Zdrowie w nazwie, ideologia w treści

Lewicowi liberałowie tym razem zamiast ostentacji wybrali metodę ukrywania wywrotowych treści pod pozorem troski o prawidłowy rozwój uczniów. Ale kamuflaż nie zadziałał: w mediach od miesięcy słychać ostrzegawczy alarm na temat tzw. edukacji zdrowotnej w szkołach i jego rzeczywistej zawartości.
Barbara Nowacka
Barbara Nowacka / PAP/Piotr Matusewicz

Co musisz wiedzieć:

  • Proponowany przez MEN przedmiot edukacji zdrowotnej zawiera treści dotyczące edukacji seksualnej według modelu liberalnego
  • Nowy przedmiot wzbudza wiele wątpliwości i opór wśród środowisk konserwatywnych. Kościół katolicki wzywa do wypisywania dzieci z tych zajęć
  • Obszar edukacji seksualnej dotyczy m.in., zagadnień LGBTQ+, antykoncepcji i kontrowersyjne modele rodziny.

Kształt edukacji seksualnej w polskiej szkole od stu lat pozostaje polem bitwy między obozem konserwatywnym a postępowym. Już w dwudziestoleciu międzywojennym endecja krytykowała postępowe pomysły oświatowe Tadeusza Boya-Żeleńskiego i Ireny Krzywickiej. Argumenty od tego czasu właściwie się nie zmieniły: z jednej strony – zarzut o seksualizacji dzieci i zagrożenie dla tradycyjnego modelu rodziny, z drugiej – apel o konieczność szerzenia wiedzy i zapobiegania zagrożeniom, jakie czyhają na młodzież rozpoczynającą życie płciowe. Innego typu podchody obserwowaliśmy w PRL-u. Władze, choć mówiły o nowoczesnej rodzinie socjalistycznej i tak spychały kwestie seksualności, antykoncepcji czy aborcji w głęboki cień. Kościół katolicki przeciwstawiał się państwowej wizji życia rodzinnego na rzecz tej sakralmentalnej, a przeciętny uczeń dowiadywał się o „tych sprawach” głównie z podsłuchanych rozmów starszych koleżanek i kolegów.

Po 1989 roku temat wrócił ze zdwojoną siłą. Liberalna i kulturowa lewica zaczęła głośno upominać się o swoje postulaty, a kolejne rządy – wpychane w róg przez własnych ideowych „ultrasów”, a jednocześnie bojące się reakcji rodziców – podchodziły do edukacji seksualnej jak do jeża. Efektem były rozmaite zgniłe kompromisy w rodzaju „wiedzy o życiu seksualnym człowieka” – przedmiotu mającego zadowolić progresistów, ale rozłożonego na… 24 godziny w całym cyklu edukacji, tak by nie wystraszyć zachowawczych rodziców. Uśpić konserwatystów jednak się nie dało. W 1999 roku poprzedni koncept zastąpiło „wychowanie do życia w rodzinie”, które wpisało seksualność w szerszy, tradycyjny kontekst. Wojna jednak nie ustała. Dziś w roli atakującego występuje Barbara Nowacka i to ona wyprowadza kolejny cios, forsując przedmiot pt. „edukacja zdrowotna”.

Cwaniactwa pani Basi

Plan stojący za wprowadzeniem liberalno-promiskuitywnej wizji seksualności, a także (co w Polsce jest nowością) arbitralności w określaniu własnej płci jest prosty i chytry zarazem. To realizacja starego aforyzmu: liść najlepiej ukryć w lesie, a trupa na pobojowisku. Zamiast działać z otwartą przyłbicą, jak niegdyś rządy SLD – PSL, obecna władza ukrywa kontrowersje w szerokim, „zdrowotnym” pakiecie. Teraz ktokolwiek spróbuje go skrytykować, natychmiast zostanie oskarżony o działanie na szkodę zdrowia i prawidłowego rozwoju dzieci. Owszem – w programie znajdziemy elementy słuszne, jak promocja aktywności fizycznej, wiedza na temat chorób zakaźnych czy zasady zdrowego odżywiania. Ale obok nich ukryto kwestie, o które tak naprawdę chodziło kulturowym rewolucjonistom.

