Osiński: Po wywiadzie z Niklasem Frankiem. Islamizacja i neonazizm to dwie strony niemieckiego medalu

Złowieszcze pomruki historii przypominają, że Niemcy i muzułmanie byli już nieraz zdolni do zawierania sojuszy. Łączyła ich wspólna nienawiść do innych narodów.
/ screen YouTube
Mój ostatni wywiad z niemieckim publicystą Niklasem Frankiem, który ukazał się dwa tygodnie temu na portalu "Tygodnika Solidarność", niektórzy czytelnicy skomentowali z namiętnością godną świadka Jehowy sypiącego cytatami z Pisma. Wszystkie komentarze (a przynajmniej większość z nich) zbiegają się mniej więcej w jednym punkcie:
 

"80-letni syn niemieckiego zbrodniarza Hansa Franka mówi z przejęciem o niemieckich neonazistach, a problemu islamizacji nie widzi".

 
Otóż nie. Niklas Frank nie należy bynajmniej do oddanych kibiców Angeli Merkel, a jej polityka migracyjna oraz związany z nią niekontrolowany napływ ludności arabskiej spotykają się z jego stanowczym potępieniem. Zresztą nie tylko on uważa, że islamizacja i odradzające się w RFN środowiska neonazistowskie to dwie zgubne w skutkach strony tegoż samego "niemieckiego medalu". Tym bardziej, że muzułmanie "reimportują" do Niemiec zajadły antysemityzm, przykrywany grubymi warstwami politycznej poprawności.
 

"Merkel popełniła błąd, gdy odkupując winy za zagładę Żydów wpuściła do Niemiec miliony osób, które ich szczerze nienawidzą"

 
- zauważył krótko przed swoją śmiercią niemiecki projektant mody Karl Lagerfeld.
 
Wszak jedyną różnicą jest to, że niemieccy neonaziści ze zrozumiałych powodów działają często w ukryciu, a czujący się ofiarami Izraela muzułmanie biją Żydów już bez jakichkolwiek zahamowań. Dyktatura politycznej poprawności przywiodła Arabów do przekonania, że są w Niemczech kompletnie bezkarni.
 
Złowieszcze pomruki historii przypominają, że Niemcy i muzułmanie byli już nieraz zdolni do zawierania sojuszy. Łączyła ich właśnie wspólna nienawiść do innych narodów. Toteż Adolf Hitler, który uczynił wszystkich ludzi o "niearyjskim wyglądzie" celem swojej nienawistnej kampanii, akurat z muzułmanami większych problemów nie miał.
 
Führer dostrzegł w nich bowiem niebagatelny potencjał polityczny, przy czym wraz z postępującą ekspansją III Rzeszy próbował zaskarbić sobie ich zaufanie, odwołując się do argumentu posiadania wspólnego wroga. To dotyczyło przede wszystkim Żydów, uchodzących w świecie arabskim od stuleci za wrogów numer jeden. Historia dowiodła, że rachuby niemieckiego despoty nie były bezpodstawne.    
 
Wkraczając do ogarniętych wojną krajów w Afryce Północnej, na Bałkanie, Bliskim Wschodzie, Kaukazie i Półwyspie Krymskim, naziści udawali więc od początku zatroskanych obrońców islamu. Oczywiście niebezinteresownie. Za otrzymane łaski dziesiątki tysięcy sprawnych fizycznie muzułmanów miało ubrać mundury Wehrmachtu lub SS. Najwięcej rekrutów pochodziło ze Związku Sowieckiego, a także z krajów bałkańskich.
 
Jednocześnie pojawiały się w niemieckich miastach rozmaite instytucje islamskie. To właśnie w tym okresie powstał w Berlinie Islamski Instytut Centralny, a na tętniącej życiem arterii Kurfürstendamm otwarto pierwsze restauracje arabskie. Włączeni w koncyliacyjną propagandę niemieccy muzułmanie nawoływali zaś swoich religijnych pobratymców na świecie do solidarności z nazistami.
 
W 1942 r. ofensywa Hitlera osiągnęła punkt kulminacyjny; żołnierze Wehrmachtu byli już obecni w wielu miejscach na świecie, poczynając od Wysp Normandzkich na zachodzie, poprzez Kaukaz na wschodzie i Skandynawię na północy, a na południowej Saharze kończąc. W podbitych krajach Południa Niemcy często spotykali zdezorientowanych muzułmanów, niepewnych przyszłości, ale nadal zarządzających ważnymi metropoliami, takimi jak Tunis, Sarajewo i Bakczysaraj.
 
