Prawna historia "Solidarności": Mecenas Piotr Andrzejewski wspomina drastyczne procesy

– Szczególnie drastycznie przebiegały procesy przed Sądem Marynarki Wojennej w Gdyni urzędującym na Kamiennej Górze w dawnej siedzibie Gestapo. Tam zapadały najbardziej drastyczne wyroki – mówi o procesach w stanie wojennym mecenas Piotr Andrzejewski w rozmowie z Barbarą Michałowską.
Piotr Andrzejewski / /
Piotr Andrzejewski / / / fot. Wikimedia Commons/Kancelaria Senatu Rzeczypospolitej Polskiej

Zobacz poprzedni tekst z cyklu "Prawna historia Solidarności"

– Panie Mecenasie, po wprowadzeniu stanu wojennego zaczęło obowiązywać w Polsce nowe prawo. Powołując się na nie, władza dokonywała zatrzymań, wytaczano procesy osobom związanym z Solidarnością. Jaką linię obrony przyjmował Pan w tych sprawach?

– Stan wojenny został wprowadzony przez generała Wojciecha Jaruzelskiego wystąpieniem w radiu i telewizji o północy z 12 na 13 grudnia 1981 roku. Jego rygory rozpisano obwieszczeniem rozkolportowanym na afiszach dnia następnego. W nocy dokonano masowych zatrzymań i aresztowań działaczy Solidarności. Zapełniono nimi areszty i przygotowane wcześniej obozy dla internowanych. 

Zabrakło publikacji dekretu o stanie wojennym w trybie przepisanym, powodującej legalność odpowiedzialności z tytułu nieprzestrzegania jego rygorów. W pierwszym procesie, w którym podjąłem się obrony, 20 grudnia 1981 roku, negowałem legalność jego stosowania, wskazując na brak przesłanki winy oskarżonych w momencie ich zatrzymania i uwięzienia. Zachowali się oni zgodnie z dyrektywą NSZZ „Solidarność” przewidującą, że w przypadku zamachu stanu na obowiązujący stan prawny mają podjąć akcję protestacyjną, zamykając się w swoich zakładach pracy w ramach strajku generalnego. 

Sejm uchylił immunitet Romanowskiego. Jest reakcja prezesa Kaczyńskiego

Stan wojenny

– Pierwszy raz stanął Pan w obronie zatrzymanych już po wprowadzeniu stanu wojennego działaczy NSZZ „Solidarność” w procesie Zenona Nowaka i Tadeusz Pacuszki z Instytutu Badań Jądrowych na Żeraniu.

– Oskarżonych w pierwszym procesie stanu wojennego przywódców Solidarności z żerańskiego oddziału Instytutu Badań Jądrowych w Świerku postawiono przed sądem, zanim dekret o stanie wojennym wszedł w życie. 

Po przedstawieniu stanu faktycznego i prawnego ich odpowiedzialności przyjąłem jako linię obrony negowanie ich winy wobec braku legalnego obowiązywania i ustanowienia praw stanu wojennego. 

Dwóch sędziów z trzyosobowego składu sędziowskiego podzieliło stanowisko obrony o „oddoraźnieniu” toczącego się postępowania, co umożliwiało zejście z zakresu stosowanych represji od minimum 3 lat pozbawienia wolności do kary śmierci włącznie. W oddoraźnionym trybie zapadły niższe wyroki z tytułu kontynuowania działalności związkowej. Natomiast minister sprawiedliwości pod pretekstem notatki służbowej jednego z orzekających sędziów wszczął przeciwko mnie pierwszą z ośmiu wytoczonych mi spraw w postępowaniu dyscyplinarnym, zarzucając przekroczenie zakresu wolności słowa i negowanie „praworządności” stanu wojennego. 
 
– Dekret o stanie wojennym przewidywał od roku do ośmiu lat więzienia za rozpowszechnianie wiadomości mogących osłabić gotowość obronną Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, od 6 miesięcy do lat 5 za rozpowszechnianie fałszywych wiadomości mogących wywołać niepokój publiczny lub rozruchy oraz do lat 5 za sporządzanie, gromadzenie, przechowywanie, przewóz, przenoszenie lub przesyłanie pisma, druku, nagrania lub filmu zawierających ww. wiadomości w celu rozpowszechniania, a także do lat 10 za użycie w tym celu druku lub innego środka masowej informacji. Jak wyglądała obrona w sprawach dotyczących naruszeń tych przepisów?

