Indie - Chiny. Zapomniana wojna gigantów

55 lat temu weszło w życie zawieszenie broni w wojnie pomiędzy Chinami a Indiami. Konflikt ten do dziś ma swoje reperkusje – a mówimy przecież o starciu dwóch najludniejszych krajów świata, utrzymujących pod bronią ponad milion żołnierzy każdy. Oba kraje mają też broń jądrową.
/ Wikimedia Commons
Leszek Masierak

Obserwatorzy zapatrzeni w narastający konflikt na Półwyspie Koreańskim dość często zapominają, że i w innych miejscach tego kontynentu możemy mieć do czynienia ze sporami, które łatwo mogą zakończyć się otwartą wojną. Takim przykładem jest zapomniana nieco wojna dwóch najludniejszych państw świata – Chin i Indii.

Granica pomiędzy Chinami a Indiami przez wieki była płynna i nie do końca wytyczona w terenie. Do drugiej połowy XIX wieku cesarze Chin niespecjalnie przejmowali się wydarzeniami na dalekich kresach Państwa Środka, zaś sprawujący realną władzę w Indiach Brytyjczycy dążyli do rozszerzenia swoich wpływów jak najdalej, nie przejmując się ewentualnymi pretensjami sąsiadów. Sporne tereny były też bardzo słabo zaludnione i nie miały większego znaczenia gospodarczego – mowa przecież o Himalajach i Karakorum. Do 1918 roku władze brytyjskie wyznaczyły aż jedenaście linii granicznych pomiędzy Indiami a Chinami. Żadnej oficjalnie nie uznała strona chińska, zajęta w owym czasie głównie wojną domową. Swoje zdanie w tej kwestii miał natomiast Tybet – aż do czasu, gdy owo państwo nie zostało siłą włączone w granice Chin w 1950 roku.

Porozumienie bez porozumienia

Po uzyskaniu niepodległości przez Indie w 1948 roku i zwycięstwie komunistów Mao Zedonga w chińskiej wojnie domowej rok później oba kraje szukały porozumienia. W 1954 roku Indie i Chińska Republika Ludowa podpisały traktat o przyjaźni, zwany Pancza Sila. Przewidywał on wzajemne poszanowanie integralności terytorialnej i suwerenności, niemieszanie się we wzajemne w sprawy wewnętrzne, nieagresję, równość i zasadę wzajemnych korzyści oraz pokojowe współistnienie. W traktacie nie było jednak ani słowa w sprawie ostatecznego wytyczenia linii granicznej. Tymczasem po aneksji Tybetu Chińczycy rozpoczęli budowę drogi, która miała połączyć tybetańską stolicę Lhasę z prowincją Xinjiang. Droga ta na sporym odcinku przebiegała przez tereny uznawane przez Indie są swoje – to tak zwana Aksai China – formalnie według Hindusów część Kaszmiru. Sporny był również status regionu o nazwie NEFA – graniczącego nie tylko z Chinami, lecz także z Bhutanem i Birmą.

O budowie owej drogi Hindusi dowiedzieli się dopiero trzy lata po jej rozpoczęciu. Doszło do tego po tym, gdy reagując na znaczne zwiększenie liczby chińskich żołnierzy w Tybecie (gdzie tłumili kolejne powstania Tybetańczyków), Hindusi wysłali patrole wojskowe w rejon Aksai China. Indyjscy żołnierze odkryli ową budowę i rzecz jasna powiadomili władze. Premier Indii Jawaharial Nehru wezwał więc oficjalnie swojego chińskiego odpowiednika Zhou Enlai do rokowań. Ale chińskie władze ani myślały ustępować. Nie tylko kontynuowano budowę drogi, lecz w chińskich pismach rozpowszechniano mapy, na których w skład ChRL wchodziły nie tylko Aksai China i NEFA, lecz także spore obszary Kaszmiru i Ladakh, prowincji bezsprzecznie indyjskich. Do tego doszły jeszcze porozumienia Chin z wrogim Indiom Pakistanem. W tej sytuacji Indie zdecydowały się na znacznie ostrzejsze posunięcia.

