„To tylko koniec świata” Xaviera Dolana o żegnaniu się młodego człowieka z życiem

„Zabiłem moją matkę” – taki szokujący tytuł nosił autorski debiut (2009) kanadyjskiego filmowca Xaviera Dolana. I nieraz już Dolan szokował. Do zeszłego roku. Zaprezentowany przez niego w maju 2016 w Cannes film „To tylko koniec świata”, od niedawna dostępny i w naszych kinach, przynosi inne doznania.
/ mat. prasowe dystrybutora
Dolan to jedno z najgorętszych nazwisk współczesnego kina, uzdolniony samouk, syn nauczycielki oraz aktora i piosenkarza, niemal wychowany na planie, występujący na ekranie od 8. roku życia. W wieku 19 lat napisał scenariusz swego pierwszego pełnometrażowego dzieła, zagrał w nim, wyreżyserował je, a także zmontował. Podczas festiwalu w Cannes zdobył za „Zabiłem...” Prix Regards Jeune, rozpoczynając w ten sposób spektakularną karierę. Jako dwudziestosiedmiolatek ma na swym koncie kilkanaście ról oraz 6 własnych pełnometrażowych filmów. Ostatni z nich, wspomniany „Koniec świata”, jest – jak twórca mówił rok temu w Cannes – jego pierwszym w pełni dojrzałym dziełem. Chciałoby się dodać: podsumowującym młodzieńczy etap twórczości Dolana.

Podobnie jak w przypadku „Toma” (2013), także tym razem kanadyjski filmowiec zrezygnował z tworzenia oryginalnego scenariusza; „To tylko koniec świata” stanowi adaptację sztuki Jean-Luca Lagarce’a. Zachowując prawie bez wyjątków zasadę 3 jedności (czasu, miejsca i akcji), ukazuje przyjazd Louisa (Gaspard Ulliel), uznanego pisarza, do rodzinnego domu po 12 latach nieobecności. W przeciwieństwie do jego najbliższych my, widzowie, znamy przyczynę wizyty – Louis chce, jak to nam wyznaje, „zapowiedzieć własną śmierć”. Dolan w miarę rozwoju akcji odsłania rozmaite niuanse relacji bohatera z matką (Nathalie Baye), starszym bratem Antoine’em (Vincent Cassel), młodszą siostrą Suzanne (Léa Seydoux), pozwalając nam snuć domysły dotyczące przyczyn tak długotrwałego braku kontaktu pisarza z rodziną.
Dolan ustrzegł się pułapek związanych z adaptacją dramatu – teatralności i jawnej sztuczności. Snuje prawdziwie filmową opowieść, czasem płynną, wręcz niespieszną, czasem nerwową. Kadry André Turpina są malarskie bez względu na to, czy operator nasyca je światłem, czy chowa postacie i ich otoczenie w cieniu i półmroku. Psychologiczne napięcie podkreślane jest także zróżnicowaniem dynamizmu montażu; możemy zarówno przyglądać się z uwagą każdemu drgnieniu mięśni na twarzach bohaterów, jak i dać się wciągnąć w ich burzliwe uczucia. Warto zauważyć, że najwnikliwiej, a jednak z zachowaniem szacunku, kamera śledzi Louisa. Ze współczuciem, lecz bez ckliwości.

Dolan wspomina w wywiadach, że od dawna marzy mu się opowiedzenie fabuły bez muzyki. Jak jednak mówi, obejrzenie dzieł Alfreda Hitchcocka „pozwoliło mu zrozumieć, że muzyka gra wielką rolę w stopniowaniu napięcia i kreowaniu nastroju”. Gabriel Yared (pamiętny ze względu na oprawę „Angielskiego pacjenta”), nie pierwszy raz współpracujący z Kanadyjczykiem, skomponował partyturę, która to zadanie spełnia, a jednocześnie nie zastępuje innych środków wyrazu – jest tylko i aż dopełnieniem warstwy dramaturgicznej i wizualnej.
  Pisałem wcześniej, że „To tylko koniec świata” można uznać za zakończenie młodzieńczego etapu twórczości Dolana. Rzeczywiście, nie ma tu już ekstrawagancji, tak licznych choćby w „Zabiłem moją matkę”. Uwaga twórcy nie koncentruje się na niedojrzałych frustratach, kipiących gniewem na własne matki, a wizerunkom postaci nie sposób zarzucić psychologicznej miałkości.

