[Tylko u nas] Kucz/Bilińska dla Tysol.pl: "Chcemy pokazać ludziom inną wrażliwość muzyczną"

Może zabrzmi to nieco staroświecko, ale  mamy  poczucie misji jako muzycy i artyści która poprzez muzykę docierają do ludzi. To jest nasz sposób wpływania na słuchacza. Dlatego staramy się zawsze, aby muzyka, którą tworzymy miała wartość dodaną. Poza aspektem, że jest ładna i przyjemna ma pobudzić pewną wrażliwość u słuchaczy – mówią Ola Bilińska i Konrad Kucz w rozmowie z Bartoszem Boruciakiem.
Marek Sławiński
Marek Sławiński / Materiały prasowe
– Jak to jest stworzyć taki baśniowy świat na płycie? Świat dość nietypowy jak na te czasy.

Ola Bilińska: Fajnie, że to zauważyłeś, bo o to właśnie chyba chodziło. To jest nasz protest, muzyczny protest przeciwko współczesności. Jak to jest? Dla mnie jest to niesamowita przyjemność móc stworzyć takie baśniowe, nieco rozmarzone wręcz odpływające w inny wymiar światy, po to aby słuchacz mógł przez chwilę się zatrzymać, rozmarzyć… Po to aby mógłby być tu i teraz, a jednocześnie gdzieś indziej. Kocham taką muzykę i chciałam tą miłością podzielić się ze słuchaczami.

Zgadzasz się Konradzie z Olą?

Konrad Kucz: Staramy się być poza konwencjami. Nie ma tutaj takich rapowo-mięsistych bitów, czyli wszystkich tych elementów, które są  mile widziane w mediach.

O.B.: Elementów „yo” (śmiech).

K.K.: Tak, bardziej jakieś retro elementy z przeszłości. Może bardziej jest to moja zasługa, ponieważ cały czas siedzę w starej muzyce, lata 60 i 70.

– Dlaczego? To był najlepszy okres czy największa inspiracja?

K.K.: Najbardziej twórczy okres. Ten rok miał tyle odmian i rzeczywiście ja wzrastałem dzięki tym odmianom. Właściwie interesuje się tym do dzisiaj, takimi gatunkami muzycznymi. Bezpośrednio by mi się to nie udało.

– Tworzyliście tę płytę w  dziewiczych warunkach?

K.K.: W puszczy osiedlowej, miejskiej (śmiech).

O.B.: Mieszkam w Krasnogrodzie. Twój opis pasuje do moich aktualnych warunków zamieszkania. Mieszkam na wiosce, w której nie widzę nawet żadnego sąsiada w najbliższej okolicy. Budujemy właśnie dom z narzeczonym i rzeczywiście sarenki pasą się pod naszym oknem. Natomiast kiedy tworzyliśmy tę płytę, mieszkałam  jeszcze w dwupokojowym mieszkanku w Sejnach, które są pięciotysięcznym, małym miasteczkiem.

O.B.: Suwalszczyzna, województwo podlaskie, ale kulturowo i historycznie jest to trochę inny region. Jak tworzyliśmy tę płytę to obydwoje mieszkaliśmy w warunkach blokowo-miejskich, czy małomiejskich. Natomiast granice wyobraźni są nieograniczone.

– To jest dobra muzyka na współczesne czasy?

K.K.: Czy to jest dobra muzyka na współczesne czasy?

O.B.: Właśnie, mnie też to ciekawi. Skąd się biorą takie organiczne brzmienia, które umieściłeś na płycie?

K.K.:: Jestem artystą, który ma pewną obsesję. Uważam, że każdy artysta powinien mieć obsesję na jakimś punkcie.

Na jakim punkcie Konrad Kucz ma obsesję?

K.K.: Lubię  loopować jakieś dziwne dźwięki, mieszać je, wykręcać na wszystkie strony.

– Skoro lubisz loopować, dlaczego nie robisz bitów?

K.K.: Był czas kiedy robiłem bity, miałem okres kontaktu z muzyką klubową, ale to już przeszłość. Lubię coś zmieniać, nie lubię zamykać się w jednym środowisku muzycznym. Interesuje mnie pełne spektrum muzyczne począwszy od folku poprzez muzykę współczesną a rockową. Należę do artystów interdyscyplinarnych. Jednocześnie mam inne artystyczne zamiłowania – jestem plastykiem.

