[Tylko u nas] Aleksandra Jakubiak OV: Odejścia

„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5, 1a).
Natalia Niemen
Natalia Niemen / YT print screen/Magazyn Kobieta

Apostazja

Wiele uwagi poświęca się dziś tematowi apostazji, oficjalnym oraz nieformalnym odejściom z Kościoła. Różne towarzyszą temu narracje: od stwierdzeń „niech sobie idą, co nas to”, poprzez różne formy mniej lub bardziej zakamuflowanego obrażania się, po poczucie zagrożenia i wreszcie smutek. Faktem jest, że w większości te odejścia dotyczą osób, które przez wiele lat, albo i nigdy, nie miały z Kościołem wiele do czynienia i jest to bardziej podpis złożony pod opisem faktów niż przewrót kopernikański w życiu danej osoby. Czynników takiej sytuacji na pewno jest wiele - od tych zupełnie niezależnych od konkretnych współcześnie żyjących ludzi, członków Kościoła, związane są one np. z przemianami społecznymi i kulturowymi, po długoterminowe skutki błędów kościelnej „polityki”, choćby programu nauczania, który kształci jedynie intelektualnie, nie duchowo. Zdarzają się także odejścia pod wpływem emocji - w wyniku jakichś ran związanych z konkretnymi sytuacjami międzyludzkimi. Jedno jest pewne - te odejścia dotyczą nas wszystkich, bo nikt w Kościele nie jest sam, nikt sam się nie zbawia, a wyrazem miłości wobec odchodzących będzie zarówno nasza wewnętrzna zgoda na rzeczywistość i uszanowanie ich wyboru, ale także nasze bycie przy Bogu, nie na pokaz, tylko z serca, które zachęcałoby do powrotu, które mogłoby być latarnią dla szukających sensu, nasze dobre słowo i modlitwa za odchodzących i nasze czekanie na nich. Nie chodzi tu, rzecz jasna, o nieprzespane noce i rwanie włosów z głowy, ale o gotowość przyjmowania.

"Do roli robaka"

Piszę dziś o tym nie bez powodu. Bardzo poruszył mnie wywiad p. Natalii Niemen, który opublikowany został w tych dniach na łamach „Wysokich Obcasów”. Znana dotąd z zaangażowania ewangelizacyjnego piosenkarka przyznaje, że „nie robi już w religii”. Pada trochę gorzkich słów pod adresem chrześcijan, a sama artystka uważa, że wydostała się z okowów fundamentalizmu. Co prawda chodzi tu akurat o protestantyzm, konkretnie o baptystów, ale argumenty i zarzuty p. Natalii są bardziej ogólnej natury, jest to nie tyle odejście od jakiejś konkretnej chrześcijańskiej denominacji, co od chrześcijaństwa jako takiego. Nie chcę, by ktokolwiek odniósł wrażenie, że roszczę sobie prawo do arbitralnych wypowiedzi na temat innego człowieka - nie znam dobrze ani kontekstu życia piosenkarki, ani jej sytuacji we wspólnocie, ani tego, jaki jest Boży zamysł na jej życie, nie mnie ją oceniać. Swoją drogą wierzę, że ów zamysł Boga wobec niej jeszcze się nie skończył i że jest on bardzo dobry. Chciałam się tu jedynie odnieść do kilku zdań wypowiedzianych przez artystkę.

- Religia i modlitwa sprowadzają cię do roli robaka, który nic nie może: jestem grzeszna, nie mam mocy, ale z tobą, Boże, jakoś to będzie. To opieranie się na czymś, co jest na zewnątrz, utrzymywanie się na poziomie dziecka, które nie jest za nic odpowiedzialne. Religia ściąga z ludzi odpowiedzialność za ich reakcje, emocje, to, kim są - powiedziała w wywiadzie p. Natalia.