Polityka nazistów przewidywała nie tylko kontrolę nad terenami, gdzie przebiegały główne linie frontu, ale też wywołanie fermentu narodościowego. To dotyczyło przede wszystkim południowych granic Związku Sowieckiego, jak i państw skolonizowanych przez Wielką Brytanię i Francję - głównie w Afryce, Azji i na Bliskim Wschodzie. Sam Hitler gardził wprawdzie muzułmanami, ale rozprawienie się z nimi było planem odłożonym na później, po ostatecznym triumfie III Rzeszy i zapewnieniu Niemcom "przestrzeni życiowej".
 
Zająwszy tereny zamieszkane przez muzułmanów, naziści nie tylko kontrolowali je twardą ręką, lecz dokładali też wszelkich starań, by zwerbować rekrutów i podsycić ich nienawiść wobec islamskich "braci", którzy włożyli mundury aliantów. Uruchomiona w tym celu przez Jopsepha Goebbelsa propaganda posługiwała się całą gamą środków retorycznych i ikonograficznych, utwierdzając muzułmanów w przeświadczeniu, że ich religia nakazuje im udział w wojnie. A jednak wyobrażenia hitlerowców o islamie były skrajnie uproszczone. Autorzy propagandowych broszur wykazywali się umysłową ociężałością, czego dowodem choćby pejoratywne określenia jak "Muselmane", w które obfitował nawet język biurokratyczny.
 
Naziści potrafili je jednak finezyjnie rozgrywać. Mimo że np. niektórzy niemieccy orientaliści doskonale znali złożoność i heterogeniczność świata arabskiego, to w III Rzeszy zostali sprowadzeni do politycznych marionetek, przedstawiających go jako jednolity konstrukt. Najistotniejsze było pojęcie mahometanizmu jako globalnej potęgi politycznej - bez jakichkolwiek wewnętrznych podziałów i konfliktów. Wiara muzułmanów wydawała się nazistom na tyle przejrzysta, by móc dowolnie manipulować jej wyznawcami. Toteż propagandyści w Berlinie stosowali mylne terminy jak "Weltislam" (światowy islam) czy też "Weltmuselmanentum" (światowy mahometanizm).
 
Wielu muzułmanów ochoczo wstępowało w szeregi armii Hitlera. Najistotniejszym punktem w pokrętnej logice nazistowskich elit, wyprowadzonej z doświadczeń w Niemczech, było rozwiązanie kwestii żydowskiej, która z kolei łączyła je z wieloma przedstawicielami państw na Bliskim Wschodzie. Himmler i Goebbels mogli więc sięgnąć po cały konglomerat skojarzeń historycznych.  
 
Jednym z największych podnoszonych dziś przez Zachód zarzutów wobec islamu jest antysemityzm. Najświętsze miasto świata arabskiego - Medyna - zostało założone przez plemiona żydowskie, które uciekały m.in. przed prześladowaniami w Persji. Przyniosły one ze sobą do Medyny ogromny zasób wiedzy o rolnictwie. Przeto wkrótce Żydzi stali się na tym obszarze wpływowymi posiadaczami ziemskimi, przejmującymi także kontrolę nad finansami i handlem.
 
Dla Arabów rosnący w siłę przybysze stali się nie lada wyzwaniem, szczególnie dla szczepu Quraysh z Mekki, którego członkiem był Mahomet. Prorok islamu był nie tylko zazdrosny o materialną przewagę Żydów w Medynie, co najzwyklej sfrustrowany, że nie chcieli go uznać za proroka i nie ulegli forsowanym przezeń próbom islamizacji. W 628 r. muzułmanie w Medynie zamordowali w obecności Mahometa w ciągu dwóch dni ok. 700 Żydów. Bitwa o Khaybar miała na celu ostateczne rozwiązanie "kwestii żydowskiej" w Medynie. Nawiasem mówiąc, radykalni islamiści do dziś nie kryją dumy z tego wydarzenia. Słowo "Khaybar" pada jeszcze na wielu antyizraelskich wiecach w krajach arabskich.
 

"Po tej rzezi zabijanie religijnego oponenta stało się stałym narzędziem muzułmanów sięgających po władzę"

 
- pisze niemiecki orientalista Hans-Peter Raddatz w swojej książce "Allah i Żydzi".
 
Niemiecko-egipski publicysta Hamed Abdel Samad nazywa Mahometa nawet "inicjatorem Holokaustu", porównując go z samym Hitlerem, który "dopełnił ludobójstwo proroka islamu". Również naziści odnosili się do tego wydarzenia we własnej propagandzie, eksploatując krzepiącą Arabów wizję, że wreszcie "ktoś robi z Żydami porządek".
 

