[Tylko u nas] Niklas syn niemieckiego zbrodniarza Hansa Franka: "Dziś znowu słyszę w Niemczech głos ojca"

- Przemówienia niektórych niemieckich polityków przypominają mi dziś coraz częściej wystąpienia mojego ojca - mówi Niklas Frank, niemiecki pisarz i publicysta, syn hitlerowskiego zbrodniarza Hansa Franka, w rozmowie z Wojciechem Osińskim.
/ screen YouTube DW
- W najnowszym wydaniu tygodnika "Der Spiegel" pisze pan, że jest wprawdzie przekonanym przeciwnikiem kary śmierci, choć akurat pana ojciec na nią niewątpliwie zasłużył.
- Tak, cieszę się, że krótko przed swoją egzekucją Hans Frank chociaż na chwilę poczuł ten sam lęk przed śmiercią, jaką zafundował milionom niewinnych ludzi. Zdjęcie swojego martwego ojca nosiłem przy sobie przez kilkadziesiąt lat, tak aby mieć pewność, że już naprawdę nie żyje. Ale już niego mogę na niego patrzeć, bo zaczyna się do mnie uśmiechać.
 
- Dlaczego zaczyna się do pana "uśmiechać"?
- Bo myślę, że by się cieszył, gdyby widział dziś na niemieckich ulicach coraz więcej osób, które "hajlują" i ochoczo przejmują jego retorykę. Proszę pana, dziś mam 80 lat. Przez całe życie musiałem znosić, jak moi rodacy w powojennej Republice Federalnej Niemiec unikali niewygodnego dla nich tematu o niemieckich zbrodniach w drugiej wojnie światowej. Kiedy pisałem książkę o denazyfikacji, spędziłem wiele miesięcy w archiwach. Nie spotkałem tam nikogo, kto byłby równie zainteresowany swoją rodzinną historią jak ja. Tymczasem jest ich bardzo wiele.
 
- No i dzisiaj wychodzi "szydło z worka"...
- Już od lat powtarzam, że dopóki Niemcy mieszkają w państwie dobrobytu, to demokracja im nie przeszkadza. Gorzej, jeśli sytuacja gospodarcza się pogorszy. Tkwi w nas bez wątpienia coś fatalnego, mimo że akurat my Niemcy przećwiczyliśmy te straszliwe zbrodnie do samego końca i dzisiaj powinniśmy być rozsądniejsi. A nie jesteśmy. W niemieckich mediach dochodzą dziś do głosu 'osoby publiczne', które zatruwają mój umysł w podobny sposób, jak niegdyś mój ojciec.
 
- Co pan słyszy?
- Po nieopisanych spustoszeniach i krzywdach, jakie wyrządziliśmy innym narodom w Europie, Niemcy nie mogli po 1945 r. wieść 'normalnego' życia. Jedyną drogą do 'normalności' w powojennych Niemczech byłaby szczera dyskusja o niemieckich zbrodniach, lecz większość moich rodaków wolała milczeć. Dziś dochodzi do erupcji wypieranych latami emocji. W niemieckim parlamencie zasiadają politycy, którzy mówią ponownie o 'usuwaniu wrogich elementów', tak jakby ludzie z innych krajów byli 'odpadami'. Na politycznych salonach zaistniały osoby, które najchętniej usunęłyby z centrum Berlina pomnik dla ofiar Holocaustu. Dotychczas zakładałem, że te zjawiska zdarzają się głównie we wschodnich krajach związkowych, ale w zachodnich Niemczech dzieją się już podobne rzeczy, a nawet gorsze. Na początku czerwca neonazista zastrzelił burmistrza miasta Kassel. Natomiast kilka dni temu burmistrzem heskiego miasteczka Waldsiedlung pod Frankfurtem nad Menem wybrany został działacz skrajnie radykalnej NPD.
 