Wiara

Po pierwsze, myślę, że dobrze byłoby oddzielić kwestię wiary, czyli mojej indywidualnej relacji z Bogiem, całą naszą wspólną historię od religii, która zawiera w sobie cały system doktrynalny, zwyczaje, formy oddawania czci etc. etc. etc. Otóż modlitwa indywidualna to forma komunikacji wynikającej z wiary. Oczywiście ludzie mogą i często mają fałszywy obraz Boga, ich relacja z Nim oparta jest np. o strach lub jakieś błędne wewnętrzne przekonania wyniesione czasem z dzieciństwa, taka relacja może kuleć z uwagi np. na naszą nieświadomość własnych realnych celów, poleganie tylko na odczuciach lub odwrotnie - stosowanie tylko skostniałych wyuczonych dawno temu form itp., ale naprawdę wierzę, że jeśli - mimo swych wewnętrznych przeszkód - poszukujemy Boga szczerze, to On wcześniej czy później skonfrontuje nas z tymi przeszkodami i pomoże je przekroczyć, choćby poprzez postawienie na naszej drodze konkretnych ludzi.

Wolność i dojrzewanie duchowe

Po drugie: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”. To zawsze smutne, jeśli w Kościele, wszystko jedno którym, ludzie nie dojrzewają, nie prowadzi się ich do wolności, do brania odpowiedzialności, a nade wszystko do realnego spotkania z Bogiem. Bo nikomu, kto naprawdę Boga poznał, nie przyjdzie do głowy, że sprowadzony jest przez Niego do roli robaka.

Problem stanowi dojrzewanie duchowe - otóż często powraca temat tego, że dorośli ludzie w Kościele katolickim spowiadają się czasem jak małe dzieci - według pierwszokomunijnej formułki. Co takiego przegapiamy, że nasz rozwój intelektualny i emocjonalny nie pokrywa się z tym duchowym i powodem odrzucenia religii przez wielu chrześcijan, nie jest Chrystus, a to, że duchowe ubranko kilkuletniego dziecka zaczyna uwierać dwudziesto- lub trzydziestolatka? I nic dziwnego, że uwiera. To wręcz dobrze. Smutne jest nie owo duszenie się w przyciasnym sweterku, tylko to, że wraz ze zmianą innych „części garderoby”, nie próbujemy dojrzewać duchowo i że nikt nas nie uczy dynamiki  i rozwoju życia duchowego, które - wydawać by się mogło - są znacznie ważniejsza niż wiele rzeczy, które każe się nam zakuwać. To złożony problem, amerykański psycholog religii i teolog,  James Fowler, stworzył skalę  rozwoju duchowego, etapów, które charakterystyczne powinny być dla konkretnych okresów naszego życia i stwierdził, że większość społeczeństwa ma problem z przejściem z punktu trzeciego do czwartego - czyli od pewnej religijności społecznej do indywidualnego związku z Bogiem, opartego na doświadczeniach własnego życia. Stadium to powinno mieć miejsce we wczesnej dorosłości i poprzedzone jest, jak każdy inny etap, pewnym kryzysem wiary. Może właśnie strach przed tym kryzysem powstrzymuje nas przed jej naturalnym rozwojem. Przed tym, że do pewnego momentu - jak dzieci - jesteśmy przez Ojca prowadzeni za rączkę, a dalej… „Pinokio idzie sam”, a przynajmniej powinien. To jest właśnie m.in. zatrzymywanie się na nakazach i zakazach. Dziecko też ma postawione pewne granice, by nie zrobiło sobie krzywdy. Gdy podrośnie na tyle, by rozumieć ich sens, to powoli rodzice usuwają kolejne z nich, bo wiedzą, że ono może już poradzić sobie samo. Przy okazji, na płaszczyźnie rozważań o ludzkiej odpowiedzialności, polecam też  katolicką aretologię, czyli naukę o cnotach - o łasce Boga i ludzkiej odpowiedzi.

Nasz świat ma pewne realia, jak zmiany pór dnia i roku, z którymi walczyć nie ma sensu, w oparciu o prawa, czy to przyrody czy ducha, można prowadzić wolne i piękne życie, tyle że trzeba te prawa znać, rozumieć, umieć adaptować je do swojej historii i swoich planów - to nie sprowadzanie do roli robaka, to realizm i nauka życia, które ma szansę dać nam szczęście, które nie będzie walką z wiatrakami.