– W tym zakresie orzekające sądy nie badały przesłanki prawdziwości bądź nieprawdziwości głoszonych wiadomości ani ich niezgodności bądź zgodności z rzeczywistością jako warunku sine qua non pociągania do odpowiedzialności. Sądowym składom orzekającym do wydania wyroku skazującego wystarczyło, że informacje, poglądy bądź inne przekazy były formułowane poza obiegiem dopuszczonym przez cenzurę. 
Wnioski dowodowe obrony wskazujące na brak zaistnienia przesłanek odpowiedzialności były nagminnie odrzucane. Brak ich uwzględnienia naruszał zasady funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i prawa oskarżonych do obrony. 

Czytaj także: Nowy sondaż: Trzecia Droga spada nawet za Lewicę

Kolejne postępowania 

– Jakie następne postępowania dotyczące działaczy Solidarności toczyły się z Pana udziałem?

– Po procesie działaczy Solidarności IBJ Żerań ruszył w lutym 1982 roku w Bydgoszczy proces przywódców Solidarności ze Stoczni im. Adolfa Warskiego w Szczecinie. 

W tandemie z mecenasem Władysławem Siła-Nowickim i Jerzym Woźniakiem dołączaliśmy do podobnych procesów z mocy pełnomocnictw do obrony kierowanych za pośrednictwem Komitetu Prymasowskiego, Komitetu Pomocy Uwięzionym w kościele św. Marcina bądź rodzin pozbawionych wolności. Internowani za pośrednictwem Komitetu Pomocy Uwięzionym podpisywali pełnomocnictwa in blanco. 

W procesie bydgoskim Władysław Siła-Nowicki bronił Andrzeja Milczanowskiego, a ja Andrzeja Niewiadomskiego i Mieczysława Ustasiaka. Udało się uzyskać zmianę drastycznych żądań prokuratora w zakresie wieloletniego wymiaru kary za nieodstąpienie od działalności związkowej. 

Z licznych następnych procesów, w których broniłem ok. 55 działaczy Solidarności, stawałem zarówno w pierwszej instancji, jak i drugiej – przed Sądem Najwyższym. 

W maju 1982 roku szczególnie zapisały się procesy w Białymstoku 21 działaczy Solidarności i NZS-u, w Elblągu – proces pobitych internowanych Zakładu Karnego w Kwidzyniu. Szczególnie drastycznie przebiegały procesy przed Sądem Marynarki Wojennej w Gdyni urzędującym na Kamiennej Górze w dawnej siedzibie Gestapo. Tam zapadały najbardziej drastyczne wyroki. W wyniku rewizji jednego z nich w ustnym uzasadnieniu Odwoławczego Sądu Wojskowego spotkałem się z kuriozalną oceną o treści: „Nie można odmówić zasadności argumentom obrony, iż Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni w rozpatrywanej sprawie cechowała duża doza nonszalancji”. Towarzyszyło temu stwierdzeniu znaczne zmniejszenie wymiaru kary, a skazani wyszli wkrótce z zakładu karnego w ramach jednej z zastosowanych amnestii. Co jakiś czas dla złagodzenia skutków rygorów prawa stanu wojennego wprowadzano amnestie, które obejmowały zarazem masowo dokonywane nadużycia tego prawa przez funkcjonariuszy ZOMO, milicji bądź skutków działań „nieznanych sprawców”.  

Po wniesieniu do sądu aktu oskarżenia przeciwko działaczom KOR-u i Solidarności, gdzie byłem ustanowiony obrońcą Zbyszka Romaszewskiego, Andrzeja Rozpłochowskiego, Andrzeja Gwiazdy, „darowano im” zarzucane czyny próby obalenia ustroju i uwolniono po blisko dwuletnim areszcie. 