Generał od kultury

W 1961 roku indyjska armia otrzymała nowego głównodowodzącego. Został nim generał Brija Mohan Kaul – prywatnie szwagier premiera Nehru. Nie miał za sobą klasycznej wojskowej kariery. Wprawdzie z armią związany był od 1947 roku, lecz pełnił najpierw funkcję oficera prasowego, a później zajmował się przede wszystkim organizacją imprez kulturalnych dla żołnierzy i ich rodzin. Nie miało to jednak dla premiera większego znaczenia – potrzebował posłusznego wykonawcy swoich poleceń. Zamierzał wprowadzić politykę „forward policy” – demonstrowania indyjskiej władzy nad spornymi terenami poprzez wysyłanie licznych patroli wojskowych, które miały też odcinać Chińczyków od ich baz i w ten sposób zmusić ich do odwrotu. W Delhi panował urzędowy optymizm. Nehru był przekonany, że Chińczycy nie zdecydują się na otwartą wojnę. Lecz za nowymi zadaniami nie poszły nowe środki dla wojska – armia indyjska była fatalnie wyposażona, brakowało nie tylko nowoczesnej broni, lecz nawet mundurów i butów. Hindusi nie mieli też doświadczenia w walkach w rejonach górskich, a Chińczycy mieli w Tybecie dobrze wyposażone oddziały, które przez lata walk z miejscową partyzantką nabrały dużego doświadczenia w walkach w górach. Do pierwszych potyczek patroli obu stron doszło już na początku 1962 roku; początkowo nie było wielu ofiar, nieczęsto też używano artylerii.

#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

Uderzenie smoka

Chińczycy ani myśleli rezygnować ze swoich dążeń, zwłaszcza dotyczących Aksai China. Potajemnie skoncentrowali na pogranicznych terenach duże siły i w nocy z 19 na 20 października 1962 roku dwa chińskie korpusy – osiemdziesiąt tysięcy żołnierzy – otwarcie weszły na sporne terytoria. Przeciwko sobie miały zaledwie trzy indyjskie brygady – nieliczne (w sumie około 6 tysięcy ludzi), źle wyposażone, a do tego fatalnie dowodzone. W NEFA Chińczycy obeszli po prostu zaskoczonych Hindusów, w ciągu pięciu dni zajmując wszystkie sporne ziemie. Indyjscy żołnierze niemal nie stawiali oporu – wyjątkiem była dzielna obrona jednego z górskich prowizorycznych pasów startowych, prowadzona przez zaledwie 120 żołnierzy pod komendą majora Saitana Shingta. Ich postawa sprawiła, że stali się oni bohaterami narodowymi Indii. Po pięciodniowej kampanii Chińczycy ogłosili jednostronne zawieszenie broni i wysłali do władz Indii propozycje zawarcia pokoju, pozostawiając Aksai China w swoich rękach. Oburzony Nehru ani myślał przystać na owe propozycje. Dzięki neutralnej postawie Pakistanu zdołał przesunąć nieco więcej wojsk w rejon konfliktu, skorzystał również z niewielkiej pomocy sprzętowej Amerykanów.
14 listopada ruszyła indyjska kontrofensywa. Generał Kaul dowodził nią osobiście, lecz okazało się, że jego militarna wiedza jest bliska zeru. Nakazał bowiem czołowe ataki na umocnione chińskie pozycje – w wyniku których Hindusi stracili niemal wszystkich swoich żołnierzy wyszkolonych do walki w terenie wysokogórskim. Operacja załamała się już po dwóch dniach, a trzeciego nastąpił chiński kontratak. Brygada Chińczyków przeszła szlakiem uznanym przez Kaula za nie do przebycia i wyszła na tyły Hindusów. Do 20 listopada całość spornych terenów znów znalazła się w chińskich rękach, a odziały indyjskie poszły w rozsypkę. 21 listopada 1962 roku Pekin ponownie ogłosił zawieszenie broni – lecz jednocześnie oficjalnie włączył Aksai China do swego terytorium. Odziały chińskie wycofały się natomiast z NEFA, gdzie powróciła indyjska administracja.

