Waldemar Żyszkiewicz: Szok, niedowierzanie, Mazurek Dąbrowskiego

Dwa szokująco mocne posunięcia w ciągu miesiąca: w grudniu roszada premierów, w styczniu przemiana niepokornego rządu dobrej zmiany w rząd przynajmniej wizerunkowo przyjazny opozycji bezpardonowo wymachującej ulicą i zagranicą. Pozostaję zresztą z nadzieją, że wcale tak nie jest, niech jednak prezes Jarosław Kaczyński ma świadomość, że tak to właśnie z zewnątrz wygląda.
/ screen YouTube
Piszę o posunięciach, ale to eufemizm. W istocie były to dwa mocne, bardzo mocne ciosy wymierzone w najbardziej wierny elektorat Prawa i Sprawiedliwości. W jego patriotyczne emocje, w najgłębsze polityczne przywiązania, w uznanie, jakie Polacy bezsprzecznie żywią dla premier Beaty Szydło, a także w ogromny szacunek dla osoby i zasług Antoniego Macierewicza... To również cios w graniczące dotąd z pewnością przeświadczenie, że prezes Kaczyński nie tylko wie, co robi, ale że, co istotne, zawsze wybiera rozwiązania najlepsze dla Rzeczypospolitej.

Skutki wstrząsu grudniowego udało się po fakcie trochę spacyfikować, bo sprzyjała temu absolutnie lojalna postawa obu premierów - Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego - oraz przedświąteczna atmosfera, która w Polsce wciąż jeszcze działa tonizująco. Tym razem będzie chyba gorzej, zwłaszcza że z perspektywy czasu podział promowanego przez trzy miesiące spektaklu pn. rekonstrukcja rządu na dwa akty z długą świąteczną przerwą wydaje się oczywisty. Cała dawka, jaką przyszykowało Polakom kierownictwo rządzącej formacji, zaaplikowana naraz byłaby raczej nie do przyjęcia.
 
Zimny chów elektoratu
Dla ustalenia pozycji wyjściowych: nie dysponuję żadną wiedzą insajderską o przyczynach i celach operacji pożegnania rządu z etykietką 'dobrej zmiany'. Dopuszczam myśl, że dotychczasowy szyld mógł się już nieco zużyć i jego zamiana miała całkiem pragmatyczny sens. Zakładam, że motywy powołania gabinetu premiera Morawieckiego były zbożne, a cele i strategia szefa nowego rządu znakomicie propolskie. Trudno nie dać mu na wejście kredytu zaufania i nie zaczekać z merytoryczną oceną do pierwszych owoców.

Ale nie ma też żadnych powodów, żeby nie oceniać sposobu powołania rządu Morawieckiego do istnienia. I w tej kwestii naprawdę trudno znaleźć choćby jedno dobre słowo. Opozycji praktycznie nie ma, zasobami politycznymi potrzebnymi do zmiany gabinetu rządząca koalicja dysponuje w całej rozciągłości (nie wyłączając głębokich rezerw po UD, UW czy PO), cóż więc przeszkadzało pomyśleć o wrażliwości własnego elektoratu i przed, a nie po fakcie, nawet w odpowiednio dyplomatycznych formułach powiadomić, było nie było, suwerena o swych politycznych zamiarach, o ich motywach, głębszych przesłankach, zakładanych celach.

Czy demokratyczne cackanie się w państwie prawnym obowiązuje jedynie np. w relacjach z gen. Dukaczewskim, politykami typu Schetyna czy Petru, z Wałęsą, KOD-em, Obywatelami RP, ale z obywatelami, którzy popierają PiS w wyborach już nie? Oczywiście deklaracji takiej nikt nie złoży, bo to jako przejaw dyskryminacji podpadałoby pod kompetencje rzecznika Bodnara, jednak praktyka polityczna z upodobaniem od lat ponawiana przez Jarosława Kaczyńskiego raczej właśnie taki stan rzeczy potwierdza. 
 