Plan stojący za wprowadzeniem liberalno-promiskuitywnej wizji seksualności, a także arbitralności w określaniu własnej płci jest prosty i chytry zarazem.

 

Pierwsze zastrzeżenia budzi już punkt dotyczący modeli i funkcji rodziny. Wiadomo, jak szeroko „postępowe” środowiska rozumieją pojęcie rodziny, i trudno sobie wyobrazić, by nie uwzględniono tam paramałżeństw jednopłciowych. Kolejny przykład to inżynieria językowa: dzieci mają uczyć się, jak „z szacunkiem” formułować komunikaty o cudzych decyzjach dotyczących życia rodzinnego, partnerskiego czy rodzicielskiego, także o wyborze bezdzietności. Brzmi neutralnie, ale w praktyce taki trening prowadzi do zrównania wszystkich modeli życia – niezależnie od ich społecznej wartości. Tymczasem miękka afirmacja rodzicielstwa czy trwałych związków jest dla wspólnoty bardziej pożyteczna: zapewnia ciągłość biologiczną społeczeństwa i stabilniejsze warunki wychowania dzieci. Gaszenie prestiżu tych, którzy decydują się na poświęcenie, z jakim wiąże się rodzicielstwo – i to w momencie największego kryzysu demograficznego w historii Polski – to z punktu widzenia wspólnoty działanie samobójcze.

Jeszcze poważniejsza ingerencja dotyczy próby obejścia konstytucyjnie gwarantowanej wolności rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi wartościami. Program przewiduje omawianie metod antykoncepcyjnych i kryteriów ich wyboru, a to de facto ich afirmacja (gdyby ktoś miał wątpliwości, niech wyobrazi sobie lekcję o właściwym doborze chemikaliów do produkcji ładunków wybuchowych – prowadzoną rzekomo „neutralnie”, bez popierania ich użycia). Podobnie niepokojące jest pojęcie „etycznych uwarunkowań przerywania ciąży” użyte w jednym z punktów. Samo jego brzmienie sugeruje, że istnieją sytuacje, w których aborcja może być etyczna. Dodajmy do tego ideologiczne określenie „przerywanie ciąży”, które całkowicie pomija fakt, że chodzi o życie dziecka w prenatalnym okresie rozwoju.

W programie nie zabrakło oczywiście „wiedzy” na temat tzw. społeczności LGBTQ+. To określenie od początku miało charakter polityczny i wywrotowy; choćby „queer” nie powstało jako neutralny opis, lecz jako broń w wojnie o destabilizację kategorii płci. Trudno wyobrazić sobie, by w szkolnych klasach nie doszło do normalizowania zjawisk, które jeszcze niedawno powszechnie uznawano za dewiacyjne, a które zostały przemianowane nie wskutek nowych odkryć naukowych, a głównie przez lobbing polityczny i presję zorganizowanych środowisk.

Chodzi o wychowanie nowego pokolenia w duchu wizji, która na świecie zdążyła już wyrządzić niemało szkód.

Na koniec – punkt niby niewinny, a jednak ideologiczny do szpiku: stereotypy płciowe i sposoby im „przeciwdziałania”. Zapis ten zakłada, że stereotyp zawsze jest czymś złym. Owszem, część dawnych ról mogła się zdezaktualizować, ale wiele z nich pozostaje prawdziwych i praktycznych. Brak rozróżnienia wrzuca wszystko do jednego worka, a sama idea przeciwdziałania brzmi, jakby została wyjęta z korporacyjnego „treningu inkluzywności”. W tle pobrzmiewa dogmatyczny egalitaryzm, który neguje oczywistość: mężczyźni i kobiety mają różne przewagi w różnych sferach, a pożytek płynie z ich właściwego wykorzystania, a nie zaprzeczania im w imię ideologicznej obsesji równości.