– Muzyka czy plastyka? Z czego masz bardziej wymierne korzyści?

K.K.: Oczywiście, że z muzyki. Wewnętrzne korzyści z plastyki to na pewno satysfakcja, natomiast z czegoś trzeba żyć  i między innymi jest to właśnie muzyka.

O.B.: A tworzenie grafik do płyt?

K.K.: To teraz właśnie coś próbuję robić w tym kierunku, ale to jest bardzo niepewny rynek.

– Masz tendencję do szukania Małgorzaty na swoich płytach. To jest podświadome?

K.K.: To jest podświadome. Zawsze szukam ludzi, którzy według mnie są osobowością, prezentują coś co jest poza konwencją, manierą. Ludzi, którzy mają swój własny świat, własną wrażliwość. Zwykle są to kobiety. Estetyka i wrażliwość kobieca jest bardzo interesująca.

– Dla twojej muzyki jest to odpowiednia droga?

K.K.: Gaba ma kompletnie inną psychikę i świat zewnętrzny niż Ola i dlatego staram się aby każda płyta miała inny charakter. Lubię kolaborację z różnymi ludźmi. Tutaj w dużym stopniu jest duch Oli na tej płycie. Może przez to, że ty Olu mieszkasz w pięknych miejscach nasiąkniętych ekologicznie i to się czuję.

– Właśnie Olu co spowodowało u ciebie taką  zmianę klimatu?

O.B.: To jest długa historia, ale tak w telegraficznym skrócie…  wierzę, że człowiek kształtuje swoją postawę, osobowość w dzieciństwie. Moje dzieciństwo było zdecydowanie naznaczone każdymi wakacjami na Mazurach, wśród lasów, łąk i jezior. Całe lato, bite dwa, trzy miesiące w przyrodzie. To miało ogromny wpływ na moją osobę. Potem było 9 lat w harcerstwie, miesiące spędzone pod namiotem w lesie lub nad jeziorem. Na studiach zaczęło mi tego strasznie brakować.

– I dlatego się przeprowadziłaś?

O.B.: Tak, jestem warszawianką od urodzenia. Miastem nasiąkłam przez całe życie. Trochę podróżowałam. 2 lata spędziłam w Anglii również w pięknych okolicznościach przyrody w Parku Narodowym Lake Discrit. Tam pochodziłam sobie po górach i po prostu wiem jakie korzyści przynosi życie w takich warunkach, jak i również wie,  jakie korzyści przynosi życie w mieście. Jeśli człowiek chce się skupić na swoich rzeczach, odsiać rzeczy przypadkowe znacznie łatwiej jest osiągnąć to w takich sielskich, spokojnych warunkach.  W mieście idąc ulicą spotykasz znajomego, który zaprasza cię do wspólnego projektu. Ekscytujesz się tą perspektywą, myślisz sobie „ooo coś fajnego, nowego”, ale jednocześnie zatracasz  w tym siebie, przynajmniej ja miałam takie wrażenie, mieszkając w Warszawie. Nie skupiłam się na tym co chciałam zrobić, tylko brałam często udział w rzeczach, które chciał zrobić ktoś inny, byłam osobą postronną. Z Konradem była podobna sytuacja, on też mnie zaprosił do projektu, ale ponieważ jest nas dwójka i Konrad dał mi ogromną wolność w tworzeniu, więc nastąpiła równowaga.

– Czuć dużo wolności na płycie?

O.B. i KK..: Wydawca dał nam wolną rękę, pełną swobodę.

K.K.:  Czasami pytają mnie jaki typ muzyki gram. Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale jeśli robię swoje rzeczy jest to raczej klimat muzyki minimal ambient.

– Według mnie grasz muzykę ilustracyjną. Jesteście zespołem czy projektem

O.B.: Zespół dwuosobowy, przynajmniej studyjnie. Dlatego nazwaliśmy go Kucz-Bilińska, idąc za tradycją płyt Konrada.

– Znaliście się wcześniej, przed nagraniem płyty?

K.K.: My się tak ładnie poznajemy. Poznałem twórczość Oli i bardzo mi się ona podobała.

– To jest jednorazowa współpraca?

