Wojna o media z kampanią w tle

21 czerwca 2024 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyznała koncesje na nadawanie naziemne w ramach multipleksu MUX-8 stacjom TV Republika oraz wPolsce24. W kwietniu tego roku Wojewódzki Sąd Administracyjny odebrał ją obu stacjom na wniosek kwestionującej decyzję rady firmy, biorącej udział w tym samym postępowaniu, której zgody na nadawanie odmówiono. Sprawa dotyczy dwóch stacji, jednak głośniej jest wokół częściej wybieranej przez widzów Republiki. Po kilku dniach uwaga opinii publicznej przeniosła się na weekendowe debaty prezydenckie. Te sprawy jednak się ze sobą łączą.
Kamery telewizyjne, zdjęcie podglądowe
Kamery telewizyjne, zdjęcie podglądowe / Pixabay

Odebranie koncesji dwóm stacjom prezentującym krytyczne podejście wobec rządu budzić musi jak najgorsze skojarzenia. Zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę, że oprócz nich z liczących się nadawców telewizyjnych prezentuje je jeszcze jedynie Telewizja Trwam, będąca jako stacja konfesyjna w nieco innej sytuacji. WPolsce24 i Republika to telewizje informacyjne, w których wiadomości i publicystyka pełnią dużo większą rolę.

 

Wolne media, wolne sądy

Decyzja sądu, nawet jeśli podjęta bez politycznych nacisków, ma wymiar polityczny. Nie tylko dlatego, że odpowiedzialna za nią sędzia swoich poglądów nie ukrywa. Barbara Kołodziejczak-Osetek należy do stowarzyszenia sędziów administracyjnych, zaangażowanego w krytykę polityki poprzedniego rządu i kilkukrotnie wyrażała swoje stanowisko w kwestiach tzw. praworządności. Samo uzasadnienie wyroku budzi spore kontrowersje, z jednej strony poprzez wątpliwe intencje samych skarżących (którzy według właścicieli Republiki wprost sugerowali, że wycofają pozew, jeśli telewizja odkupi ich firmę), z drugiej przez wyrażone przez sędzię zdanie, że o przyznawaniu koncesji decydować powinny służby – co w tej chwili nie jest wymagane. Innym zarzutem był fakt, że stacje nie miały pewnych źródeł finansowania, a jedynie deklarowały utrzymywanie się ze składek. Fakt, że tę akurat kwestię znakomicie zweryfikowała już praktyka, sąd pominął.

Dawno nie słyszałem tylu kłamstw z ust sądu. Widziałem sędziów, którzy wydali wyroki sprzeczne z prawem i haniebne, ale żeby tak kłamać do kamery, mając przed sobą dokumenty, to trzeba być człowiekiem bez sumienia. Pani sędzia powiedziała, że trzeba wpłacić od razu 6 mln zł, żeby nadawać. Otóż prawo mówi, że trzeba co roku wpłacać milion złotych i nie ma innych przepisów w tej sprawie

– mówił po wydaniu decyzji naczelny Republiki Tomasz Sakiewicz.

Widzowie stacji, często zaangażowani równolegle w działalność Klubów „Gazety Polskiej”, od razu zaczęli organizować pikiety w obronie stacji. Również przygotowany z dużym rozmachem i bardzo liczny marsz z okazji tysiąclecia koronacji pierwszych królów Polski, zainicjowany przez PiS przy wsparciu licznych środowisk i mediów tożsamościowych, stał się okazją do zademonstrowania sprzeciwu wobec decyzji sądu przez uczestników utożsamianej z polityką władz. Do tego namawiali wcześniej bardzo mocno dziennikarze, związani z drugą poszkodowaną telewizją – wPolsce24.

Odłóżmy wszystkie spory, w tym momencie bądźmy razem. Brońmy naszej wolności słowa. Proszę organizatorów, proszę kolegów, koleżanki z Republiki, proszę wszystkich państwa, wszystkich dziennikarzy, żebyśmy tego dnia, 12 kwietnia, pokazali, że bronimy także wolności słowa, że nie pozwolimy na to, by w Polsce pojawił się system taki jak na Białorusi, bo na razie wszystko ku temu zmierza

– mówił 9 kwietnia Michał Karnowski.

