez siły, że to nie koniec tej opowieści. I że ta droga, to nie tylko moja pielgrzymka z Bogam, ale przede wszystkim pielgrzymka Boga ze mną.

 

Gdzie jesteś?

Jest taka, zupełnie świecka piosenka, napisana przez dwóch polskich artystów: Jacka Cygana i Grzegorza Turnaua do przedstawienia dla dzieci o przygodach Sindbada Żeglarza. Przyznam, że mimo swej prostoty - a może właśnie dzięki niej - utwór ten jest w pewien sposób moim hymnem życiowej wędrówki - trochę o nadziei, trochę o wątpliwościach i smutku, trochę o poszukiwaniu, trochę o wspólnocie z Gwiazdą. Pozwolę sobie zacytować ją w całości:

„Gdzie jesteś, gwiazdo,

Lampko pośród nocy?

Gdzie jesteś, gwiazdo,

Łódki mej nadziejo?

 

Gdzie jest Twa pomoc?

Jakiej mej pomocy

Pragniesz Ty sama,

Gdy Twe oczy dnieją?

 

Gdzie jesteś, gwiazdo,

Blada przyjaciółko?

Gdzie Cię porwano,

W wodę czy pod ziemię?

 

Gdzie jesteś gwiazdo?

Chciałbym być jaskółką,

Wzbić się nad chmury

Ponad me zwątpienie".

 

 

W dzień nie widać gwiazdy

Co w refleksji o wędrówce za Gwiazdą rzuca się w oczy na pierwszym planie to to, że nie widać jej w dzień. Zatem, gdy doznajemy poczucia bezpieczeństwa, ciepła, wesołości, możemy nie być świadomi, że nie widzimy światła gwiazdy, wtedy droga jest jasna, nie potrzebujemy wielu wskazówek. Idziemy szybko, bez wątpliwości, do czasu, gdy mamy wokół siebie punkty odniesienia. Gdy owe punkty znikają np. na metaforycznym morzu, w stepie, w lesie, gdy kierunki świata mogą nam się mylić, musimy poczekać na noc. Im zaś noc ciemniejsza, tym światło Gwiazdy płonie jaśniej. To żadna apoteoza trudnych czasów - po prostu stwierdzenie, że w życiu wiele spraw ma właściwy sobie czas i okres pocieszenia, i strapienia, i duchowe szczyty, i mielizny. Nie ma jednak pewności, co owym szczytem a co mielizną można by nazwać.

Bywa też, że nocą chmury zasnuwają niebo i aby się nie zgubić lepiej rozstawić namiot i poczekać, aż się przejaśni. To nie okres bezczynności, a odkrywanie Bożej obecności, która rozbija namiot wśród nas i trwa z nami w ciemności ducha. Czasem nie słychać Jej głosu, czasem Jej odkrycie potrzebuje ciszy tak głębokiej, by usłyszeć „bicie Jej serca”. To też nie jest zmarnowany etap drogi, Kto wie, może wart jest on nawet więcej niż inne.

 

Ciemność wielkiej gęstości, Światłość niczym płomień

Na ogół ciemność jest po prostu brakiem światła, wystarczy mały promyk, by ją przeniknąć i rozproszyć. Bywa jednak ciemność tak gęsta, że nieprzenikniona. Wspaniale opisał to symbolicznie J.R.R.Tolkiem w „Silmarillionie”, gdzie samo zło, czyli najbliższa współpracownica Melkora - postaci przypominającej Lucyfera - ogromna pajęczyca Ungolianta tkała materialną ciemność, której zwykłe światło nie rozświetlało, ponieważ miała ona wielką gęstość. Naszego ducha może opleść i taki rodzaj ciemności, która nie jest po prostu brakiem dobra, ale precyzyjnie ukierunkowaną intencją szkodzenia. Wtedy można przypomnieć sobie słowa Prologu Ewangelii wg Świętego Jana (1, 4-5): „W Nim [Słowie, Logosie, Chrystusie] było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła”. Jest bowiem ciemność, czyli brak światła i jest światło, które ją rozprasza oraz jest ciemność ducha pochodząca spoza nas, którą możemy wpuścić i dać się nią opleść, ale jest też światłość, niczym ogień, która nie jest tylko wiązką promieni, ale płomieniem wypalającym brud ciemności, jak miotacz ognia. To Światłość, której żadna ciemność nigdy nie będzie w stanie ogarnąć, Światłość wyzwalająca, uzdrawiającą i zbawiająca, do której udać możemy się zawsze, ilekroć poczujemy na sobie macki zła. Światłość owa - prawdziwa Lux in tenebris - jest jak skalpel, który precyzyjnie oddziela tkankę organizmu od nowotworu. Na tę operację, póki starczy nam życia, nigdy nie jest za późno.