"Nie przeszkadza mi, że muzułmanie w SS kultywują swoją religię. Powiem więcej: podoba mi się to"

 
- przekonywał Himmler w 1943 r. na wiecu w Poznaniu.
 
Dlatego nie zakazywał "przemalowanym" innowiercom swoich rytuałów ani np. muzułmańskiego nakrycia fez w kształcie ściętego stożka - oczywiście pod warunkiem, że był on opatrzony emblematem trupiej czaszki SS. Jednocześnie organizowano kursy (np. na Uniwersytecie w Getyndze), na których szkolono imamów, którzy z kolei później przekonywali pobratymców na froncie o "uzdrawiającej" mocy symbiozy islamu i nazizmu. Ta piekielna tradycja nabrała dziś niestety kolejnego cugu - wraz z napływem muzułmanów niemieckie państwo kształci obecnie na sześciu swoich uniwersytetach imamów, tyle że tym razem pod płaszczykiem "multi-kulti".
 
Jedną z ważniejszych postaci, które w czasie II WŚ ochoczo włączyły się w antysemicką propagandę nazistów, był Palestyńczyk Amin al-Husajni, wielki mufti Jerozolimy. Wuj Jasira Arafata już przed wojną działał na rzecz przekształcenia Jerozolimy w ostoję panarabskiego nacjonalizmu w walce z napływem żydowskich imigrantów do Palestyny. Po wybuchu wojny Amin zaczął intensywnie współpracować z niemieckimi władzami. W 1941 r. zamieszkał w Berlinie, a Himmler osobiście rozłożył nad nim parasol ochronny.
 
Mufti budził jednak żywiołową niechęć Hitlera, przy czym führer go tolerował, ponieważ traktował jako część swojej chorej politczynej układanki. Mufti pretendował zaś do roli głównego przedstawiciela islamu na świecie, idealnie wpisując się w lansowaną przez nazistów narrację. Amin stał się później w istocie poruszaną przez hitlerowców marionetką, głównym ich "przełożeniem" między Berlinem a dywizjami górskimi SS "Hanschar" i "Kama", w których szeregach służyli bośniaccy i chorwaccy muzułmanie. Mufti chciał jednak przede wszystkim udaremnić zamysły syjonistów o własnym państwie w Palestynie, co paradoksalnie kolidowało z polityką nazistów, wskutek której właśnie tysiące Żydów uciekało na Bliski Wschód.
 
Wśród wielu Arabów Amin do dziś uchodzi za bohatera, mimo (lub może właśnie dlatego) że jawnie popierał pomysł zagłady europejskich Żydów. 13 maja 1943 r. Mufti Jerozolimy zablokował transport do Palestyny 4 tys. żydowskich dzieci pochodzących z Węgier, Bułgarii i Rumunii. Plan podlizywania się nazistom okazał się jednak niewypałem, który wybuchł dopiero później w jego własnym okopie.
 
Nie tylko Niemcy próbowali pozyskać muzułmanów dla własnych celów. Przywódcy Italii oraz Japonii, dozgonni sojusznicy Hitlera, podejmowali podobne próby. A także Brytyjczycy, Amerykanie i Sowjeci usiłowali zaprząc wyznawców islamu do swoich planów wojennych. Obiecywali im wsparcie, bezpieczeństwo i wolność religijną. Muzułmanie we włoskich koloniach służyli m.in. w oddziałach Ochotniczej Milicji Narodowego Bezpieczeństwa (MVSN).
 
Benito Mussolini z zamiłowaniem przedstawiał się jako zaangażowany patron mahometan. Podczas jednej z wizyt w skolonizowanej przezeń Libii w 1937 r. "il Duce" został w Trypolisie frenetycznie powitany przez arabskich żołnierzy, którzy odśpiewali w swoim języku "Giovinezzę". To wydarzenie odnotował w swoim pamiętniku nawet sam Goebbels:
 

"Il Duce przebywa w Libii i hołduje islamowi. Bardzo mądry chwyt"

 
- pisał propagandysta Hitlera.
 
Do wtłoczenia swoich ambicji w nadaną przez geopolityczną szachownicę formułę był także zmuszony premier Wielkiej Brytanii. Winston Churchill już na końcu XIX w. jako młody oficer podczas wojny w Indiach natknął się na uzbrojonych po zęby muzułmanów. Wtedy zdał sobie sprawę z ich potencjału. Dlatego w 1942 r. ostrzegał:
 

"Nie możemy się narażać muzułmanom!"

