I Transport [Polaków] do Auschwitz: kpt. Tadeusz Paulone ps. "Lisowski" nr. obozowy 329 Część I

Kapitan Paulone jest niewątpliwie jednym z prawdziwych patriotów, z tych, którzy dla Ojczyzny nie szczędzą sił, nie unikają trudów i cierpień, a nawet świadomie i dobrowolnie składają życie na Jej ołtarzu. Zginął 11 października 1943 roku w Oświęcimiu.nnCiekawa to postać, a tak mało znana, nawet w swych rodzinnych stronach. Wzór trwania na stanowisku nie dla chwilowej kariery, wygodnego życia, poklasku widzów – lecz dla wyższego celu, jakim jest dobro Ojczyzny. Godny naśladowania dla wszystkich, którzy naprawdę pragną Ją kochać – niezależnie od tego, gdzie będą pracować i jak potoczą się ich losy.
/ fotografia archiwalna
Tadeusz Paulone pochodził z maleńkiej  wioski Piekiełko, leżącej w Beskidzie Wyspowym, pomiędzy Tymbarkiem a Limanową, w województwie małopolskim. Wprawdzie w Piekiełku nazwisko Paulone jest jeszcze znane i są osoby – zwłaszcza starsze i z nim spokrewnione –  pamiętające Tadeusza z lat dziecięcych i młodzieńczych, jednak  młodzi często nie umieją już odpowiedzieć na pytanie kim był kapitan  Paulone.

Pradziadek Tadeusza (niestety, nie jest nam znane jego imię) przybył do Polski z Włoch – najprawdopodobniej jako ochotnik wojskowy, w czasie Powstania Styczniowego. Tak twierdzą niektóre osoby, z którymi przeprowadzono wywiady. Ponieważ było ich kilka, należy przyjąć, iż jest to prawda. O udziale włoskich ochotników  w działaniach  powstańczych mówią różne źródła, np. w książce Stefana  Kiniewicza  „Powstanie Styczniowe” (PWN, W-wa, !983) jest szereg wzmianek dotyczących współdziałania Włochów (Garibaldi, Mazzini i inni) z polskimi działaczami politycznymi i wojskowymi. Na str. 411  czytamy:  „Był na zachodzie jeszcze jeden kraj – Italia – gdzie sympatia dla Polski była niemalże  jednomyślna."W takich to prawdopodobnie okolicznościach ochotnik włoski Paulone dostał się do zaboru austriackiego, gdzie został internowany (jak wielu innych powstańców), zaś po zwolnieniu pozostał na stałe w Galicji – takie są nasze przypuszczenia, gdyż brak jest jakiegokolwiek dokumentu to potwierdzającego.
     
Nazwisko Paulone  w   okolicach Tymbarku – Piekiełka pojawia się w drugiej połowie XIX w., wraz z pracownikiem związanym z pracami budowy linii kolejowej na trasie Chabówka – Nowy Sącz. Był nim Jan Paulone, syn ochotnika z Powstania Styczniowego.  Z zawodu kamieniarz, pracował przy stawianiu przyczółków mostów i  wiaduktów  kolejowych.     Jan widocznie dłużej się zatrzymał w okolicach Tymbarku (linia kolejowa przebiegała przez rzekę Łososinę i liczne, powiązane z nią potoki, było więc dużo roboty kamieniarskiej). Tutaj też poznał pannę Marię Leśniak, z którą, w dniu 27 lipca 1884 r., zawarł związek małżeński. Ślub odbył się w kościele parafialnym w Nowym Rybiu. Jak wynika z ksiąg metrykalnych oboje państwo młodzi w roku zawarcia małżeństwa kończyli po 26 lat. Przy nazwisku Paulone jest także dopisek „di Qualso” oraz „Toffalo”.
   
Jan z rodziną na stałe zamieszkał w Piekiełku – na osiedlu, które do dzisiejszego dnia nazywanym „Talianówką”.  Z małżeństwa tego urodziło się dwóch synów: Franciszek – ur. 25 stycznia 1885 oraz Andrzej – urodzony 30 listopada 1886 r.