 

Wyposażenie na drogę

Cała ta dzisiejsza opowieść może wydawać się nieco straszna, tak wszystkie historie o ciemności i świetle. Ważne, by pamiętać, że w plecaku, który towarzyszy nam w podróży, mamy ze sobą rozmaite pomoce: Pismo, w którym nosimy zapis Słowa; namiot, w którym chronimy się, by kontemplować Obecność oraz widzialne znaki niewidzialnej łaski Boga - Jego sakramenty.

Mamy też oczywiście światło gwiazdy, które jest punktem odniesienia. Potrzeba jedynie uważności, by w jego kierunku się poruszać.

 

 


 

POLECANE
Emmanuel Macron: Potrzebujemy więcej chińskich inwestycji z ostatniej chwili
Emmanuel Macron: Potrzebujemy więcej chińskich inwestycji

– Chiny są mile widziane, ale potrzebujemy więcej chińskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Europie – mówił we wtorek w Davos prezydent Francji Emmanuel Macron.

Sułtan Erdogan i tureckie mocarstwo z ostatniej chwili
Sułtan Erdogan i tureckie mocarstwo

Ostatnie wydarzenia w Syrii, gdzie Kurdowie ponoszą z rąk armii rządowej porażkę za porażką to kolejny powód do triumfu Turcji. Od początku wojny domowej u południowego sąsiada głównym celem Ankary było zniszczenie autonomii kurdyjskiej, którą Turcy uważają za przedłużenie zwalczanej jako terrorystyczna organizacji PKK na własnym podwórku. Jeśli obecny konflikt zakończy się ostateczną klęską syryjskich Kurdów, Recep Tayyip Erdogan będzie mógł odtrąbić kolejny sukces w tej części świata. Co więcej, Turcja wiedzie się nie tylko w bezpośrednim sąsiedztwie, ale też z powodzeniem realizuje ona swe mocarstwowe plany w bardziej odległych regionach, choćby w Afryce.

Trump: Rada Pokoju może zastąpić ONZ z ostatniej chwili
Trump: Rada Pokoju może zastąpić ONZ

Prezydent USA Donald Trump powiedział we wtorek, że tworzona przez niego Rada Pokoju może zastąpić Organizację Narodów Zjednoczonych. Stwierdził jednak, że chce, by ONZ kontynuowała działalność i zrealizowała swój potencjał.

Poważna awaria. PKP wydało pilny komunikat z ostatniej chwili
Poważna awaria. PKP wydało pilny komunikat

Z powodu awarii sieci trakcyjnej na stacji w Zbąszynku w powiecie świebodzińskim, do której doszło we wtorkowe popołudnie, wstrzymano ruch na linii kolejowej nr 3 łączącej Poznań z Berlinem.

Prezydent spotkał się z prezesem Banku Światowego z ostatniej chwili
Prezydent spotkał się z prezesem Banku Światowego

Prezydent Karol Nawrocki spotkał się we wtorek na marginesie 56. Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) w Davos z prezesem Banku Światowego Ajayem Bangą.

Adam Borowski z wyrokiem bezwzględnego więzienia z ostatniej chwili
Adam Borowski z wyrokiem bezwzględnego więzienia

Adam Borowski, legendarny działacz Solidarności, usłyszał wyrok pół roku bezwzględnego więzienia – informuje Telewizja Republika. Borowski ma 70 lat, jest po udarze i choruje na nowotwór.