 
Po wybuchu II WŚ na londyńskich ulicach niemal z dnia na dzień zaczęły się pojawiać rozliczne meczety tudzież inne stowarzyszenia islamskie. Również władze w Waszyngtonie zrozumiały, że udział muzułmanów w działaniach wojennych może się okazać dla USA "języczkiem u wagi". W 1943 r. amerkańskie służby prowadziły akcje dywersyfikacyjne w Afryce Północnej, rozprowadzając tam ulotki, nawołujące tamtejsze ludności do "dżihadu" przeciwko oddziałom "lisa pustynnego", Erwina Rommla. W Pentagonie zatrudniono zaś orientalistów, redagujących podręczniki o islamie dla amerykańskich żołnierzy.
 
Potencjał "swoich" muzułmanów dostrzegł także Józef Stalin. O ile w okresie międzywojennym sowiecki dyktator z nieskrywaną brutalnością tłumił wszelkie próby emancypacji Tatarów, kaukaskich muzułmanów i innych turkmeńskich grup, o tyle po 1941 r. Kreml zupełnie zmienił swoją politykę wobec islamu. Zostały uchylone liczne zakazy, jak choćby pielgrzymki do Mekki.
 
Mahometanizm nie chronił wszak przed ideologicznym porażeniem. W Centralnym Komitecie Muzułmańskim w Ufie zasiadał "czerwony mufti" Stalina, niejaki Abdurrahman Rasulaev, który zamykał się w urojeniach i brnął w zawzięte obstawianie przy projekcie "Rewolucji Światowej". Propagandę Rasulaeva można po części uznać za bezpośrednią reakcję na podobne starania Niemców na południowych granicach Związku Sowieckiego, które płynęły z błędnego przekonania o własnej sile.
 
Bez względu na różne (i często sprzeczne ze sobą) przyczyny i barwy polityczne, które kazały i każą niektórym państwom ubiegać się o łaski ludności islamskiej, jedno jest pewne - arabscy "brodacze" chętnie zawierali z Europą sojusze, choć żyją nadal w przeświadczeniu, że w przeszłości byli przez nią często trzymani w posłuchu narzędziami przemocy. I od stuleci czekają na odpowiedni moment, by potraktować  wreszcie "niewiernych" Europejczyków zgodnie z prawem koranicznym. Tego faktu upływ czasu niestety nie zdezaktualizował do dziś.

Wojciech Osiński

 

POLECANE
Skażona wołowina z Brazylii trafiła do UE. Jest reakcja Polski z ostatniej chwili
Skażona wołowina z Brazylii trafiła do UE. Jest reakcja Polski

– Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi zleciło kontrole wołowiny importowanej z Brazylii w związku z doniesieniami o wykryciu w tym mięsie sprowadzanym do UE hormonu wzrostu – poinformowała w poniedziałek wiceminister resortu rolnictwa Małgorzata Gromadzka.

Orlen wydał ważny komunikat z ostatniej chwili
Orlen wydał ważny komunikat

Spółka ORLEN ostrzega przed fałszywymi ofertami inwestycyjnymi wykorzystującymi markę spółki i wizerunki osób publicznych. Firma apeluje o ostrożność i przypomina, że nie oferuje inwestycji w kryptowaluty ani produktów gwarantujących zyski.

Komunikat dla mieszkańców Poznania Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Poznania

Kolejny obiekt w Poznaniu będzie lepiej służył swoim użytkownikom. Postępują prace na terenie stadionu w północno-zachodniej części kompleksu sportowego przy ul. Warmińskiej na Golęcinie.

Ujawniono stan zdrowia Szymona Hołowni. Polityk reaguje na przeprosiny z ostatniej chwili
Ujawniono stan zdrowia Szymona Hołowni. Polityk reaguje na przeprosiny

Wyciek informacji o zdrowiu Szymona Hołowni wywołał burzę. "Rzeczpospolita" opublikowała przeprosiny, do których odniósł się były marszałek Sejmu.

Paweł Jędrzejewski: Oszukujmy piratów drogowych a nie drogówkę! tylko u nas
Paweł Jędrzejewski: Oszukujmy piratów drogowych a nie "drogówkę"!

1651 osób zginęło w Polsce w wypadkach samochodowych w roku 2025. Główna przyczyna wypadków, których rezultatem jest śmierć, to nadmierna prędkość. Powód jest prosty: przy każdym podwojeniu prędkości, energia uderzenia podczas kolizji zwiększa się czterokrotnie.