Konsekwencje starcia

Hindusi stracili w wojnie ponad trzy tysiące żołnierzy – zabitych i zaginionych. Rannych zostało ponad tysiąc, zaś prawie cztery tysiące trafiło do niewoli. Chińskie straty były znacznie niższe – nieco ponad 700 zabitych i półtora tysiąca rannych. Porażka była główną przyczyną utraty popularności premiera Nehru, który jednak nie utracił stanowiska aż do swej śmierci w 1964 roku. Generał Kaul też nie poniósł surowszej kary – został jedynie wysłany na przedwczesną emeryturę. Wojna wykazała militarną słabość Indii, więc od tego czasu rozpoczął się w tym kraju okres bardzo dynamicznych zbrojeń. Kupowano nowoczesną broń i wyposażenie nie tylko w USA i Europie Zachodniej, lecz także w ZSRR. Dziś armia Indii (w pełni zawodowa) liczy ponad milion trzysta tysięcy żołnierzy w czynnej służbie; jest trzecią co do wielkości armią świata – po Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej i US Army. Porażka w starciu z Chinami zapoczątkowała też indyjskie starania dotyczące zbudowania broni jądrowej. Obecnie Indie mają nie tylko ładunki atomowe, lecz i środki ich przenoszenia.

Konflikt oficjalnie zakończył się traktatami pokojowymi, podpisanymi w 1993 i 1996 roku. Jednak dokładnego przebiegu linii granicznej nie udało się ustalić do tej pory. Latem bieżącego roku w pogranicznej prowincji Donglang, oficjalnie należącej do Bhutanu, lecz uznawanej za swoją również przez Chiny i Indie, doszło do koncentracji wojsk obu stron – powodem była budowa przez Chińczyków kolejnej drogi. Następna wojna nie jest więc wykluczona – a przecież starłyby się dziś dwa mocarstwa jądrowe…

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (46/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

#REKLAMA_POZIOMA#

 

 

POLECANE
Śnieżyca w świętokrzyskim. Komunikat GDDKiA Kielce Wiadomości
Śnieżyca w świętokrzyskim. Komunikat GDDKiA Kielce

Intensywne opady śniegu w województwie świętokrzyskim utrudniają ruch na głównych trasach. Jak informuje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) w Kielcach, na drodze krajowej nr 7 pojazdy zimowego utrzymania pracują w tzw. systemie kaskadowym.

Pałac Buckingham: Zaskakujące doniesienia ws. księcia Williama Wiadomości
Pałac Buckingham: Zaskakujące doniesienia ws. księcia Williama

Książę Walii zdecydował się na wprowadzenie nowego wsparcia w Pałacu Kensington, zatrudniając specjalistę od zarządzania kryzysowego. Jak podaje Daily Mail, chodzi o Lizę Ravenscroft, opisywaną jako „niezawodne słońce”, znaną z tego, że „pracuje ramię w ramię z wielkimi nazwiskami w obliczu najtrudniejszych chwil”.

The Telegraph: Polska wyprzedza Wielką Brytanię Wiadomości
The Telegraph: Polska wyprzedza Wielką Brytanię

Polska staje się coraz bardziej atrakcyjnym miejscem do życia i pracy - nie tylko dla swoich obywateli, którzy wracają z Wielkiej Brytanii, ale też dla samych Brytyjczyków. Według The Telegraph, kraj, który jeszcze niedawno był postrzegany jako postkomunistyczny, dziś dogania i wyprzedza Wielką Brytanię pod wieloma względami.

Tragedia w szwajcarskim kurorcie. Są nowe informacje Wiadomości
Tragedia w szwajcarskim kurorcie. Są nowe informacje

Ciała 34 osób z 40 ofiar pożaru w barze w Crans- Montanie w Szwajcarii znaleziono przy schodach, prowadzących z najniższego poziomu lokalu na parter- poinformowały w niedzielę włoskie media. Według nich największy dramat rozegrał się u stóp schodów, których szerokość zmniejszono o połowę w 2015 r.

Grafzero: Premiery książkowe 2026, czyli na co czekam w tym roku? z ostatniej chwili
Grafzero: Premiery książkowe 2026, czyli na co czekam w tym roku?

Grafzero vlog literacki o to co będzie czytane w 2026 - wznowienie słynnego tomu poetyckiego, dalszy ciąg powieści fantasy, książka dla młodzieży, powieść historyczna i wiele, wiele innych.