Jan Paulone zmarł 14 września 1934 r., zaś jego żona 5 stycznia 1941 r. Oboje spoczywają na cmentarzu parafialnym w Nowym Rybiu. Tam również spoczywa ich młodszy syn, Andrzej, który zmarł 21 grudnia 1954 r. Był on – jak odnotowano w akcie zgonu – w „nieznacznym stopniu niepełnosprawny w mowie i na umyśle”. Jednakże,  w/g rozmówców, był inteligentny i bardzo grzeczny w stosunku do innych.
     
Franciszek natomiast (starszy syn Jana) – w akcie małżeńskim odnotowany został już jako rolnik, mimo iż nadal zajmował się – po ojcu – kamieniarstwem. W styczniu 1908 r. zawarł związek  małżeński z Julianną Homa, pochodzącą z Tymbarku. Jako małżeństwo osiedli w Piekiełku, gdzie prowadzili niewielkie gospodarstwo rolne. Na „Talianówce” wybudowali dom i oborę, w dużej części z kamienia, co w tamtych czasach  nie było spotykanym w  tych okolicach. Rodzina mieszkała tam ponad 20 lat – do czasu wyjazdu do Argentyny.

Państwo Julianna i Franciszek Paulone – mieszkając w Piekiełku  – mieli pięcioro dzieci. Byli to: Tadeusz – urodzony 23 lipca 1909 r., Edmund  Paweł – urodzony 3 lipca 1912 r.,  Jan Eugeniusz – urodzony 24 stycznia 1914 r., Zdzisław  (?)  i Emilia Marianna – urodzona 22 lipca 1921 r. W Argentynie urodziło się jeszcze dwóch chłopców: Eugeniusz  - w 1931 r. i Emilio Luis – w 1933 r. Dzieci urodzone w Polsce dzieciństwo spędziły w Piekiełku. Tu też uczęszczały do szkoły ludowej, w której nauka trwała 4 lata. Mieściła się ona w budynku karczmy Żyda Kaufmana. Uczył w niej tylko jeden nauczyciel. Patronem tej szkoły był św. Stanisław Kostka.

Po ukończeniu szkoły ludowej  dalszą naukę chłopcy kontynuowali w szkole powszechnej w Tymbarku, gdzie często odwiedzali pp. Kapturkiewiczów, jako że p. Maria  Kapturkiewicz była siostrą  ich matki (Julianny Homa). Po pewnym czasie wytworzyła się bardzo serdeczna więź między Tadeuszem, a ciotką, która traktowała go jak własnego syna. Była to prawdziwa więź rodzinna, która dotrwała do ostatnich dni jego pobytu w Tymbarku,  w sercach zaś na pewno do końca życia obojga. W każdym razie widać wyraźny wpływ cioci (tak zawsze zwracał się do p. Marii.) na Tadeusza. To ona zachęcała go – chociaż on również tego pragnął – do kontynuowania nauki. Ona też zapewne miała duży wpływ na jego patriotyczne ukształtowanie, jako Polaka.

Nie wiemy co było powodem, że rodzina Tadeusza postanowiła opuścić Polskę i wyjechać do Argentyny. Możemy tylko domyślać się, że była to chęć poprawy sytuacji materialnej, gdyż  w  dawnej  Galicji, a szczególnie w powiecie limanowskim panowała wówczas ogromna bieda. Pisze o niej Orkan, który  tak doskonale znał warunki życia mieszkańców tego regionu. Piszą i inni, np. opisujący działalność inż. Marka na tym terenie.

Nie wchodząc w szczegóły stwierdzamy tylko, że w roku 1926 wyjeżdża najpierw  sam Franciszek Paulone, pozostawiając w kraju resztę rodziny – do czasu znalezienia w Argentynie pracy  i przygotowania mieszkania. Dowiadujemy się tego z „Karty wezwania” Wydziału Konsularnego w Argentynie, dotyczącej sprowadzenia tam żony Julii wraz z dziećmi. Z „Karty” tej dowiadujemy się również, że Franciszek Paulone zamieszkał w miejscowości Florencja w prowincji Santa Fe, gdzie zatrudniony był jako murarz, zarabiając dziennie 8 dolarów, co dawało mu miesięczny dochód 200 dolarów.