- NPD to ugrupowanie wprost odwołujące się do ideologii narodowego socjalizmu. Jak mogło do tego dojść, że polityk tej partii mógł objąć w zachodniej Hesji tak ważne stanowisko?
- Wśród wielu współczesnych Niemców zostały uruchomione te same emocje jak w latach 1933-1945, rozpętane przez nazistów, którzy pozbawili Niemców wrażliwości. Moi rodacy biernie się przyglądali, jak Hitler wspinał się na polityczne szczyty, nieco prostodusznie zakładając, że jest jedynie politykiem 'wiecznego protestu', który wprawdzie wznosi gromkie hasła, ale po cichu wspiera rządzących. Cieszyli się, że ktoś z 'niższych warstw' otrzymał wreszcie okazję do zadania elitom prztyczka w nos. Obecnie zauważam u swoich rodaków tę samą fatalną bierność.
 
- Czemu Niemcy wykazywali się po 1945 r. tak daleko idącą niezdolnością do dyskusji o własnych zbrodniach?
- 'Demokratyczna' Republika Federalna Niemiec nie była przecież państwem, które zostało wymyślone przez nas samych. Nowy ustrój został nam niejako 'narzucony' przez zachodnie mocarstwa. Najpierw Niemcy bezczynnie przypatrywali się, jak ich 'elity' wymordowały pół Europy, a następnie musieli wykonywać rozkazy zwycięskich aliantów. Zostali jakby 'podwójnie' upokorzeni i szukali pocieszenia w milczeniu.
 
- Wróćmy na chwilę do pana ojca. W okresie II WŚ Hans Frank kierował Generalnym Gubernatorstwem. W 1939 r. pana rodzina zamieszkała na Wawelu, ostatnim miejscu spoczynku wielkich Polaków. Swoje dzieciństwo w Krakowie określił pan wielokrotnie jako "beztroskie". Jak to możliwe, skoro kilka metrów dalej Niemcy zabijali niewinnych ludzi?
- Mój ojciec chciał najpierw zamieszkać w Warszawie, ale Hitler przekonał go do przeprowadzki do Krakowa, zdając sobie sprawę z ważnej roli, jaką to miasto zajmuje w polskiej kulturze i historii. Niemcy chcieli was upokorzyć i trafić w samo serce, jakim był Wawel. Moje dzieciństwo było o tyle 'beztroskie', że niczego nam nie brakowało, choć przez cały czas towarzyszyło nam podświadomie jakieś dziwne przygnębienie. Prawie codziennie otrzymywaliśmy jakieś prezenty, o których inne dzieci mogły pomarzyć. Tyle tylko, że my je wszystkie niszczyliśmy.
 
- Krótko przed egzekucją Hansa Franka w Norymberdze w 1946 r. odwiedził pan go jeszcze ostatni raz w więzieniu. Jak on się wtedy zachowywał?
- Nie chciał rozmawiać z rodziną o swoich zbrodniach i wymierzonej karze. Budowany latami system kłamstw działał u niego do ostatniej chwili na tyle sprawnie, że prawie oszukał własne dzieci. Wszyscy czuliśmy, że to nasze ostatnie spotkanie, niemniej ojciec wciąż próbował ocalić pozory, że wszystko 'będzie dobrze'. Cieszył się na 'wspólną wigilię'. Dlaczego kłamał? Przecież mógł przed śmiercią przyznać, że prowadził podłe życie i już się nigdy nie zobaczymy. Hans Frank był do końca zakłamany. A o swoich zbrodniach kazał nam milczeć. Pragnął, aby jego dzieci w swoim dorosłym życiu zachowywały się podobnie tchórzliwie jak on sam.
 
- A pana matka?
- Wspierała swojego męża do samego końca. Kiedy Hans Frank spoczął w Norymberdze na ławie oskarżonych, moja matka nie kryła radości, że ostatecznie musiał być jednak kimś 'ważnym', skoro siedział w pierwszym rzędzie obok Hermanna Göringa i Joachima von Ribbentropa.
 