Jak to wygląda? Wcale nie wygląda
Bez względu na to, jakie kalkulacje polityczne czy wizerunkowe, taktyczne czy strategiczne wpłynęły na taki a nie inny przebieg zdarzeń w ciągu minionego półrocza (bo cezurą dla rządów dobrej zmiany stały  się niewątpliwie lipcowe weta prezydenta Dudy wobec dwóch ustaw sądowniczych), przebieg obu aktów tzw. rekonstrukcji rządu nosił znamiona w najlepszym razie mocno improwizowanej partaniny opartej na trudnej do pojęcia decyzyjnej biegunce albo stanowił próbę minimalizacji strat własnych przy zaspokajaniu jakichś niedających się zbyć żądań przemożnych, ale trudnych do zdefiniowania czynników politycznych.

Jedynie takie dwie wykładnie, obie zresztą mało chwalebne, tłumaczyłyby nadmierną spastyczność procesu przebudowy rządu, która to czynność należy przecież do elementarza praktyk politycznych w demokracji parlamentarnej. Owszem, wcale nie bywa z tym łatwo, co widzimy właśnie u sąsiadów zza Odry, tam idzie jednak na udry między politycznymi aspirantami do rządów, którzy występują z podniesioną przyłbicą, o czym (wprawdzie oględnie, ale jednak) niemiecka opinia publiczna jest informowana na bieżąco.

Tymczasem u nas szok emocjonalny połączony dysonansem poznawczym zafundowanym żelaznemu elektoratowi PiS, ale także ikonie tego elektoratu, czyli ministrowi MON Macierewiczowi, który o swej dymisji dowiedział się dopiero na kilka godzin przed faktem, świadczy o czymś zgoła innym. O czym? Ano właśnie... Myślę, że pobieżny przegląd ścieżek, jakimi pod wpływem szoku podążyła w sieci myśl komentatorów i blogerów zajmujących się tematyką polityczną, mógłby być przydatny dla prezesa Kaczyńskiego oraz kręgu jego bliskich współpracowników.  
 
Blogerzy na tropie wajchowego
Cezary Krysztopa, redaktor naczelny portalu Tysol.pl, trafnie zauważył, że w wyniku tej zmiany rządu "poczucie wpływu na władzę zostaje w niemałym stopniu zastąpione poczuciem dominacji zakulisowej gry koterii ponad wolą wyborców". A bloger Rosemann (Tysol.pl i Salon24) skrytykował Jarosława Kaczyńskiego za niewywiązanie się po raz kolejny z obowiązku "wyjaśnienia wyborcom, czemu się robi to, co się robi". W rezultacie tego zaniechania, emocje wzmocnione ostrym dysonansem poznawczym skutkowały falą najrozmaitszych spekulacji.

Zmianę tłumaczono przyczynami wewnątrzformacyjnymi: albo kapryśną arbitralnością i wszechwładzą prezesa PiS (Eska, Salon24), albo rosnącymi ambicjami politycznymi prezydenta Andrzeja Dudy (dość częsta diagnoza), ewentualnie teamu Duda-Gowin (Uparty, Blogmedia24.pl). Nie brakło też wskazań na naciski zewnętrzne: trwająca od dwóch lat presja UE lub oczekiwania części amerykańsko-żydowskiej finasjery (35stan, Salon24). Blogerka Elig (Salon24, Niezależni.pl) skutki takiej sytuacji, nawet w obliczu tych mocno zróżnicowanych wyjaśnień, skwitowała krótko: "rząd PiS został zdecydowanie osłabiony".

Owo wpisywanie zmiany ekipy rządzącej w Warszawie w szeroki kontekst geopolityczny nie powinno zaskakiwać nikogo, kto zdaje sobie sprawę, że nawet tak szczegółowa kwestia, skądinąd stanowiąca warunek naszej realnej suwerenności, jak dogłębne wyjaśnienie smoleńskiej enigmy jest uwikłana w znacznie szerszy układ odniesienia niż tylko trójkąt Warszawa-Berlin-Moskwa... Więc blogerom, jeśli nawet dają się nieraz ponieść zbyt fantastycznym spekulacjom, bardziej od wymówek należy się wdzięczność, że nie rezygnują z prób wyjaśniania zawiłych kwestii, w sprawie których - jak w przypadku tragedii pod Smoleńskiem - wiele wyspecjalizowanych agend państwa przez lata zwyczajnie abdykowało.
 