Wtedy też prawdopodobnie nastąpiła decyzja Tadeusza o pozostaniu w Polsce. W „Karcie Wezwania” zapisane jest, że Franciszek pragnie sprowadzić „Żonę i pięcioro dzieci: Tadeusz, Zdzisław, Jan, Edmund i Emilja, zam. w Polsce”. Później nastąpiła jednak zmiana i na  „Karcie” dokonano poprawki, skreślając z niej Tadeusza.

Zachodzi pytanie – dlaczego Tadeusz nie pojechał do Argentyny wraz z resztą rodziny? Odpowiedź  otrzymujemy od p. Marii Pulit, córki Marii Kapturkiewicz – ciotki Tadeusza. Kiedy nadszedł decydujący moment  wyjazdu do Argentyny, Tadeusz  ze łzami w oczach prosił: „Ciociu, ja jestem Polakiem i chcę żyć w Polsce. Będę Ci pomagał i wszystko robił dla Ciebie, tylko pozwól mi pozostać . Nie będę dla was ciężarem”.  Na takie prośby ciocia nie pozostaje obojętna. Godzi się   i przyjmuje go do swego domu, jak własnego syna. Mimo, że  matka z rodzeństwem jeszcze nie wyjechała, Tadeusz  już zamieszkał w Tymbarku, gdzie czuł się doskonale.

Ciotka, pragnąc by  chłopiec dalej się kształcił, po ukończeniu  szkoły powszechnej zapisuje go do  renomowanego II Gimnazjum im. Króla Bolesława Chrobrego w Nowym Sączu. Było to w roku 1927. Na czas nauki Tadeusz zamieszkał, jak wielu innych gimnazjalistów  z prowincji, na prywatnej stancji. Dojazd wprawdzie był możliwy, gdyż  kursował pociąg   relacji  Chabówka – Nowy Sącz, jednakże zabierał zbyt dużo czasu. Tak więc korzystniejszym było mieszkać na stancji – mimo iż  wiązało się to z dość dużymi kosztami.  Ciotka chętnie łożyła na  kształcenie chłopca, mimo iż państwo Kapturkiewiczowie nie należeli do bogatych.  Często też – aby zaoszczędzić na kosztach przejazdu – pieszo wędrowała  z Tymbarku do Nowego Sącza, by zanieść Tadeuszowi  „coś do jedzenia”. Potwierdzeniem, że było to praktykowane jest opis ks. Władysława Pachowicza z Zarąbek k/ Tymbarku, zamieszczony w książeczce pt. „Matka” (Tarnów  1993) na str. 12/13.  

Tadeusz został gimnazjalistą, a jego matka wraz z pozostałymi dziećmi wyjechała w roku 1929  do męża  w Argentynie. Wcześniej jednak sprzedano  gospodarstwo sąsiadom, Aleksandrowi i Józefowi Smoter  oraz Bubuli.

 Tadeusz uczył się dobrze. Szczególnie – podobno – interesował się historią, z której „wybierał” swych ulubionych bohaterów (z którymi się identyfikował), zwłaszcza walczących o dobro Ojczyzny i pokonujących jej wrogów.   

Dyrektorem II Gimnazjum im. Króla Bolesława Chrobrego był wówczas Stanisław Serafin, cieszący się dużym autorytetem. To dzięki jego kierownictwu poziom nauczania w tej szkole był wysoki. Sam, jako nauczyciel i kierownik tej placówki, był wymagający, ale sprawiedliwy. Cieszył się więc powszechnym szacunkiem w sądeckim środowisku.

W roku 1931 młody Paulone kończy naukę w gimnazjum egzaminem maturalnym. Po otrzymaniu świadectwa dojrzałości wraca na krótko do Tymbarku – na odpoczynek. Ma już sprecyzowane plany co do dalszego życia. Postanawia podjąć zawodową służbę wojskową. W rozbudzeniu zainteresowania wojskiem dopomógł brat matki – Jan Homa, zawodowy wojskowy. Skierował on Tadeusza do szkoły wojskowej (niestety nie jest nam znana jej nazwa) w Dębicy. Po jej ukończeniu, już jako oficer Paulone przeniesiony został do Cieszyna, gdzie otrzymał przydział służbowy w 4 PSP.

