Ludwik Pęzioł: Kryzys demoliberalizmu, czyli jak kisną „uśmiechnięci”

Jeszcze niedawno to liberałowie – na tle prawicowych wyznawców teorii spiskowych i lewicowych aktywistów od 256 płci – uchodzili za „tych rozsądnych”. W ostatnich latach to jednak w ich środowiskach coraz wyraźniej unosi się zapach folii aluminiowej.
/ fot. Krzysztof Karnkowski

Co musisz wiedzieć:

  • W obliczu „walącego się świata” demoliberalizmu coraz więcej osób, które chcą w niego jeszcze wierzyć, sięga po psychiczne mechanizmy obronne przypominające obłęd
  • Zwykli ludzie nie chcą żyć w wiecznym stanie wyjątkowym i coraz częściej odwracają się z niesmakiem od demoliberalnego chaosu
  • Skiśnięcie ostateczne nastąpi cicho, bez wielkich manifestów ani zamachów – po prostu wszystko zacznie działać coraz gorzej, aż w końcu przestanie działać wcale
  • W pustce po rozpadzie wkroczy ktoś, kto obieca prostotę, porządek i sens

Kryzys demoliberalizmu

Ludzie różnie reagują, gdy świat, w który wierzyli, zaczyna się rozpadać. Jedni doznają przypływu zdrowego rozsądku i podejmują działania, by przetrwać; inni szukają twardej, wręcz sekciarskiej struktury, dającej złudne poczucie stabilności. Są też tacy, którzy popadają w rozmaite formy szaleństwa. Choć wartości liberalne – zwłaszcza te demoliberalne – wciąż jeszcze się trzymają, widać wyraźnie, że ufundowane na nich ustroje i programy zbliżają się do ideologicznego bankructwa. Kłopotliwa migracja ekonomiczna, eksplozja zaburzeń psychicznych wśród dzieci i młodzieży, kryzys sensu życia, zanik relacji międzyludzkich, spadek demograficzny, wulgaryzacja przestrzeni publicznej, niska odporność społeczeństw na dezinformację... lista porażek jest długa. Odpowiedzi na kryzys demoliberalizmu nie zawsze są mądre, ale sam fakt rosnącego na nie zapotrzebowania oraz zniechęcenie do obowiązującego (nie)ładu politycznego, widoczne choćby w wynikach wyborów, to symptomy głębokiej dezorientacji. Wiele wskazuje na to, że w obliczu tego „walącego się świata” coraz więcej osób, które chcą w niego jeszcze wierzyć, sięga po psychiczne mechanizmy obronne, które czasem przybierają formy trudne do odróżnienia od obłędu.

Struktura ukryta

Twierdzenie Heraklita z Efezu, że „struktura ukryta jest potężniejsza od jawnej”, od lat pobudza wyobraźnię tych, którzy chcą w prosty sposób wyjaśnić zmiany zachodzące na świecie – najlepiej bez przyznawania się do błędów własnego środowiska politycznego. Przez długi czas kpiny z teorii spiskowych („Żydzi, masoni, cykliści” rządzą światem) dotyczyły głównie prawicy. To tam szukano winnych: czasem „sezonowych”, jak neomarksiści i globaliści, a czasem odwiecznych, jak potomkowie Abrahama czy „bracia fartuszkowi”. Ale wróg – jak zauważył Heraklit – musi być niewidoczny, by wydawał się naprawdę groźny. Żyda czy masona nie da się tak łatwo rozpoznać (o solidne przeszkolenie trudno) i dlatego mogą spokojnie „obleźć” media, banki, sądy i uczelnie. Dziś do tej listy dołączają nowi wrogowie: faszyści. A w wersji lokalnej – po prostu pisowcy.