Suweren czy Ciemny Lud
A przecież można inaczej. I nie postuluję tu bynajmniej podawania dokładnej receptury na polityczną kiełbasę, co zwykle nie jest ani możliwe, ani nawet wskazane. Po prostu, wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby w przededniu tak zdumiewające zmiany ktoś miarodajny, a najlepiej prezes Kaczyński przemówił do ludzi, którzy na jego partię głosowali: jesteśmy drużyną, traktujemy rząd zadaniowo i na tym etapie musimy uformować go w kształcie radykalnie odmiennym, bo... coś tam, coś tam.

Mielibyśmy wtedy do czynienia z inną jakością relacji władza - elektorat, a sami bohaterowie wydarzeń też uniknęliby momentu nieprzyjemnego zaskoczenia połączonego z chwilowym brakiem tchu w piersiach. Nie byłoby też potrzeby późniejszego, dość powszechnie skrytykowanego odwoływania się do wiary w UFO, bo to jednak wyeksploatowany już sposób komunikowania się z własnymi wyborcami.

Nie wierzę oczywiście, żeby Jarosław Kaczyński o tym wszystkim nie wiedział. Jest znacznie gorzej: prezes PiS po prostu ignoruje problem. Ale w tej sytuacji uczciwiej byłoby porzucić kategorię suwerena na rzecz przysłowiowego Ciemnego Luda. Tyle że jego zasoby zdecydowanie się w Polsce kurczą.
 

Waldemar Żyszkiewicz
 
Pierwodruk w Obywatelskiej. Gazecie Kornela Morawieckiego nr 158.

 

POLECANE
Prezydent rozmawiał z Tuskiem. Konsultacje są realizowane z ostatniej chwili
Prezydent rozmawiał z Tuskiem. "Konsultacje są realizowane"

Prezydent Karol Nawrocki rozmawiał z premierem Donaldem Tuskiem ws. zaproszenia do Rady Pokoju. – Konsultacje między KPRP a stroną rządową są realizowane – poinformował prezydencki minister Marcin Przydacz.

Niemieccy dowódcy zaskoczeni tym, że na Grenlandii jest zimno gorące
Niemieccy dowódcy zaskoczeni tym, że na Grenlandii jest zimno

Do 40 stopni – minus. Żadnych drzew, szlaki wodne pełne lodu. Żołnierze z europejskich krajów NATO mogą spodziewać się niesprzyjających warunków podczas ćwiczeń wojskowych na Grenlandii, ostrzegał szef Dowództwa Arktycznego cytowany przez niemiecki „Der Spiegel”.

Niepokojące doniesienia w sprawie znanego polskiego kabaretu. Występy odwołane z ostatniej chwili
Niepokojące doniesienia w sprawie znanego polskiego kabaretu. Występy odwołane

Zła wiadomość dla fanów Ani Mru-Mru. Kabaret odwołał wszystkie zaplanowane występy w styczniu i lutym. W oświadczeniu poinformowano, że powodem są problemy zdrowotne Michała Wójcika.

Dyskusja o albumie „Z »nieludzkiej ziemi« do krainy maharadżów. Polscy uchodźcy z ZSRS w Indiach 1942–1948” z ostatniej chwili
Dyskusja o albumie „Z »nieludzkiej ziemi« do krainy maharadżów. Polscy uchodźcy z ZSRS w Indiach 1942–1948”

Instytut Pamięci Narodowej zaprasza na dyskusję o przygotowanym przez Archiwum IPN albumie „Z »nieludzkiej ziemi« do krainy maharadżów. Polscy uchodźcy z ZSRS w Indiach 1942–1948”. Spotkanie odbędzie się 21 stycznia 2026 r. o godz. 12.00 w Centralnym Przystanku Historia im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Warszawie.

Paweł Szefernaker: Prezydent nie zgodził się na odwołanie szefa SOP z ostatniej chwili
Paweł Szefernaker: Prezydent nie zgodził się na odwołanie szefa SOP

Prezydent Nawrocki nie zgodził się na odwołanie gen. Radosława Jaworskiego z pełnionej funkcji – informuje na platformie X szef Gabinetu Prezydenta RP Karola Nawrockiego Paweł Szefernaker. Polityk podkreślił, że w SOP do zmiany na stanowisku komendanta wymagana jest zgoda prezydenta.