Słowacja wstrzymała dostawy prądu na Ukrainę. Czarzasty zadeklarował pomoc Polski z ostatniej chwili
Słowacja wstrzymała dostawy prądu na Ukrainę. Czarzasty zadeklarował pomoc Polski

Przebywający na Ukrainie marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zadeklarował pomoc Ukrainie po decyzji słowackiego rządu o wstrzymaniu dostaw energii elektrycznej na Ukrainę.

Spotkanie USA-Chiny ws. zbrojeń nuklearnych. Padła data z ostatniej chwili
Spotkanie USA-Chiny ws. zbrojeń nuklearnych. Padła data

Delegacje USA i Chin na Konferencję Rozbrojeniową ONZ w Genewie odbędą we wtorek rozmowy na temat kontroli zbrojeń – doniósł w poniedziałek Bloomberg. W poniedziałek amerykańska delegacja miała spotkać się z Rosjanami.

Ujawniono stan zdrowia Szymona Hołowni. Prezydencki minister nie przebierał w słowach z ostatniej chwili
Ujawniono stan zdrowia Szymona Hołowni. Prezydencki minister nie przebierał w słowach

Nie milkną echa kontrowersyjnej publikacji dziennika "Rzeczpospolita" dotyczącej Szymona Hołowni. "Obrzydliwa – bo medialna i publiczna – metoda niszczenia człowieka z wykorzystaniem kwestii zdrowotnych" – komentuje sprawę szef BBN Sławomir Cenckiewicz.

200 tys. zł zamiast 800 plus. Zaskakująca propozycja ekspertów z ostatniej chwili
200 tys. zł zamiast 800 plus. Zaskakująca propozycja ekspertów

Analitycy z Klubu Jagiellońskiego proponują zmianę w polityce rodzinnej: zamiast 800 plus rodzice mieliby dostać jednorazowo ponad 200 tys. zł po narodzinach dziecka.

Rachunek za nazistowską grabież. Dlaczego Berlin wciąż chroni owoce „dekretu Göringa”? tylko u nas
Rachunek za nazistowską grabież. Dlaczego Berlin wciąż chroni owoce „dekretu Göringa”?

Pod płaszczykiem europejskiego pojednania Berlin od ponad ośmiu dekad de facto sankcjonuje skutki nazistowskiego bezprawia, odmawiając restytucji miliardów euro zagrabionych Polakom na mocy zbrodniczego „dekretu Göringa”.

REKLAMA

Osiński: Po wywiadzie z Niklasem Frankiem. Islamizacja i neonazizm to dwie strony niemieckiego medalu

Złowieszcze pomruki historii przypominają, że Niemcy i muzułmanie byli już nieraz zdolni do zawierania sojuszy. Łączyła ich wspólna nienawiść do innych narodów.
/ screen YouTube
Mój ostatni wywiad z niemieckim publicystą Niklasem Frankiem, który ukazał się dwa tygodnie temu na portalu "Tygodnika Solidarność", niektórzy czytelnicy skomentowali z namiętnością godną świadka Jehowy sypiącego cytatami z Pisma. Wszystkie komentarze (a przynajmniej większość z nich) zbiegają się mniej więcej w jednym punkcie:
 

"80-letni syn niemieckiego zbrodniarza Hansa Franka mówi z przejęciem o niemieckich neonazistach, a problemu islamizacji nie widzi".

 
Otóż nie. Niklas Frank nie należy bynajmniej do oddanych kibiców Angeli Merkel, a jej polityka migracyjna oraz związany z nią niekontrolowany napływ ludności arabskiej spotykają się z jego stanowczym potępieniem. Zresztą nie tylko on uważa, że islamizacja i odradzające się w RFN środowiska neonazistowskie to dwie zgubne w skutkach strony tegoż samego "niemieckiego medalu". Tym bardziej, że muzułmanie "reimportują" do Niemiec zajadły antysemityzm, przykrywany grubymi warstwami politycznej poprawności.
 

"Merkel popełniła błąd, gdy odkupując winy za zagładę Żydów wpuściła do Niemiec miliony osób, które ich szczerze nienawidzą"

 
- zauważył krótko przed swoją śmiercią niemiecki projektant mody Karl Lagerfeld.
 
Wszak jedyną różnicą jest to, że niemieccy neonaziści ze zrozumiałych powodów działają często w ukryciu, a czujący się ofiarami Izraela muzułmanie biją Żydów już bez jakichkolwiek zahamowań. Dyktatura politycznej poprawności przywiodła Arabów do przekonania, że są w Niemczech kompletnie bezkarni.
 
Złowieszcze pomruki historii przypominają, że Niemcy i muzułmanie byli już nieraz zdolni do zawierania sojuszy. Łączyła ich właśnie wspólna nienawiść do innych narodów. Toteż Adolf Hitler, który uczynił wszystkich ludzi o "niearyjskim wyglądzie" celem swojej nienawistnej kampanii, akurat z muzułmanami większych problemów nie miał.
 