Nasza trójka jeździła po wielu sądach prowincjonalnych, w zależności od tego, w jakim zakresie miejscowi adwokaci potrzebowali argumentacji w obronie oskarżonych, którą zademonstrowałem w pierwszym procesie z grudnia 1981 roku. 
 
– Wróćmy do procesu działaczy ze Stoczni im. Adolfa Warskiego w Szczecinie.

– Po uchyleniu do ponownego rozpoznania procesu czołówki Solidarności ze Stoczni im. Warskiego ze Szczecina w wyniku uwzględnienia rewizji obrońców udało się dopuścić w charakterze dowodu opinii profesorów Władysława Tatarkiewicza, Marii Ossowskiej i Leszka Kołakowskiego zawężającej samo pojęcie informacji, która miała być nieprawdziwa. Była to opinia pozasądowa wydana w 1965 roku na wniosek pani mecenas Anieli Steinsbergowej i Jana Olszewskiego niedopuszczana do czasu tego procesu jako dowód w sądach.

Opinia ta jako materiał sądowy pozwoliła na ograniczenie zakresu odpowiedzialności z dekretu o stanie wojennym przy kolportowaniu obraźliwych sformułowań wobec generała Wojciecha Jaruzelskiego i członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON), na przykład tzw. bluzgu na generała czy twierdzenia, że jest świnią. W myśl tej opinii nie była to informacja podlegająca ocenie jej prawdziwości bądź fałszywości, penalizowana prawami stanu wojennego. 

– Jak wyglądały inne postępowania?

– Następne lata dotyczyły wnioskowania przez nas postępowań w przypadkach niewyjaśnionych zgonów i działań tzw. nieznanych sprawców (było ponad sto ofiar tego typu zamachów). Były one powszechnie umarzane. Wiele z nich wymaga wyjaśnienia do dzisiaj. 

Niezależnie od dużych procesów toczyły się postępowania karne w kolegiach karno-administracyjnych, a także inicjowane przez nas postępowania przed sądami pracy odwołujące się od powszechnie stosowanych zwolnień członków Solidarności i ich rodzin. 

– W pierwszym procesie z grudnia 1981 przekonywał Pan podczas przemówienia: „Ci oskarżeni dlatego znaleźli się pod pręgierzem sądu doraźnego, że ośmielili się nie milczeć. Usiłowali zaprotestować w sposób usankcjonowany tym specyficznym źródłem prawa wywalczonym przez klasę robotniczą, jakim jest umowa społeczna […] przeciwko masowym aresztowaniom za samą przynależność do legalnego związku zawodowego Solidarność, przeciwko brutalnemu prewencyjnemu pogwałceniu przysługujących im dotąd praw”. Czy używał Pan tych argumentów w innych procesach?

– Tak, tam, gdzie występowały okoliczności pozbawienia wolności członków Solidarności przed legalnym wejściem w życie dekretu o stanie wojennym. 

Sposoby obrony 

– Pańska interpretacja dotycząca nielegalności dekretu o stanie wojennym weszła jednak do użycia. Stosowali ją następnie inni adwokaci.

– Tak, między innymi podczas procesu działaczy z Ursusa, których obrońcą był Władysław Siła-Nowicki. Wznosząc w ręku przed sobą uliczne obwieszczenie o wprowadzeniu stanu wojennego, pytał: „Na podstawie czego, Wysoki Sądzie, będziemy oceniać, czy skazać tych ludzi czy nie? Na podstawie czego?”. I mówił z wyraźnym obrzydzeniem: „Na podstawie tego?”, pokazując obwieszczenie. „A cóż to jest?”. Groza na sali. „Co to jest? A gdzież tu jest data?”. Nie było daty. „Mój ojciec, który był znanym sędzią w mieście Kielce, uczył mnie i innych adeptów prawa, że dokument, który nie jest opatrzony datą i konkretnym podpisem, nie wywołuje skutków prawnych jako dokument. A jaki tu jest podpis? Przewodniczący Rady Państwa. Ale nie ma tego przewodniczącego. Jest tylko tytuł. Może dlatego, że kiedy to drukowano, jeszcze nie wiadomo było, kto będzie przewodniczącym Rady Państwa”. Ogólny śmiech. W ten sposób rozładował grozę sytuacji.
 