#NOWA_STRONA#

Przyglądamy się podszytemu lękiem, choć nie tchórzliwemu rozliczeniu z przeżytymi latami, z podjętymi decyzjami. Dystans między głównym bohaterem a samym twórcą (tak bardzo brakowało go w poprzednich dziełach Dolana, tu zaś bohater jest o 7 lat starszy od reżysera) służy wiarygodności ludzkich motywacji, rozterek i cierpień – i Louisa, i jego bliskich. Oczywiście, można narzekać, że temat nie jest nowy, że Kanadyjczyk nie ma przenikliwości np. Michaela Haneke, ale po pierwsze, twórca „Mamy” porusza się w zupełnie innej stylistyce, po drugie, Dolan w swym nowym dziele ma naprawdę coś do powiedzenia, trzeba tylko przedrzeć się przez warstwę tego, co w podobnych psychodramach oczywiste: przez obraz nadwątlonych czy zerwanych więzi rodzinnych, zapiekłych pretensji i żalów, skrywanych latami kompleksów, wzajemnej obcości. Zaskoczeniem jest tu pozycja Louisa w rodzinie, konsekwencje jego niezwykłości jako pisarza, intelektualisty, artysty. Niespodziankę stanowi to, komu przypisana została w jego rodzinie rola jej głowy, jak w ogóle rozumie się tę rolę. Zaskakuje również samoświadomość problemów u niektórych członków rodziny; słysząc z ekranu słowa „bardzo dziwnie żyjemy” i obserwując rodzinę Louisa, możemy jedynie przytaknąć.

Nie byłoby tej prawdy życia bez aktorów – wszyscy tworzą krwiste postacie, czasem sprzeczne ze swym dotychczasowym wizerunkiem (np. Cassel), ale tym ciekawsze (również niebanalna Marion Cotillard jako bratowa głównego bohatera). Klasą dla siebie pozostaje Ulliel – bez jego Louisa, zagranego jednocześnie wyraziście i subtelnie, „Koniec świata” tak by nie angażował ani nie przekonywał.

Wyraźnym rysem ostatniego filmu Dolana jest humor: raz ostry, wyjęty z satyry społecznej, raz łagodniejszy, niemal zaprawiony smutkiem, rubaszny, to znów wyrafinowany. Jak podkreśla reżyser, humor nie nadaje całemu dziełu charakteru komedii. Trzeba się tu z twórcą zgodzić: takie spojrzenie pozwala uniknąć pompatyczności i ckliwości w narracji, której temat stanowi powolne żegnanie się młodego człowieka z życiem. Widać natomiast to, o czym kanadyjski filmowiec mówił w jednym z wywiadów – że humor przybliża fikcyjną opowieść do życia, które „jest przygnębiające i niedorzecznie śmieszne zarazem”. Ta myśl naprawdę wyziera z nowej ekranowej opowieści Dolana. Dzięki temu można uwierzyć, że ekstrawagancki Kanadyjczyk dojrzał, że zaczyna w oryginalny, atrakcyjny sposób mówić coś mądrego.

Paweł Gabryś-Kurowski

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (11/2017) dostępnego także w wersji cyfrowej tutaj

„To tylko koniec świata”, reż.: Xavier Dolan; wyk.: Gaspard Ulliel, Vincent Cassel, Nathalie Baye; Francja, Kanada 2016, dystrubucja: Hagi

#REKLAMA_POZIOMA#

 

POLECANE
Czy judaizm dopuszcza rasizm? tylko u nas
Czy judaizm dopuszcza rasizm?

W debacie publicznej pojawiają się zarzuty, że judaizm ma charakter rasowy. Autor artykułu wyjaśnia, jak na tę kwestię patrzy tradycja religijna i teksty takie jak Tora czy Talmud.