Stanisław Wcisło

 

POLECANE
Karta NSDAP dziadka Merza obiegła sieć. Sprawa była znana już wcześniej z ostatniej chwili
Karta NSDAP dziadka Merza obiegła sieć. Sprawa była znana już wcześniej

Amerykańskie archiwum narodowe opublikowało w sieci akta członków NSDAP. Wśród dokumentów, które znów przyciągnęły uwagę, znalazła się karta dziadka kanclerza Niemiec Friedricha Merza.

Prezydent Niemiec: Ramadan stał się częścią życia religijnego naszego kraju z ostatniej chwili
Prezydent Niemiec: Ramadan stał się częścią życia religijnego naszego kraju

Frank-Walter Steinmeier złożył życzenia muzułmanom z okazji końca ramadanu. Prezydent Niemiec stwierdził, że święto jest już zakorzenione w życiu religijnym Niemiec.

Małżeństwa jednopłciowe w Polsce. Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował z ostatniej chwili
"Małżeństwa jednopłciowe" w Polsce. Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował

Naczelny Sąd Administracyjny zobowiązał w piątek urząd stanu cywilnego do wpisania do polskiego rejestru aktu małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą.

Cenckiewicz nie odpuścił. Jest sądowy zakaz dla Gazety Wyborczej z ostatniej chwili
Cenckiewicz nie odpuścił. Jest sądowy zakaz dla "Gazety Wyborczej"

Sąd stanął po stronie szefa BBN prof. Sławomira Cenckiewicza. Po kontrowersyjnych publikacjach dotyczących jego stanu zdrowia zapadła decyzja, która może poważnie uderzyć w "Gazetę Wyborczą" i jej dziennikarzy.

Nie żyje znana polska aktorka z ostatniej chwili
Nie żyje znana polska aktorka

Smutne wieści w piątkowy poranek dla fanów kina i teatru. Nie żyje Halina Kowalska-Nowak. Miała 84 lata.

Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy z ostatniej chwili
Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy

Straż Graniczna opublikowała najnowsze dane dotyczące sytuacji na granicach Polski. 19 marca 2026 r. Straż Graniczna skontrolowała łącznie ponad 8 tys. osób na granicach z Litwą i Niemcami. Poinformowano też o sytuacji na granicy z Białorusią.

Von der Leyen ostrzega przed masową migracją. Znany europoseł nie wytrzymał z ostatniej chwili
Von der Leyen ostrzega przed masową migracją. Znany europoseł nie wytrzymał

Ursula von der Leyen ostrzegła przed wzrostem migracji w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Na słowa szefowej Komisji Europejskiej zareagował europoseł PiS Patryk Jaki.

Plan na wybory mniejszości niemieckiej. Jest nowa nazwa komitetu z ostatniej chwili
Plan na wybory mniejszości niemieckiej. Jest nowa nazwa komitetu

W najbliższych wyborach parlamentarnych środowisko śląskich samorządowców i mniejszości niemieckiej będzie reprezentowane przez własny komitet pod nazwą Śląscy Samorządowcy – poinformował w czwartek przewodniczący Śląskich Samorządowców Łukasz Jastrzembski.

Saudyjczycy biją na alarm. Wraca strach o ceny ropy z ostatniej chwili
Saudyjczycy biją na alarm. Wraca strach o ceny ropy

Armia izraelska uderzyła w nocy z czwartku na piątek w infrastrukturę rządową w Teheranie, podczas gdy państwa Zatoki Perskiej przechwyciły liczne drony i rakiety wystrzelone z Iranu. Władze w Dauszy potępiły atak na swoje instalacje gazowe, z kolei Arabia Saudyjska ostrzega przed dalszymi wzrostami cen ropy.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS w swoich najnowszych komunikatach poinformował o utrudnieniach, które będą miały miejsce 20, 21 i 22 marca 2026 roku.