- W 1987 r. po raz pierwszy przerwał pan złowrogie "niemieckie milczenie", wydając książkę, w której rozprawia się pan ze swoim ojcem. W zachodnioniemieckim środowisku intelektualnym publikacja wywołała oburzenie - 40 lat po wojnie. Czy można te reakcje sprzed 30 lat porównać z dzisiejszymi erupcjami nienawiści? 
- Książka "Mój ojciec" spotkała się ze środowiskowym ostracyzmem. Otrzymywałem również anonimowe pogróżki od czytelników. Nawet wydawnictwo, które w końcu zdecydowało się ją wydać, namawiało mnie miesiącami do skrócenia rękopisu i rozbrojenia 'publicystycznej bomby'. Trzydzieści lat temu ten 'lincz' dokonywał się jednak jeszcze 'po cichu' i nieoficjalnie.
 
- Pod tym względem chyba wiele się zmieniło. W dzisiejszych Niemczech można odnieść wrażenie, że niektóre środowiska pozbyły się już ostatnich 'kagańców'. W kraju "przodowników antyfaszyzmu" odradzają się neonazistowskie szajki, które bez zahamowań czczą sędziwych SS-manów jak Karl Münter. Już nie mówiąc o tym, że ci nazistowscy emeryci nigdy nie zostali skazani, choć często nadal czują się "spadkobiercami" Hitlera.
- To rzeczywiście dziwne. W dziejach Niemiec znajdziemy wielu 'geniuszy', którzy wykazywali się zarazem jakąś prymitywną podatnością na odgórne sterowanie i zgubną skłonnością do szaleństwa. Mój własny ojciec jest tu bardzo charakterystycznym przykładem. Przed 1933 r. był cenionym adwokatem, świetnie wykształconym erudytą ze znakomitą kindersztubą. Potrafił doskonale grać na fortepianie, zachwycając się polskim kompozytorem Fryderykiem Chopinem. Dla nowej ideologii potrafił to wszystko porzucić, wygadując jakieś rasistowskie i antypolskie brednie. Swoimi palcami 'pianisty' potrafił zabić żydowskie dziecko. Przed wojną z zamiłowaniem recytował wiersze zagranicznych poetów, w Trzeciej Rzeszy czerpał zaś swoją 'intelektualną' siłę z prostackich kawałów o zamordowanych cudzoziemcach.   
 
- Czy potrafi pan powiedzieć coś pozytywnego o Hansie Franku? Czy można w pełni znienawidzić własnego ojca?
- Trudno mi o nim powiedzieć coś pozytywnego. Był zimnym, nadętym bufonem. Na dodatek kiepskim ojcem i zakłamanym zbrodniarzem. Wśród wysokich rangą zbirów nazistowskich był na pewno tym najlepiej wykształconym. Adolf Hitler go jednak nie znosił, głównie dlatego, że nie lubił prawników. Zresztą niemiecki dyktator w ogóle nie lubił ludzi mądrzejszych od siebie. Poza tym nie trawił lizusów, a mój ojciec był mu bez reszty oddany. Śmiem nawet twierdzić, że darzył go homoerotyczną sympatią. Tymczasem życie mojego ojca i naszej rodziny mogło się potoczyć zupełnie inaczej. Nawet jeśli był chorym parweniuszem oraz przekonanym nazistą, to mógł przecież zadowolić się jakąś pracą przy biurku, nie zdradzając NSDAP. Podobnie jak wielu innych. Kłopot w tym, że wykonywanie rozkazów Hitlera oraz mordowanie niewinnych ludzi było dla Hansa Franka zaszczytem i sprawiało mu przyjemność. On czuł autentyczną satysfakcję, że w Krakowie mógł dołożyć "swoją cegiełkę" do "ostatecznego rozwiązania". Dzisiaj mój ojciec zasługuje co najwyżej na miano "stracha na wróble", który stoi w naszym ogrodzie i jest odziany jego starym skórzanym płaszczem SS.
 
Rozmawiał: Wojciech Osiński



foto: Wojciech Osiński

 

POLECANE
Tusk w Kijowie zapowiada wsparcie ukraińskiego przemysłu z polskiej części programu SAFE z ostatniej chwili
Tusk w Kijowie zapowiada wsparcie ukraińskiego przemysłu z polskiej części programu SAFE

Bliższą współpracę dotyczącą rozwoju produkcji i technologii obronnych zapowiedzieli w czwartek w Kijowie premier Donald Tusk i prezydent Ukrainy Wołodymir Zełenski. Premier Polski zadeklarował, że zbada możliwość wsparcia ukraińskich żołnierzy sprzętem przeciwlotniczym.