Komunikat dla mieszkańców Warszawy Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Warszawy

Warszawski Zarząd Oczyszczania Miasta (ZOM) poinformował, że na ulice stolicy wyjechało 170 pługoposypywarek. Pracują one przede wszystkim na ulicach, po których kursują autobusy miejskie. Akcja zimowego oczyszczania obejmuje łącznie 1500 km dróg.

Blackout w Berlinie. Co wiadomo o Vulkangruppe tylko u nas
Blackout w Berlinie. Co wiadomo o Vulkangruppe

Po blackoutcie, który na początku stycznia sparaliżował część Berlina, niemieckie służby badają działalność radykalnych grup podejrzewanych o sabotaż infrastruktury energetycznej. Według Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji za atakami stoi zdecentralizowana sieć małych komórek znanych jako Vulkangruppe. Co dotąd wiadomo o sprawcach i przebiegu śledztwa?

Kamil Stoch poza finałem w Zakopanem. Trudne pożegnanie na Wielkiej Krokwi Wiadomości
Kamil Stoch poza finałem w Zakopanem. Trudne pożegnanie na Wielkiej Krokwi

Konkurs Pucharu Świata w Zakopanem okazał się wyjątkowo trudny dla polskich skoczków. Z rywalizacją na Wielkiej Krokwi pożegnał się Kamil Stoch, który nie awansował do serii finałowej i był to jego ostatni skok w niedzielnym konkursie.

Ambasada Izraela oskarżyła Polaków o atak na turnieju judo. Organizatorzy: To Izraelczyk uderzył sędziego z ostatniej chwili
Ambasada Izraela oskarżyła Polaków o atak na turnieju judo. Organizatorzy: To Izraelczyk uderzył sędziego

Do incydentu doszło podczas turnieju dzieci i młodzieży w judo w Bielsku-Białej. Ambasada Izraela podała, że drużyna z tego kraju "została zaatakowana słownie i fizycznie". Według organizatorów, to trener jednej z izraelskich ekip zaatakował sędziego.

TOPR podsumowuje początek roku. Liczne interwencje w trudnych warunkach Wiadomości
TOPR podsumowuje początek roku. Liczne interwencje w trudnych warunkach

Pracowity początek roku mają ratownicy TOPR; udzielili pomocy już 23 osobom. Jak informują ratownicy, najwięcej interwencji dotyczyło turystów, którzy doznali urazów w wyniku potknięcia lub poślizgnięcia w trudnych, zimowych warunkach. Zdarzały się też pobłądzenia.

REKLAMA

Indie - Chiny. Zapomniana wojna gigantów

55 lat temu weszło w życie zawieszenie broni w wojnie pomiędzy Chinami a Indiami. Konflikt ten do dziś ma swoje reperkusje – a mówimy przecież o starciu dwóch najludniejszych krajów świata, utrzymujących pod bronią ponad milion żołnierzy każdy. Oba kraje mają też broń jądrową.
/ Wikimedia Commons
Leszek Masierak

Obserwatorzy zapatrzeni w narastający konflikt na Półwyspie Koreańskim dość często zapominają, że i w innych miejscach tego kontynentu możemy mieć do czynienia ze sporami, które łatwo mogą zakończyć się otwartą wojną. Takim przykładem jest zapomniana nieco wojna dwóch najludniejszych państw świata – Chin i Indii.

Granica pomiędzy Chinami a Indiami przez wieki była płynna i nie do końca wytyczona w terenie. Do drugiej połowy XIX wieku cesarze Chin niespecjalnie przejmowali się wydarzeniami na dalekich kresach Państwa Środka, zaś sprawujący realną władzę w Indiach Brytyjczycy dążyli do rozszerzenia swoich wpływów jak najdalej, nie przejmując się ewentualnymi pretensjami sąsiadów. Sporne tereny były też bardzo słabo zaludnione i nie miały większego znaczenia gospodarczego – mowa przecież o Himalajach i Karakorum. Do 1918 roku władze brytyjskie wyznaczyły aż jedenaście linii granicznych pomiędzy Indiami a Chinami. Żadnej oficjalnie nie uznała strona chińska, zajęta w owym czasie głównie wojną domową. Swoje zdanie w tej kwestii miał natomiast Tybet – aż do czasu, gdy owo państwo nie zostało siłą włączone w granice Chin w 1950 roku.