Faszystą może być dziś każdy. Nie musi nosić brunatnej koszuli – wystarczy, że ma pewne podejrzane poglądy: lekki dystans wobec Unii Europejskiej, krytyczne podejście do poprawności politycznej czy niechęć do niektórych elementów ideologii tożsamościowej. Dla wielu liberałów to już sygnał alarmowy: oto nadchodzi nowa Noc Kryształowa, a zaraz po niej... lepiej nawet nie myśleć. Co ciekawe, tropienie faszystów, autorytarnych zapędów czy białej supremacji, stało się niemal świętym obowiązkiem. A przecież sam mechanizm jest bardzo podobny do tego, który znamy z prawicowego tropienia masonów czy ukrytych marksistów. Mamy tu rozciąganie pojęć ideologicznych (autokracja, dyktatura etc.) na wszystko i wszystkich oraz przypisywanie zjawiskom cech, które wcale nie muszą być ich istotą. Dzieła Theodora Adorna i Karla Poppera, a dziś także Jasona Stanleya czy lokalnego „coacha lewicowych liberałów” Marcina Matczaka, idą właśnie w tym kierunku: poszerzyć definicję faszyzmu tak, by obejmowała niemal każdą nieliberalną postawę.

Podobnie jak niektórzy konserwatyści widzą neomarksizm wszędzie tam, gdzie kończy się ich światopogląd – tak część liberałów dostrzega faszyzm tam, gdzie ktoś nie podziela ich przekonań. A przecież świat nie składa się wyłącznie z dwóch obozów, między którymi wszystko trzeba rozdzielać jak w przedszkolu: „my” i „oni”. Rozszerzanie definicji nie zmniejsza jednak emocjonalnego ładunku definiowanego. Słowo „faszyzm” wciąż budzi silne skojarzenia: ze zbrodnią, przemocą, totalitaryzmem. To podkręca emocje tropicieli. Bo jeśli naprawdę grozi nam takie zło, to trzeba działać – i to nie zważając na środki, bo stawka jest zbyt duża, by się przejmować etycznymi standardami. Z ich punktu widzenia to logiczne. Ale z zewnątrz zaczyna przypominać zwykły fanatyzm. A stąd już blisko do sytuacji, w której nawet we własnym obozie zaczynają się podejrzenia i rozliczenia. Bo w takim stanie czujności kryptofaszystę można zobaczyć wszędzie.

Wariaci na piedestał!

Ta „nadczujność” tworzy dziś znakomitą niszę dla samozwańczych ekspertów od „struktury ukrytej”. Dawni dziennikarze-narkomani, alkoholicy, osoby z zaburzoną osobowością, a także ci zranieni przez pominięcie przy rozdawaniu stanowisk dyrektorskich (czujny czytelnik bez trudu powiąże te przypadłości z konkretnymi nazwiskami) – wszyscy oni zyskują nową szansę na publiczne zaistnienie. Wystarczy, że zaczną tropić niewidzialne wpływy faszystowsko-pisowsko-katolickie w każdej możliwej instytucji. Bo przecież, choć rząd się zmienił, to w komisjach, urzędach, radach i instytutach nadal czają się „agenci wpływu”. Sabotują. Blokują. Pociągają za sznurki. A skoro są aż tak zakonspirowani – nie wystarczą zwykłe procedury.

Potrzebny jest demokratyczny stan wojenny czy inne rozwiązania nadzwyczajne. Do tego jednak trzeba ludzi, którzy się nie zawahają. Nawet jeśli niedawno jeszcze nie byli „nasi”, nawet jeśli trochę się ich brzydzimy – trzeba powierzyć im odpowiednie narzędzia, dać wolną rękę i przymknąć oko na skandale, problemy z prawem i podobne temu drobnostki. Co więcej, cała ta paranoiczna karuzela jest dodatkowo podkręcana... przez samych „faszystów”. Bo im także opłaca się promować radykałów z obozu liberalnego: im bardziej obciachowi, tym lepiej. Ludzie patrzą, kręcą głową, śmieją się lub przerażają, utożsamiając ich z liberalizmem jako takim. A ci rozsądniejsi spośród uśmiechniętych, w stanie moralnego wzmożenia, zamiast się od nich odciąć odpowiadają obroną „swoich”, bo skoro „faszyści” ich atakują – to znaczy, że są bohaterami, prawda? I tak to się kręci. Dochodzi do negatywnej – pod względem klinicznym – selekcji liberalnych kadr: intelektualnych, politycznych, artystycznych... A wraz z nimi wariuje cały system.