USA zrywają kontakty, ale Czarzasty nie ustępuje. Marszałek odpowiada Amerykanom z ostatniej chwili
USA zrywają kontakty, ale Czarzasty nie ustępuje. Marszałek odpowiada Amerykanom

Po decyzji ambasadora USA o zerwaniu kontaktów Włodzimierz Czarzasty nie wycofuje się ze swoich słów. Marszałek Sejmu otwarcie przyznaje, że nie nie zamierza zmieniać stanowiska.

Węgry i USA podpisały Pakt Wspierający Prześladowanych Chrześcijan Na Świecie Wiadomości
Węgry i USA podpisały Pakt Wspierający Prześladowanych Chrześcijan Na Świecie

Jak poinformował portal European Conservative, Węgry i Stany Zjednoczone podpisały nową umowę mającą na celu wzmocnienie współpracy w zakresie pomocy prześladowanym chrześcijanom i innym ludziom wiary na całym świecie, ze szczególnym uwzględnieniem Bliskiego Wschodu i Afryki Subsaharyjskiej.

Atak na budynek, w którym znajduje się Radio Wnet pilne
Atak na budynek, w którym znajduje się Radio Wnet

Jak poinformował portal Radia Wnet, w nocy ze środy na czwartek wejście do budynku, w którym mieści się redakcja rozgłośni, kancelaria adwokacka oraz inne firmy, zostało oblane niebieską farbą i śmierdzącą substancją.

Pomnik Armii Krajowej w Szczecinie zdewastowany. Miasto nie zgłasza sprawy policji pilne
Pomnik Armii Krajowej w Szczecinie zdewastowany. Miasto nie zgłasza sprawy policji

Pomnik Armii Krajowej na szczecińskim Cmentarzu Centralnym został pomazany czarną farbą. Mimo że zniszczenie miejsc pamięci jest w Polsce przestępstwem, administracja nekropolii zdecydowała, że sprawa nie trafi do policji.

USA zrywają kontakty z Czarzastym. Ostre konsekwencje słów marszałka Sejmu z ostatniej chwili
USA zrywają kontakty z Czarzastym. Ostre konsekwencje słów marszałka Sejmu

Ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce ogłosił zerwanie kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. Powodem są publiczne wypowiedzi polityka pod adresem Donalda Trumpa, które strona amerykańska uznała za niedopuszczalne i szkodliwe dla relacji dwustronnych.

Axios: USA i Rosja bliskie porozumienia o przedłużeniu układu Nowy START z ostatniej chwili
Axios: USA i Rosja bliskie porozumienia o przedłużeniu układu Nowy START

USA i Rosja są bliskie zawarcia porozumienia, by w dalszym ciągu wypełniać zapisy wygasającego w czwartek układu o ograniczeniu zbrojeń jądrowych Nowy START – podał w czwartek portal Axios. Porozumienie wciąż wymagać ma jednak zatwierdzenia przez przywódców dwóch krajów.

Bogucki do Żurka: Pana ustawa jest właściwie plagiatem z ostatniej chwili
Bogucki do Żurka: "Pana ustawa jest właściwie plagiatem"

„Panie Ministrze Waldemarze Żurku, Pana ustawa jest właściwie plagiatem rozwiązań przygotowanych przez pana poprzednika” – napisał na platformie X szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki, komentując wpis Waldemara Żurka, który usiłował rozliczać Karola Nawrockiego.

Burza w Pałacu Buckingham. Kate Middleton przerwała milczenie z ostatniej chwili
Burza w Pałacu Buckingham. Kate Middleton przerwała milczenie

Księżna Kate opublikowała nagranie z przesłaniem do chorych na raka. Wspomina "momenty strachu i wyczerpania".