Beata Szydło: „Cesarskie” zachowania von der Leyen budzą coraz większe oburzenie z ostatniej chwili
Beata Szydło: „Cesarskie” zachowania von der Leyen budzą coraz większe oburzenie

„Ursula von der Leyen nie ma żadnych uprawnień do reprezentowania Unii na zewnątrz” - skomentowała na platformie X eurodeputowana Beata Szydło poniedziałkową wideokonferencję Ursuli von der Leyen i przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costy m.in. z przywódcami Zatoki Perskiej.

tylko u nas
Idziemy PO was oszuści! - nowy numer "Tygodnika Solidarność"

Mobilizacja środowisk społecznych i patriotycznych wokół Solidarności, spór o przyszłość Polski oraz konsekwencje decyzji obecnej władzy – to główne tematy najnowszego numeru „Tygodnika Solidarność” nr 10/2026. Wydanie koncentruje się na spotkaniu w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej, gdzie przedstawiciele wielu organizacji społecznych dyskutowali o wyzwaniach stojących dziś przed państwem i społeczeństwem.

Partia Orbana proponuje ustawę o zatrzymaniu skonfiskowanej ukraińskiej gotówki i złota z ostatniej chwili
Partia Orbana proponuje ustawę o zatrzymaniu skonfiskowanej ukraińskiej gotówki i złota

Rządząca na Węgrzech partia Fidesz premiera Viktora Orbana zaproponowała w poniedziałek projekt ustawy, który umożliwiłby organom podatkowym zatrzymanie skonfiskowanej w ubiegłym tygodniu ukraińskiej gotówki i złota na czas trwania dochodzenia podatkowego.

Kolejni funkcjonariusze BOR podejrzani w śledztwie dotyczącym wypadku premier Szydło z ostatniej chwili
Kolejni funkcjonariusze BOR podejrzani w śledztwie dotyczącym wypadku premier Szydło

Do sześciu wzrosła liczba b. funkcjonariuszy BOR, którym Prokuratura Regionalna w Białymstoku przedstawiła zarzuty w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w postępowaniach po wypadku premier Beaty Szydło, do którego doszło w Oświęcimiu w 2017 r. Zarzuca im składanie w tych postępowaniach fałszywych zeznań.

Ceny ropy wystrzeliły. Trump: Mam plan. Będziecie zadowoleni z ostatniej chwili
Ceny ropy wystrzeliły. Trump: Mam plan. Będziecie zadowoleni

Prezydent USA Donald Trump zapewnił w poniedziałek, że ma plan, by zahamować wzrost cen ropy z powodu wojny z Iranem.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS uruchamia w całym kraju nową usługę dla przedsiębiorców. Płatnicy składek będą na bieżąco dostawać wezwania do zapłaty za ostatni miesiąc, co ma pomóc szybciej reagować i uniknąć dodatkowych kosztów.

Czarzasty kontra Ziobro. „Prokuratura już w listopadzie zabrała mi te środki” gorące
Czarzasty kontra Ziobro. „Prokuratura już w listopadzie zabrała mi te środki”

„To już jest koniec. Ostateczna decyzja w sprawie diety poselskiej i uposażenia Zbigniewa Ziobry” - napisał na platformie X marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Na odpowiedź Zbigniewa Ziobry nie musiał czekać zbyt długo.

Ceny ropy wystrzeliły. Orlen wydał komunikat z ostatniej chwili
Ceny ropy wystrzeliły. Orlen wydał komunikat

Dostawy ropy trafiają do rafinerii należących do Orlenu zgodnie z harmonogramem, a dzięki dywersyfikacji kierunków dostaw koncern ograniczył ryzyko związane z niestabilną sytuacją na Bliskim Wschodzie – przekazało w poniedziałek w odpowiedzi na pytania PAP biuro prasowe Orlenu.

Stanisław Żaryn: Władze przyspieszają proces rozmontowania cyberpolicji? z ostatniej chwili
Stanisław Żaryn: Władze przyspieszają proces rozmontowania cyberpolicji?