Opór

Wszystkie elementy nowego programu – jedne szeroko otwierające furtkę dla liberalno-lewicowej ideologii, inne wręcz wprost ją zakładające – nie pozostawiają złudzeń: chodzi o wychowanie nowego pokolenia w duchu wizji, która na świecie zdążyła już wyrządzić niemało szkód. Wystarczy spojrzeć na nagły wzrost liczby młodych osób identyfikujących się jako „LGBTQ+”. W niektórych krajach przekracza on 20 procent i trudno uwierzyć, że to tylko efekt większej „otwartości”. Przecież jeszcze niedawno nawet najbardziej optymistyczne, choć naciągane szacunki aktywistów i tzw. badań społecznie zaangażowanych zakładały odsetki znacznie niższe. To rezultat konsekwentnej normalizacji: od popkultury, poprzez politykę, aż po edukację. Coraz więcej państw wycofuje się też dziś z agendy „transpłciowej”, boleśnie ucząc się na własnych błędach. Polska zamiast obserwować i wyciągać wnioski zdaje się pędzić wprost w tę samą pułapkę. Jeśli dodać do tego relatywizowanie norm kulturowych sprzyjających rodzicielstwu oraz promocję systemu wartości, w którym decyzja jednostki waży więcej niż życie dziecka... trudno się dziwić, że rośnie opór społeczny wobec planu minister Nowackiej.

Edukacja zdrowotna” Barbary Nowackiej próbuje sprytnie obejść konstytucyjnie gwarantowaną wolność rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi wartościami.

Organizacje obywatelskie już prowadzą akcje uświadamiające rodziców, pokazując, jakie ryzyko kryje się za zwodniczym słowem „zdrowie” w tytule nowego przedmiotu. Sprzeciw wobec szantażu emocjonalnego ze strony ministerstwa nabiera rozpędu również na poziomie samorządowym. Przykładem może być rezolucja Rady Gminy Zabierzów, która potępiła zastąpienie „wychowania do życia w rodzinie” przez „edukację zdrowotną” jako decyzję „sprzeczną z żywotnym interesem lokalnej społeczności i całego Narodu Polskiego”. Trudno odmówić radnym racji. Każdy rodzic może okazać podobny sprzeciw i zabezpieczyć przed wyliczonymi zagrożeniami własne dziecko, składając proste oświadczenie, którego wzór znajduje się pod tym artykułem.


 

POLECANE
Jest wniosek o odwołanie ministra rolnictwa z ostatniej chwili
Jest wniosek o odwołanie ministra rolnictwa

Klub parlamentarny PiS składa wniosek o odwołanie Stefana Krajewskiego z funkcji ministra rolnictwa – poinformował w poniedziałek szef klubu Mariusz Błaszczak. Jako powód wskazał nieskuteczność w sprawie zatrzymania umowy UE-Mercosur.

Protesty przeciwko Strefie Czystego Transportu. Minister klimatu: To robienie polityki z ostatniej chwili
Protesty przeciwko Strefie Czystego Transportu. Minister klimatu: "To robienie polityki"

Mieszkańcy Krakowa protestują przeciw wprowadzeniu Strefy Czystego Transportu, wskazując na to, że wprowadzone zmiany dyskryminują najbiedniejszych. – To robienie polityki – odpowiada minister klimatu Paulina Hennig-Kloska.

Atak zimy w Polsce. IMGW wydał ostrzeżenia z ostatniej chwili
Atak zimy w Polsce. IMGW wydał ostrzeżenia

W poniedziałek 12 stycznia 2026 r. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia związane z intensywnymi opadami śniegu, silnym mrozem oraz zawiejami i zamieciami śnieżnymi.

Zbigniew Ziobro uzyskał ochronę międzynarodową i azyl polityczny z ostatniej chwili
Zbigniew Ziobro uzyskał ochronę międzynarodową i azyl polityczny

Poseł Zbigniew Ziobro uzyskał ochronę międzynarodową i azyl polityczny na Węgrzech w związku z naruszeniami praw i wolności na terytorium Polski gwarantowanych prawem międzynarodowym – poinformował w poniedziałek rano jego adwokat mec. Bartosz Lewandowski.

Trump: NATO potrzebuje nas dużo bardziej niż my NATO z ostatniej chwili
Trump: NATO potrzebuje nas dużo bardziej niż my NATO

– NATO potrzebuje nas dużo bardziej niż my NATO – powiedział w niedzielę prezydent USA Donald Trump, odnosząc się do obaw o przyszłość sojuszu w przypadku zajęcia Grenlandii przez USA. Trump podkreślił, że nie jest zainteresowany żadnymi innymi rozwiązaniami poza przejęciem wyspy na własność.