Bo choć politycy mogą udawać, że mamy do czynienia z decyzją niezawisłego sądu, na którą oni sami nie mieli wpływu, stanowisko większości rządzącej koalicji wobec Republiki jest jasne. O odebraniu jej koncesji już wcześniej politycy tacy jak Krzysztof Śmiszek mówili wielokrotnie.

Uważam, że nie można pozwalać na dezinformację, zorganizowany hejt i powielanie swego rodzaju propagandy na platformie telewizji cyfrowej. Trzeba się nad tym zastanowić. W Telewizji Republika dzieją się rzeczy niewyobrażalne. Można wiele paragrafów wymienić, od naruszenia dóbr osobistych po zorganizowany pas dezinformacji

– komentował w styczniu inny znany polityk Koalicji 13 grudnia Witold Zembaczyński.

A dzień przed wyrokiem Roman Giertych zapowiedział, że będzie domagać się cofnięcia akredytacji sejmowych dziennikarzom tej stacji. Od zmiany władzy widzimy odmawianie przedstawicielom prawicowych mediów dostępu do konferencji prasowych przedstawicieli rządu, a odkąd ruszyła kampania wyborcza, Rafał Trzaskowski i jego ludzie wielokrotnie wchodzili nie tylko w słowne, lecz również fizyczne przepychanki z prawicowymi mediami. W wyniku jednej z takich utarczek zaatakowany przez ochroniarzy Janusz Życzkowski z Republiki podczas wiecu Trzaskowskiego w Wieluniu doznał obrażeń wymagających leczenia przez ponad 7 dni, zniszczono mu sprzęt i uszkodzono okulary. Poza SDP za dziennikarzem nie ujął się właściwie nikt z szeroko pojętego środowiska dziennikarskiego. Klimat polityczny, w którym zapadła taka, a nie inna decyzja sądu, jest więc oczywisty.

 

Ręka rynku w todze

Oprócz polityki jest jeszcze biznes, są wielkie pieniądze. Jak wszyscy wiemy, oglądalność TV Republika w ostatnich miesiącach rosła skokowo. W efekcie tych wzrostów telewizja Tomasza Sakiewicza po wyprzedzeniu TVP Info czy Polsat News zaczęła nawiązywać równą walkę z TVN24, a więc jedną z ważniejszych części wystawionej na sprzedaż medialnej potęgi. Tym samym sprzedający zaczynał tracić jeden ze swoich atutów – najchętniej oglądany dotąd przez widzów kanał informacyjny właśnie przestawał być pierwszy. Gdyby natomiast Republice odebrać koncesję, choćby tylko w wymiarze dostępności miejsca w nadajnikach naziemnych, zmartwienie dzisiejszych posiadaczy TVN zostałoby rozwiązane. Co natomiast stałoby się z Telewizją Republika? Zostałaby na YouTubie, gdzie również cieszy się dużymi zasięgami, ale który bardzo podatny jest na sterowanie za pomocą algorytmów i innych technik ukrytej cenzury, i w kablówkach, które także poddane mogą zostać politycznej presji. Odwołanie od decyzji sądu złożyła już KRRiT kierowana przez Macieja Świrskiego. Jednak i na to władze mają sposób, do którego potrzebują swojego człowieka w Pałacu Prezydenckim. „Dzisiejszy wyrok WSA w sprawie PiS-owskich stacji jest nieprawomocny. Stroną tego postępowania jest KRRiT i ona zaskarży ten wyrok do NSA” – pisał do wyroku Roman Giertych. „Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby nowa KRRiT, którą wybierzemy z pewnością po tym, jak obecna zostanie odwołana (przez Sejm, Senat i prezydenta RP), jeżeli uzna skargę za bezzasadną, ją wycofała. Wówczas wyrok WSA się natychmiast uprawomocni” – zaznaczył.

Nietrudno domyślić się, że zapowiedź ta wywołała entuzjastyczną reakcję całych zastępów internetowych pałkarzy odmawiających prawicowym telewizjom prawa do istnienia. Jest też oczywiste, że w obronie obu bardzo mocno wypowiadali się politycy związani z PiS, w tym kandydujący na prezydenta Karol Nawrocki. 