Zełenski: Ukraina i Europa powinny stworzyć wspólną 3-milionową armię z ostatniej chwili
Zełenski: Ukraina i Europa powinny stworzyć wspólną 3-milionową armię

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył we wtorek, że Ukraina i Europa powinny stworzyć wspólne siły zbrojne liczące do trzech milionów żołnierzy. Ukraiński przywódca powiedział to w rozmowie z dziennikarzami w komunikatorze WhatsApp – poinformowała Agencja Reutera.

Dziwny list w obronie kontrowersyjnej książki Rossolińskiego-Liebe przypisującej winę za Holokaust polskim burmistrzom gorące
Dziwny list w obronie kontrowersyjnej książki Rossolińskiego-Liebe przypisującej winę za Holokaust polskim burmistrzom

Opublikowany niedawno list otwarty w obronie książki Grzegorza Rossolińskiego-Liebe o polskich burmistrzach i Holokauście wywołał szeroką debatę w środowisku akademickim. Spór dotyczy nie tylko samej publikacji, lecz także granic wolności badań naukowych, zasad krytyki historycznej oraz sposobu reagowania na merytoryczne zarzuty wobec kontrowersyjnych tez.

Szpiegowskie gry. Jak Rosja steruje działaniami UE i państw zrzeszonych tylko u nas
Szpiegowskie gry. Jak Rosja steruje działaniami UE i państw zrzeszonych

Po agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku w instytucjach unijnych oficjalnie zabroniono działalności rosyjskich lobbystów, ale silnie rozwinięta rosyjska agentura w Brukseli pozwala na wywieranie presji na unijnych urzędników zgodnej z interesami Kremla.

Afera obyczajowa w „Die Welt”. Redaktor naczelny rezygnuje ze stanowiska z ostatniej chwili
Afera obyczajowa w „Die Welt”. Redaktor naczelny rezygnuje ze stanowiska

W jednym z najbardziej poczytnych niemieckich dzienników doszło do poważnego wstrząsu. Z funkcji redaktora naczelnego „Die Welt” odszedł Jan Philipp Burgard. Oficjalnie wskazano na przyczyny zdrowotne, jednak ustalenia zagranicznych mediów wskazują na zupełnie inny powód.

Nowa prognoza IMGW: Przed nami arktyczne mrozy. Nawet -21°C z ostatniej chwili
Nowa prognoza IMGW: Przed nami arktyczne mrozy. Nawet -21°C

Przez najbliższe dwie dni cały czas będzie mroźno, zwłaszcza na wschodzie, gdzie w nocy lokalnie możliwe będą spadki temperatur nawet poniżej minus 20 st. C – poinformował synoptyk IMGW Michał Kowalczuk. Jak dodał, od weekendu nastąpi zmiana w pogodzie, będzie nieco cieplej, z opadami śniegu.

REKLAMA

Waldemar Żyszkiewicz: Szok, niedowierzanie, Mazurek Dąbrowskiego

Dwa szokująco mocne posunięcia w ciągu miesiąca: w grudniu roszada premierów, w styczniu przemiana niepokornego rządu dobrej zmiany w rząd przynajmniej wizerunkowo przyjazny opozycji bezpardonowo wymachującej ulicą i zagranicą. Pozostaję zresztą z nadzieją, że wcale tak nie jest, niech jednak prezes Jarosław Kaczyński ma świadomość, że tak to właśnie z zewnątrz wygląda.
/ screen YouTube
Piszę o posunięciach, ale to eufemizm. W istocie były to dwa mocne, bardzo mocne ciosy wymierzone w najbardziej wierny elektorat Prawa i Sprawiedliwości. W jego patriotyczne emocje, w najgłębsze polityczne przywiązania, w uznanie, jakie Polacy bezsprzecznie żywią dla premier Beaty Szydło, a także w ogromny szacunek dla osoby i zasług Antoniego Macierewicza... To również cios w graniczące dotąd z pewnością przeświadczenie, że prezes Kaczyński nie tylko wie, co robi, ale że, co istotne, zawsze wybiera rozwiązania najlepsze dla Rzeczypospolitej.