Śnieżyca w świętokrzyskim. Komunikat GDDKiA Kielce Wiadomości
Śnieżyca w świętokrzyskim. Komunikat GDDKiA Kielce

Intensywne opady śniegu w województwie świętokrzyskim utrudniają ruch na głównych trasach. Jak informuje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) w Kielcach, na drodze krajowej nr 7 pojazdy zimowego utrzymania pracują w tzw. systemie kaskadowym.

Pałac Buckingham: Zaskakujące doniesienia ws. księcia Williama Wiadomości
Pałac Buckingham: Zaskakujące doniesienia ws. księcia Williama

Książę Walii zdecydował się na wprowadzenie nowego wsparcia w Pałacu Kensington, zatrudniając specjalistę od zarządzania kryzysowego. Jak podaje Daily Mail, chodzi o Lizę Ravenscroft, opisywaną jako „niezawodne słońce”, znaną z tego, że „pracuje ramię w ramię z wielkimi nazwiskami w obliczu najtrudniejszych chwil”.

The Telegraph: Polska wyprzedza Wielką Brytanię Wiadomości
The Telegraph: Polska wyprzedza Wielką Brytanię

Polska staje się coraz bardziej atrakcyjnym miejscem do życia i pracy - nie tylko dla swoich obywateli, którzy wracają z Wielkiej Brytanii, ale też dla samych Brytyjczyków. Według The Telegraph, kraj, który jeszcze niedawno był postrzegany jako postkomunistyczny, dziś dogania i wyprzedza Wielką Brytanię pod wieloma względami.

Tragedia w szwajcarskim kurorcie. Są nowe informacje Wiadomości
Tragedia w szwajcarskim kurorcie. Są nowe informacje

Ciała 34 osób z 40 ofiar pożaru w barze w Crans- Montanie w Szwajcarii znaleziono przy schodach, prowadzących z najniższego poziomu lokalu na parter- poinformowały w niedzielę włoskie media. Według nich największy dramat rozegrał się u stóp schodów, których szerokość zmniejszono o połowę w 2015 r.

Grafzero: Premiery książkowe 2026, czyli na co czekam w tym roku? z ostatniej chwili
Grafzero: Premiery książkowe 2026, czyli na co czekam w tym roku?

Grafzero vlog literacki o to co będzie czytane w 2026 - wznowienie słynnego tomu poetyckiego, dalszy ciąg powieści fantasy, książka dla młodzieży, powieść historyczna i wiele, wiele innych.

REKLAMA

Zdrowie w nazwie, ideologia w treści

Lewicowi liberałowie tym razem zamiast ostentacji wybrali metodę ukrywania wywrotowych treści pod pozorem troski o prawidłowy rozwój uczniów. Ale kamuflaż nie zadziałał: w mediach od miesięcy słychać ostrzegawczy alarm na temat tzw. edukacji zdrowotnej w szkołach i jego rzeczywistej zawartości.
Barbara Nowacka
Barbara Nowacka / PAP/Piotr Matusewicz

Co musisz wiedzieć:

  • Proponowany przez MEN przedmiot edukacji zdrowotnej zawiera treści dotyczące edukacji seksualnej według modelu liberalnego
  • Nowy przedmiot wzbudza wiele wątpliwości i opór wśród środowisk konserwatywnych. Kościół katolicki wzywa do wypisywania dzieci z tych zajęć
  • Obszar edukacji seksualnej dotyczy m.in., zagadnień LGBTQ+, antykoncepcji i kontrowersyjne modele rodziny.

Kształt edukacji seksualnej w polskiej szkole od stu lat pozostaje polem bitwy między obozem konserwatywnym a postępowym. Już w dwudziestoleciu międzywojennym endecja krytykowała postępowe pomysły oświatowe Tadeusza Boya-Żeleńskiego i Ireny Krzywickiej. Argumenty od tego czasu właściwie się nie zmieniły: z jednej strony – zarzut o seksualizacji dzieci i zagrożenie dla tradycyjnego modelu rodziny, z drugiej – apel o konieczność szerzenia wiedzy i zapobiegania zagrożeniom, jakie czyhają na młodzież rozpoczynającą życie płciowe. Innego typu podchody obserwowaliśmy w PRL-u. Władze, choć mówiły o nowoczesnej rodzinie socjalistycznej i tak spychały kwestie seksualności, antykoncepcji czy aborcji w głęboki cień. Kościół katolicki przeciwstawiał się państwowej wizji życia rodzinnego na rzecz tej sakralmentalnej, a przeciętny uczeń dowiadywał się o „tych sprawach” głównie z podsłuchanych rozmów starszych koleżanek i kolegów.