 

Debaty w atmosferze skandalu

Właśnie w takich warunkach Republika szykowała się do swojej pierwszej debaty prezydenckiej. Zamieszanie, które wokół debat kandydatów na prezydenta wybuchło w kolejnych dniach, pokazało, jak ważna jest obecność niezależnych telewizji na rynku medialnym, lecz również jaką rządzący przewidują rolę dla tych nadawców, którym przyznają prawo do obecności na rynku. Prześledźmy chronologię wydarzeń, w której bardzo łatwo jest się pogubić. Na początku tego miesiąca kierownictwo Republiki ogłosiło, że 14 kwietnia planuje organizację debaty wszystkich kandydatów na prezydenta. Miała być to pierwsza taka impreza w trwającej kampanii, a zarazem inauguracja nowego studia. Jeszcze wcześniej, 27 marca, Karol Nawrocki wezwał Rafała Trzaskowskiego do debaty o bezpieczeństwie. Jako miejsce takiego spotkania Nawrocki wskazał Końskie, a więc miejscowość, do której pięć lat wcześniej prezydent Warszawy nie dotarł. Ówczesna demonstracja wobec organizującej wydarzenie TVP odebrana została jako akt wzgardzenia Polską powiatową, który stał się jedną z przyczyn porażki prezydenta Warszawy. 9 kwietnia Rafał Trzaskowski zaproponował Karolowi Nawrockiemu udział w debacie… w Końskich organizowanej przez „trzy największe stacje telewizyjne”, a więc prorządowe TVP i TVN, oraz zachowujący pewne cechy niezależności Polsat. Telewizje od razu zgodziły się na ten plan, podobnie jak i szef IPN, który jednak zażądał dopuszczenia do współorganizacji stacji wPolsce24 i TV Republika. Na to nie chciał zgodzić się jednak sztab Trzaskowskiego, ale największy sprzeciw wyraziły TVP i TVN. Rzecz zdawała się być ustawką, w której Karol Nawrocki zmierzy się z prezydentem Warszawy na jego warunkach, z udziałem stronniczych mediów i takiej też zapewne publiczności.

Jednak nie wszystko przebiegło po myśli ludzi Koalicji 13 grudnia. Po pierwsze, kilka dni wcześniej dowiedzieliśmy się, że w debacie Republiki, planowanej na 14 kwietnia, weźmie udział Szymon Hołownia, a obok niego i kilku bardziej oczywistych w tym miejscu reprezentantów prawej strony miejsca zajmą też Adrian Zandberg i Joanna Senyszyn, co sprawiało, że Republika pokazała się jako ostoja pluralizmu. Tymczasem TVP wbrew obowiązującym zasadom podjęła się organizacji debaty jedynie dwóch kandydatów i to we współpracy ze sztabem jednego z nich. Wzbudziło to gniew pominiętych. Gdy sieć zalewały już gniewne komentarze ze strony Krzysztofa Stanowskiego czy Szymona Hołowni, Republika w porozumieniu z wPolsce24 i TV Trwam zaskoczyła wszystkich organizacją ad hoc debaty w Końskich, dwie godziny przed tą zaplanowaną przez TVP, na którą zaprosiła wszystkich – a zjawili się na niej Szymon Hołownia, Marek Jakubiak, Karol Nawrocki i Krzysztof Stanowski, do których chwilę później dołączyła Joanna Senyszyn. Ratując sytuację, Trzaskowski zaprosił na swoją debatę wszystkich kandydatów, jednak było za późno, by powstrzymać skandal. Z pewnym opóźnieniem do wynajętej przez nie wiadomo kogo (początkowo nikt się nie przyznawał, w końcu okazało się, że najemcą była firma znajomego Donalda Tuska) hali dotarli goście z Republiki oraz Magdalena Biejat i Maciej Maciak. Debata okazała się porażką przytłoczonego sytuacją Rafała Trzaskowskiego, a zarazem TVP, o której rolę pytało coraz więcej osób. Niejasne zarówno pod kątem etyki stacji, jak i przepisów prawa wyborczego okazało się nie tylko zorganizowanie imprezy sztabu jednego z kandydatów, lecz również zatrudnienie do jej prowadzenia dziennikarki. Krzysztof Stanowski oficjalnie domaga się zorganizowania analogicznej imprezy dla swojego sztabu i pyta o koszty takiego przedsięwzięcia, natomiast Przemysław Wipler (Sławomir Mentzen na debatę nie dotarł) zapowiada konsekwencje karne dla organizatorów.