Państwa UE lekceważą działalność szpiegowską Chin. Dane trafiają do chińskich służb w zastraszającym tempie tylko u nas
Państwa UE lekceważą działalność szpiegowską Chin. Dane trafiają do chińskich służb w zastraszającym tempie

Chiny angażują się w szeroko zakrojone, wieloaspektowe i wielosektorowe szpiegostwo w całej Unii Europejskiej. Stanowią zagrożenie, które często jest przez państwa lekceważone.

REKLAMA

[Tylko u nas] Niklas syn niemieckiego zbrodniarza Hansa Franka: "Dziś znowu słyszę w Niemczech głos ojca"

- Przemówienia niektórych niemieckich polityków przypominają mi dziś coraz częściej wystąpienia mojego ojca - mówi Niklas Frank, niemiecki pisarz i publicysta, syn hitlerowskiego zbrodniarza Hansa Franka, w rozmowie z Wojciechem Osińskim.
/ screen YouTube DW
- W najnowszym wydaniu tygodnika "Der Spiegel" pisze pan, że jest wprawdzie przekonanym przeciwnikiem kary śmierci, choć akurat pana ojciec na nią niewątpliwie zasłużył.
- Tak, cieszę się, że krótko przed swoją egzekucją Hans Frank chociaż na chwilę poczuł ten sam lęk przed śmiercią, jaką zafundował milionom niewinnych ludzi. Zdjęcie swojego martwego ojca nosiłem przy sobie przez kilkadziesiąt lat, tak aby mieć pewność, że już naprawdę nie żyje. Ale już niego mogę na niego patrzeć, bo zaczyna się do mnie uśmiechać.
 
- Dlaczego zaczyna się do pana "uśmiechać"?
- Bo myślę, że by się cieszył, gdyby widział dziś na niemieckich ulicach coraz więcej osób, które "hajlują" i ochoczo przejmują jego retorykę. Proszę pana, dziś mam 80 lat. Przez całe życie musiałem znosić, jak moi rodacy w powojennej Republice Federalnej Niemiec unikali niewygodnego dla nich tematu o niemieckich zbrodniach w drugiej wojnie światowej. Kiedy pisałem książkę o denazyfikacji, spędziłem wiele miesięcy w archiwach. Nie spotkałem tam nikogo, kto byłby równie zainteresowany swoją rodzinną historią jak ja. Tymczasem jest ich bardzo wiele.
 
- No i dzisiaj wychodzi "szydło z worka"...
- Już od lat powtarzam, że dopóki Niemcy mieszkają w państwie dobrobytu, to demokracja im nie przeszkadza. Gorzej, jeśli sytuacja gospodarcza się pogorszy. Tkwi w nas bez wątpienia coś fatalnego, mimo że akurat my Niemcy przećwiczyliśmy te straszliwe zbrodnie do samego końca i dzisiaj powinniśmy być rozsądniejsi. A nie jesteśmy. W niemieckich mediach dochodzą dziś do głosu 'osoby publiczne', które zatruwają mój umysł w podobny sposób, jak niegdyś mój ojciec.
 
- Co pan słyszy?
- Po nieopisanych spustoszeniach i krzywdach, jakie wyrządziliśmy innym narodom w Europie, Niemcy nie mogli po 1945 r. wieść 'normalnego' życia. Jedyną drogą do 'normalności' w powojennych Niemczech byłaby szczera dyskusja o niemieckich zbrodniach, lecz większość moich rodaków wolała milczeć. Dziś dochodzi do erupcji wypieranych latami emocji. W niemieckim parlamencie zasiadają politycy, którzy mówią ponownie o 'usuwaniu wrogich elementów', tak jakby ludzie z innych krajów byli 'odpadami'. Na politycznych salonach zaistniały osoby, które najchętniej usunęłyby z centrum Berlina pomnik dla ofiar Holocaustu. Dotychczas zakładałem, że te zjawiska zdarzają się głównie we wschodnich krajach związkowych, ale w zachodnich Niemczech dzieją się już podobne rzeczy, a nawet gorsze. Na początku czerwca neonazista zastrzelił burmistrza miasta Kassel. Natomiast kilka dni temu burmistrzem heskiego miasteczka Waldsiedlung pod Frankfurtem nad Menem wybrany został działacz skrajnie radykalnej NPD.
 