Führer dostrzegł w nich bowiem niebagatelny potencjał polityczny, przy czym wraz z postępującą ekspansją III Rzeszy próbował zaskarbić sobie ich zaufanie, odwołując się do argumentu posiadania wspólnego wroga. To dotyczyło przede wszystkim Żydów, uchodzących w świecie arabskim od stuleci za wrogów numer jeden. Historia dowiodła, że rachuby niemieckiego despoty nie były bezpodstawne.    
 
Wkraczając do ogarniętych wojną krajów w Afryce Północnej, na Bałkanie, Bliskim Wschodzie, Kaukazie i Półwyspie Krymskim, naziści udawali więc od początku zatroskanych obrońców islamu. Oczywiście niebezinteresownie. Za otrzymane łaski dziesiątki tysięcy sprawnych fizycznie muzułmanów miało ubrać mundury Wehrmachtu lub SS. Najwięcej rekrutów pochodziło ze Związku Sowieckiego, a także z krajów bałkańskich.
 
Jednocześnie pojawiały się w niemieckich miastach rozmaite instytucje islamskie. To właśnie w tym okresie powstał w Berlinie Islamski Instytut Centralny, a na tętniącej życiem arterii Kurfürstendamm otwarto pierwsze restauracje arabskie. Włączeni w koncyliacyjną propagandę niemieccy muzułmanie nawoływali zaś swoich religijnych pobratymców na świecie do solidarności z nazistami.
 
W 1942 r. ofensywa Hitlera osiągnęła punkt kulminacyjny; żołnierze Wehrmachtu byli już obecni w wielu miejscach na świecie, poczynając od Wysp Normandzkich na zachodzie, poprzez Kaukaz na wschodzie i Skandynawię na północy, a na południowej Saharze kończąc. W podbitych krajach Południa Niemcy często spotykali zdezorientowanych muzułmanów, niepewnych przyszłości, ale nadal zarządzających ważnymi metropoliami, takimi jak Tunis, Sarajewo i Bakczysaraj.
 
Polityka nazistów przewidywała nie tylko kontrolę nad terenami, gdzie przebiegały główne linie frontu, ale też wywołanie fermentu narodościowego. To dotyczyło przede wszystkim południowych granic Związku Sowieckiego, jak i państw skolonizowanych przez Wielką Brytanię i Francję - głównie w Afryce, Azji i na Bliskim Wschodzie. Sam Hitler gardził wprawdzie muzułmanami, ale rozprawienie się z nimi było planem odłożonym na później, po ostatecznym triumfie III Rzeszy i zapewnieniu Niemcom "przestrzeni życiowej".
 
Zająwszy tereny zamieszkane przez muzułmanów, naziści nie tylko kontrolowali je twardą ręką, lecz dokładali też wszelkich starań, by zwerbować rekrutów i podsycić ich nienawiść wobec islamskich "braci", którzy włożyli mundury aliantów. Uruchomiona w tym celu przez Jopsepha Goebbelsa propaganda posługiwała się całą gamą środków retorycznych i ikonograficznych, utwierdzając muzułmanów w przeświadczeniu, że ich religia nakazuje im udział w wojnie. A jednak wyobrażenia hitlerowców o islamie były skrajnie uproszczone. Autorzy propagandowych broszur wykazywali się umysłową ociężałością, czego dowodem choćby pejoratywne określenia jak "Muselmane", w które obfitował nawet język biurokratyczny.
 
Naziści potrafili je jednak finezyjnie rozgrywać. Mimo że np. niektórzy niemieccy orientaliści doskonale znali złożoność i heterogeniczność świata arabskiego, to w III Rzeszy zostali sprowadzeni do politycznych marionetek, przedstawiających go jako jednolity konstrukt. Najistotniejsze było pojęcie mahometanizmu jako globalnej potęgi politycznej - bez jakichkolwiek wewnętrznych podziałów i konfliktów. Wiara muzułmanów wydawała się nazistom na tyle przejrzysta, by móc dowolnie manipulować jej wyznawcami. Toteż propagandyści w Berlinie stosowali mylne terminy jak "Weltislam" (światowy islam) czy też "Weltmuselmanentum" (światowy mahometanizm).
 