Polskie prawo zabrania finansowania partii politycznych polityki i kampanii wyborczych przez osoby prawne. TVP w likwidacji jest osobą prawną. Brak zafakturowania jakiejkolwiek kategorii kosztów poniesionych przez TVP w związku z organizacją przez Rafała Trzaskowskiego patodebaty to dotowanie kampanii Rafała Trzaskowskiego w nielegalny i niedozwolony prawnie sposób, również z pieniędzy podatników głosujących na jego konkurentów! […] Ludzie z waszego sztabu oraz z władz TVP odpowiedzą za każdą lewiznę związaną z organizacją tej patodebaty. Nie przedawni się, immunitety wam nie pomogą

– ostrzega Wipler.

 

Przegrani i wygrani

Planowana na 14 kwietnia debata Republiki odbyła się zgodnie z planem, a stacja chwalona była za pluralizm, profesjonalizm i obiektywne prowadzenie rozmowy – w kontrze do powszechnie krytykowanej TVP. Rafał Trzaskowski zgodnie z zapowiedziami nie dotarł, przez co kolejny raz uznany został za przegranego, stając się obiektem kpin konkurentów i widzów. Jak zauważył Stanowski, to Republika spełniła rolę medium publicznego. TVP zachowała się jak gospodarstwo pomocnicze kampanii Trzaskowskiego. I, jak mówi mi komentator Paweł Rybicki, związane z tym kontrowersje pamiętane będą dłużej, niż to, co działo się podczas debat.


 

POLECANE
Ruszyła Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Mocne słowa prezydenta z ostatniej chwili
Ruszyła Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Mocne słowa prezydenta

W środę po godz. 14 rozpoczęło się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. – Narasta ostatnio zbyt wiele pytań, a zbyt mało jest rzetelnych, pełnych odpowiedzi – podkreślił na samym początku prezydent Karol Nawrocki.

Tusk: Polska nie przystąpi do prac Rady Pokoju z ostatniej chwili
Tusk: Polska nie przystąpi do prac Rady Pokoju

Premier Donald Tusk oświadczył w środę, że w obecnych okolicznościach Polska nie przystąpi do prac Rady Pokoju, zainicjowanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Jak zaznaczył, decyzja wynika z wątpliwości co do zasad i kształtu Rady.

Wojna w Polsce 2050. Działacze do polityków: „Przestańcie chodzić po mediach” Wiadomości
Wojna w Polsce 2050. Działacze do polityków: „Przestańcie chodzić po mediach”

Struktury regionalne Polski 2050 apelują do władz partii o zakończenie wewnętrznego sporu. W liście skierowanym do zarządu domagają się porozumienia w klubie parlamentarnym i skupienia się na pracy dla wyborców.

Zwiększenie obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Kosiniak-Kamysz zdradził nowe informacje z ostatniej chwili
Zwiększenie obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Kosiniak-Kamysz zdradził nowe informacje

W rozmowie z TOK FM wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że już w 2026 r. mogą zapaść decyzje dot. zwiększenia obecności wojsk amerykańskich w Polsce. – To jest oczywiście kwestia nie liczby, tylko też nowych inwestycji, akomodacji dla żołnierzy, to jest kwestia związana właśnie z zapleczem infrastrukturalnym – podkreślił szef MON.

Ogromne złoże gazu na Morzu Północnym. Polska przejmuje udziały z ostatniej chwili
Ogromne złoże gazu na Morzu Północnym. Polska przejmuje udziały

Orlen Upstream Norway przejął od Var Energi 25 proc. udziałów w koncesji PL293 na Morzu Północnym. Koncesja obejmuje niekonwencjonalne złoże Afrodyta, które może zapewnić koncernowi prawie 2 mld metrów sześc. gazu ziemnego – poinformował w środę Orlen.