Po 1989 roku temat wrócił ze zdwojoną siłą. Liberalna i kulturowa lewica zaczęła głośno upominać się o swoje postulaty, a kolejne rządy – wpychane w róg przez własnych ideowych „ultrasów”, a jednocześnie bojące się reakcji rodziców – podchodziły do edukacji seksualnej jak do jeża. Efektem były rozmaite zgniłe kompromisy w rodzaju „wiedzy o życiu seksualnym człowieka” – przedmiotu mającego zadowolić progresistów, ale rozłożonego na… 24 godziny w całym cyklu edukacji, tak by nie wystraszyć zachowawczych rodziców. Uśpić konserwatystów jednak się nie dało. W 1999 roku poprzedni koncept zastąpiło „wychowanie do życia w rodzinie”, które wpisało seksualność w szerszy, tradycyjny kontekst. Wojna jednak nie ustała. Dziś w roli atakującego występuje Barbara Nowacka i to ona wyprowadza kolejny cios, forsując przedmiot pt. „edukacja zdrowotna”.

Cwaniactwa pani Basi

Plan stojący za wprowadzeniem liberalno-promiskuitywnej wizji seksualności, a także (co w Polsce jest nowością) arbitralności w określaniu własnej płci jest prosty i chytry zarazem. To realizacja starego aforyzmu: liść najlepiej ukryć w lesie, a trupa na pobojowisku. Zamiast działać z otwartą przyłbicą, jak niegdyś rządy SLD – PSL, obecna władza ukrywa kontrowersje w szerokim, „zdrowotnym” pakiecie. Teraz ktokolwiek spróbuje go skrytykować, natychmiast zostanie oskarżony o działanie na szkodę zdrowia i prawidłowego rozwoju dzieci. Owszem – w programie znajdziemy elementy słuszne, jak promocja aktywności fizycznej, wiedza na temat chorób zakaźnych czy zasady zdrowego odżywiania. Ale obok nich ukryto kwestie, o które tak naprawdę chodziło kulturowym rewolucjonistom.

Plan stojący za wprowadzeniem liberalno-promiskuitywnej wizji seksualności, a także arbitralności w określaniu własnej płci jest prosty i chytry zarazem.

 

Pierwsze zastrzeżenia budzi już punkt dotyczący modeli i funkcji rodziny. Wiadomo, jak szeroko „postępowe” środowiska rozumieją pojęcie rodziny, i trudno sobie wyobrazić, by nie uwzględniono tam paramałżeństw jednopłciowych. Kolejny przykład to inżynieria językowa: dzieci mają uczyć się, jak „z szacunkiem” formułować komunikaty o cudzych decyzjach dotyczących życia rodzinnego, partnerskiego czy rodzicielskiego, także o wyborze bezdzietności. Brzmi neutralnie, ale w praktyce taki trening prowadzi do zrównania wszystkich modeli życia – niezależnie od ich społecznej wartości. Tymczasem miękka afirmacja rodzicielstwa czy trwałych związków jest dla wspólnoty bardziej pożyteczna: zapewnia ciągłość biologiczną społeczeństwa i stabilniejsze warunki wychowania dzieci. Gaszenie prestiżu tych, którzy decydują się na poświęcenie, z jakim wiąże się rodzicielstwo – i to w momencie największego kryzysu demograficznego w historii Polski – to z punktu widzenia wspólnoty działanie samobójcze.

Jeszcze poważniejsza ingerencja dotyczy próby obejścia konstytucyjnie gwarantowanej wolności rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi wartościami. Program przewiduje omawianie metod antykoncepcyjnych i kryteriów ich wyboru, a to de facto ich afirmacja (gdyby ktoś miał wątpliwości, niech wyobrazi sobie lekcję o właściwym doborze chemikaliów do produkcji ładunków wybuchowych – prowadzoną rzekomo „neutralnie”, bez popierania ich użycia). Podobnie niepokojące jest pojęcie „etycznych uwarunkowań przerywania ciąży” użyte w jednym z punktów. Samo jego brzmienie sugeruje, że istnieją sytuacje, w których aborcja może być etyczna. Dodajmy do tego ideologiczne określenie „przerywanie ciąży”, które całkowicie pomija fakt, że chodzi o życie dziecka w prenatalnym okresie rozwoju.