Wielu muzułmanów ochoczo wstępowało w szeregi armii Hitlera. Najistotniejszym punktem w pokrętnej logice nazistowskich elit, wyprowadzonej z doświadczeń w Niemczech, było rozwiązanie kwestii żydowskiej, która z kolei łączyła je z wieloma przedstawicielami państw na Bliskim Wschodzie. Himmler i Goebbels mogli więc sięgnąć po cały konglomerat skojarzeń historycznych.  
 
Jednym z największych podnoszonych dziś przez Zachód zarzutów wobec islamu jest antysemityzm. Najświętsze miasto świata arabskiego - Medyna - zostało założone przez plemiona żydowskie, które uciekały m.in. przed prześladowaniami w Persji. Przyniosły one ze sobą do Medyny ogromny zasób wiedzy o rolnictwie. Przeto wkrótce Żydzi stali się na tym obszarze wpływowymi posiadaczami ziemskimi, przejmującymi także kontrolę nad finansami i handlem.
 
Dla Arabów rosnący w siłę przybysze stali się nie lada wyzwaniem, szczególnie dla szczepu Quraysh z Mekki, którego członkiem był Mahomet. Prorok islamu był nie tylko zazdrosny o materialną przewagę Żydów w Medynie, co najzwyklej sfrustrowany, że nie chcieli go uznać za proroka i nie ulegli forsowanym przezeń próbom islamizacji. W 628 r. muzułmanie w Medynie zamordowali w obecności Mahometa w ciągu dwóch dni ok. 700 Żydów. Bitwa o Khaybar miała na celu ostateczne rozwiązanie "kwestii żydowskiej" w Medynie. Nawiasem mówiąc, radykalni islamiści do dziś nie kryją dumy z tego wydarzenia. Słowo "Khaybar" pada jeszcze na wielu antyizraelskich wiecach w krajach arabskich.
 

"Po tej rzezi zabijanie religijnego oponenta stało się stałym narzędziem muzułmanów sięgających po władzę"

 
- pisze niemiecki orientalista Hans-Peter Raddatz w swojej książce "Allah i Żydzi".
 
Niemiecko-egipski publicysta Hamed Abdel Samad nazywa Mahometa nawet "inicjatorem Holokaustu", porównując go z samym Hitlerem, który "dopełnił ludobójstwo proroka islamu". Również naziści odnosili się do tego wydarzenia we własnej propagandzie, eksploatując krzepiącą Arabów wizję, że wreszcie "ktoś robi z Żydami porządek".
 

"Nie przeszkadza mi, że muzułmanie w SS kultywują swoją religię. Powiem więcej: podoba mi się to"

 
- przekonywał Himmler w 1943 r. na wiecu w Poznaniu.
 
Dlatego nie zakazywał "przemalowanym" innowiercom swoich rytuałów ani np. muzułmańskiego nakrycia fez w kształcie ściętego stożka - oczywiście pod warunkiem, że był on opatrzony emblematem trupiej czaszki SS. Jednocześnie organizowano kursy (np. na Uniwersytecie w Getyndze), na których szkolono imamów, którzy z kolei później przekonywali pobratymców na froncie o "uzdrawiającej" mocy symbiozy islamu i nazizmu. Ta piekielna tradycja nabrała dziś niestety kolejnego cugu - wraz z napływem muzułmanów niemieckie państwo kształci obecnie na sześciu swoich uniwersytetach imamów, tyle że tym razem pod płaszczykiem "multi-kulti".
 
Jedną z ważniejszych postaci, które w czasie II WŚ ochoczo włączyły się w antysemicką propagandę nazistów, był Palestyńczyk Amin al-Husajni, wielki mufti Jerozolimy. Wuj Jasira Arafata już przed wojną działał na rzecz przekształcenia Jerozolimy w ostoję panarabskiego nacjonalizmu w walce z napływem żydowskich imigrantów do Palestyny. Po wybuchu wojny Amin zaczął intensywnie współpracować z niemieckimi władzami. W 1941 r. zamieszkał w Berlinie, a Himmler osobiście rozłożył nad nim parasol ochronny.
 
Mufti budził jednak żywiołową niechęć Hitlera, przy czym führer go tolerował, ponieważ traktował jako część swojej chorej politczynej układanki. Mufti pretendował zaś do roli głównego przedstawiciela islamu na świecie, idealnie wpisując się w lansowaną przez nazistów narrację. Amin stał się później w istocie poruszaną przez hitlerowców marionetką, głównym ich "przełożeniem" między Berlinem a dywizjami górskimi SS "Hanschar" i "Kama", w których szeregach służyli bośniaccy i chorwaccy muzułmanie. Mufti chciał jednak przede wszystkim udaremnić zamysły syjonistów o własnym państwie w Palestynie, co paradoksalnie kolidowało z polityką nazistów, wskutek której właśnie tysiące Żydów uciekało na Bliski Wschód.
 