– Szukali Państwo też kolejnych sposobów na obronę działaczy.

– Tak. Zrodziły się po wyżej wymienionym procesie szczecińskich działaczy Solidarności. W czasie naszych wystąpień na sali pojawił się prymas Józef Glemp. Podtrzymywałem tezę, że uwięzionym działaczom Solidarności w pierwszych dniach stanu wojennego nie można przypisać winy, gdyż byli przekonani, iż działają w ramach kontratypu obrony koniecznej przeciwko zamachowi na obowiązujący stan prawa. 

Dowodziłem na podstawie materiału dowodowego w konkretnej sytuacji, że mamy do czynienia z urojoną obroną konieczną. A skoro tak, to nie można zarzucić zawinienia, zanim dekret o stanie wojennym nie stał się obowiązującym prawem. A prawo, prawo karne, nie może działać wstecz. Moje argumenty napotkały kontrargument sądów wojskowych, że „nie można dopuścić obrony koniecznej przeciwko obronie koniecznej, a przecież stan wojenny był obroną konieczną przed naruszaniem praworządności przez NSZZ «Solidarność» i jego członków”.

Jak widać, wzorce są powtarzalne... 

 


 

Piotr Andrzejewski 

Piotr Andrzejewski, zastępca prezesa Trybunału Stanu, związany z Solidarnością od momentu jej powstania, uczestniczący w tworzeniu prawnych zrębów Związku, a w następnych latach obrońca opozycjonistów w najgłośniejszych sprawach stanu wojennego.


 

POLECANE
Trump na wojnie z narcos. Amerykanie wkroczą do Meksyku? tylko u nas
Trump na wojnie z narcos. Amerykanie wkroczą do Meksyku?

„Narcos. Mexico” już pewnie wracają do czołówki seriali najchętniej oglądanych na platformach streamingowych. Nagle wszyscy zainteresowali się kartelami w Meksyku. Powód wiadomy. Bezprecedensowa fala przemocy po zabiciu lidera jednej z najpotężniejszych grup przestępczych w tym kraju. Donald Trump dostał prezent. Okazuje się, że wszystko to, co mówił o Meksyku, potwierdza się. Można się więc spodziewać jeszcze większej presji USA na południowego sąsiada.

Rosja grozi możliwym starciem między potęgami jądrowymi z ostatniej chwili
Rosja grozi możliwym starciem między potęgami jądrowymi

Służby Wywiadu Zagranicznego (SVR) Federacji Rosyjskiej i rosyjskie MSZ zarzuciły władzom brytyjskim i francuskim, że chcą dozbroić Kijów w broń nuklearną, aby podbić pozycję Ukrainy w negocjacjach pokojowych z Rosją.

Władze Zamościa chcą upamiętnić komunistyczną działaczkę. To podlega karze z ostatniej chwili
Władze Zamościa chcą upamiętnić komunistyczną działaczkę. "To podlega karze"

Instytutu Pamięci Narodowej skierował do władz Zamościa oświadczenie, w którym wyraża swoje oburzenie planowanym przywróceniem tablicy upamiętniającej komunistyczną działaczkę Różę Luksemburg.

Likwidacja CBA 1 października? Jest projekt ustawy z ostatniej chwili
Likwidacja CBA 1 października? Jest projekt ustawy

1 października br. ma przestać istnieć Centralne Biuro Antykorupcyjne - zakłada nowa wersja projektu ustawy przyjęta we wtorek przez sejmową komisję administracji i spraw wewnętrznych. Kompetencje CBA mają przejąć policja, ABW i KAS, a ochroną antykorupcyjną zajmować się policja, ABW i SKW.

Starcie Bąkiewicza z Tuskiem. „Kanclerz znad Wisły” gorące
Starcie Bąkiewicza z Tuskiem. „Kanclerz znad Wisły”

Robert Bąkiewicz starł się na platformie X z Donaldem Tuskiem. Poszło o „zakute łby”.