REKLAMA

I Transport [Polaków] do Auschwitz: kpt. Tadeusz Paulone ps. "Lisowski" nr. obozowy 329 Część I

Kapitan Paulone jest niewątpliwie jednym z prawdziwych patriotów, z tych, którzy dla Ojczyzny nie szczędzą sił, nie unikają trudów i cierpień, a nawet świadomie i dobrowolnie składają życie na Jej ołtarzu. Zginął 11 października 1943 roku w Oświęcimiu.nnCiekawa to postać, a tak mało znana, nawet w swych rodzinnych stronach. Wzór trwania na stanowisku nie dla chwilowej kariery, wygodnego życia, poklasku widzów – lecz dla wyższego celu, jakim jest dobro Ojczyzny. Godny naśladowania dla wszystkich, którzy naprawdę pragną Ją kochać – niezależnie od tego, gdzie będą pracować i jak potoczą się ich losy.
/ fotografia archiwalna
Tadeusz Paulone pochodził z maleńkiej  wioski Piekiełko, leżącej w Beskidzie Wyspowym, pomiędzy Tymbarkiem a Limanową, w województwie małopolskim. Wprawdzie w Piekiełku nazwisko Paulone jest jeszcze znane i są osoby – zwłaszcza starsze i z nim spokrewnione –  pamiętające Tadeusza z lat dziecięcych i młodzieńczych, jednak  młodzi często nie umieją już odpowiedzieć na pytanie kim był kapitan  Paulone.

Pradziadek Tadeusza (niestety, nie jest nam znane jego imię) przybył do Polski z Włoch – najprawdopodobniej jako ochotnik wojskowy, w czasie Powstania Styczniowego. Tak twierdzą niektóre osoby, z którymi przeprowadzono wywiady. Ponieważ było ich kilka, należy przyjąć, iż jest to prawda. O udziale włoskich ochotników  w działaniach  powstańczych mówią różne źródła, np. w książce Stefana  Kiniewicza  „Powstanie Styczniowe” (PWN, W-wa, !983) jest szereg wzmianek dotyczących współdziałania Włochów (Garibaldi, Mazzini i inni) z polskimi działaczami politycznymi i wojskowymi. Na str. 411  czytamy:  „Był na zachodzie jeszcze jeden kraj – Italia – gdzie sympatia dla Polski była niemalże  jednomyślna."W takich to prawdopodobnie okolicznościach ochotnik włoski Paulone dostał się do zaboru austriackiego, gdzie został internowany (jak wielu innych powstańców), zaś po zwolnieniu pozostał na stałe w Galicji – takie są nasze przypuszczenia, gdyż brak jest jakiegokolwiek dokumentu to potwierdzającego.
     
Nazwisko Paulone  w   okolicach Tymbarku – Piekiełka pojawia się w drugiej połowie XIX w., wraz z pracownikiem związanym z pracami budowy linii kolejowej na trasie Chabówka – Nowy Sącz. Był nim Jan Paulone, syn ochotnika z Powstania Styczniowego.  Z zawodu kamieniarz, pracował przy stawianiu przyczółków mostów i  wiaduktów  kolejowych.     Jan widocznie dłużej się zatrzymał w okolicach Tymbarku (linia kolejowa przebiegała przez rzekę Łososinę i liczne, powiązane z nią potoki, było więc dużo roboty kamieniarskiej). Tutaj też poznał pannę Marię Leśniak, z którą, w dniu 27 lipca 1884 r., zawarł związek małżeński. Ślub odbył się w kościele parafialnym w Nowym Rybiu. Jak wynika z ksiąg metrykalnych oboje państwo młodzi w roku zawarcia małżeństwa kończyli po 26 lat. Przy nazwisku Paulone jest także dopisek „di Qualso” oraz „Toffalo”.
   
Jan z rodziną na stałe zamieszkał w Piekiełku – na osiedlu, które do dzisiejszego dnia nazywanym „Talianówką”.  Z małżeństwa tego urodziło się dwóch synów: Franciszek – ur. 25 stycznia 1885 oraz Andrzej – urodzony 30 listopada 1886 r.