- NPD to ugrupowanie wprost odwołujące się do ideologii narodowego socjalizmu. Jak mogło do tego dojść, że polityk tej partii mógł objąć w zachodniej Hesji tak ważne stanowisko?
- Wśród wielu współczesnych Niemców zostały uruchomione te same emocje jak w latach 1933-1945, rozpętane przez nazistów, którzy pozbawili Niemców wrażliwości. Moi rodacy biernie się przyglądali, jak Hitler wspinał się na polityczne szczyty, nieco prostodusznie zakładając, że jest jedynie politykiem 'wiecznego protestu', który wprawdzie wznosi gromkie hasła, ale po cichu wspiera rządzących. Cieszyli się, że ktoś z 'niższych warstw' otrzymał wreszcie okazję do zadania elitom prztyczka w nos. Obecnie zauważam u swoich rodaków tę samą fatalną bierność.
 
- Czemu Niemcy wykazywali się po 1945 r. tak daleko idącą niezdolnością do dyskusji o własnych zbrodniach?
- 'Demokratyczna' Republika Federalna Niemiec nie była przecież państwem, które zostało wymyślone przez nas samych. Nowy ustrój został nam niejako 'narzucony' przez zachodnie mocarstwa. Najpierw Niemcy bezczynnie przypatrywali się, jak ich 'elity' wymordowały pół Europy, a następnie musieli wykonywać rozkazy zwycięskich aliantów. Zostali jakby 'podwójnie' upokorzeni i szukali pocieszenia w milczeniu.
 
- Wróćmy na chwilę do pana ojca. W okresie II WŚ Hans Frank kierował Generalnym Gubernatorstwem. W 1939 r. pana rodzina zamieszkała na Wawelu, ostatnim miejscu spoczynku wielkich Polaków. Swoje dzieciństwo w Krakowie określił pan wielokrotnie jako "beztroskie". Jak to możliwe, skoro kilka metrów dalej Niemcy zabijali niewinnych ludzi?
- Mój ojciec chciał najpierw zamieszkać w Warszawie, ale Hitler przekonał go do przeprowadzki do Krakowa, zdając sobie sprawę z ważnej roli, jaką to miasto zajmuje w polskiej kulturze i historii. Niemcy chcieli was upokorzyć i trafić w samo serce, jakim był Wawel. Moje dzieciństwo było o tyle 'beztroskie', że niczego nam nie brakowało, choć przez cały czas towarzyszyło nam podświadomie jakieś dziwne przygnębienie. Prawie codziennie otrzymywaliśmy jakieś prezenty, o których inne dzieci mogły pomarzyć. Tyle tylko, że my je wszystkie niszczyliśmy.
 
- Krótko przed egzekucją Hansa Franka w Norymberdze w 1946 r. odwiedził pan go jeszcze ostatni raz w więzieniu. Jak on się wtedy zachowywał?
- Nie chciał rozmawiać z rodziną o swoich zbrodniach i wymierzonej karze. Budowany latami system kłamstw działał u niego do ostatniej chwili na tyle sprawnie, że prawie oszukał własne dzieci. Wszyscy czuliśmy, że to nasze ostatnie spotkanie, niemniej ojciec wciąż próbował ocalić pozory, że wszystko 'będzie dobrze'. Cieszył się na 'wspólną wigilię'. Dlaczego kłamał? Przecież mógł przed śmiercią przyznać, że prowadził podłe życie i już się nigdy nie zobaczymy. Hans Frank był do końca zakłamany. A o swoich zbrodniach kazał nam milczeć. Pragnął, aby jego dzieci w swoim dorosłym życiu zachowywały się podobnie tchórzliwie jak on sam.
 
- A pana matka?
- Wspierała swojego męża do samego końca. Kiedy Hans Frank spoczął w Norymberdze na ławie oskarżonych, moja matka nie kryła radości, że ostatecznie musiał być jednak kimś 'ważnym', skoro siedział w pierwszym rzędzie obok Hermanna Göringa i Joachima von Ribbentropa.
 