Bliskość

Inna rzecz, to bliskość Boga, uczenie się tego, kim On jest, jaki jest - tego nie da się nauczyć z książki. Oczywiście teologia przez tysiące lat wypracowywała prawdy dotyczące Bożych przymiotów i jest więcej niż wskazane, by je znać, ale przeczytać o kimś nawet wiele tomów, to nie to samo, co znać go osobiście. Podstawą wiary jest spotkanie z Bogiem, nie ładna modlitwa, nie efektowna ewangelizacja, ale osobisty czas spędzony z Nim sam na sam, wewnątrz własnego serca. Bez tego nic w naszym życiu duchowym nie pójdzie naprzód. W tym byciu razem kształtuje się w nas rozumienie tego, kim jesteśmy, to z Jego „oczu” uczymy się tego, czym jest nasza godność i jak daleko leży ona od roli robaka. Ale także w tej bliskości ratowani jesteśmy od chęci bycia Bogiem, która może zrobić nam krzywdę, nie dlatego, że nam nie wolno rozgniewać mściwego bożka, tylko dlatego, że my po prostu nie jesteśmy wszechmocni, wolni - tak, omnipotentni - nie. I całe szczęście, bo ciężar świata nie jest skrojony na nasze ramionka. Ta miłosna zależność jest Dobrą Nowiną, Ewangelią zależności i stworzenia. Stworzenia, które rośnie, dojrzewa i jest wolne.

Mam szczerą, głęboką nadzieję, że p. Natalia, nie poczuje się moimi słowami zaatakowana, bo tak naprawdę to nie o niej, ale o nas wszystkich, także o mnie, było powiedziane. Prawidła życia duchowego powinny być lekcją „obowiązkową” dla wszystkich chrześcijan. Jutro przypada wspomnienie liturgiczne św. Ignacego z Loyoli, który był mistrzem duchowych ćwiczeń, warto poświęcić mu kilka chwil. A p. Natalii życzę z głębi serca bardzo szczęśliwego życia i jeśli będzie tego chciała, odkrycia Chrystusa na nowo, jako Pana wolności, łagodnego i cierpliwego. Bardzo cierpliwego. 

 

 

 

 

 


 

POLECANE
Kukiz przekazał tragiczne wieści. Nie dawałeś sobie pomóc... z ostatniej chwili
Kukiz przekazał tragiczne wieści. "Nie dawałeś sobie pomóc..."

W wieku 65 lat zmarł Jarosław Lach, współzałożyciel i pierwszy gitarzysta Aya RL. Paweł Kukiz pożegnał go poruszającymi słowami.

KE sięgnie po oszczędności obywateli. Rządy krajów UE wyraziły zgodę z ostatniej chwili
KE sięgnie po oszczędności obywateli. Rządy krajów UE wyraziły zgodę

Podczas nieformalnego szczytu w Alden Biesen, we wschodniej Belgii przywódcy Francji, Niemiec, Włoch i innych krajów poparli plany, które opracują już na posiedzeniu Rady Europejskiej w przyszłym miesiącu, dotyczące m.in. wykorzystania zgromadzonych przez obywateli oszczędności do inwestowania, bez pytania ich o zdanie.

Sejm uchwalił ustawę wdrażającą unijny program SAFE z ostatniej chwili
Sejm uchwalił ustawę wdrażającą unijny program SAFE

Sejm przyjął projekt ustawy wdrażający program SAFE, czyli unijny mechanizm finansowania inwestycji militarnych, oparty na wspólnym zadłużeniu.

Dlaczego Niemcy nie skorzystają z SAFE? Polityk PiS pyta ambasadora Niemiec z ostatniej chwili
Dlaczego Niemcy nie skorzystają z SAFE? Polityk PiS pyta ambasadora Niemiec

Niemiecki ambasador Miguel Berger wdał się w ostrą wymianę zdań z rzecznikiem PiS po debacie o SAFE w Sejmie. "Dlaczego Pana kraj nie zdecydował się z niego skorzystać?" – pyta ambasadora poseł Rafał Bochenek.

Strzelanina na uczelni w USA. Są ofiary z ostatniej chwili
Strzelanina na uczelni w USA. Są ofiary

Dwie osoby zginęły, a jedna została ranna w wyniku strzelaniny, do której doszło w czwartek wieczorem czasu lokalnego na terenie kampusu Uniwersytetu Stanowego Karoliny Południowej – informuje w piątek rano ABC News.