O.B.: Już myślimy nad drugą płytą.

K.K.:Tak, jest trochę pomysłów na drugą płytę.

– Czyli to nie jest tak, że bierzesz wokalistkę sesyjną. Komponujesz i jest płyta.

K.K.: Absolutnie, nie. To zawsze jest wspólna praca i producenci mają swój wpływ. Należy wspomnieć, że początkowe szkice były z Karoliną Kozak, ale ona też jest taką artystką, która gra, śpiewa i udziela się w różnych projektach i ten nasz konkretny musiał poczekać.

– Czyli Ola wskoczyła na miejsce Karoliny?

O.B.: Trochę tak, ale zupełnie nie mam z tym problemu. Sama mam tak czasami, że coś zaczynam, a później to musi poczekać. Posłuchałam kompozycji Karoliny i niektóre były tak ładne, że mimo błogosławieństwa od Konrada i Karoliny, żeby robić po swojemu to w większości zostawiliśmy te melodie. Co najmniej parę pojawia się na płycie, bo są po prostu świetne. Karolina jest bardzo dobrą kompozytorką. Zawsze lubiłam i ceniłam jej pomysły jeśli chodzi o melodie wokalne. Jeden tekst też się pojawia na płycie, więc nie ma co „wyważać otwartych drzwi’’. Jeśli melodie  super się współgrały z pomysłami Konrada, to je zostawiliśmy.  Dodawałam często od siebie dużo. Część utworów napisałam od nowa, ale parę akcentów Karoliny zostało i bardzo się z tego cieszę.

– Czyli każdy sobie rzepki nie skrobał.

K.K.: Tajemnica polega na tym, że ludziom, których zainteresowania, rozwój muzyczny i korzenie są kompletnie inne, czasem skrajne, udaję się spotkać w takim projekcie właśnie dzięki tym różnicom. Czasami jest to trudne i zwykle się to nie udaje, ale w przypadku mojego poprzedniego projektu jak i obecnego to się udało.

O.B.: Może wytłumaczę to na przykładzie piosenki. Konrad wymyślił sobie, że zrobi cover Pink Floyd – „Cirrus Minor”. To wynika  zamiłowania Konrada do  muzyki lat 70-tych, bo to jest jedna z pierwszych płyt Floydów. Ja najbardziej cenię sobie wczesny Pink Floyd. Wychowałam się na tej muzyce głównie przez mojego tatę. Posłuchałam interpretacji Konrada i znalazłam w niej wiele rzeczy, które pobudziły też moją wrażliwość. Mimo, że wynikały być może z zupełnie innych pobudek. Są tam skojarzenia przyrodnicze, impresjonistyczne środki przekazu, które Konrad zaczerpnął prawdopodobnie z malarstwa.  Ja z kolei mam taki dość wizualny sposób myślenia o muzyce. Myślę obrazami, aranżując zastanawiam się co chciałabym pokazać i tutaj nasze poczucie wrażliwości się spotkało.

K.K.:  Lubię konstruować piosenki też w ten sposób, na przykład jestem twórcą takich szerokich form orkiestrowych, przestrzennych, potężnych. Nagle spotkanie z takim światem kameralnym. Ktoś zagra na gitarze albo cicho zaśpiewa przy mikrofonie, bez pogłosów, gitara basowa. Wiadomo, że te warstwy muszą się jakoś spotkać ze sobą, ale to wszystko zależy od podejścia wszystkich innych artystów.

–  Do kogo kierujecie tę płytę?

O.B: Kierujemy płytę do ludzi, którzy mają choć trochę podobne potrzeby jak my. Czyli potrzeba muzyki, która pozwala człowiekowi zatrzymać się na chwilę, daje wytchnienie, pobudza wyobraźnie. Daje odrobinę odpoczynku od tego codziennego pędu.

– To jest materiał koncertowy?
O.B.: Tak. Być może przy słuchaniu się taki nie wydaje, ale jak najbardziej tak. Mieliśmy jeden koncert w Spatifie, który był bardzo udany. Po koncercie były bardzo pozytywne reakcje publiczności. Oprócz nas na scenie jest również nasz perkusista Michał Piotrowski i basista Marcin Klejber. Mamy również wspaniały element żeński, który będzie grał z nami na stałe czyli Kasia Kolbowska. Gra na harfie, co jest wspaniałym elementem kobieco-romantycznym, bo harfa przepięknie prezentuje się na scenie i wspaniale ucieleśnia romantyzm, zwiewność i lekkość, która jest na płycie. Poza tym myślimy o wizualizacjach pod kątem trasy koncertowej, którą chcemy zorganizować na jesieni. Pomysłów jest wiele.