„Szatańska rewolucja” - wiwisekcja destrukcji cywilizacji łacińskiej tylko u nas
„Szatańska rewolucja” - wiwisekcja destrukcji cywilizacji łacińskiej

Ideologie gender i woke nie wzięły się znikąd, podobnie zresztą jak i ataki na rodzinę i dzieci – wszystko to są narzędzia rewolucji, która niczym potężny walec miażdży świat, który znamy, wartości, którymi się kierujemy i wyznawaną przez nas wiarę. Książka „Szatańska rewolucja” to klucz do zrozumienia procesów zachodzących we współczesnym świecie, które wcale nie są przypadkowe.

Kate Middleton wrzuciła zdjęcie. Lawina komentarzy z ostatniej chwili
Kate Middleton wrzuciła zdjęcie. Lawina komentarzy

Książę William i księżna Kate rozpoczęli wizytę w Szkocji. Opublikowali zdjęcie, które podbiło serca fanów.

PE wstrzymał ratyfikację umowy handlowej zawartej między UE a USA pilne
PE wstrzymał ratyfikację umowy handlowej zawartej między UE a USA

Parlament Europejski wstrzymał ratyfikację umowy handlowej zawartej w ubiegłym roku między Unią Europejską a USA. Przewodnicząca grupy S&D, europosłanka Iratxe Garcia Perez poinformowała dziennikarzy, że istnieje „większościowe porozumienie” między grupami w tej sprawie.

Szefowa rządu Danii: Nie porzucimy Grenlandii. Tworzymy misję na wzór „Baltic Sentry” z ostatniej chwili
Szefowa rządu Danii: Nie porzucimy Grenlandii. Tworzymy misję na wzór „Baltic Sentry”

Premier Danii Mette Frederiksen powiedziała we wtorek, że jej rząd „nie zamierza porzucić Grenlandii”. Na forum duńskiego parlamentu podkreśliła, że Kopenhaga zaproponuje trwałą obecność wojskową w Arktyce na wzór misji „Baltic Sentry” (Bałtycka Straż).

REKLAMA

[Tylko u nas] Aleksandra Jakubiak OV: Gdzie jesteś, Gwiazdo?

„Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23, 4a).
Krok za krokiem
Krok za krokiem / pixabay.com/schroederhund

 

Kolorowe święto

Epifania, Objawienie Pańskie, święto Trzech Króli, obok Wielkanocy - najstarsze święto chrześcijaństwa, ostatni dzień liturgicznego okresu Bożego Narodzenia. Wszystkie te określenia odnoszą się do 6 stycznia - dnia, który z dzieciństwa - mimo szarej peerelowskiej rzeczywistości - wspominamy kolorowo, w przebierankach, z uśmiechem. Dziś także ów dzień kojarzy się z barwnymi Orszakami Trzech Króli, jasełkami, ciepłą atmosferą. I to wszystko bardzo, bardzo dobrze - daje to wielkie możliwości ewangelizacyjne i nadaje życiu smaku. Wydaje mi się jednak, że bardzo ważne jest to, by nie zgubić w ogólnym gwarze głębokiego przesłania tej uroczystości - bycia pielgrzymem ku Domowi Ojca.

 

Naiwne założenia

Z pójściem za Gwiazdą Betlejemską jest trochę jak parami w baśniach - na początku piętrzą się problemy, przeszkody, bohaterowie przeżywają pasjonujące przygody, nawet chwile grozy, a potem dochodzi do hucznego wesela i odtąd żyją oni długo i szczęśliwie. Czasem mamy wrażenie, że z wyruszeniem w pielgrzymkę jest podobnie - trzeba przejść swoje, by podjąć decyzję o wymarszu, a potem... jakoś już się droga toczy. Oba założenia są podobnie naiwne. W Biblii od decyzji wiary wszystko dopiero się zaczyna. Nie chcę przez to powiedzieć, że dojrzewanie i podejmowanie decyzji nie jest ważnym etapem - wręcz przeciwnie, jest to krok kardynalny, ale z pewnością nie kończy on wyprawy.