Skiśnięcie ostateczne

Z zewnątrz to wszystko wygląda jak parodia, ale od środka – jak walka o przetrwanie demokracji i wolności, uniknięcie kolejnego Auschwitz, które – co trzeba rytualnie powtórzyć – nie spadło z nieba. Liberałowie, jeszcze niedawno pewni swej racjonalnej wyższości, dziś przypominają inkwzytorów od wykrywania kryptopisowców, których liczba rośnie proporcjonalnie do własnych porażek. Ich narracja staje się coraz bardziej apokaliptyczna: wszędzie wrogowie, wszędzie spiski, wszędzie zagrożenia, a jedynym remedium – jeszcze więcej czujności, jeszcze więcej kontroli, jeszcze więcej „naszych”.

Tymczasem zwykli ludzie nie chcą żyć w wiecznym stanie wyjątkowym i coraz częściej odwracają się z niesmakiem, niekoniecznie w stronę prawicy, ale z pewnością od demoliberalnego chaosu. Przerażające jest nie to, że system wariuje, lecz że przestaje być w stanie sam się naprawiać. I to nie „faszyści” go niszczą – on się sypie pod ciężarem własnych mechanizmów obronnych. A im bardziej stara się chronić przed niebezpieczeństwem, tym więcej urojeń wytwarza. Jak chińska pułapka na palec – im bardziej próbujesz się uwolnić, tym mocniej się zaciska. Skiśnięcie ostateczne nastąpi cicho, bez wielkich manifestów ani zamachów – po prostu wszystko zacznie działać coraz gorzej, aż w końcu przestanie działać zupełnie. Elity będą zajęte wzajemnym tropieniem swoich kryptofaszystów i czyszczeniem kadr z resztek zdrowego rozsądku, aż zostaną już tylko nawiedzeni i oportuniści. Społeczeństwo, znużone chaosem i histerią, odwróci się plecami – najpierw biernie, potem aktywnie. I wtedy, w pustce po rozpadzie, wkroczy ktoś, kto obieca prostotę, porządek i sens.


 

POLECANE
Igrzyska 2026: Jeden z Polaków zachwycił na dużej skoczni z ostatniej chwili
Igrzyska 2026: Jeden z Polaków zachwycił na dużej skoczni

Kacper Tomasiak zdobył brązowy medal olimpijski w skokach narciarskich na dużym obiekcie w Predazzo. Zwyciężył Słoweniec Domen Prevc, a srebro wywalczył Japończyk Ren Nikaido.

Ten kraj coraz popularniejszy wśród Polaków. Prawie dwa razy więcej turystów Wiadomości
Ten kraj coraz popularniejszy wśród Polaków. Prawie dwa razy więcej turystów

Ruch turystyczny do Wietnamu wyraźnie rośnie, a wśród odwiedzających coraz większą grupę stanowią Polacy. Dane za styczeń 2026 roku pokazują, że kraj w Azji Południowo-Wschodniej odwiedziło 17 240 turystów z Polski. To niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej.

Prognoza pogody. IMGW wydał komunikat na najbliższe dni Wiadomości
Prognoza pogody. IMGW wydał komunikat na najbliższe dni

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej poinformował, że od Atlantyku, przez Półwysep Iberyjski, centralną Europę, po północ Rosji rozciągać się będą układy wysokiego ciśnienia. Resztę kontynentu obejmą aktywne niże z układami frontów atmosferycznych. Przeważający obszar kraju będzie w zasięgu klina wyżu znad południowej Skandynawii i Bałtyku, natomiast nad południowe rejony, z południowego zachodu nasunie się zatoka niżowa wraz z pofalowanym frontem atmosferycznym, związana z niżem znad Włoch. Z północy zacznie napływać powietrze arktyczne.

Niemieccy aktywiści domagają się zamknięcia szwajcarskich elektrowni jądrowych tylko u nas
Niemieccy aktywiści domagają się zamknięcia szwajcarskich elektrowni jądrowych

W obliczu rosnącego niepokoju o bezpieczeństwo energetyki jądrowej, Niemcy coraz głośniej domagają się wyłączenia szwajcarskich elektrowni atomowych (AKW) położonych blisko granicy. Studia i raporty podkreślają ogromne zagrożenia dla Badenii-Wirtembergii i całych Południowych Niemiec w przypadku awarii.

Amerykanie ruszyli po Lewandowskiego. Konkretna oferta na stole Wiadomości
Amerykanie ruszyli po Lewandowskiego. Konkretna oferta na stole

Amerykański Chicago Fire złożył konkretną ofertę Robertowi Lewandowskiemu. Trener Gregg Berhalter poleciał do Barcelony, by osobiście spotkać się z napastnikiem, jego żoną i agentem. Klub z MLS ma też pierwszeństwo w rozmowach - dopóki negocjacje trwają, inne zespoły ligi nie mogą rozpocząć starań o transfer.