– To jest muzyka na dni miast?

O.B.:  Może zabrzmi to nieco staroświecko, ale  mam  poczucie misji jako muzyk i jestem artystką, która poprzez muzykę dociera do ludzi. To jest mój sposób wpływania na słuchacza. Dlatego staram się zawsze, aby muzyka, którą tworzę miała wartość dodaną. Poza aspektem, że jest ładna i przyjemna ma pobudzić pewną wrażliwość u słuchaczy.

– Podziwia, że nie traktujecie muzyki jako produkt.

O.B.: Ja bym się bardzo cieszyła gdybyśmy zagrali na dużej imprezie plenerowej i moglibyśmy pokazać ludziom inny świat, inną wrażliwość muzyczną. Być może ktoś dzięki nam, dzięki naszej muzyce otworzy się na inne doznania, zmieni swój sposób postrzegania świata.

Rozmawiał: Bartosz Boruciak

Współpraca: Angelika Jagniątowska






 
 
 

 

POLECANE
J.D. Vance: Europejczycy robią wiele rzeczy, by sabotować samych siebie z ostatniej chwili
J.D. Vance: Europejczycy robią wiele rzeczy, by sabotować samych siebie

To nie jest tak, że nie szanujemy naszych sojuszników, lecz Europejczycy robią wiele rzeczy, by sabotować samych siebie - powiedział we wtorek w telewizji Fox News wiceprezydent USA J.D. Vance. Pochwalił sobotnie przemówienie sekretarza stanu USA Marco Rubio na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.

Ostry spór po odejściu z Kanału Zero. Stanowski nazwał Wolskiego „dezerterem” z ostatniej chwili
Ostry spór po odejściu z Kanału Zero. Stanowski nazwał Wolskiego „dezerterem”

Między twórcą Kanału Zero Krzysztofem Stanowskim a zajmującym się wojskowością youtuberem Jarosławem Wolskim wybuchł konflikt po odejściu Wolskiego z projektu. Stanowski określił go jako „dezertera”.

Prof. Boštjan Marko Turk: Zanikają sprzeczności pomiędzy wiarą a nauką. Wszechświat wydaje się dostrojony do życia tylko u nas
Prof. Boštjan Marko Turk: Zanikają sprzeczności pomiędzy wiarą a nauką. Wszechświat wydaje się dostrojony do życia

Ludzkość przekracza dziś próg nowej epoki, bez wątpienia najbardziej decydującej od czasów rewolucji przemysłowej. O ile ta ostatnia oznaczała przede wszystkim zerwanie natury technologicznej — przemianę, którą sztuczna inteligencja dziś przedłuża i intensyfikuje — o tyle to, co obecnie się wyłania, wykracza daleko poza sam obszar narzędzi i maszyn: chodzi o radykalne transformacje, dotykające samej istoty istnienia.

Tragiczny wypadek w Alpach. Nie żyje narciarz z Polski z ostatniej chwili
Tragiczny wypadek w Alpach. Nie żyje narciarz z Polski

Trzy osoby, w tym Polak i Brytyjczyk polskiego pochodzenia, zginęły we wtorek w lawinach we francuskich Alpach - poinformowała miejscowa prokuratura. Dwaj narciarze zginęli, gdy zjeżdżali poza wyznaczonymi trasami w departamencie Alpy Wysokie, a jeden turysta został porwany przez lawinę w Sabaudii.

Kucharz Putina wiecznie żywy. Nowe zadania wagnerowców - sabotaż w Europie tylko u nas
Kucharz Putina wiecznie żywy. Nowe zadania wagnerowców - sabotaż w Europie

Według danych zachodnich służb wywiadowczych, zasoby rekrutacyjne dawnej Grupy Wagnera pozostałe po czasach Prigożyna, zostały przeniesione na obszar Europy. Kiedyś werbowali najemników na wojnę z Ukrainą i na misje wojskowe w Afryce czy na Bliskim Wschodzie, teraz dostali nowe zadanie. Jak ustalił „Financial Times”, chodzi o „rekrutowanie osób w trudnej sytuacji ekonomicznej z Europy do popełniania przestępstw w krajach NATO”. Byli wagnerowcy są też wykorzystywania na innych frontach walki Rosji z Zachodem, w mniej lub bardziej bezpośredni sposób.