Premier Węgier: Ukraina i UE chcą obalić nasz rząd gorące
Premier Węgier: Ukraina i UE chcą obalić nasz rząd

Premier Węgier Viktor Orbán ostro skrytykował plany przyspieszonego członkostwa Ukrainy w UE. Według niego dokument opublikowany przez Politico to „plan wojenny Brukseli i Kijowa”, który ignoruje wolę Węgrów i stawia pod znakiem zapytania suwerenność Budapesztu.

Makabra w Wielkopolsce. Zgłosił na komendzie, że zabił kobietę z ostatniej chwili
Makabra w Wielkopolsce. Zgłosił na komendzie, że zabił kobietę

W środę nad ranem do Komendy Powiatowej Policji w Słupcy zgłosił się 49-letni mężczyzna, który oświadczył, że w nocy zabił kobietę. Policjanci odwiedzili wskazany lokal, gdzie znaleźli ciało 41-latki – poinformował w środę przed godz. 10 serwis Głos Wielkopolski.

Sprawa ENA Ziobry u nieodpowiedniego sędziego. Nerwowo w resorcie z ostatniej chwili
Sprawa ENA Ziobry u "nieodpowiedniego" sędziego. Nerwowo w resorcie

Wniosek o Europejski Nakaz Aresztowania wobec Zbigniewa Ziobry został zarejestrowany w Sądzie Okręgowym w Warszawie i przydzielony sędziemu Dariuszowi Łubowskiemu. "Co teraz - bezprawne odebranie sprawy? Nowe losowanie? Kolejna farsa „kryprodykatury”? — zapytał na X Michał Woś, poseł PiS.

Dziś spotkanie liderów koalicji. O czym będą rozmawiać? z ostatniej chwili
Dziś spotkanie liderów koalicji. O czym będą rozmawiać?

W środę wieczorem odbędzie się spotkanie liderów koalicji rządzącej – poinformował PAP szef klubu parlamentarnego Polski 2050 Paweł Śliz. Gdy są ważne tematy do omówienia, to liderzy się spotykają, a dzisiaj dużo się dzieje w temacie bezpieczeństwa – powiedział PAP Jakub Stefaniak z KPRM.

Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy z ostatniej chwili
Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy

Straż Graniczna publikuje raporty dotyczące wydarzeń na polskiej granicy z Białorusią. Ponadto zaraportowano także o sytuacji na granicy z Litwą i Niemcami w związku z przywróceniem na nich tymczasowych kontroli.

REKLAMA

Wojna o media z kampanią w tle

21 czerwca 2024 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyznała koncesje na nadawanie naziemne w ramach multipleksu MUX-8 stacjom TV Republika oraz wPolsce24. W kwietniu tego roku Wojewódzki Sąd Administracyjny odebrał ją obu stacjom na wniosek kwestionującej decyzję rady firmy, biorącej udział w tym samym postępowaniu, której zgody na nadawanie odmówiono. Sprawa dotyczy dwóch stacji, jednak głośniej jest wokół częściej wybieranej przez widzów Republiki. Po kilku dniach uwaga opinii publicznej przeniosła się na weekendowe debaty prezydenckie. Te sprawy jednak się ze sobą łączą.
Kamery telewizyjne, zdjęcie podglądowe
Kamery telewizyjne, zdjęcie podglądowe / Pixabay

Odebranie koncesji dwóm stacjom prezentującym krytyczne podejście wobec rządu budzić musi jak najgorsze skojarzenia. Zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę, że oprócz nich z liczących się nadawców telewizyjnych prezentuje je jeszcze jedynie Telewizja Trwam, będąca jako stacja konfesyjna w nieco innej sytuacji. WPolsce24 i Republika to telewizje informacyjne, w których wiadomości i publicystyka pełnią dużo większą rolę.