RPP obniży stopy procentowe? To otwiera drogę z ostatniej chwili
RPP obniży stopy procentowe? "To otwiera drogę"

– Inflacja w styczniu 2026 r. obniżyła się do 1,7 proc. z 2,4 proc. – twierdzi ekonomista Kamil Pastor z PKO BP i dodaje, że powrót inflacji do celu ma trwały charakter, co otwiera RPP drogę do obniżki stóp w marcu.

Komunikat dla mieszkańców woj. lubelskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. lubelskiego

MSWiA kupiło 140 tys. czujek dymu i tlenku węgla za blisko 5 mln zł. Strażacy bezpłatnie zamontują je u osób najbardziej potrzebujących. Do woj. lubelskiego trafi blisko 8 tys. urządzeń.

Nie żyje Bożena Dykiel, legenda polskiego kina i teatru z ostatniej chwili
Nie żyje Bożena Dykiel, legenda polskiego kina i teatru

W wieku 77 lat zmarła legendarna aktorka teatralna i filmowa Bożena Dykiel – poinformowała w piątek rano Polska Agencja Prasowa, powołując się na informacje podane przez ks. Andrzeja Lutera.

Wiadomości
Hotel przyjazny dzieciom w górach pod logo Mercure

Hotele przyjazne dzieciom przywiązują szczególną wagę do komfortu najmłodszych gości i młodzieży. Tego typu obiekty ma w swoim portfolio również międzynarodowa sieć hoteli Mercure. Przykładem z Polski jest hotel w górach Mercure Szczyrk Resort, który oferuje m.in. salę zabaw, salę gier i strefę basenową.

Komisje finansów i obrony odrzuciły poprawki PiS do projektu o SAFE z ostatniej chwili
Komisje finansów i obrony odrzuciły poprawki PiS do projektu o SAFE

Sejmowe komisje finansów i obrony narodowej negatywnie zaopiniowały w czwartek zgłoszone przez PiS poprawki do projektu ustawy wdrażającej program SAFE. Sejm nad projektem będzie głosować w piątek rano.

REKLAMA

[Tylko u nas] Aleksandra Jakubiak OV: Odejścia

„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5, 1a).
Natalia Niemen
Natalia Niemen / YT print screen/Magazyn Kobieta

Apostazja

Wiele uwagi poświęca się dziś tematowi apostazji, oficjalnym oraz nieformalnym odejściom z Kościoła. Różne towarzyszą temu narracje: od stwierdzeń „niech sobie idą, co nas to”, poprzez różne formy mniej lub bardziej zakamuflowanego obrażania się, po poczucie zagrożenia i wreszcie smutek. Faktem jest, że w większości te odejścia dotyczą osób, które przez wiele lat, albo i nigdy, nie miały z Kościołem wiele do czynienia i jest to bardziej podpis złożony pod opisem faktów niż przewrót kopernikański w życiu danej osoby. Czynników takiej sytuacji na pewno jest wiele - od tych zupełnie niezależnych od konkretnych współcześnie żyjących ludzi, członków Kościoła, związane są one np. z przemianami społecznymi i kulturowymi, po długoterminowe skutki błędów kościelnej „polityki”, choćby programu nauczania, który kształci jedynie intelektualnie, nie duchowo. Zdarzają się także odejścia pod wpływem emocji - w wyniku jakichś ran związanych z konkretnymi sytuacjami międzyludzkimi. Jedno jest pewne - te odejścia dotyczą nas wszystkich, bo nikt w Kościele nie jest sam, nikt sam się nie zbawia, a wyrazem miłości wobec odchodzących będzie zarówno nasza wewnętrzna zgoda na rzeczywistość i uszanowanie ich wyboru, ale także nasze bycie przy Bogu, nie na pokaz, tylko z serca, które zachęcałoby do powrotu, które mogłoby być latarnią dla szukających sensu, nasze dobre słowo i modlitwa za odchodzących i nasze czekanie na nich. Nie chodzi tu, rzecz jasna, o nieprzespane noce i rwanie włosów z głowy, ale o gotowość przyjmowania.