Burza w Polsce 2050. Wiceszef MON opuszcza partię z ostatniej chwili
Burza w Polsce 2050. Wiceszef MON opuszcza partię

Jestem wierny obietnicom z 2023 r. Niestety po odejściu Polski 2050 od wartości, które głosiliśmy w Trzeciej Drodze, nie jestem w stanie ich wypełniać - napisał na X wiceszef MON Paweł Zalewski. Zapowiedział, że „pozostanie niezrzeszonym”.

Radni odwołali starostę z KO w Karkonoszach. W tle śledztwo ws... sfałszowanej matury polityka z ostatniej chwili
Radni odwołali starostę z KO w Karkonoszach. W tle śledztwo ws... sfałszowanej matury polityka

Mirosław Górecki (KO) został nowym starostą karkonoskim. Decyzję w tej sprawie podjęli radni powiatu we wtorek. Wcześniej odwołali z tej funkcji Krzysztofa Wiśniewskiego (KO). Powodem była utrata zaufania po podejrzeniach, że posługuje się sfałszowanym świadectwem dojrzałości.

Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego

W styczniu 2026 lotnisko Rzeszów-Jasionka obsłużyło 69 543 pasażerów. To wzrost rok do roku – podkreślono w komunikacie Rzeszów Airport i przypomniano, że lotnisko zakończyło rok 2025 z najlepszym wynikiem w swojej historii.

Incydent na kolei w Puławach. Są nowe informacje z ostatniej chwili
Incydent na kolei w Puławach. Są nowe informacje

Prokuratura Okręgowa w Lublinie prowadzi postępowanie w sprawie Mołdawianina zatrzymanego na stacji kolejowej w Puławach po tym, jak uruchomił hamulec ręczny w trzech wagonach pociągu towarowego. Mężczyzna miał przy sobie m.in. telefony komórkowe, sprzęt elektroniczny i karty SIM.

Spada liczba euroentuzjastów. Nowy sondaż o nastrojach Polaków wobec UE z ostatniej chwili
Spada liczba euroentuzjastów. Nowy sondaż o nastrojach Polaków wobec UE

Poparcie dla członkostwa w Unii Europejskiej pozostaje w Polsce wysokie, ale najnowszy sondaż pokazuje wyraźną zmianę nastrojów. Ubywa osób chcących pogłębiania integracji, a rośnie grupa zwolenników silniejszej roli państw narodowych.

REKLAMA

[Tylko u nas] Kucz/Bilińska dla Tysol.pl: "Chcemy pokazać ludziom inną wrażliwość muzyczną"

Może zabrzmi to nieco staroświecko, ale  mamy  poczucie misji jako muzycy i artyści która poprzez muzykę docierają do ludzi. To jest nasz sposób wpływania na słuchacza. Dlatego staramy się zawsze, aby muzyka, którą tworzymy miała wartość dodaną. Poza aspektem, że jest ładna i przyjemna ma pobudzić pewną wrażliwość u słuchaczy – mówią Ola Bilińska i Konrad Kucz w rozmowie z Bartoszem Boruciakiem.
Marek Sławiński
Marek Sławiński / Materiały prasowe
– Jak to jest stworzyć taki baśniowy świat na płycie? Świat dość nietypowy jak na te czasy.

Ola Bilińska: Fajnie, że to zauważyłeś, bo o to właśnie chyba chodziło. To jest nasz protest, muzyczny protest przeciwko współczesności. Jak to jest? Dla mnie jest to niesamowita przyjemność móc stworzyć takie baśniowe, nieco rozmarzone wręcz odpływające w inny wymiar światy, po to aby słuchacz mógł przez chwilę się zatrzymać, rozmarzyć… Po to aby mógłby być tu i teraz, a jednocześnie gdzieś indziej. Kocham taką muzykę i chciałam tą miłością podzielić się ze słuchaczami.