Porozumienie bez porozumienia

Po uzyskaniu niepodległości przez Indie w 1948 roku i zwycięstwie komunistów Mao Zedonga w chińskiej wojnie domowej rok później oba kraje szukały porozumienia. W 1954 roku Indie i Chińska Republika Ludowa podpisały traktat o przyjaźni, zwany Pancza Sila. Przewidywał on wzajemne poszanowanie integralności terytorialnej i suwerenności, niemieszanie się we wzajemne w sprawy wewnętrzne, nieagresję, równość i zasadę wzajemnych korzyści oraz pokojowe współistnienie. W traktacie nie było jednak ani słowa w sprawie ostatecznego wytyczenia linii granicznej. Tymczasem po aneksji Tybetu Chińczycy rozpoczęli budowę drogi, która miała połączyć tybetańską stolicę Lhasę z prowincją Xinjiang. Droga ta na sporym odcinku przebiegała przez tereny uznawane przez Indie są swoje – to tak zwana Aksai China – formalnie według Hindusów część Kaszmiru. Sporny był również status regionu o nazwie NEFA – graniczącego nie tylko z Chinami, lecz także z Bhutanem i Birmą.

O budowie owej drogi Hindusi dowiedzieli się dopiero trzy lata po jej rozpoczęciu. Doszło do tego po tym, gdy reagując na znaczne zwiększenie liczby chińskich żołnierzy w Tybecie (gdzie tłumili kolejne powstania Tybetańczyków), Hindusi wysłali patrole wojskowe w rejon Aksai China. Indyjscy żołnierze odkryli ową budowę i rzecz jasna powiadomili władze. Premier Indii Jawaharial Nehru wezwał więc oficjalnie swojego chińskiego odpowiednika Zhou Enlai do rokowań. Ale chińskie władze ani myślały ustępować. Nie tylko kontynuowano budowę drogi, lecz w chińskich pismach rozpowszechniano mapy, na których w skład ChRL wchodziły nie tylko Aksai China i NEFA, lecz także spore obszary Kaszmiru i Ladakh, prowincji bezsprzecznie indyjskich. Do tego doszły jeszcze porozumienia Chin z wrogim Indiom Pakistanem. W tej sytuacji Indie zdecydowały się na znacznie ostrzejsze posunięcia.

Generał od kultury

W 1961 roku indyjska armia otrzymała nowego głównodowodzącego. Został nim generał Brija Mohan Kaul – prywatnie szwagier premiera Nehru. Nie miał za sobą klasycznej wojskowej kariery. Wprawdzie z armią związany był od 1947 roku, lecz pełnił najpierw funkcję oficera prasowego, a później zajmował się przede wszystkim organizacją imprez kulturalnych dla żołnierzy i ich rodzin. Nie miało to jednak dla premiera większego znaczenia – potrzebował posłusznego wykonawcy swoich poleceń. Zamierzał wprowadzić politykę „forward policy” – demonstrowania indyjskiej władzy nad spornymi terenami poprzez wysyłanie licznych patroli wojskowych, które miały też odcinać Chińczyków od ich baz i w ten sposób zmusić ich do odwrotu. W Delhi panował urzędowy optymizm. Nehru był przekonany, że Chińczycy nie zdecydują się na otwartą wojnę. Lecz za nowymi zadaniami nie poszły nowe środki dla wojska – armia indyjska była fatalnie wyposażona, brakowało nie tylko nowoczesnej broni, lecz nawet mundurów i butów. Hindusi nie mieli też doświadczenia w walkach w rejonach górskich, a Chińczycy mieli w Tybecie dobrze wyposażone oddziały, które przez lata walk z miejscową partyzantką nabrały dużego doświadczenia w walkach w górach. Do pierwszych potyczek patroli obu stron doszło już na początku 1962 roku; początkowo nie było wielu ofiar, nieczęsto też używano artylerii.