Jan Paulone zmarł 14 września 1934 r., zaś jego żona 5 stycznia 1941 r. Oboje spoczywają na cmentarzu parafialnym w Nowym Rybiu. Tam również spoczywa ich młodszy syn, Andrzej, który zmarł 21 grudnia 1954 r. Był on – jak odnotowano w akcie zgonu – w „nieznacznym stopniu niepełnosprawny w mowie i na umyśle”. Jednakże,  w/g rozmówców, był inteligentny i bardzo grzeczny w stosunku do innych.
     
Franciszek natomiast (starszy syn Jana) – w akcie małżeńskim odnotowany został już jako rolnik, mimo iż nadal zajmował się – po ojcu – kamieniarstwem. W styczniu 1908 r. zawarł związek  małżeński z Julianną Homa, pochodzącą z Tymbarku. Jako małżeństwo osiedli w Piekiełku, gdzie prowadzili niewielkie gospodarstwo rolne. Na „Talianówce” wybudowali dom i oborę, w dużej części z kamienia, co w tamtych czasach  nie było spotykanym w  tych okolicach. Rodzina mieszkała tam ponad 20 lat – do czasu wyjazdu do Argentyny.

Państwo Julianna i Franciszek Paulone – mieszkając w Piekiełku  – mieli pięcioro dzieci. Byli to: Tadeusz – urodzony 23 lipca 1909 r., Edmund  Paweł – urodzony 3 lipca 1912 r.,  Jan Eugeniusz – urodzony 24 stycznia 1914 r., Zdzisław  (?)  i Emilia Marianna – urodzona 22 lipca 1921 r. W Argentynie urodziło się jeszcze dwóch chłopców: Eugeniusz  - w 1931 r. i Emilio Luis – w 1933 r. Dzieci urodzone w Polsce dzieciństwo spędziły w Piekiełku. Tu też uczęszczały do szkoły ludowej, w której nauka trwała 4 lata. Mieściła się ona w budynku karczmy Żyda Kaufmana. Uczył w niej tylko jeden nauczyciel. Patronem tej szkoły był św. Stanisław Kostka.

Po ukończeniu szkoły ludowej  dalszą naukę chłopcy kontynuowali w szkole powszechnej w Tymbarku, gdzie często odwiedzali pp. Kapturkiewiczów, jako że p. Maria  Kapturkiewicz była siostrą  ich matki (Julianny Homa). Po pewnym czasie wytworzyła się bardzo serdeczna więź między Tadeuszem, a ciotką, która traktowała go jak własnego syna. Była to prawdziwa więź rodzinna, która dotrwała do ostatnich dni jego pobytu w Tymbarku,  w sercach zaś na pewno do końca życia obojga. W każdym razie widać wyraźny wpływ cioci (tak zawsze zwracał się do p. Marii.) na Tadeusza. To ona zachęcała go – chociaż on również tego pragnął – do kontynuowania nauki. Ona też zapewne miała duży wpływ na jego patriotyczne ukształtowanie, jako Polaka.

Nie wiemy co było powodem, że rodzina Tadeusza postanowiła opuścić Polskę i wyjechać do Argentyny. Możemy tylko domyślać się, że była to chęć poprawy sytuacji materialnej, gdyż  w  dawnej  Galicji, a szczególnie w powiecie limanowskim panowała wówczas ogromna bieda. Pisze o niej Orkan, który  tak doskonale znał warunki życia mieszkańców tego regionu. Piszą i inni, np. opisujący działalność inż. Marka na tym terenie.

Nie wchodząc w szczegóły stwierdzamy tylko, że w roku 1926 wyjeżdża najpierw  sam Franciszek Paulone, pozostawiając w kraju resztę rodziny – do czasu znalezienia w Argentynie pracy  i przygotowania mieszkania. Dowiadujemy się tego z „Karty wezwania” Wydziału Konsularnego w Argentynie, dotyczącej sprowadzenia tam żony Julii wraz z dziećmi. Z „Karty” tej dowiadujemy się również, że Franciszek Paulone zamieszkał w miejscowości Florencja w prowincji Santa Fe, gdzie zatrudniony był jako murarz, zarabiając dziennie 8 dolarów, co dawało mu miesięczny dochód 200 dolarów.