Zgadzasz się Konradzie z Olą?

Konrad Kucz: Staramy się być poza konwencjami. Nie ma tutaj takich rapowo-mięsistych bitów, czyli wszystkich tych elementów, które są  mile widziane w mediach.

O.B.: Elementów „yo” (śmiech).

K.K.: Tak, bardziej jakieś retro elementy z przeszłości. Może bardziej jest to moja zasługa, ponieważ cały czas siedzę w starej muzyce, lata 60 i 70.

– Dlaczego? To był najlepszy okres czy największa inspiracja?

K.K.: Najbardziej twórczy okres. Ten rok miał tyle odmian i rzeczywiście ja wzrastałem dzięki tym odmianom. Właściwie interesuje się tym do dzisiaj, takimi gatunkami muzycznymi. Bezpośrednio by mi się to nie udało.

– Tworzyliście tę płytę w  dziewiczych warunkach?

K.K.: W puszczy osiedlowej, miejskiej (śmiech).

O.B.: Mieszkam w Krasnogrodzie. Twój opis pasuje do moich aktualnych warunków zamieszkania. Mieszkam na wiosce, w której nie widzę nawet żadnego sąsiada w najbliższej okolicy. Budujemy właśnie dom z narzeczonym i rzeczywiście sarenki pasą się pod naszym oknem. Natomiast kiedy tworzyliśmy tę płytę, mieszkałam  jeszcze w dwupokojowym mieszkanku w Sejnach, które są pięciotysięcznym, małym miasteczkiem.

O.B.: Suwalszczyzna, województwo podlaskie, ale kulturowo i historycznie jest to trochę inny region. Jak tworzyliśmy tę płytę to obydwoje mieszkaliśmy w warunkach blokowo-miejskich, czy małomiejskich. Natomiast granice wyobraźni są nieograniczone.

– To jest dobra muzyka na współczesne czasy?

K.K.: Czy to jest dobra muzyka na współczesne czasy?

O.B.: Właśnie, mnie też to ciekawi. Skąd się biorą takie organiczne brzmienia, które umieściłeś na płycie?

K.K.:: Jestem artystą, który ma pewną obsesję. Uważam, że każdy artysta powinien mieć obsesję na jakimś punkcie.

Na jakim punkcie Konrad Kucz ma obsesję?

K.K.: Lubię  loopować jakieś dziwne dźwięki, mieszać je, wykręcać na wszystkie strony.

– Skoro lubisz loopować, dlaczego nie robisz bitów?

K.K.: Był czas kiedy robiłem bity, miałem okres kontaktu z muzyką klubową, ale to już przeszłość. Lubię coś zmieniać, nie lubię zamykać się w jednym środowisku muzycznym. Interesuje mnie pełne spektrum muzyczne począwszy od folku poprzez muzykę współczesną a rockową. Należę do artystów interdyscyplinarnych. Jednocześnie mam inne artystyczne zamiłowania – jestem plastykiem.

– Muzyka czy plastyka? Z czego masz bardziej wymierne korzyści?

K.K.: Oczywiście, że z muzyki. Wewnętrzne korzyści z plastyki to na pewno satysfakcja, natomiast z czegoś trzeba żyć  i między innymi jest to właśnie muzyka.

O.B.: A tworzenie grafik do płyt?

K.K.: To teraz właśnie coś próbuję robić w tym kierunku, ale to jest bardzo niepewny rynek.

– Masz tendencję do szukania Małgorzaty na swoich płytach. To jest podświadome?

K.K.: To jest podświadome. Zawsze szukam ludzi, którzy według mnie są osobowością, prezentują coś co jest poza konwencją, manierą. Ludzi, którzy mają swój własny świat, własną wrażliwość. Zwykle są to kobiety. Estetyka i wrażliwość kobieca jest bardzo interesująca.

– Dla twojej muzyki jest to odpowiednia droga?

K.K.: Gaba ma kompletnie inną psychikę i świat zewnętrzny niż Ola i dlatego staram się aby każda płyta miała inny charakter. Lubię kolaborację z różnymi ludźmi. Tutaj w dużym stopniu jest duch Oli na tej płycie. Może przez to, że ty Olu mieszkasz w pięknych miejscach nasiąkniętych ekologicznie i to się czuję.