Walentynki napędziły turystykę. Zakopane przeżywa prawdziwe oblężenie Wiadomości
Walentynki napędziły turystykę. Zakopane przeżywa prawdziwe oblężenie

Zakopane przeżywa walentynkowe oblężenie. Już od rana na popularnej zakopiance panował wzmożony ruch samochodowy, a w sobotę w mieście pod Giewontem trudno znaleźć wolne miejsce parkingowe. Na ulicach panuje tłok, a Krupówki są wypełnione spacerującymi parami

Dramat znanej polskiej piosenkarki. Jej słowa chwytają za serce Wiadomości
Dramat znanej polskiej piosenkarki. Jej słowa chwytają za serce

Ewa Bem w rozmowie z mediami wróciła do trudnych chwil związanych z chorobą nowotworową i śmiercią męża, Ryszarda Sibilskiego. Artystka przyznała, że przez długi czas była przekonana, iż to ona odejdzie pierwsza.

Przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej. Zapytano Polaków z ostatniej chwili
Przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej. Zapytano Polaków

Czy Polska powinna powrócić do obowiązkowej służby wojskowej? Zapytała o to Polaków pracownia Social Changes na zlecenie Telewizji wPolsce24.

Kryptodyktatura dopadła sędziego Dariusza Łubowskiego tylko u nas
Kryptodyktatura dopadła sędziego Dariusza Łubowskiego

Wyrok w sprawie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Marcin Romanowski wywołał burzliwą debatę o granicach niezależności sędziowskiej. Po decyzji sędziego Dariusz Łubowski i użyciu w uzasadnieniu słowa „kryptodyktatura” pojawiły się zmiany w jego obowiązkach służbowych. Czy to zwykła reorganizacja pracy sądu, czy element szerszego sporu o praworządność? Sprawa budzi pytania o relacje między władzą wykonawczą a wymiarem sprawiedliwości.

Pałac Buckingham. Książęca para opublikowała poruszający wpis Wiadomości
Pałac Buckingham. Książęca para opublikowała poruszający wpis

Książę i księżna Walii postanowili uczcić walentynki uroczym czarno-białym zdjęciem, które opublikowali w mediach społecznościowych. „Szczęśliwych walentynek!” – życzyli fanom rodziny królewskiej.

REKLAMA

Ludwik Pęzioł: Kryzys demoliberalizmu, czyli jak kisną „uśmiechnięci”

Jeszcze niedawno to liberałowie – na tle prawicowych wyznawców teorii spiskowych i lewicowych aktywistów od 256 płci – uchodzili za „tych rozsądnych”. W ostatnich latach to jednak w ich środowiskach coraz wyraźniej unosi się zapach folii aluminiowej.
/ fot. Krzysztof Karnkowski

Co musisz wiedzieć:

  • W obliczu „walącego się świata” demoliberalizmu coraz więcej osób, które chcą w niego jeszcze wierzyć, sięga po psychiczne mechanizmy obronne przypominające obłęd
  • Zwykli ludzie nie chcą żyć w wiecznym stanie wyjątkowym i coraz częściej odwracają się z niesmakiem od demoliberalnego chaosu
  • Skiśnięcie ostateczne nastąpi cicho, bez wielkich manifestów ani zamachów – po prostu wszystko zacznie działać coraz gorzej, aż w końcu przestanie działać wcale
  • W pustce po rozpadzie wkroczy ktoś, kto obieca prostotę, porządek i sens