W programie nie zabrakło oczywiście „wiedzy” na temat tzw. społeczności LGBTQ+. To określenie od początku miało charakter polityczny i wywrotowy; choćby „queer” nie powstało jako neutralny opis, lecz jako broń w wojnie o destabilizację kategorii płci. Trudno wyobrazić sobie, by w szkolnych klasach nie doszło do normalizowania zjawisk, które jeszcze niedawno powszechnie uznawano za dewiacyjne, a które zostały przemianowane nie wskutek nowych odkryć naukowych, a głównie przez lobbing polityczny i presję zorganizowanych środowisk.

Chodzi o wychowanie nowego pokolenia w duchu wizji, która na świecie zdążyła już wyrządzić niemało szkód.

Na koniec – punkt niby niewinny, a jednak ideologiczny do szpiku: stereotypy płciowe i sposoby im „przeciwdziałania”. Zapis ten zakłada, że stereotyp zawsze jest czymś złym. Owszem, część dawnych ról mogła się zdezaktualizować, ale wiele z nich pozostaje prawdziwych i praktycznych. Brak rozróżnienia wrzuca wszystko do jednego worka, a sama idea przeciwdziałania brzmi, jakby została wyjęta z korporacyjnego „treningu inkluzywności”. W tle pobrzmiewa dogmatyczny egalitaryzm, który neguje oczywistość: mężczyźni i kobiety mają różne przewagi w różnych sferach, a pożytek płynie z ich właściwego wykorzystania, a nie zaprzeczania im w imię ideologicznej obsesji równości.

Opór

Wszystkie elementy nowego programu – jedne szeroko otwierające furtkę dla liberalno-lewicowej ideologii, inne wręcz wprost ją zakładające – nie pozostawiają złudzeń: chodzi o wychowanie nowego pokolenia w duchu wizji, która na świecie zdążyła już wyrządzić niemało szkód. Wystarczy spojrzeć na nagły wzrost liczby młodych osób identyfikujących się jako „LGBTQ+”. W niektórych krajach przekracza on 20 procent i trudno uwierzyć, że to tylko efekt większej „otwartości”. Przecież jeszcze niedawno nawet najbardziej optymistyczne, choć naciągane szacunki aktywistów i tzw. badań społecznie zaangażowanych zakładały odsetki znacznie niższe. To rezultat konsekwentnej normalizacji: od popkultury, poprzez politykę, aż po edukację. Coraz więcej państw wycofuje się też dziś z agendy „transpłciowej”, boleśnie ucząc się na własnych błędach. Polska zamiast obserwować i wyciągać wnioski zdaje się pędzić wprost w tę samą pułapkę. Jeśli dodać do tego relatywizowanie norm kulturowych sprzyjających rodzicielstwu oraz promocję systemu wartości, w którym decyzja jednostki waży więcej niż życie dziecka... trudno się dziwić, że rośnie opór społeczny wobec planu minister Nowackiej.

Edukacja zdrowotna” Barbary Nowackiej próbuje sprytnie obejść konstytucyjnie gwarantowaną wolność rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi wartościami.

Organizacje obywatelskie już prowadzą akcje uświadamiające rodziców, pokazując, jakie ryzyko kryje się za zwodniczym słowem „zdrowie” w tytule nowego przedmiotu. Sprzeciw wobec szantażu emocjonalnego ze strony ministerstwa nabiera rozpędu również na poziomie samorządowym. Przykładem może być rezolucja Rady Gminy Zabierzów, która potępiła zastąpienie „wychowania do życia w rodzinie” przez „edukację zdrowotną” jako decyzję „sprzeczną z żywotnym interesem lokalnej społeczności i całego Narodu Polskiego”. Trudno odmówić radnym racji. Każdy rodzic może okazać podobny sprzeciw i zabezpieczyć przed wyliczonymi zagrożeniami własne dziecko, składając proste oświadczenie, którego wzór znajduje się pod tym artykułem.



 

Polecane