 

W historii zbawienia

Za „gwiazdą”, znakiem, słowem wyruszało w historii zbawienia wielu: Abraham, Mojżesz z narodem wybranym, Mędrcy we Wschodu, prorocy i Apostołowie oraz niezliczeni anonimowi uczniowie Chrystusa. Czasem spotykają oni po drodze latarnie, którymi są inni, bardziej - przynajmniej pozornie - zaawansowani w wędrówce uczniowie, czasem idą sami. Wśród tych pielgrzymów jest także wielu z nas. Wszyscy wiemy zatem, że po zauważeniu „gwiazdy”, zrozumieniu tego, że jest ona znakiem skierowanym ku celowi, po decyzji o wyjściu za próg, z każdym przebytym kilometrem nabieramy doświadczenia tego, że nie udaliśmy się na przechadzkę i że trud pielgrzymki rozgrywa się nie tylko w metaforycznym zmęczeniu nóg, ale przede wszystkim i wpierw w przebijaniu się przez ciemność własnego serca.

 

Krok do przodu, dwa do tyłu

Jeden mozolny krok do przodu, potem może deszcz i potrzeba schowania się w namiocie, potem znów krok i ściana strachu, trzy kroki wstecz i szukanie schronienia w krzakach, potem znów kilka metrów w przód itd. Ten opis bliższy jest pielgrzymowaniu za „gwiazdą”, niż obrazek spaceru po parku, gdy maj mai się majem. Skoro zatem wiemy to my, naprawdę nie sądźmy, że Bóg nie zakłada tego już na początku naszej drogi. Pielgrzymka to zatem nie tyle jedna decyzja o wyjściu, ale setki lub - w wypadku niektórych osób - tysiące małych-wielkich postanowień o wytoczeniu się z krzaków i podjęciu dalszego marszu.

„Zła się nie ulęknę”, to nie deklaracja, że nigdy się nie przestraszę, nie zaniemogę, nie utknę w miejscu, nie ucieknę - to pragnienie i decyzja, by po kryzysie iść dalej, by wspomnienie tchórzostwa nie zatrzymało mnie w obdarzaniu zaufaniem, by mimo wielu upadków i wstydu, chwytać znów podawaną przez Boga rękę i stawać na nogach. To po prostu niezgoda na ostateczny triumf zła. Dobrze, by pamiętać, kiedy jeszcze leżymy bez siły, że to nie koniec tej opowieści. I że ta droga, to nie tylko moja pielgrzymka z Bogam, ale przede wszystkim pielgrzymka Boga ze mną.

 

Gdzie jesteś?

Jest taka, zupełnie świecka piosenka, napisana przez dwóch polskich artystów: Jacka Cygana i Grzegorza Turnaua do przedstawienia dla dzieci o przygodach Sindbada Żeglarza. Przyznam, że mimo swej prostoty - a może właśnie dzięki niej - utwór ten jest w pewien sposób moim hymnem życiowej wędrówki - trochę o nadziei, trochę o wątpliwościach i smutku, trochę o poszukiwaniu, trochę o wspólnocie z Gwiazdą. Pozwolę sobie zacytować ją w całości:

„Gdzie jesteś, gwiazdo,

Lampko pośród nocy?

Gdzie jesteś, gwiazdo,

Łódki mej nadziejo?

 

Gdzie jest Twa pomoc?

Jakiej mej pomocy

Pragniesz Ty sama,

Gdy Twe oczy dnieją?

 

Gdzie jesteś, gwiazdo,

Blada przyjaciółko?

Gdzie Cię porwano,

W wodę czy pod ziemię?

 

Gdzie jesteś gwiazdo?

Chciałbym być jaskółką,

Wzbić się nad chmury

Ponad me zwątpienie".