Kryzys demoliberalizmu

Ludzie różnie reagują, gdy świat, w który wierzyli, zaczyna się rozpadać. Jedni doznają przypływu zdrowego rozsądku i podejmują działania, by przetrwać; inni szukają twardej, wręcz sekciarskiej struktury, dającej złudne poczucie stabilności. Są też tacy, którzy popadają w rozmaite formy szaleństwa. Choć wartości liberalne – zwłaszcza te demoliberalne – wciąż jeszcze się trzymają, widać wyraźnie, że ufundowane na nich ustroje i programy zbliżają się do ideologicznego bankructwa. Kłopotliwa migracja ekonomiczna, eksplozja zaburzeń psychicznych wśród dzieci i młodzieży, kryzys sensu życia, zanik relacji międzyludzkich, spadek demograficzny, wulgaryzacja przestrzeni publicznej, niska odporność społeczeństw na dezinformację... lista porażek jest długa. Odpowiedzi na kryzys demoliberalizmu nie zawsze są mądre, ale sam fakt rosnącego na nie zapotrzebowania oraz zniechęcenie do obowiązującego (nie)ładu politycznego, widoczne choćby w wynikach wyborów, to symptomy głębokiej dezorientacji. Wiele wskazuje na to, że w obliczu tego „walącego się świata” coraz więcej osób, które chcą w niego jeszcze wierzyć, sięga po psychiczne mechanizmy obronne, które czasem przybierają formy trudne do odróżnienia od obłędu.

Struktura ukryta

Twierdzenie Heraklita z Efezu, że „struktura ukryta jest potężniejsza od jawnej”, od lat pobudza wyobraźnię tych, którzy chcą w prosty sposób wyjaśnić zmiany zachodzące na świecie – najlepiej bez przyznawania się do błędów własnego środowiska politycznego. Przez długi czas kpiny z teorii spiskowych („Żydzi, masoni, cykliści” rządzą światem) dotyczyły głównie prawicy. To tam szukano winnych: czasem „sezonowych”, jak neomarksiści i globaliści, a czasem odwiecznych, jak potomkowie Abrahama czy „bracia fartuszkowi”. Ale wróg – jak zauważył Heraklit – musi być niewidoczny, by wydawał się naprawdę groźny. Żyda czy masona nie da się tak łatwo rozpoznać (o solidne przeszkolenie trudno) i dlatego mogą spokojnie „obleźć” media, banki, sądy i uczelnie. Dziś do tej listy dołączają nowi wrogowie: faszyści. A w wersji lokalnej – po prostu pisowcy.

Faszystą może być dziś każdy. Nie musi nosić brunatnej koszuli – wystarczy, że ma pewne podejrzane poglądy: lekki dystans wobec Unii Europejskiej, krytyczne podejście do poprawności politycznej czy niechęć do niektórych elementów ideologii tożsamościowej. Dla wielu liberałów to już sygnał alarmowy: oto nadchodzi nowa Noc Kryształowa, a zaraz po niej... lepiej nawet nie myśleć. Co ciekawe, tropienie faszystów, autorytarnych zapędów czy białej supremacji, stało się niemal świętym obowiązkiem. A przecież sam mechanizm jest bardzo podobny do tego, który znamy z prawicowego tropienia masonów czy ukrytych marksistów. Mamy tu rozciąganie pojęć ideologicznych (autokracja, dyktatura etc.) na wszystko i wszystkich oraz przypisywanie zjawiskom cech, które wcale nie muszą być ich istotą. Dzieła Theodora Adorna i Karla Poppera, a dziś także Jasona Stanleya czy lokalnego „coacha lewicowych liberałów” Marcina Matczaka, idą właśnie w tym kierunku: poszerzyć definicję faszyzmu tak, by obejmowała niemal każdą nieliberalną postawę.

Podobnie jak niektórzy konserwatyści widzą neomarksizm wszędzie tam, gdzie kończy się ich światopogląd – tak część liberałów dostrzega faszyzm tam, gdzie ktoś nie podziela ich przekonań. A przecież świat nie składa się wyłącznie z dwóch obozów, między którymi wszystko trzeba rozdzielać jak w przedszkolu: „my” i „oni”. Rozszerzanie definicji nie zmniejsza jednak emocjonalnego ładunku definiowanego. Słowo „faszyzm” wciąż budzi silne skojarzenia: ze zbrodnią, przemocą, totalitaryzmem. To podkręca emocje tropicieli. Bo jeśli naprawdę grozi nam takie zło, to trzeba działać – i to nie zważając na środki, bo stawka jest zbyt duża, by się przejmować etycznymi standardami. Z ich punktu widzenia to logiczne. Ale z zewnątrz zaczyna przypominać zwykły fanatyzm. A stąd już blisko do sytuacji, w której nawet we własnym obozie zaczynają się podejrzenia i rozliczenia. Bo w takim stanie czujności kryptofaszystę można zobaczyć wszędzie.