„Nominacja dla nowego Szefa CBZC wygląda jak kolejny krok w realizacji szkodliwego dla Polski planu rządu. Władze przyspieszają proces rozmontowania cyberpolicji?” - zastanawia się na X Stanisław Żaryn publikując swoją analizę w tej kwestii.

REKLAMA

„To tylko koniec świata” Xaviera Dolana o żegnaniu się młodego człowieka z życiem

„Zabiłem moją matkę” – taki szokujący tytuł nosił autorski debiut (2009) kanadyjskiego filmowca Xaviera Dolana. I nieraz już Dolan szokował. Do zeszłego roku. Zaprezentowany przez niego w maju 2016 w Cannes film „To tylko koniec świata”, od niedawna dostępny i w naszych kinach, przynosi inne doznania.
/ mat. prasowe dystrybutora
Dolan to jedno z najgorętszych nazwisk współczesnego kina, uzdolniony samouk, syn nauczycielki oraz aktora i piosenkarza, niemal wychowany na planie, występujący na ekranie od 8. roku życia. W wieku 19 lat napisał scenariusz swego pierwszego pełnometrażowego dzieła, zagrał w nim, wyreżyserował je, a także zmontował. Podczas festiwalu w Cannes zdobył za „Zabiłem...” Prix Regards Jeune, rozpoczynając w ten sposób spektakularną karierę. Jako dwudziestosiedmiolatek ma na swym koncie kilkanaście ról oraz 6 własnych pełnometrażowych filmów. Ostatni z nich, wspomniany „Koniec świata”, jest – jak twórca mówił rok temu w Cannes – jego pierwszym w pełni dojrzałym dziełem. Chciałoby się dodać: podsumowującym młodzieńczy etap twórczości Dolana.

Podobnie jak w przypadku „Toma” (2013), także tym razem kanadyjski filmowiec zrezygnował z tworzenia oryginalnego scenariusza; „To tylko koniec świata” stanowi adaptację sztuki Jean-Luca Lagarce’a. Zachowując prawie bez wyjątków zasadę 3 jedności (czasu, miejsca i akcji), ukazuje przyjazd Louisa (Gaspard Ulliel), uznanego pisarza, do rodzinnego domu po 12 latach nieobecności. W przeciwieństwie do jego najbliższych my, widzowie, znamy przyczynę wizyty – Louis chce, jak to nam wyznaje, „zapowiedzieć własną śmierć”. Dolan w miarę rozwoju akcji odsłania rozmaite niuanse relacji bohatera z matką (Nathalie Baye), starszym bratem Antoine’em (Vincent Cassel), młodszą siostrą Suzanne (Léa Seydoux), pozwalając nam snuć domysły dotyczące przyczyn tak długotrwałego braku kontaktu pisarza z rodziną.
Dolan ustrzegł się pułapek związanych z adaptacją dramatu – teatralności i jawnej sztuczności. Snuje prawdziwie filmową opowieść, czasem płynną, wręcz niespieszną, czasem nerwową. Kadry André Turpina są malarskie bez względu na to, czy operator nasyca je światłem, czy chowa postacie i ich otoczenie w cieniu i półmroku. Psychologiczne napięcie podkreślane jest także zróżnicowaniem dynamizmu montażu; możemy zarówno przyglądać się z uwagą każdemu drgnieniu mięśni na twarzach bohaterów, jak i dać się wciągnąć w ich burzliwe uczucia. Warto zauważyć, że najwnikliwiej, a jednak z zachowaniem szacunku, kamera śledzi Louisa. Ze współczuciem, lecz bez ckliwości.