#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

Uderzenie smoka

Chińczycy ani myśleli rezygnować ze swoich dążeń, zwłaszcza dotyczących Aksai China. Potajemnie skoncentrowali na pogranicznych terenach duże siły i w nocy z 19 na 20 października 1962 roku dwa chińskie korpusy – osiemdziesiąt tysięcy żołnierzy – otwarcie weszły na sporne terytoria. Przeciwko sobie miały zaledwie trzy indyjskie brygady – nieliczne (w sumie około 6 tysięcy ludzi), źle wyposażone, a do tego fatalnie dowodzone. W NEFA Chińczycy obeszli po prostu zaskoczonych Hindusów, w ciągu pięciu dni zajmując wszystkie sporne ziemie. Indyjscy żołnierze niemal nie stawiali oporu – wyjątkiem była dzielna obrona jednego z górskich prowizorycznych pasów startowych, prowadzona przez zaledwie 120 żołnierzy pod komendą majora Saitana Shingta. Ich postawa sprawiła, że stali się oni bohaterami narodowymi Indii. Po pięciodniowej kampanii Chińczycy ogłosili jednostronne zawieszenie broni i wysłali do władz Indii propozycje zawarcia pokoju, pozostawiając Aksai China w swoich rękach. Oburzony Nehru ani myślał przystać na owe propozycje. Dzięki neutralnej postawie Pakistanu zdołał przesunąć nieco więcej wojsk w rejon konfliktu, skorzystał również z niewielkiej pomocy sprzętowej Amerykanów.
14 listopada ruszyła indyjska kontrofensywa. Generał Kaul dowodził nią osobiście, lecz okazało się, że jego militarna wiedza jest bliska zeru. Nakazał bowiem czołowe ataki na umocnione chińskie pozycje – w wyniku których Hindusi stracili niemal wszystkich swoich żołnierzy wyszkolonych do walki w terenie wysokogórskim. Operacja załamała się już po dwóch dniach, a trzeciego nastąpił chiński kontratak. Brygada Chińczyków przeszła szlakiem uznanym przez Kaula za nie do przebycia i wyszła na tyły Hindusów. Do 20 listopada całość spornych terenów znów znalazła się w chińskich rękach, a odziały indyjskie poszły w rozsypkę. 21 listopada 1962 roku Pekin ponownie ogłosił zawieszenie broni – lecz jednocześnie oficjalnie włączył Aksai China do swego terytorium. Odziały chińskie wycofały się natomiast z NEFA, gdzie powróciła indyjska administracja.

Konsekwencje starcia

Hindusi stracili w wojnie ponad trzy tysiące żołnierzy – zabitych i zaginionych. Rannych zostało ponad tysiąc, zaś prawie cztery tysiące trafiło do niewoli. Chińskie straty były znacznie niższe – nieco ponad 700 zabitych i półtora tysiąca rannych. Porażka była główną przyczyną utraty popularności premiera Nehru, który jednak nie utracił stanowiska aż do swej śmierci w 1964 roku. Generał Kaul też nie poniósł surowszej kary – został jedynie wysłany na przedwczesną emeryturę. Wojna wykazała militarną słabość Indii, więc od tego czasu rozpoczął się w tym kraju okres bardzo dynamicznych zbrojeń. Kupowano nowoczesną broń i wyposażenie nie tylko w USA i Europie Zachodniej, lecz także w ZSRR. Dziś armia Indii (w pełni zawodowa) liczy ponad milion trzysta tysięcy żołnierzy w czynnej służbie; jest trzecią co do wielkości armią świata – po Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej i US Army. Porażka w starciu z Chinami zapoczątkowała też indyjskie starania dotyczące zbudowania broni jądrowej. Obecnie Indie mają nie tylko ładunki atomowe, lecz i środki ich przenoszenia.

Konflikt oficjalnie zakończył się traktatami pokojowymi, podpisanymi w 1993 i 1996 roku. Jednak dokładnego przebiegu linii granicznej nie udało się ustalić do tej pory. Latem bieżącego roku w pogranicznej prowincji Donglang, oficjalnie należącej do Bhutanu, lecz uznawanej za swoją również przez Chiny i Indie, doszło do koncentracji wojsk obu stron – powodem była budowa przez Chińczyków kolejnej drogi. Następna wojna nie jest więc wykluczona – a przecież starłyby się dziś dwa mocarstwa jądrowe…

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (46/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

#REKLAMA_POZIOMA#

 


 

Polecane