Wybór kandydatów do KRS. „Niebywały szantaż instytucjonalny” gorące
Wybór kandydatów do KRS. „Niebywały szantaż instytucjonalny”

„To jest po prostu przykład szantażu instytucjonalnego niebywałego, niespotykanego i naruszającego podstawowe zasady państwa prawa oraz wartości, na których opiera się Unia Europejska” - napisała na platformie X sędzia Kamila Borszowska-Moszowska odnosząc się do doniesień radia RMF odnośnie do sposobu wyboru kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa.

Data wejścia Ukrainy do UE? Jest stanowisko Von der Leyen z ostatniej chwili
Data wejścia Ukrainy do UE? Jest stanowisko Von der Leyen

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oświadczyła we wtorek w Kijowie, że podanie konkretnej daty wejścia Ukrainy do UE z jej strony nie jest możliwe. Podkreśliła jednak, że Ukraina może liczyć na wszelkie wsparcie w dążeniu do tego celu.

Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców

Mieszkańcy wielu powiatów w województwie małopolskim powinni przygotować się na planowane przerwy w dostawie energii elektrycznej. Operator Tauron opublikował aktualne harmonogramy wyłączeń dla wielu rejonów dystrybucji; na liście znalazły się duże miasta, takie jak Kraków czy Nowy Sącz, jak i wiele mniejszych miejscowości. Sprawdź, czy Twoja ulica znajduje się na liście.

Groźne ogniska ptasiej grypy w Polsce. Wybito dziesiątki tysięcy ptaków z ostatniej chwili
Groźne ogniska ptasiej grypy w Polsce. Wybito dziesiątki tysięcy ptaków

– Ogniska grypy ptaków wykryto w woj. kujawsko-pomorskim w hodowlach 8,5 tys. gęsi w Kołudzie Wielkiej koło Janikowa i 55,6 tys. kur niosek w miejscowości Okrąg koło Lipna – poinformował we wtorek wojewódzki lekarz weterynarii Wojciech Młynarek.

W UE powstała nowa instytucja. Zajmie się ingerowaniem w wybory i cenzurą z ostatniej chwili
W UE powstała nowa instytucja. Zajmie się ingerowaniem w wybory i cenzurą

Na wtorkowym posiedzeniu Rady do Spraw Ogólnych ministrowie UE zostali zaproszeni przez Komisję i prezydencję Rady UE, aby zainaugurować rozpoczęcie prac Europejskiego Centrum Odporności Demokratycznej. Jego celem będzie ingerowanie w procesy demokratyczne oraz przestrzeń publiczną państw członkowskich, cenzurowanie dostępnych treści i reakcja na „zagrożenia” w postaci prawicowych treści czy tendencji politycznych. KE zaangażowała w to nawet unijny wywiad, czyli Europejską Służbę Działań Wewnętrznych.

REKLAMA

Prawna historia "Solidarności": Mecenas Piotr Andrzejewski wspomina drastyczne procesy

– Szczególnie drastycznie przebiegały procesy przed Sądem Marynarki Wojennej w Gdyni urzędującym na Kamiennej Górze w dawnej siedzibie Gestapo. Tam zapadały najbardziej drastyczne wyroki – mówi o procesach w stanie wojennym mecenas Piotr Andrzejewski w rozmowie z Barbarą Michałowską.
Piotr Andrzejewski / /
Piotr Andrzejewski / / / fot. Wikimedia Commons/Kancelaria Senatu Rzeczypospolitej Polskiej

Zobacz poprzedni tekst z cyklu "Prawna historia Solidarności"

– Panie Mecenasie, po wprowadzeniu stanu wojennego zaczęło obowiązywać w Polsce nowe prawo. Powołując się na nie, władza dokonywała zatrzymań, wytaczano procesy osobom związanym z Solidarnością. Jaką linię obrony przyjmował Pan w tych sprawach?

– Stan wojenny został wprowadzony przez generała Wojciecha Jaruzelskiego wystąpieniem w radiu i telewizji o północy z 12 na 13 grudnia 1981 roku. Jego rygory rozpisano obwieszczeniem rozkolportowanym na afiszach dnia następnego. W nocy dokonano masowych zatrzymań i aresztowań działaczy Solidarności. Zapełniono nimi areszty i przygotowane wcześniej obozy dla internowanych. 