 

Wolne media, wolne sądy

Decyzja sądu, nawet jeśli podjęta bez politycznych nacisków, ma wymiar polityczny. Nie tylko dlatego, że odpowiedzialna za nią sędzia swoich poglądów nie ukrywa. Barbara Kołodziejczak-Osetek należy do stowarzyszenia sędziów administracyjnych, zaangażowanego w krytykę polityki poprzedniego rządu i kilkukrotnie wyrażała swoje stanowisko w kwestiach tzw. praworządności. Samo uzasadnienie wyroku budzi spore kontrowersje, z jednej strony poprzez wątpliwe intencje samych skarżących (którzy według właścicieli Republiki wprost sugerowali, że wycofają pozew, jeśli telewizja odkupi ich firmę), z drugiej przez wyrażone przez sędzię zdanie, że o przyznawaniu koncesji decydować powinny służby – co w tej chwili nie jest wymagane. Innym zarzutem był fakt, że stacje nie miały pewnych źródeł finansowania, a jedynie deklarowały utrzymywanie się ze składek. Fakt, że tę akurat kwestię znakomicie zweryfikowała już praktyka, sąd pominął.

Dawno nie słyszałem tylu kłamstw z ust sądu. Widziałem sędziów, którzy wydali wyroki sprzeczne z prawem i haniebne, ale żeby tak kłamać do kamery, mając przed sobą dokumenty, to trzeba być człowiekiem bez sumienia. Pani sędzia powiedziała, że trzeba wpłacić od razu 6 mln zł, żeby nadawać. Otóż prawo mówi, że trzeba co roku wpłacać milion złotych i nie ma innych przepisów w tej sprawie

– mówił po wydaniu decyzji naczelny Republiki Tomasz Sakiewicz.

Widzowie stacji, często zaangażowani równolegle w działalność Klubów „Gazety Polskiej”, od razu zaczęli organizować pikiety w obronie stacji. Również przygotowany z dużym rozmachem i bardzo liczny marsz z okazji tysiąclecia koronacji pierwszych królów Polski, zainicjowany przez PiS przy wsparciu licznych środowisk i mediów tożsamościowych, stał się okazją do zademonstrowania sprzeciwu wobec decyzji sądu przez uczestników utożsamianej z polityką władz. Do tego namawiali wcześniej bardzo mocno dziennikarze, związani z drugą poszkodowaną telewizją – wPolsce24.

Odłóżmy wszystkie spory, w tym momencie bądźmy razem. Brońmy naszej wolności słowa. Proszę organizatorów, proszę kolegów, koleżanki z Republiki, proszę wszystkich państwa, wszystkich dziennikarzy, żebyśmy tego dnia, 12 kwietnia, pokazali, że bronimy także wolności słowa, że nie pozwolimy na to, by w Polsce pojawił się system taki jak na Białorusi, bo na razie wszystko ku temu zmierza

– mówił 9 kwietnia Michał Karnowski.

Bo choć politycy mogą udawać, że mamy do czynienia z decyzją niezawisłego sądu, na którą oni sami nie mieli wpływu, stanowisko większości rządzącej koalicji wobec Republiki jest jasne. O odebraniu jej koncesji już wcześniej politycy tacy jak Krzysztof Śmiszek mówili wielokrotnie.

Uważam, że nie można pozwalać na dezinformację, zorganizowany hejt i powielanie swego rodzaju propagandy na platformie telewizji cyfrowej. Trzeba się nad tym zastanowić. W Telewizji Republika dzieją się rzeczy niewyobrażalne. Można wiele paragrafów wymienić, od naruszenia dóbr osobistych po zorganizowany pas dezinformacji

– komentował w styczniu inny znany polityk Koalicji 13 grudnia Witold Zembaczyński.

A dzień przed wyrokiem Roman Giertych zapowiedział, że będzie domagać się cofnięcia akredytacji sejmowych dziennikarzom tej stacji. Od zmiany władzy widzimy odmawianie przedstawicielom prawicowych mediów dostępu do konferencji prasowych przedstawicieli rządu, a odkąd ruszyła kampania wyborcza, Rafał Trzaskowski i jego ludzie wielokrotnie wchodzili nie tylko w słowne, lecz również fizyczne przepychanki z prawicowymi mediami. W wyniku jednej z takich utarczek zaatakowany przez ochroniarzy Janusz Życzkowski z Republiki podczas wiecu Trzaskowskiego w Wieluniu doznał obrażeń wymagających leczenia przez ponad 7 dni, zniszczono mu sprzęt i uszkodzono okulary. Poza SDP za dziennikarzem nie ujął się właściwie nikt z szeroko pojętego środowiska dziennikarskiego. Klimat polityczny, w którym zapadła taka, a nie inna decyzja sądu, jest więc oczywisty.