Dolan wspomina w wywiadach, że od dawna marzy mu się opowiedzenie fabuły bez muzyki. Jak jednak mówi, obejrzenie dzieł Alfreda Hitchcocka „pozwoliło mu zrozumieć, że muzyka gra wielką rolę w stopniowaniu napięcia i kreowaniu nastroju”. Gabriel Yared (pamiętny ze względu na oprawę „Angielskiego pacjenta”), nie pierwszy raz współpracujący z Kanadyjczykiem, skomponował partyturę, która to zadanie spełnia, a jednocześnie nie zastępuje innych środków wyrazu – jest tylko i aż dopełnieniem warstwy dramaturgicznej i wizualnej.
  Pisałem wcześniej, że „To tylko koniec świata” można uznać za zakończenie młodzieńczego etapu twórczości Dolana. Rzeczywiście, nie ma tu już ekstrawagancji, tak licznych choćby w „Zabiłem moją matkę”. Uwaga twórcy nie koncentruje się na niedojrzałych frustratach, kipiących gniewem na własne matki, a wizerunkom postaci nie sposób zarzucić psychologicznej miałkości.

#NOWA_STRONA#

Przyglądamy się podszytemu lękiem, choć nie tchórzliwemu rozliczeniu z przeżytymi latami, z podjętymi decyzjami. Dystans między głównym bohaterem a samym twórcą (tak bardzo brakowało go w poprzednich dziełach Dolana, tu zaś bohater jest o 7 lat starszy od reżysera) służy wiarygodności ludzkich motywacji, rozterek i cierpień – i Louisa, i jego bliskich. Oczywiście, można narzekać, że temat nie jest nowy, że Kanadyjczyk nie ma przenikliwości np. Michaela Haneke, ale po pierwsze, twórca „Mamy” porusza się w zupełnie innej stylistyce, po drugie, Dolan w swym nowym dziele ma naprawdę coś do powiedzenia, trzeba tylko przedrzeć się przez warstwę tego, co w podobnych psychodramach oczywiste: przez obraz nadwątlonych czy zerwanych więzi rodzinnych, zapiekłych pretensji i żalów, skrywanych latami kompleksów, wzajemnej obcości. Zaskoczeniem jest tu pozycja Louisa w rodzinie, konsekwencje jego niezwykłości jako pisarza, intelektualisty, artysty. Niespodziankę stanowi to, komu przypisana została w jego rodzinie rola jej głowy, jak w ogóle rozumie się tę rolę. Zaskakuje również samoświadomość problemów u niektórych członków rodziny; słysząc z ekranu słowa „bardzo dziwnie żyjemy” i obserwując rodzinę Louisa, możemy jedynie przytaknąć.

Nie byłoby tej prawdy życia bez aktorów – wszyscy tworzą krwiste postacie, czasem sprzeczne ze swym dotychczasowym wizerunkiem (np. Cassel), ale tym ciekawsze (również niebanalna Marion Cotillard jako bratowa głównego bohatera). Klasą dla siebie pozostaje Ulliel – bez jego Louisa, zagranego jednocześnie wyraziście i subtelnie, „Koniec świata” tak by nie angażował ani nie przekonywał.

Wyraźnym rysem ostatniego filmu Dolana jest humor: raz ostry, wyjęty z satyry społecznej, raz łagodniejszy, niemal zaprawiony smutkiem, rubaszny, to znów wyrafinowany. Jak podkreśla reżyser, humor nie nadaje całemu dziełu charakteru komedii. Trzeba się tu z twórcą zgodzić: takie spojrzenie pozwala uniknąć pompatyczności i ckliwości w narracji, której temat stanowi powolne żegnanie się młodego człowieka z życiem. Widać natomiast to, o czym kanadyjski filmowiec mówił w jednym z wywiadów – że humor przybliża fikcyjną opowieść do życia, które „jest przygnębiające i niedorzecznie śmieszne zarazem”. Ta myśl naprawdę wyziera z nowej ekranowej opowieści Dolana. Dzięki temu można uwierzyć, że ekstrawagancki Kanadyjczyk dojrzał, że zaczyna w oryginalny, atrakcyjny sposób mówić coś mądrego.

Paweł Gabryś-Kurowski

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (11/2017) dostępnego także w wersji cyfrowej tutaj

„To tylko koniec świata”, reż.: Xavier Dolan; wyk.: Gaspard Ulliel, Vincent Cassel, Nathalie Baye; Francja, Kanada 2016, dystrubucja: Hagi

#REKLAMA_POZIOMA#


 

Polecane