Jeden z najbardziej nieoczekiwanych fenomenów filmowych - rozmowa z twórcami filmu „Sacre Coeur"
Co musisz wiedzieć:
- We Francji przyjęcie filmu "Sacre Coeur" [Święte Serce] przerosło wszelkie oczekiwania twórców;
- Steven i Sabrina Gunnell mówią o idei filmu i rekcji, z jaką spotkał się on w środowisku filmowym oraz wśród widzów;
- Treść filmu odnosi się do XVII-wiecznych objawień prywatnych św. Małgorzaty Marii Alacoque.
Idea filmu
Dawid Gospodarek (KAI): Skąd wzięła się idea, żeby właśnie teraz – w 2025 roku, w laickiej Francji, w nowoczesnej Europie – opowiedzieć o Sercu Jezusa?
Sabrina: To piękna historia, jedna z tych, które można opowiadać bez końca. Wszystko zaczęło się w sierpniu 2023 roku, kiedy wyjechaliśmy całą rodziną do sanktuarium maryjnego Notre-Dame de Laus na południu Francji. Właśnie skończyliśmy pracę nad naszym poprzednim filmem „Jedno Ciało” o teologii ciała Jana Pawła II, co zajęło nam półtora roku. Steven był już myślami przy kolejnym projekcie i nie mógł się doczekać września, by zacząć nad nim pracować.
Kiedy on pracował, ja poszłam posłuchać świadectwa Alicji Beauvisage i księdza Marota. Na koniec podeszłam do nich i powiedziałam, że razem z mężem tworzymy filmy. Alicja wzięła mnie wtedy za rękę, zrobiła wielkie oczy i wyznała: „Właśnie się modliłam, żeby spotkać filmowców katolickich”. Od razu poczułam, że to wola Boża, ale powiedziałam Panu Bogu: „Zwróć się najpierw do mojego męża”.
- Nie chciała Pani narzucać tematu?
Sabrina: Dokładnie. Przy poprzednim filmie już tak było, że musiałam go przekonywać, by jego pomysły poczekały, a teraz nie chciałam tego powtarzać. Tego samego wieczoru poszliśmy całą rodziną poświęcić się Najświętszemu Sercu Jezusa. Następnego dnia, wracając do Paryża, kupiłam płytę z nagranym świadectwem, którego wysłuchałam w sanktuarium. Pomyślałam: „Boże, jeśli chcesz do niego przemówić, to jest ten moment”. Steven prowadził, słuchał i nagle pod koniec zapytał mnie: „Czy my nie mamy czegoś do zrobienia w sprawie Najświętszego Serca?”.
Co więcej, projekt, który Steven planował realizować po powrocie, z różnych przyczyn nie mógł dojść do skutku. Przez kolejne dwa miesiące nieustannie widzieliśmy znaki od Najświętszego Serca. Wchodziłam do sklepu – widziałam poduszkę z Sercem Jezusa. Steven otwierał książkę - widział obrazek Serca. Znalazłam nawet w domu starą maskę covidową, na której pojawił się ten motyw. Stwierdziliśmy więc, że tego właśnie chce Bóg.
Reakcja
- Jak zareagowało na to otoczenie? Temat Serca Jezusa kojarzy się wielu z czymś dawnym, może wręcz archaicznym.
Steven: Odkąd robimy filmy, naszym mottem jest pełnienie woli Bożej. Kiedy jednak mówiliśmy znajomym, że planujemy film o Najświętszym Sercu, pukali się w głowę. Mówili: „To przestarzałe, staromodne, co wy chcecie z tym robić?”.
Ale my, czytając pisma św. Małgorzaty Marii Alacoque i zgłębiając przesłanie Jezusa, byliśmy zdumieni. Powtarzaliśmy sobie: „To jest orędzie idealne dla dzisiejszego świata”. Żyjemy w rzeczywistości, która jest pesymistyczna, pełna doniesień o zabójstwach i zagrożeniach. Świat jest coraz bardziej połączony technologicznie, a ludzie są coraz bardziej samotni przed swoimi ekranami.
- Mieliście moment zwątpienia czy to na pewno dobry kierunek?
Steven: Tak, i wtedy poprosiliśmy o znak. To było pod koniec października, kiedy we Francji kina i ulice zalewają treści halloweenowe, a czasem wręcz kojarzące się z satanizmem. Modliliśmy się pewnego ranka, pytając, czy ten film to naprawdę wola Boża. I w modlitwie zobaczyłem wizję: wielki plakat z otwartym, płonącym Najświętszym Sercem i tłumem u jego stóp. Widziałam ten afisz w całej Francji, przebijający się pośród tych wszystkich mrocznych, halloweenowych reklam. To dało nam bezmierną radość i pewność.
Dla ostatecznego potwierdzenia zadzwoniliśmy do rektora sanktuarium w Paray-le-Monial. Kiedy opowiedzieliśmy mu o pomyśle, roześmiał się. Powiedział: „Wiecie, że za kilka dni zaczyna się wielki jubileusz 350-lecia objawień? A za 18 miesięcy, w czerwcu 2025, będzie jego zamknięcie. Chcę, żeby ten film był gotowy na zamknięcie”. Ta idealna zbieżność dat była dla nas ostatecznym znakiem.
