Maduro był dyktatorem, ale o jego losie przesądziło co innego
Za jego władzy pogłębieniu uległ kryzys, do którego doprowadził jego poprzednik Hugo Chavez. Kryzys ten charakteryzował się hiperinflacją, głodem, chorobami, przestępczością i znacznym wzrostem śmiertelności, co doprowadziło do masowej emigracji. Kraj znalazł się na krawędzi gospodarczego upadku, mimo że Wenezuela ma ogromne bogactwa naturalne (przede wszystkim ropę naftową).
"Niewłaściwi przyjaciele"
Co znacznie gorsze, Maduro współpracował z Rosją (szczególnie po jej ataku na Ukrainę), Kubą, Iranem i Syrią za reżimu Baszara al-Assada. Z punktu widzenia USA, wybierał jak najmniej odpowiednich sojuszników. Wynikało to z jego ideologicznej nienawiści do Stanów. Maduro jest socjalistą.
Przeważyły relacje z Chinami
Jednak tym, co ostatecznie przesądziło o jego uprowadzeniu do Stanów, było coś innego. Coś, czego Stany nie mogły tolerować. Coraz ściślejsze wiązanie się z Chinami. Polityczne, finansowe, militarne, ideologiczne i przede wszystkim gospodarcze, które otwierało szeroko bramę dla chińskiej ekspansji w Ameryce Południowej. Współpraca zacieśniła się już od czasów Chaveza. Napływały chińskie pieniądze (miliardy dolarów) i uzbrojenie, kontrakty na ropę i inne surowce. Przybywali także Chińczycy. Liczba obywateli Chin w Wenezueli już w 2017 roku przekroczyła pół miliona. Współpraca stała się tak silna, że podczas kryzysu w Wenezueli, Chiny dostarczyły władzom wenezuelskim sprzęt do tłumienia zamieszek w walce z protestami.
Zapowiedź była już w 2017
Dlatego ponad osiem lat temu, bo w sierpniu 2017 roku, prezydent Trump oświadczył, że "nie wyklucza opcji militarnej" wobec Maduro.
Przed dwoma laty Maduro odwiedził po raz kolejny Chiny, wręcz błagając o zwiększenie chińskich inwestycji w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach. Chiny na to czekały.
W sierpniu 2025 r. Chiny wysłały na wody wenezuelskiej Zatoki Paria swój najnowszy okręt rozpoznania elektronicznego typu 815A Liaowang, w celu monitorowania aktywności militarnej USA.
Moment krytyczny
Myślę, że to był właśnie moment, który ostatecznie przesądził o losie Maduro. Oczywiście jest to zbieg okoliczności, ale jakże symboliczny: uprowadzenie prezydenta Wenezueli nastąpiło dzień po tym, jak 2 stycznia przyjął delegację chińską, w której uczestniczył specjalny przedstawiciel Chin do spraw Ameryki Łacińskiej Qiu Xiaoqi. Wymowne. Bo głównym adresatem tej całej pokazowej akcji są Chiny, którym Trump wysyła stanowczy sygnał.
Obecność Chin w Ameryce Południowej jest czymś, na co Stany Zjednoczone nie mogą pozwolić. To są decyzje, od których zależą losy świata i zachodniej cywilizacji w szerokiej perspektywie czasowej. Bo jeżeli ktokolwiek myśli, że Państwo Środka jest częścią naszego świata i różni się tylko tym, że nazywa się Chińska Republika Ludowa, to się myli.
Oczekiwanie
Za mało wiemy dziś, żeby przewidzieć dalszy przebieg wydarzeń. Czy Trump liczy na to, że - po usunięciu Maduro - Wenezuelczycy obalą reżim pozbawiony "głowy"? To byłoby najbardziej korzystne rozwiązanie. A może jednak usunięcie Maduro nie wystarczy? Wtedy sytuacja się skomplikuje.
Najbliższe dni i tygodnie pokażą.