Wśród wielu Arabów Amin do dziś uchodzi za bohatera, mimo (lub może właśnie dlatego) że jawnie popierał pomysł zagłady europejskich Żydów. 13 maja 1943 r. Mufti Jerozolimy zablokował transport do Palestyny 4 tys. żydowskich dzieci pochodzących z Węgier, Bułgarii i Rumunii. Plan podlizywania się nazistom okazał się jednak niewypałem, który wybuchł dopiero później w jego własnym okopie.
 
Nie tylko Niemcy próbowali pozyskać muzułmanów dla własnych celów. Przywódcy Italii oraz Japonii, dozgonni sojusznicy Hitlera, podejmowali podobne próby. A także Brytyjczycy, Amerykanie i Sowjeci usiłowali zaprząc wyznawców islamu do swoich planów wojennych. Obiecywali im wsparcie, bezpieczeństwo i wolność religijną. Muzułmanie we włoskich koloniach służyli m.in. w oddziałach Ochotniczej Milicji Narodowego Bezpieczeństwa (MVSN).
 
Benito Mussolini z zamiłowaniem przedstawiał się jako zaangażowany patron mahometan. Podczas jednej z wizyt w skolonizowanej przezeń Libii w 1937 r. "il Duce" został w Trypolisie frenetycznie powitany przez arabskich żołnierzy, którzy odśpiewali w swoim języku "Giovinezzę". To wydarzenie odnotował w swoim pamiętniku nawet sam Goebbels:
 

"Il Duce przebywa w Libii i hołduje islamowi. Bardzo mądry chwyt"

 
- pisał propagandysta Hitlera.
 
Do wtłoczenia swoich ambicji w nadaną przez geopolityczną szachownicę formułę był także zmuszony premier Wielkiej Brytanii. Winston Churchill już na końcu XIX w. jako młody oficer podczas wojny w Indiach natknął się na uzbrojonych po zęby muzułmanów. Wtedy zdał sobie sprawę z ich potencjału. Dlatego w 1942 r. ostrzegał:
 

"Nie możemy się narażać muzułmanom!"

 
Po wybuchu II WŚ na londyńskich ulicach niemal z dnia na dzień zaczęły się pojawiać rozliczne meczety tudzież inne stowarzyszenia islamskie. Również władze w Waszyngtonie zrozumiały, że udział muzułmanów w działaniach wojennych może się okazać dla USA "języczkiem u wagi". W 1943 r. amerkańskie służby prowadziły akcje dywersyfikacyjne w Afryce Północnej, rozprowadzając tam ulotki, nawołujące tamtejsze ludności do "dżihadu" przeciwko oddziałom "lisa pustynnego", Erwina Rommla. W Pentagonie zatrudniono zaś orientalistów, redagujących podręczniki o islamie dla amerykańskich żołnierzy.
 
Potencjał "swoich" muzułmanów dostrzegł także Józef Stalin. O ile w okresie międzywojennym sowiecki dyktator z nieskrywaną brutalnością tłumił wszelkie próby emancypacji Tatarów, kaukaskich muzułmanów i innych turkmeńskich grup, o tyle po 1941 r. Kreml zupełnie zmienił swoją politykę wobec islamu. Zostały uchylone liczne zakazy, jak choćby pielgrzymki do Mekki.
 
Mahometanizm nie chronił wszak przed ideologicznym porażeniem. W Centralnym Komitecie Muzułmańskim w Ufie zasiadał "czerwony mufti" Stalina, niejaki Abdurrahman Rasulaev, który zamykał się w urojeniach i brnął w zawzięte obstawianie przy projekcie "Rewolucji Światowej". Propagandę Rasulaeva można po części uznać za bezpośrednią reakcję na podobne starania Niemców na południowych granicach Związku Sowieckiego, które płynęły z błędnego przekonania o własnej sile.
 
Bez względu na różne (i często sprzeczne ze sobą) przyczyny i barwy polityczne, które kazały i każą niektórym państwom ubiegać się o łaski ludności islamskiej, jedno jest pewne - arabscy "brodacze" chętnie zawierali z Europą sojusze, choć żyją nadal w przeświadczeniu, że w przeszłości byli przez nią często trzymani w posłuchu narzędziami przemocy. I od stuleci czekają na odpowiedni moment, by potraktować  wreszcie "niewiernych" Europejczyków zgodnie z prawem koranicznym. Tego faktu upływ czasu niestety nie zdezaktualizował do dziś.

Wojciech Osiński


 

Polecane