Skutki wstrząsu grudniowego udało się po fakcie trochę spacyfikować, bo sprzyjała temu absolutnie lojalna postawa obu premierów - Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego - oraz przedświąteczna atmosfera, która w Polsce wciąż jeszcze działa tonizująco. Tym razem będzie chyba gorzej, zwłaszcza że z perspektywy czasu podział promowanego przez trzy miesiące spektaklu pn. rekonstrukcja rządu na dwa akty z długą świąteczną przerwą wydaje się oczywisty. Cała dawka, jaką przyszykowało Polakom kierownictwo rządzącej formacji, zaaplikowana naraz byłaby raczej nie do przyjęcia.
 
Zimny chów elektoratu
Dla ustalenia pozycji wyjściowych: nie dysponuję żadną wiedzą insajderską o przyczynach i celach operacji pożegnania rządu z etykietką 'dobrej zmiany'. Dopuszczam myśl, że dotychczasowy szyld mógł się już nieco zużyć i jego zamiana miała całkiem pragmatyczny sens. Zakładam, że motywy powołania gabinetu premiera Morawieckiego były zbożne, a cele i strategia szefa nowego rządu znakomicie propolskie. Trudno nie dać mu na wejście kredytu zaufania i nie zaczekać z merytoryczną oceną do pierwszych owoców.

Ale nie ma też żadnych powodów, żeby nie oceniać sposobu powołania rządu Morawieckiego do istnienia. I w tej kwestii naprawdę trudno znaleźć choćby jedno dobre słowo. Opozycji praktycznie nie ma, zasobami politycznymi potrzebnymi do zmiany gabinetu rządząca koalicja dysponuje w całej rozciągłości (nie wyłączając głębokich rezerw po UD, UW czy PO), cóż więc przeszkadzało pomyśleć o wrażliwości własnego elektoratu i przed, a nie po fakcie, nawet w odpowiednio dyplomatycznych formułach powiadomić, było nie było, suwerena o swych politycznych zamiarach, o ich motywach, głębszych przesłankach, zakładanych celach.

Czy demokratyczne cackanie się w państwie prawnym obowiązuje jedynie np. w relacjach z gen. Dukaczewskim, politykami typu Schetyna czy Petru, z Wałęsą, KOD-em, Obywatelami RP, ale z obywatelami, którzy popierają PiS w wyborach już nie? Oczywiście deklaracji takiej nikt nie złoży, bo to jako przejaw dyskryminacji podpadałoby pod kompetencje rzecznika Bodnara, jednak praktyka polityczna z upodobaniem od lat ponawiana przez Jarosława Kaczyńskiego raczej właśnie taki stan rzeczy potwierdza. 
 
Jak to wygląda? Wcale nie wygląda
Bez względu na to, jakie kalkulacje polityczne czy wizerunkowe, taktyczne czy strategiczne wpłynęły na taki a nie inny przebieg zdarzeń w ciągu minionego półrocza (bo cezurą dla rządów dobrej zmiany stały  się niewątpliwie lipcowe weta prezydenta Dudy wobec dwóch ustaw sądowniczych), przebieg obu aktów tzw. rekonstrukcji rządu nosił znamiona w najlepszym razie mocno improwizowanej partaniny opartej na trudnej do pojęcia decyzyjnej biegunce albo stanowił próbę minimalizacji strat własnych przy zaspokajaniu jakichś niedających się zbyć żądań przemożnych, ale trudnych do zdefiniowania czynników politycznych.

Jedynie takie dwie wykładnie, obie zresztą mało chwalebne, tłumaczyłyby nadmierną spastyczność procesu przebudowy rządu, która to czynność należy przecież do elementarza praktyk politycznych w demokracji parlamentarnej. Owszem, wcale nie bywa z tym łatwo, co widzimy właśnie u sąsiadów zza Odry, tam idzie jednak na udry między politycznymi aspirantami do rządów, którzy występują z podniesioną przyłbicą, o czym (wprawdzie oględnie, ale jednak) niemiecka opinia publiczna jest informowana na bieżąco.

Tymczasem u nas szok emocjonalny połączony dysonansem poznawczym zafundowanym żelaznemu elektoratowi PiS, ale także ikonie tego elektoratu, czyli ministrowi MON Macierewiczowi, który o swej dymisji dowiedział się dopiero na kilka godzin przed faktem, świadczy o czymś zgoła innym. O czym? Ano właśnie... Myślę, że pobieżny przegląd ścieżek, jakimi pod wpływem szoku podążyła w sieci myśl komentatorów i blogerów zajmujących się tematyką polityczną, mógłby być przydatny dla prezesa Kaczyńskiego oraz kręgu jego bliskich współpracowników.  
 