 

Ręka rynku w todze

Oprócz polityki jest jeszcze biznes, są wielkie pieniądze. Jak wszyscy wiemy, oglądalność TV Republika w ostatnich miesiącach rosła skokowo. W efekcie tych wzrostów telewizja Tomasza Sakiewicza po wyprzedzeniu TVP Info czy Polsat News zaczęła nawiązywać równą walkę z TVN24, a więc jedną z ważniejszych części wystawionej na sprzedaż medialnej potęgi. Tym samym sprzedający zaczynał tracić jeden ze swoich atutów – najchętniej oglądany dotąd przez widzów kanał informacyjny właśnie przestawał być pierwszy. Gdyby natomiast Republice odebrać koncesję, choćby tylko w wymiarze dostępności miejsca w nadajnikach naziemnych, zmartwienie dzisiejszych posiadaczy TVN zostałoby rozwiązane. Co natomiast stałoby się z Telewizją Republika? Zostałaby na YouTubie, gdzie również cieszy się dużymi zasięgami, ale który bardzo podatny jest na sterowanie za pomocą algorytmów i innych technik ukrytej cenzury, i w kablówkach, które także poddane mogą zostać politycznej presji. Odwołanie od decyzji sądu złożyła już KRRiT kierowana przez Macieja Świrskiego. Jednak i na to władze mają sposób, do którego potrzebują swojego człowieka w Pałacu Prezydenckim. „Dzisiejszy wyrok WSA w sprawie PiS-owskich stacji jest nieprawomocny. Stroną tego postępowania jest KRRiT i ona zaskarży ten wyrok do NSA” – pisał do wyroku Roman Giertych. „Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby nowa KRRiT, którą wybierzemy z pewnością po tym, jak obecna zostanie odwołana (przez Sejm, Senat i prezydenta RP), jeżeli uzna skargę za bezzasadną, ją wycofała. Wówczas wyrok WSA się natychmiast uprawomocni” – zaznaczył.

Nietrudno domyślić się, że zapowiedź ta wywołała entuzjastyczną reakcję całych zastępów internetowych pałkarzy odmawiających prawicowym telewizjom prawa do istnienia. Jest też oczywiste, że w obronie obu bardzo mocno wypowiadali się politycy związani z PiS, w tym kandydujący na prezydenta Karol Nawrocki. 

 

Debaty w atmosferze skandalu

Właśnie w takich warunkach Republika szykowała się do swojej pierwszej debaty prezydenckiej. Zamieszanie, które wokół debat kandydatów na prezydenta wybuchło w kolejnych dniach, pokazało, jak ważna jest obecność niezależnych telewizji na rynku medialnym, lecz również jaką rządzący przewidują rolę dla tych nadawców, którym przyznają prawo do obecności na rynku. Prześledźmy chronologię wydarzeń, w której bardzo łatwo jest się pogubić. Na początku tego miesiąca kierownictwo Republiki ogłosiło, że 14 kwietnia planuje organizację debaty wszystkich kandydatów na prezydenta. Miała być to pierwsza taka impreza w trwającej kampanii, a zarazem inauguracja nowego studia. Jeszcze wcześniej, 27 marca, Karol Nawrocki wezwał Rafała Trzaskowskiego do debaty o bezpieczeństwie. Jako miejsce takiego spotkania Nawrocki wskazał Końskie, a więc miejscowość, do której pięć lat wcześniej prezydent Warszawy nie dotarł. Ówczesna demonstracja wobec organizującej wydarzenie TVP odebrana została jako akt wzgardzenia Polską powiatową, który stał się jedną z przyczyn porażki prezydenta Warszawy. 9 kwietnia Rafał Trzaskowski zaproponował Karolowi Nawrockiemu udział w debacie… w Końskich organizowanej przez „trzy największe stacje telewizyjne”, a więc prorządowe TVP i TVN, oraz zachowujący pewne cechy niezależności Polsat. Telewizje od razu zgodziły się na ten plan, podobnie jak i szef IPN, który jednak zażądał dopuszczenia do współorganizacji stacji wPolsce24 i TV Republika. Na to nie chciał zgodzić się jednak sztab Trzaskowskiego, ale największy sprzeciw wyraziły TVP i TVN. Rzecz zdawała się być ustawką, w której Karol Nawrocki zmierzy się z prezydentem Warszawy na jego warunkach, z udziałem stronniczych mediów i takiej też zapewne publiczności.