Gatunek
- „Sacre Coeur” to film historyczny, dokumentalny czy ewangelizacyjny? Jaki cel wam przyświecał?
Sabrina: Pracujemy nad filmami jako małżeństwo od 2012 roku i widzimy, jak Duch Święty prowadzi nas w tej pracy. Naszym celem od zawsze jest ewangelizacja poprzez opowiadanie pięknych historii. „Sacre Coeur” to nasz dziewiąty film, ale pierwszy, który trafił do szerokiej dystrybucji kinowej, także międzynarodowej.
Chcieliśmy stworzyć coś, co jest wyjaśnieniem miłości. Film łączy w sobie wiele aspektów: historyczny, teologiczny, ale też świadectwa współczesnych ludzi. To taka hybryda. Wcześniej robiliśmy dokumenty „podrasowane” inscenizacjami, ale tutaj poszliśmy o krok dalej. Zorientowaliśmy się, że we Francji nie ma filmów o Najświętszym Sercu – są o św. Teresce, o św. Bernadecie, a o tym temacie cisza. Ponieważ brakowało materiałów archiwalnych, postanowiliśmy stworzyć własne sceny fabularyzowane. Chcieliśmy, aby widz, wychodząc z kina, miał serce rozpalone miłością – albo na nowo, albo po raz pierwszy w życiu.
- W Asyżu rozpoczęto ekspozycję ciała św. Franciszka. Zapisało się blisko 400 tys. osób
- Aleksandra Jakubiak OV: Zbawienna cisza
- 95. rocznica pierwszych objawień Jezusa Miłosiernego. Dziś przypomniał o niej Papież
- Leon XIV na rekolekcjach: Gdy wołamy do nieba i nie otrzymujemy odpowiedzi
- Dzień Walki z Depresją. Ks. Tomasz Trzaska: to choroba, która wymaga leczenia
- Wielki Post na Jasnej Górze: Przedstawienia Męki Pańskiej na specjalnej trasie
- Niemieccy biskupi wybrali nowego przewodniczącego episkopatu. Czy to nowy kierunek dla Kościoła w Niemczech?
- Leon XIV odpowiada na list ateisty: problemem nie jest wiara lub jej brak, ale gotowość do poszukiwania
Polityka
- Symbol Serca Jezusa ma we Francji również pewne konotacje polityczne – kojarzy się z monarchią, Wandeą, ruchami kontrrewolucyjnymi. Dziś też bywa wykorzystywany ideologicznie. Jak uniknąć zawłaszczenia tego symbolu przez politykę, co mogłoby odstraszać ludzi od wiary?
Sabrina: To bardzo delikatny temat. Świadomie nie poruszaliśmy wątków politycznych w filmie, daliśmy się nieść świadectwom i historii duchowej. Historycy nie są zresztą zgodni, czy królowie Ludwik XIV lub Ludwik XV faktycznie otrzymali i zrozumieli wezwanie do poświęcenia Francji Najświętszemu Sercu. Wiadomo, że Ludwik XVI dokonał aktu poświęcenia w więzieniu, ale było już za późno – trwała rewolucja.
Steven: Od 1789 roku Francja jest przesiąknięta duchem rewolucji, co utrudnia łączenie polityki z wiarą. Owszem, istnieją partie prawicowe, które mocno odwołują się do katolicyzmu i patriotyzmu, i używają tego symbolu. Jednak we Francji panuje przekonanie, by nie pozwalać na polityczne zawłaszczanie symboli religijnych.
Z drugiej strony, wiemy, że nie da się oddzielić sfery wiary od życia społecznego. Gdyby udało się wnieść choć trochę miłości Serca Jezusowego do polityki, świat wyglądałby inaczej. Jezus jest Królem Królów i Kościół od dawna naucza o Jego społecznym panowaniu. Nasz film jednak skupia się na czymś innym – na komunikacie do każdego człowieka, zwłaszcza niewierzącego: „Jesteś bezgranicznie kochany”.
Odbiór
- A jak film został odebrany w kontekście dzisiejszej, laickiej Francji? Przy okazji rozpętaliście głośną dyskusję o granice laicyzacji i wolność religijną…
Steven: Nie zastanawialiśmy się nad tym podczas produkcji, ale kiedy film wyszedł, jakby rzuciliśmy go jak „kawał mięsa”, na który rzuciły się media. Dziennikarze i urzędnicy zareagowali nerwowo, co paradoksalnie stało się naszą najlepszą promocją.
Mer Marsylii odwołał seans w ostatniej chwili, godzinę przed projekcją, gdy ludzie mieli już bilety. W mediach społecznościowych i prasie ciągle pojawiało się słowo „zabronione”. To wywołało oburzenie – ludzie pytali: „Jak to? Chrześcijanom zabrania się wypowiedzi w przestrzeni publicznej?”. Poczucie bycia „intelektualnie prześladowanym” sprawiło, że ludzie ruszyli do kin. Zamiast spadku frekwencji w drugim i trzecim tygodniu wyświetlania, liczba widzów się podwajała, a nawet potrajała. To był swoisty humor Pana Boga – media, które nie chciały naszych plakatów, zrobiły nam największy rozgłos.
Dawid Gospodarek, dg