"Do roli robaka"

Piszę dziś o tym nie bez powodu. Bardzo poruszył mnie wywiad p. Natalii Niemen, który opublikowany został w tych dniach na łamach „Wysokich Obcasów”. Znana dotąd z zaangażowania ewangelizacyjnego piosenkarka przyznaje, że „nie robi już w religii”. Pada trochę gorzkich słów pod adresem chrześcijan, a sama artystka uważa, że wydostała się z okowów fundamentalizmu. Co prawda chodzi tu akurat o protestantyzm, konkretnie o baptystów, ale argumenty i zarzuty p. Natalii są bardziej ogólnej natury, jest to nie tyle odejście od jakiejś konkretnej chrześcijańskiej denominacji, co od chrześcijaństwa jako takiego. Nie chcę, by ktokolwiek odniósł wrażenie, że roszczę sobie prawo do arbitralnych wypowiedzi na temat innego człowieka - nie znam dobrze ani kontekstu życia piosenkarki, ani jej sytuacji we wspólnocie, ani tego, jaki jest Boży zamysł na jej życie, nie mnie ją oceniać. Swoją drogą wierzę, że ów zamysł Boga wobec niej jeszcze się nie skończył i że jest on bardzo dobry. Chciałam się tu jedynie odnieść do kilku zdań wypowiedzianych przez artystkę.

- Religia i modlitwa sprowadzają cię do roli robaka, który nic nie może: jestem grzeszna, nie mam mocy, ale z tobą, Boże, jakoś to będzie. To opieranie się na czymś, co jest na zewnątrz, utrzymywanie się na poziomie dziecka, które nie jest za nic odpowiedzialne. Religia ściąga z ludzi odpowiedzialność za ich reakcje, emocje, to, kim są - powiedziała w wywiadzie p. Natalia.

Wiara

Po pierwsze, myślę, że dobrze byłoby oddzielić kwestię wiary, czyli mojej indywidualnej relacji z Bogiem, całą naszą wspólną historię od religii, która zawiera w sobie cały system doktrynalny, zwyczaje, formy oddawania czci etc. etc. etc. Otóż modlitwa indywidualna to forma komunikacji wynikającej z wiary. Oczywiście ludzie mogą i często mają fałszywy obraz Boga, ich relacja z Nim oparta jest np. o strach lub jakieś błędne wewnętrzne przekonania wyniesione czasem z dzieciństwa, taka relacja może kuleć z uwagi np. na naszą nieświadomość własnych realnych celów, poleganie tylko na odczuciach lub odwrotnie - stosowanie tylko skostniałych wyuczonych dawno temu form itp., ale naprawdę wierzę, że jeśli - mimo swych wewnętrznych przeszkód - poszukujemy Boga szczerze, to On wcześniej czy później skonfrontuje nas z tymi przeszkodami i pomoże je przekroczyć, choćby poprzez postawienie na naszej drodze konkretnych ludzi.

Wolność i dojrzewanie duchowe

Po drugie: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”. To zawsze smutne, jeśli w Kościele, wszystko jedno którym, ludzie nie dojrzewają, nie prowadzi się ich do wolności, do brania odpowiedzialności, a nade wszystko do realnego spotkania z Bogiem. Bo nikomu, kto naprawdę Boga poznał, nie przyjdzie do głowy, że sprowadzony jest przez Niego do roli robaka.