Wtedy też prawdopodobnie nastąpiła decyzja Tadeusza o pozostaniu w Polsce. W „Karcie Wezwania” zapisane jest, że Franciszek pragnie sprowadzić „Żonę i pięcioro dzieci: Tadeusz, Zdzisław, Jan, Edmund i Emilja, zam. w Polsce”. Później nastąpiła jednak zmiana i na  „Karcie” dokonano poprawki, skreślając z niej Tadeusza.

Zachodzi pytanie – dlaczego Tadeusz nie pojechał do Argentyny wraz z resztą rodziny? Odpowiedź  otrzymujemy od p. Marii Pulit, córki Marii Kapturkiewicz – ciotki Tadeusza. Kiedy nadszedł decydujący moment  wyjazdu do Argentyny, Tadeusz  ze łzami w oczach prosił: „Ciociu, ja jestem Polakiem i chcę żyć w Polsce. Będę Ci pomagał i wszystko robił dla Ciebie, tylko pozwól mi pozostać . Nie będę dla was ciężarem”.  Na takie prośby ciocia nie pozostaje obojętna. Godzi się   i przyjmuje go do swego domu, jak własnego syna. Mimo, że  matka z rodzeństwem jeszcze nie wyjechała, Tadeusz  już zamieszkał w Tymbarku, gdzie czuł się doskonale.

Ciotka, pragnąc by  chłopiec dalej się kształcił, po ukończeniu  szkoły powszechnej zapisuje go do  renomowanego II Gimnazjum im. Króla Bolesława Chrobrego w Nowym Sączu. Było to w roku 1927. Na czas nauki Tadeusz zamieszkał, jak wielu innych gimnazjalistów  z prowincji, na prywatnej stancji. Dojazd wprawdzie był możliwy, gdyż  kursował pociąg   relacji  Chabówka – Nowy Sącz, jednakże zabierał zbyt dużo czasu. Tak więc korzystniejszym było mieszkać na stancji – mimo iż  wiązało się to z dość dużymi kosztami.  Ciotka chętnie łożyła na  kształcenie chłopca, mimo iż państwo Kapturkiewiczowie nie należeli do bogatych.  Często też – aby zaoszczędzić na kosztach przejazdu – pieszo wędrowała  z Tymbarku do Nowego Sącza, by zanieść Tadeuszowi  „coś do jedzenia”. Potwierdzeniem, że było to praktykowane jest opis ks. Władysława Pachowicza z Zarąbek k/ Tymbarku, zamieszczony w książeczce pt. „Matka” (Tarnów  1993) na str. 12/13.  

Tadeusz został gimnazjalistą, a jego matka wraz z pozostałymi dziećmi wyjechała w roku 1929  do męża  w Argentynie. Wcześniej jednak sprzedano  gospodarstwo sąsiadom, Aleksandrowi i Józefowi Smoter  oraz Bubuli.

 Tadeusz uczył się dobrze. Szczególnie – podobno – interesował się historią, z której „wybierał” swych ulubionych bohaterów (z którymi się identyfikował), zwłaszcza walczących o dobro Ojczyzny i pokonujących jej wrogów.   

Dyrektorem II Gimnazjum im. Króla Bolesława Chrobrego był wówczas Stanisław Serafin, cieszący się dużym autorytetem. To dzięki jego kierownictwu poziom nauczania w tej szkole był wysoki. Sam, jako nauczyciel i kierownik tej placówki, był wymagający, ale sprawiedliwy. Cieszył się więc powszechnym szacunkiem w sądeckim środowisku.

W roku 1931 młody Paulone kończy naukę w gimnazjum egzaminem maturalnym. Po otrzymaniu świadectwa dojrzałości wraca na krótko do Tymbarku – na odpoczynek. Ma już sprecyzowane plany co do dalszego życia. Postanawia podjąć zawodową służbę wojskową. W rozbudzeniu zainteresowania wojskiem dopomógł brat matki – Jan Homa, zawodowy wojskowy. Skierował on Tadeusza do szkoły wojskowej (niestety nie jest nam znana jej nazwa) w Dębicy. Po jej ukończeniu, już jako oficer Paulone przeniesiony został do Cieszyna, gdzie otrzymał przydział służbowy w 4 PSP.

Stanisław Wcisło


 

Polecane