Zabrakło publikacji dekretu o stanie wojennym w trybie przepisanym, powodującej legalność odpowiedzialności z tytułu nieprzestrzegania jego rygorów. W pierwszym procesie, w którym podjąłem się obrony, 20 grudnia 1981 roku, negowałem legalność jego stosowania, wskazując na brak przesłanki winy oskarżonych w momencie ich zatrzymania i uwięzienia. Zachowali się oni zgodnie z dyrektywą NSZZ „Solidarność” przewidującą, że w przypadku zamachu stanu na obowiązujący stan prawny mają podjąć akcję protestacyjną, zamykając się w swoich zakładach pracy w ramach strajku generalnego. 

Sejm uchylił immunitet Romanowskiego. Jest reakcja prezesa Kaczyńskiego

Stan wojenny

– Pierwszy raz stanął Pan w obronie zatrzymanych już po wprowadzeniu stanu wojennego działaczy NSZZ „Solidarność” w procesie Zenona Nowaka i Tadeusz Pacuszki z Instytutu Badań Jądrowych na Żeraniu.

– Oskarżonych w pierwszym procesie stanu wojennego przywódców Solidarności z żerańskiego oddziału Instytutu Badań Jądrowych w Świerku postawiono przed sądem, zanim dekret o stanie wojennym wszedł w życie. 

Po przedstawieniu stanu faktycznego i prawnego ich odpowiedzialności przyjąłem jako linię obrony negowanie ich winy wobec braku legalnego obowiązywania i ustanowienia praw stanu wojennego. 

Dwóch sędziów z trzyosobowego składu sędziowskiego podzieliło stanowisko obrony o „oddoraźnieniu” toczącego się postępowania, co umożliwiało zejście z zakresu stosowanych represji od minimum 3 lat pozbawienia wolności do kary śmierci włącznie. W oddoraźnionym trybie zapadły niższe wyroki z tytułu kontynuowania działalności związkowej. Natomiast minister sprawiedliwości pod pretekstem notatki służbowej jednego z orzekających sędziów wszczął przeciwko mnie pierwszą z ośmiu wytoczonych mi spraw w postępowaniu dyscyplinarnym, zarzucając przekroczenie zakresu wolności słowa i negowanie „praworządności” stanu wojennego. 
 
– Dekret o stanie wojennym przewidywał od roku do ośmiu lat więzienia za rozpowszechnianie wiadomości mogących osłabić gotowość obronną Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, od 6 miesięcy do lat 5 za rozpowszechnianie fałszywych wiadomości mogących wywołać niepokój publiczny lub rozruchy oraz do lat 5 za sporządzanie, gromadzenie, przechowywanie, przewóz, przenoszenie lub przesyłanie pisma, druku, nagrania lub filmu zawierających ww. wiadomości w celu rozpowszechniania, a także do lat 10 za użycie w tym celu druku lub innego środka masowej informacji. Jak wyglądała obrona w sprawach dotyczących naruszeń tych przepisów?

– W tym zakresie orzekające sądy nie badały przesłanki prawdziwości bądź nieprawdziwości głoszonych wiadomości ani ich niezgodności bądź zgodności z rzeczywistością jako warunku sine qua non pociągania do odpowiedzialności. Sądowym składom orzekającym do wydania wyroku skazującego wystarczyło, że informacje, poglądy bądź inne przekazy były formułowane poza obiegiem dopuszczonym przez cenzurę. 
Wnioski dowodowe obrony wskazujące na brak zaistnienia przesłanek odpowiedzialności były nagminnie odrzucane. Brak ich uwzględnienia naruszał zasady funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i prawa oskarżonych do obrony. 

Czytaj także: Nowy sondaż: Trzecia Droga spada nawet za Lewicę

Kolejne postępowania 

– Jakie następne postępowania dotyczące działaczy Solidarności toczyły się z Pana udziałem?

– Po procesie działaczy Solidarności IBJ Żerań ruszył w lutym 1982 roku w Bydgoszczy proces przywódców Solidarności ze Stoczni im. Adolfa Warskiego w Szczecinie. 