Jednak nie wszystko przebiegło po myśli ludzi Koalicji 13 grudnia. Po pierwsze, kilka dni wcześniej dowiedzieliśmy się, że w debacie Republiki, planowanej na 14 kwietnia, weźmie udział Szymon Hołownia, a obok niego i kilku bardziej oczywistych w tym miejscu reprezentantów prawej strony miejsca zajmą też Adrian Zandberg i Joanna Senyszyn, co sprawiało, że Republika pokazała się jako ostoja pluralizmu. Tymczasem TVP wbrew obowiązującym zasadom podjęła się organizacji debaty jedynie dwóch kandydatów i to we współpracy ze sztabem jednego z nich. Wzbudziło to gniew pominiętych. Gdy sieć zalewały już gniewne komentarze ze strony Krzysztofa Stanowskiego czy Szymona Hołowni, Republika w porozumieniu z wPolsce24 i TV Trwam zaskoczyła wszystkich organizacją ad hoc debaty w Końskich, dwie godziny przed tą zaplanowaną przez TVP, na którą zaprosiła wszystkich – a zjawili się na niej Szymon Hołownia, Marek Jakubiak, Karol Nawrocki i Krzysztof Stanowski, do których chwilę później dołączyła Joanna Senyszyn. Ratując sytuację, Trzaskowski zaprosił na swoją debatę wszystkich kandydatów, jednak było za późno, by powstrzymać skandal. Z pewnym opóźnieniem do wynajętej przez nie wiadomo kogo (początkowo nikt się nie przyznawał, w końcu okazało się, że najemcą była firma znajomego Donalda Tuska) hali dotarli goście z Republiki oraz Magdalena Biejat i Maciej Maciak. Debata okazała się porażką przytłoczonego sytuacją Rafała Trzaskowskiego, a zarazem TVP, o której rolę pytało coraz więcej osób. Niejasne zarówno pod kątem etyki stacji, jak i przepisów prawa wyborczego okazało się nie tylko zorganizowanie imprezy sztabu jednego z kandydatów, lecz również zatrudnienie do jej prowadzenia dziennikarki. Krzysztof Stanowski oficjalnie domaga się zorganizowania analogicznej imprezy dla swojego sztabu i pyta o koszty takiego przedsięwzięcia, natomiast Przemysław Wipler (Sławomir Mentzen na debatę nie dotarł) zapowiada konsekwencje karne dla organizatorów.

Polskie prawo zabrania finansowania partii politycznych polityki i kampanii wyborczych przez osoby prawne. TVP w likwidacji jest osobą prawną. Brak zafakturowania jakiejkolwiek kategorii kosztów poniesionych przez TVP w związku z organizacją przez Rafała Trzaskowskiego patodebaty to dotowanie kampanii Rafała Trzaskowskiego w nielegalny i niedozwolony prawnie sposób, również z pieniędzy podatników głosujących na jego konkurentów! […] Ludzie z waszego sztabu oraz z władz TVP odpowiedzą za każdą lewiznę związaną z organizacją tej patodebaty. Nie przedawni się, immunitety wam nie pomogą

– ostrzega Wipler.

 

Przegrani i wygrani

Planowana na 14 kwietnia debata Republiki odbyła się zgodnie z planem, a stacja chwalona była za pluralizm, profesjonalizm i obiektywne prowadzenie rozmowy – w kontrze do powszechnie krytykowanej TVP. Rafał Trzaskowski zgodnie z zapowiedziami nie dotarł, przez co kolejny raz uznany został za przegranego, stając się obiektem kpin konkurentów i widzów. Jak zauważył Stanowski, to Republika spełniła rolę medium publicznego. TVP zachowała się jak gospodarstwo pomocnicze kampanii Trzaskowskiego. I, jak mówi mi komentator Paweł Rybicki, związane z tym kontrowersje pamiętane będą dłużej, niż to, co działo się podczas debat.



 

Polecane