 

 

W dzień nie widać gwiazdy

Co w refleksji o wędrówce za Gwiazdą rzuca się w oczy na pierwszym planie to to, że nie widać jej w dzień. Zatem, gdy doznajemy poczucia bezpieczeństwa, ciepła, wesołości, możemy nie być świadomi, że nie widzimy światła gwiazdy, wtedy droga jest jasna, nie potrzebujemy wielu wskazówek. Idziemy szybko, bez wątpliwości, do czasu, gdy mamy wokół siebie punkty odniesienia. Gdy owe punkty znikają np. na metaforycznym morzu, w stepie, w lesie, gdy kierunki świata mogą nam się mylić, musimy poczekać na noc. Im zaś noc ciemniejsza, tym światło Gwiazdy płonie jaśniej. To żadna apoteoza trudnych czasów - po prostu stwierdzenie, że w życiu wiele spraw ma właściwy sobie czas i okres pocieszenia, i strapienia, i duchowe szczyty, i mielizny. Nie ma jednak pewności, co owym szczytem a co mielizną można by nazwać.

Bywa też, że nocą chmury zasnuwają niebo i aby się nie zgubić lepiej rozstawić namiot i poczekać, aż się przejaśni. To nie okres bezczynności, a odkrywanie Bożej obecności, która rozbija namiot wśród nas i trwa z nami w ciemności ducha. Czasem nie słychać Jej głosu, czasem Jej odkrycie potrzebuje ciszy tak głębokiej, by usłyszeć „bicie Jej serca”. To też nie jest zmarnowany etap drogi, Kto wie, może wart jest on nawet więcej niż inne.

 

Ciemność wielkiej gęstości, Światłość niczym płomień

Na ogół ciemność jest po prostu brakiem światła, wystarczy mały promyk, by ją przeniknąć i rozproszyć. Bywa jednak ciemność tak gęsta, że nieprzenikniona. Wspaniale opisał to symbolicznie J.R.R.Tolkiem w „Silmarillionie”, gdzie samo zło, czyli najbliższa współpracownica Melkora - postaci przypominającej Lucyfera - ogromna pajęczyca Ungolianta tkała materialną ciemność, której zwykłe światło nie rozświetlało, ponieważ miała ona wielką gęstość. Naszego ducha może opleść i taki rodzaj ciemności, która nie jest po prostu brakiem dobra, ale precyzyjnie ukierunkowaną intencją szkodzenia. Wtedy można przypomnieć sobie słowa Prologu Ewangelii wg Świętego Jana (1, 4-5): „W Nim [Słowie, Logosie, Chrystusie] było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła”. Jest bowiem ciemność, czyli brak światła i jest światło, które ją rozprasza oraz jest ciemność ducha pochodząca spoza nas, którą możemy wpuścić i dać się nią opleść, ale jest też światłość, niczym ogień, która nie jest tylko wiązką promieni, ale płomieniem wypalającym brud ciemności, jak miotacz ognia. To Światłość, której żadna ciemność nigdy nie będzie w stanie ogarnąć, Światłość wyzwalająca, uzdrawiającą i zbawiająca, do której udać możemy się zawsze, ilekroć poczujemy na sobie macki zła. Światłość owa - prawdziwa Lux in tenebris - jest jak skalpel, który precyzyjnie oddziela tkankę organizmu od nowotworu. Na tę operację, póki starczy nam życia, nigdy nie jest za późno.

 

Wyposażenie na drogę

Cała ta dzisiejsza opowieść może wydawać się nieco straszna, tak wszystkie historie o ciemności i świetle. Ważne, by pamiętać, że w plecaku, który towarzyszy nam w podróży, mamy ze sobą rozmaite pomoce: Pismo, w którym nosimy zapis Słowa; namiot, w którym chronimy się, by kontemplować Obecność oraz widzialne znaki niewidzialnej łaski Boga - Jego sakramenty.

Mamy też oczywiście światło gwiazdy, które jest punktem odniesienia. Potrzeba jedynie uważności, by w jego kierunku się poruszać.

 

 



 

Polecane