W tandemie z mecenasem Władysławem Siła-Nowickim i Jerzym Woźniakiem dołączaliśmy do podobnych procesów z mocy pełnomocnictw do obrony kierowanych za pośrednictwem Komitetu Prymasowskiego, Komitetu Pomocy Uwięzionym w kościele św. Marcina bądź rodzin pozbawionych wolności. Internowani za pośrednictwem Komitetu Pomocy Uwięzionym podpisywali pełnomocnictwa in blanco. 

W procesie bydgoskim Władysław Siła-Nowicki bronił Andrzeja Milczanowskiego, a ja Andrzeja Niewiadomskiego i Mieczysława Ustasiaka. Udało się uzyskać zmianę drastycznych żądań prokuratora w zakresie wieloletniego wymiaru kary za nieodstąpienie od działalności związkowej. 

Z licznych następnych procesów, w których broniłem ok. 55 działaczy Solidarności, stawałem zarówno w pierwszej instancji, jak i drugiej – przed Sądem Najwyższym. 

W maju 1982 roku szczególnie zapisały się procesy w Białymstoku 21 działaczy Solidarności i NZS-u, w Elblągu – proces pobitych internowanych Zakładu Karnego w Kwidzyniu. Szczególnie drastycznie przebiegały procesy przed Sądem Marynarki Wojennej w Gdyni urzędującym na Kamiennej Górze w dawnej siedzibie Gestapo. Tam zapadały najbardziej drastyczne wyroki. W wyniku rewizji jednego z nich w ustnym uzasadnieniu Odwoławczego Sądu Wojskowego spotkałem się z kuriozalną oceną o treści: „Nie można odmówić zasadności argumentom obrony, iż Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni w rozpatrywanej sprawie cechowała duża doza nonszalancji”. Towarzyszyło temu stwierdzeniu znaczne zmniejszenie wymiaru kary, a skazani wyszli wkrótce z zakładu karnego w ramach jednej z zastosowanych amnestii. Co jakiś czas dla złagodzenia skutków rygorów prawa stanu wojennego wprowadzano amnestie, które obejmowały zarazem masowo dokonywane nadużycia tego prawa przez funkcjonariuszy ZOMO, milicji bądź skutków działań „nieznanych sprawców”.  

Po wniesieniu do sądu aktu oskarżenia przeciwko działaczom KOR-u i Solidarności, gdzie byłem ustanowiony obrońcą Zbyszka Romaszewskiego, Andrzeja Rozpłochowskiego, Andrzeja Gwiazdy, „darowano im” zarzucane czyny próby obalenia ustroju i uwolniono po blisko dwuletnim areszcie. 

Nasza trójka jeździła po wielu sądach prowincjonalnych, w zależności od tego, w jakim zakresie miejscowi adwokaci potrzebowali argumentacji w obronie oskarżonych, którą zademonstrowałem w pierwszym procesie z grudnia 1981 roku. 
 
– Wróćmy do procesu działaczy ze Stoczni im. Adolfa Warskiego w Szczecinie.

– Po uchyleniu do ponownego rozpoznania procesu czołówki Solidarności ze Stoczni im. Warskiego ze Szczecina w wyniku uwzględnienia rewizji obrońców udało się dopuścić w charakterze dowodu opinii profesorów Władysława Tatarkiewicza, Marii Ossowskiej i Leszka Kołakowskiego zawężającej samo pojęcie informacji, która miała być nieprawdziwa. Była to opinia pozasądowa wydana w 1965 roku na wniosek pani mecenas Anieli Steinsbergowej i Jana Olszewskiego niedopuszczana do czasu tego procesu jako dowód w sądach.

Opinia ta jako materiał sądowy pozwoliła na ograniczenie zakresu odpowiedzialności z dekretu o stanie wojennym przy kolportowaniu obraźliwych sformułowań wobec generała Wojciecha Jaruzelskiego i członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON), na przykład tzw. bluzgu na generała czy twierdzenia, że jest świnią. W myśl tej opinii nie była to informacja podlegająca ocenie jej prawdziwości bądź fałszywości, penalizowana prawami stanu wojennego. 

– Jak wyglądały inne postępowania?