– Właśnie Olu co spowodowało u ciebie taką  zmianę klimatu?

O.B.: To jest długa historia, ale tak w telegraficznym skrócie…  wierzę, że człowiek kształtuje swoją postawę, osobowość w dzieciństwie. Moje dzieciństwo było zdecydowanie naznaczone każdymi wakacjami na Mazurach, wśród lasów, łąk i jezior. Całe lato, bite dwa, trzy miesiące w przyrodzie. To miało ogromny wpływ na moją osobę. Potem było 9 lat w harcerstwie, miesiące spędzone pod namiotem w lesie lub nad jeziorem. Na studiach zaczęło mi tego strasznie brakować.

– I dlatego się przeprowadziłaś?

O.B.: Tak, jestem warszawianką od urodzenia. Miastem nasiąkłam przez całe życie. Trochę podróżowałam. 2 lata spędziłam w Anglii również w pięknych okolicznościach przyrody w Parku Narodowym Lake Discrit. Tam pochodziłam sobie po górach i po prostu wiem jakie korzyści przynosi życie w takich warunkach, jak i również wie,  jakie korzyści przynosi życie w mieście. Jeśli człowiek chce się skupić na swoich rzeczach, odsiać rzeczy przypadkowe znacznie łatwiej jest osiągnąć to w takich sielskich, spokojnych warunkach.  W mieście idąc ulicą spotykasz znajomego, który zaprasza cię do wspólnego projektu. Ekscytujesz się tą perspektywą, myślisz sobie „ooo coś fajnego, nowego”, ale jednocześnie zatracasz  w tym siebie, przynajmniej ja miałam takie wrażenie, mieszkając w Warszawie. Nie skupiłam się na tym co chciałam zrobić, tylko brałam często udział w rzeczach, które chciał zrobić ktoś inny, byłam osobą postronną. Z Konradem była podobna sytuacja, on też mnie zaprosił do projektu, ale ponieważ jest nas dwójka i Konrad dał mi ogromną wolność w tworzeniu, więc nastąpiła równowaga.

– Czuć dużo wolności na płycie?

O.B. i KK..: Wydawca dał nam wolną rękę, pełną swobodę.

K.K.:  Czasami pytają mnie jaki typ muzyki gram. Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale jeśli robię swoje rzeczy jest to raczej klimat muzyki minimal ambient.

– Według mnie grasz muzykę ilustracyjną. Jesteście zespołem czy projektem

O.B.: Zespół dwuosobowy, przynajmniej studyjnie. Dlatego nazwaliśmy go Kucz-Bilińska, idąc za tradycją płyt Konrada.

– Znaliście się wcześniej, przed nagraniem płyty?

K.K.: My się tak ładnie poznajemy. Poznałem twórczość Oli i bardzo mi się ona podobała.

– To jest jednorazowa współpraca?

O.B.: Już myślimy nad drugą płytą.

K.K.:Tak, jest trochę pomysłów na drugą płytę.

– Czyli to nie jest tak, że bierzesz wokalistkę sesyjną. Komponujesz i jest płyta.

K.K.: Absolutnie, nie. To zawsze jest wspólna praca i producenci mają swój wpływ. Należy wspomnieć, że początkowe szkice były z Karoliną Kozak, ale ona też jest taką artystką, która gra, śpiewa i udziela się w różnych projektach i ten nasz konkretny musiał poczekać.

– Czyli Ola wskoczyła na miejsce Karoliny?

O.B.: Trochę tak, ale zupełnie nie mam z tym problemu. Sama mam tak czasami, że coś zaczynam, a później to musi poczekać. Posłuchałam kompozycji Karoliny i niektóre były tak ładne, że mimo błogosławieństwa od Konrada i Karoliny, żeby robić po swojemu to w większości zostawiliśmy te melodie. Co najmniej parę pojawia się na płycie, bo są po prostu świetne. Karolina jest bardzo dobrą kompozytorką. Zawsze lubiłam i ceniłam jej pomysły jeśli chodzi o melodie wokalne. Jeden tekst też się pojawia na płycie, więc nie ma co „wyważać otwartych drzwi’’. Jeśli melodie  super się współgrały z pomysłami Konrada, to je zostawiliśmy.  Dodawałam często od siebie dużo. Część utworów napisałam od nowa, ale parę akcentów Karoliny zostało i bardzo się z tego cieszę.