Problem stanowi dojrzewanie duchowe - otóż często powraca temat tego, że dorośli ludzie w Kościele katolickim spowiadają się czasem jak małe dzieci - według pierwszokomunijnej formułki. Co takiego przegapiamy, że nasz rozwój intelektualny i emocjonalny nie pokrywa się z tym duchowym i powodem odrzucenia religii przez wielu chrześcijan, nie jest Chrystus, a to, że duchowe ubranko kilkuletniego dziecka zaczyna uwierać dwudziesto- lub trzydziestolatka? I nic dziwnego, że uwiera. To wręcz dobrze. Smutne jest nie owo duszenie się w przyciasnym sweterku, tylko to, że wraz ze zmianą innych „części garderoby”, nie próbujemy dojrzewać duchowo i że nikt nas nie uczy dynamiki  i rozwoju życia duchowego, które - wydawać by się mogło - są znacznie ważniejsza niż wiele rzeczy, które każe się nam zakuwać. To złożony problem, amerykański psycholog religii i teolog,  James Fowler, stworzył skalę  rozwoju duchowego, etapów, które charakterystyczne powinny być dla konkretnych okresów naszego życia i stwierdził, że większość społeczeństwa ma problem z przejściem z punktu trzeciego do czwartego - czyli od pewnej religijności społecznej do indywidualnego związku z Bogiem, opartego na doświadczeniach własnego życia. Stadium to powinno mieć miejsce we wczesnej dorosłości i poprzedzone jest, jak każdy inny etap, pewnym kryzysem wiary. Może właśnie strach przed tym kryzysem powstrzymuje nas przed jej naturalnym rozwojem. Przed tym, że do pewnego momentu - jak dzieci - jesteśmy przez Ojca prowadzeni za rączkę, a dalej… „Pinokio idzie sam”, a przynajmniej powinien. To jest właśnie m.in. zatrzymywanie się na nakazach i zakazach. Dziecko też ma postawione pewne granice, by nie zrobiło sobie krzywdy. Gdy podrośnie na tyle, by rozumieć ich sens, to powoli rodzice usuwają kolejne z nich, bo wiedzą, że ono może już poradzić sobie samo. Przy okazji, na płaszczyźnie rozważań o ludzkiej odpowiedzialności, polecam też  katolicką aretologię, czyli naukę o cnotach - o łasce Boga i ludzkiej odpowiedzi.

Nasz świat ma pewne realia, jak zmiany pór dnia i roku, z którymi walczyć nie ma sensu, w oparciu o prawa, czy to przyrody czy ducha, można prowadzić wolne i piękne życie, tyle że trzeba te prawa znać, rozumieć, umieć adaptować je do swojej historii i swoich planów - to nie sprowadzanie do roli robaka, to realizm i nauka życia, które ma szansę dać nam szczęście, które nie będzie walką z wiatrakami.

Bliskość

Inna rzecz, to bliskość Boga, uczenie się tego, kim On jest, jaki jest - tego nie da się nauczyć z książki. Oczywiście teologia przez tysiące lat wypracowywała prawdy dotyczące Bożych przymiotów i jest więcej niż wskazane, by je znać, ale przeczytać o kimś nawet wiele tomów, to nie to samo, co znać go osobiście. Podstawą wiary jest spotkanie z Bogiem, nie ładna modlitwa, nie efektowna ewangelizacja, ale osobisty czas spędzony z Nim sam na sam, wewnątrz własnego serca. Bez tego nic w naszym życiu duchowym nie pójdzie naprzód. W tym byciu razem kształtuje się w nas rozumienie tego, kim jesteśmy, to z Jego „oczu” uczymy się tego, czym jest nasza godność i jak daleko leży ona od roli robaka. Ale także w tej bliskości ratowani jesteśmy od chęci bycia Bogiem, która może zrobić nam krzywdę, nie dlatego, że nam nie wolno rozgniewać mściwego bożka, tylko dlatego, że my po prostu nie jesteśmy wszechmocni, wolni - tak, omnipotentni - nie. I całe szczęście, bo ciężar świata nie jest skrojony na nasze ramionka. Ta miłosna zależność jest Dobrą Nowiną, Ewangelią zależności i stworzenia. Stworzenia, które rośnie, dojrzewa i jest wolne.

Mam szczerą, głęboką nadzieję, że p. Natalia, nie poczuje się moimi słowami zaatakowana, bo tak naprawdę to nie o niej, ale o nas wszystkich, także o mnie, było powiedziane. Prawidła życia duchowego powinny być lekcją „obowiązkową” dla wszystkich chrześcijan. Jutro przypada wspomnienie liturgiczne św. Ignacego z Loyoli, który był mistrzem duchowych ćwiczeń, warto poświęcić mu kilka chwil. A p. Natalii życzę z głębi serca bardzo szczęśliwego życia i jeśli będzie tego chciała, odkrycia Chrystusa na nowo, jako Pana wolności, łagodnego i cierpliwego. Bardzo cierpliwego. 

 

 

 

 

 



 

Polecane