Blogerzy na tropie wajchowego
Cezary Krysztopa, redaktor naczelny portalu Tysol.pl, trafnie zauważył, że w wyniku tej zmiany rządu "poczucie wpływu na władzę zostaje w niemałym stopniu zastąpione poczuciem dominacji zakulisowej gry koterii ponad wolą wyborców". A bloger Rosemann (Tysol.pl i Salon24) skrytykował Jarosława Kaczyńskiego za niewywiązanie się po raz kolejny z obowiązku "wyjaśnienia wyborcom, czemu się robi to, co się robi". W rezultacie tego zaniechania, emocje wzmocnione ostrym dysonansem poznawczym skutkowały falą najrozmaitszych spekulacji.

Zmianę tłumaczono przyczynami wewnątrzformacyjnymi: albo kapryśną arbitralnością i wszechwładzą prezesa PiS (Eska, Salon24), albo rosnącymi ambicjami politycznymi prezydenta Andrzeja Dudy (dość częsta diagnoza), ewentualnie teamu Duda-Gowin (Uparty, Blogmedia24.pl). Nie brakło też wskazań na naciski zewnętrzne: trwająca od dwóch lat presja UE lub oczekiwania części amerykańsko-żydowskiej finasjery (35stan, Salon24). Blogerka Elig (Salon24, Niezależni.pl) skutki takiej sytuacji, nawet w obliczu tych mocno zróżnicowanych wyjaśnień, skwitowała krótko: "rząd PiS został zdecydowanie osłabiony".

Owo wpisywanie zmiany ekipy rządzącej w Warszawie w szeroki kontekst geopolityczny nie powinno zaskakiwać nikogo, kto zdaje sobie sprawę, że nawet tak szczegółowa kwestia, skądinąd stanowiąca warunek naszej realnej suwerenności, jak dogłębne wyjaśnienie smoleńskiej enigmy jest uwikłana w znacznie szerszy układ odniesienia niż tylko trójkąt Warszawa-Berlin-Moskwa... Więc blogerom, jeśli nawet dają się nieraz ponieść zbyt fantastycznym spekulacjom, bardziej od wymówek należy się wdzięczność, że nie rezygnują z prób wyjaśniania zawiłych kwestii, w sprawie których - jak w przypadku tragedii pod Smoleńskiem - wiele wyspecjalizowanych agend państwa przez lata zwyczajnie abdykowało.
 
Suweren czy Ciemny Lud
A przecież można inaczej. I nie postuluję tu bynajmniej podawania dokładnej receptury na polityczną kiełbasę, co zwykle nie jest ani możliwe, ani nawet wskazane. Po prostu, wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby w przededniu tak zdumiewające zmiany ktoś miarodajny, a najlepiej prezes Kaczyński przemówił do ludzi, którzy na jego partię głosowali: jesteśmy drużyną, traktujemy rząd zadaniowo i na tym etapie musimy uformować go w kształcie radykalnie odmiennym, bo... coś tam, coś tam.

Mielibyśmy wtedy do czynienia z inną jakością relacji władza - elektorat, a sami bohaterowie wydarzeń też uniknęliby momentu nieprzyjemnego zaskoczenia połączonego z chwilowym brakiem tchu w piersiach. Nie byłoby też potrzeby późniejszego, dość powszechnie skrytykowanego odwoływania się do wiary w UFO, bo to jednak wyeksploatowany już sposób komunikowania się z własnymi wyborcami.

Nie wierzę oczywiście, żeby Jarosław Kaczyński o tym wszystkim nie wiedział. Jest znacznie gorzej: prezes PiS po prostu ignoruje problem. Ale w tej sytuacji uczciwiej byłoby porzucić kategorię suwerena na rzecz przysłowiowego Ciemnego Luda. Tyle że jego zasoby zdecydowanie się w Polsce kurczą.
 

Waldemar Żyszkiewicz
 
Pierwodruk w Obywatelskiej. Gazecie Kornela Morawieckiego nr 158.


 

Polecane