– Następne lata dotyczyły wnioskowania przez nas postępowań w przypadkach niewyjaśnionych zgonów i działań tzw. nieznanych sprawców (było ponad sto ofiar tego typu zamachów). Były one powszechnie umarzane. Wiele z nich wymaga wyjaśnienia do dzisiaj. 

Niezależnie od dużych procesów toczyły się postępowania karne w kolegiach karno-administracyjnych, a także inicjowane przez nas postępowania przed sądami pracy odwołujące się od powszechnie stosowanych zwolnień członków Solidarności i ich rodzin. 

– W pierwszym procesie z grudnia 1981 przekonywał Pan podczas przemówienia: „Ci oskarżeni dlatego znaleźli się pod pręgierzem sądu doraźnego, że ośmielili się nie milczeć. Usiłowali zaprotestować w sposób usankcjonowany tym specyficznym źródłem prawa wywalczonym przez klasę robotniczą, jakim jest umowa społeczna […] przeciwko masowym aresztowaniom za samą przynależność do legalnego związku zawodowego Solidarność, przeciwko brutalnemu prewencyjnemu pogwałceniu przysługujących im dotąd praw”. Czy używał Pan tych argumentów w innych procesach?

– Tak, tam, gdzie występowały okoliczności pozbawienia wolności członków Solidarności przed legalnym wejściem w życie dekretu o stanie wojennym. 

Sposoby obrony 

– Pańska interpretacja dotycząca nielegalności dekretu o stanie wojennym weszła jednak do użycia. Stosowali ją następnie inni adwokaci.

– Tak, między innymi podczas procesu działaczy z Ursusa, których obrońcą był Władysław Siła-Nowicki. Wznosząc w ręku przed sobą uliczne obwieszczenie o wprowadzeniu stanu wojennego, pytał: „Na podstawie czego, Wysoki Sądzie, będziemy oceniać, czy skazać tych ludzi czy nie? Na podstawie czego?”. I mówił z wyraźnym obrzydzeniem: „Na podstawie tego?”, pokazując obwieszczenie. „A cóż to jest?”. Groza na sali. „Co to jest? A gdzież tu jest data?”. Nie było daty. „Mój ojciec, który był znanym sędzią w mieście Kielce, uczył mnie i innych adeptów prawa, że dokument, który nie jest opatrzony datą i konkretnym podpisem, nie wywołuje skutków prawnych jako dokument. A jaki tu jest podpis? Przewodniczący Rady Państwa. Ale nie ma tego przewodniczącego. Jest tylko tytuł. Może dlatego, że kiedy to drukowano, jeszcze nie wiadomo było, kto będzie przewodniczącym Rady Państwa”. Ogólny śmiech. W ten sposób rozładował grozę sytuacji.
 
– Szukali Państwo też kolejnych sposobów na obronę działaczy.

– Tak. Zrodziły się po wyżej wymienionym procesie szczecińskich działaczy Solidarności. W czasie naszych wystąpień na sali pojawił się prymas Józef Glemp. Podtrzymywałem tezę, że uwięzionym działaczom Solidarności w pierwszych dniach stanu wojennego nie można przypisać winy, gdyż byli przekonani, iż działają w ramach kontratypu obrony koniecznej przeciwko zamachowi na obowiązujący stan prawa. 

Dowodziłem na podstawie materiału dowodowego w konkretnej sytuacji, że mamy do czynienia z urojoną obroną konieczną. A skoro tak, to nie można zarzucić zawinienia, zanim dekret o stanie wojennym nie stał się obowiązującym prawem. A prawo, prawo karne, nie może działać wstecz. Moje argumenty napotkały kontrargument sądów wojskowych, że „nie można dopuścić obrony koniecznej przeciwko obronie koniecznej, a przecież stan wojenny był obroną konieczną przed naruszaniem praworządności przez NSZZ «Solidarność» i jego członków”.

Jak widać, wzorce są powtarzalne... 

 


 

Piotr Andrzejewski 

Piotr Andrzejewski, zastępca prezesa Trybunału Stanu, związany z Solidarnością od momentu jej powstania, uczestniczący w tworzeniu prawnych zrębów Związku, a w następnych latach obrońca opozycjonistów w najgłośniejszych sprawach stanu wojennego.



 

Polecane