Wariaci na piedestał!

Ta „nadczujność” tworzy dziś znakomitą niszę dla samozwańczych ekspertów od „struktury ukrytej”. Dawni dziennikarze-narkomani, alkoholicy, osoby z zaburzoną osobowością, a także ci zranieni przez pominięcie przy rozdawaniu stanowisk dyrektorskich (czujny czytelnik bez trudu powiąże te przypadłości z konkretnymi nazwiskami) – wszyscy oni zyskują nową szansę na publiczne zaistnienie. Wystarczy, że zaczną tropić niewidzialne wpływy faszystowsko-pisowsko-katolickie w każdej możliwej instytucji. Bo przecież, choć rząd się zmienił, to w komisjach, urzędach, radach i instytutach nadal czają się „agenci wpływu”. Sabotują. Blokują. Pociągają za sznurki. A skoro są aż tak zakonspirowani – nie wystarczą zwykłe procedury.

Potrzebny jest demokratyczny stan wojenny czy inne rozwiązania nadzwyczajne. Do tego jednak trzeba ludzi, którzy się nie zawahają. Nawet jeśli niedawno jeszcze nie byli „nasi”, nawet jeśli trochę się ich brzydzimy – trzeba powierzyć im odpowiednie narzędzia, dać wolną rękę i przymknąć oko na skandale, problemy z prawem i podobne temu drobnostki. Co więcej, cała ta paranoiczna karuzela jest dodatkowo podkręcana... przez samych „faszystów”. Bo im także opłaca się promować radykałów z obozu liberalnego: im bardziej obciachowi, tym lepiej. Ludzie patrzą, kręcą głową, śmieją się lub przerażają, utożsamiając ich z liberalizmem jako takim. A ci rozsądniejsi spośród uśmiechniętych, w stanie moralnego wzmożenia, zamiast się od nich odciąć odpowiadają obroną „swoich”, bo skoro „faszyści” ich atakują – to znaczy, że są bohaterami, prawda? I tak to się kręci. Dochodzi do negatywnej – pod względem klinicznym – selekcji liberalnych kadr: intelektualnych, politycznych, artystycznych... A wraz z nimi wariuje cały system.

Skiśnięcie ostateczne

Z zewnątrz to wszystko wygląda jak parodia, ale od środka – jak walka o przetrwanie demokracji i wolności, uniknięcie kolejnego Auschwitz, które – co trzeba rytualnie powtórzyć – nie spadło z nieba. Liberałowie, jeszcze niedawno pewni swej racjonalnej wyższości, dziś przypominają inkwzytorów od wykrywania kryptopisowców, których liczba rośnie proporcjonalnie do własnych porażek. Ich narracja staje się coraz bardziej apokaliptyczna: wszędzie wrogowie, wszędzie spiski, wszędzie zagrożenia, a jedynym remedium – jeszcze więcej czujności, jeszcze więcej kontroli, jeszcze więcej „naszych”.

Tymczasem zwykli ludzie nie chcą żyć w wiecznym stanie wyjątkowym i coraz częściej odwracają się z niesmakiem, niekoniecznie w stronę prawicy, ale z pewnością od demoliberalnego chaosu. Przerażające jest nie to, że system wariuje, lecz że przestaje być w stanie sam się naprawiać. I to nie „faszyści” go niszczą – on się sypie pod ciężarem własnych mechanizmów obronnych. A im bardziej stara się chronić przed niebezpieczeństwem, tym więcej urojeń wytwarza. Jak chińska pułapka na palec – im bardziej próbujesz się uwolnić, tym mocniej się zaciska. Skiśnięcie ostateczne nastąpi cicho, bez wielkich manifestów ani zamachów – po prostu wszystko zacznie działać coraz gorzej, aż w końcu przestanie działać zupełnie. Elity będą zajęte wzajemnym tropieniem swoich kryptofaszystów i czyszczeniem kadr z resztek zdrowego rozsądku, aż zostaną już tylko nawiedzeni i oportuniści. Społeczeństwo, znużone chaosem i histerią, odwróci się plecami – najpierw biernie, potem aktywnie. I wtedy, w pustce po rozpadzie, wkroczy ktoś, kto obieca prostotę, porządek i sens.



 

Polecane