- W 1987 r. po raz pierwszy przerwał pan złowrogie "niemieckie milczenie", wydając książkę, w której rozprawia się pan ze swoim ojcem. W zachodnioniemieckim środowisku intelektualnym publikacja wywołała oburzenie - 40 lat po wojnie. Czy można te reakcje sprzed 30 lat porównać z dzisiejszymi erupcjami nienawiści? 
- Książka "Mój ojciec" spotkała się ze środowiskowym ostracyzmem. Otrzymywałem również anonimowe pogróżki od czytelników. Nawet wydawnictwo, które w końcu zdecydowało się ją wydać, namawiało mnie miesiącami do skrócenia rękopisu i rozbrojenia 'publicystycznej bomby'. Trzydzieści lat temu ten 'lincz' dokonywał się jednak jeszcze 'po cichu' i nieoficjalnie.
 
- Pod tym względem chyba wiele się zmieniło. W dzisiejszych Niemczech można odnieść wrażenie, że niektóre środowiska pozbyły się już ostatnich 'kagańców'. W kraju "przodowników antyfaszyzmu" odradzają się neonazistowskie szajki, które bez zahamowań czczą sędziwych SS-manów jak Karl Münter. Już nie mówiąc o tym, że ci nazistowscy emeryci nigdy nie zostali skazani, choć często nadal czują się "spadkobiercami" Hitlera.
- To rzeczywiście dziwne. W dziejach Niemiec znajdziemy wielu 'geniuszy', którzy wykazywali się zarazem jakąś prymitywną podatnością na odgórne sterowanie i zgubną skłonnością do szaleństwa. Mój własny ojciec jest tu bardzo charakterystycznym przykładem. Przed 1933 r. był cenionym adwokatem, świetnie wykształconym erudytą ze znakomitą kindersztubą. Potrafił doskonale grać na fortepianie, zachwycając się polskim kompozytorem Fryderykiem Chopinem. Dla nowej ideologii potrafił to wszystko porzucić, wygadując jakieś rasistowskie i antypolskie brednie. Swoimi palcami 'pianisty' potrafił zabić żydowskie dziecko. Przed wojną z zamiłowaniem recytował wiersze zagranicznych poetów, w Trzeciej Rzeszy czerpał zaś swoją 'intelektualną' siłę z prostackich kawałów o zamordowanych cudzoziemcach.   
 
- Czy potrafi pan powiedzieć coś pozytywnego o Hansie Franku? Czy można w pełni znienawidzić własnego ojca?
- Trudno mi o nim powiedzieć coś pozytywnego. Był zimnym, nadętym bufonem. Na dodatek kiepskim ojcem i zakłamanym zbrodniarzem. Wśród wysokich rangą zbirów nazistowskich był na pewno tym najlepiej wykształconym. Adolf Hitler go jednak nie znosił, głównie dlatego, że nie lubił prawników. Zresztą niemiecki dyktator w ogóle nie lubił ludzi mądrzejszych od siebie. Poza tym nie trawił lizusów, a mój ojciec był mu bez reszty oddany. Śmiem nawet twierdzić, że darzył go homoerotyczną sympatią. Tymczasem życie mojego ojca i naszej rodziny mogło się potoczyć zupełnie inaczej. Nawet jeśli był chorym parweniuszem oraz przekonanym nazistą, to mógł przecież zadowolić się jakąś pracą przy biurku, nie zdradzając NSDAP. Podobnie jak wielu innych. Kłopot w tym, że wykonywanie rozkazów Hitlera oraz mordowanie niewinnych ludzi było dla Hansa Franka zaszczytem i sprawiało mu przyjemność. On czuł autentyczną satysfakcję, że w Krakowie mógł dołożyć "swoją cegiełkę" do "ostatecznego rozwiązania". Dzisiaj mój ojciec zasługuje co najwyżej na miano "stracha na wróble", który stoi w naszym ogrodzie i jest odziany jego starym skórzanym płaszczem SS.
 
Rozmawiał: Wojciech Osiński



foto: Wojciech Osiński


 

Polecane