– Czyli każdy sobie rzepki nie skrobał.

K.K.: Tajemnica polega na tym, że ludziom, których zainteresowania, rozwój muzyczny i korzenie są kompletnie inne, czasem skrajne, udaję się spotkać w takim projekcie właśnie dzięki tym różnicom. Czasami jest to trudne i zwykle się to nie udaje, ale w przypadku mojego poprzedniego projektu jak i obecnego to się udało.

O.B.: Może wytłumaczę to na przykładzie piosenki. Konrad wymyślił sobie, że zrobi cover Pink Floyd – „Cirrus Minor”. To wynika  zamiłowania Konrada do  muzyki lat 70-tych, bo to jest jedna z pierwszych płyt Floydów. Ja najbardziej cenię sobie wczesny Pink Floyd. Wychowałam się na tej muzyce głównie przez mojego tatę. Posłuchałam interpretacji Konrada i znalazłam w niej wiele rzeczy, które pobudziły też moją wrażliwość. Mimo, że wynikały być może z zupełnie innych pobudek. Są tam skojarzenia przyrodnicze, impresjonistyczne środki przekazu, które Konrad zaczerpnął prawdopodobnie z malarstwa.  Ja z kolei mam taki dość wizualny sposób myślenia o muzyce. Myślę obrazami, aranżując zastanawiam się co chciałabym pokazać i tutaj nasze poczucie wrażliwości się spotkało.

K.K.:  Lubię konstruować piosenki też w ten sposób, na przykład jestem twórcą takich szerokich form orkiestrowych, przestrzennych, potężnych. Nagle spotkanie z takim światem kameralnym. Ktoś zagra na gitarze albo cicho zaśpiewa przy mikrofonie, bez pogłosów, gitara basowa. Wiadomo, że te warstwy muszą się jakoś spotkać ze sobą, ale to wszystko zależy od podejścia wszystkich innych artystów.

–  Do kogo kierujecie tę płytę?

O.B: Kierujemy płytę do ludzi, którzy mają choć trochę podobne potrzeby jak my. Czyli potrzeba muzyki, która pozwala człowiekowi zatrzymać się na chwilę, daje wytchnienie, pobudza wyobraźnie. Daje odrobinę odpoczynku od tego codziennego pędu.

– To jest materiał koncertowy?
O.B.: Tak. Być może przy słuchaniu się taki nie wydaje, ale jak najbardziej tak. Mieliśmy jeden koncert w Spatifie, który był bardzo udany. Po koncercie były bardzo pozytywne reakcje publiczności. Oprócz nas na scenie jest również nasz perkusista Michał Piotrowski i basista Marcin Klejber. Mamy również wspaniały element żeński, który będzie grał z nami na stałe czyli Kasia Kolbowska. Gra na harfie, co jest wspaniałym elementem kobieco-romantycznym, bo harfa przepięknie prezentuje się na scenie i wspaniale ucieleśnia romantyzm, zwiewność i lekkość, która jest na płycie. Poza tym myślimy o wizualizacjach pod kątem trasy koncertowej, którą chcemy zorganizować na jesieni. Pomysłów jest wiele.

– To jest muzyka na dni miast?

O.B.:  Może zabrzmi to nieco staroświecko, ale  mam  poczucie misji jako muzyk i jestem artystką, która poprzez muzykę dociera do ludzi. To jest mój sposób wpływania na słuchacza. Dlatego staram się zawsze, aby muzyka, którą tworzę miała wartość dodaną. Poza aspektem, że jest ładna i przyjemna ma pobudzić pewną wrażliwość u słuchaczy.

– Podziwia, że nie traktujecie muzyki jako produkt.

O.B.: Ja bym się bardzo cieszyła gdybyśmy zagrali na dużej imprezie plenerowej i moglibyśmy pokazać ludziom inny świat, inną wrażliwość muzyczną. Być może ktoś dzięki nam, dzięki naszej muzyce otworzy się na inne doznania, zmieni swój sposób postrzegania świata.

Rozmawiał: Bartosz Boruciak

Współpraca: Angelika Jagniątowska






 
 
 


 

Polecane