[Tylko u nas] Budzisz: Oddajemy pole Putinowi – nie ma nas na Wschodzie z naszą opowieścią o historii

W swym jerozolimskim wystąpieniu Władimir Putin wspomniał o białoruskiej wsi Chatyń. Dało to niektórym polskim komentatorom asumpt do snucia przypuszczeń, że jedynym powodem dla którego rosyjski prezydent wplótł ten wątek do swego wystąpienia jest fonetyczne podobieństwo nazwy wioski do Katynia. W takiej interpretacji intencją Putina miałoby być sianie zamętu pojęciowego na użytek niedokształconej zachodniej publiczności. Zapewne wbrew intencjom, ci którzy tak twierdzili dali świadectwo własnej ignorancji, a przynajmniej braku wiedzy na temat toczącej się w tzw. przestrzeni poradzieckiej debacie historycznej.
/ Kreml, cerkiew św. Bazylego, Moskwa Pixabay.com
Jest to o tyle istotne, że nieznajomość w tym względzie utrudnia zrozumienia nie tylko niuansów, ale wręcz celów jakie stawiają sobie autorzy rosyjskiej narracji historycznej w kwestii II wojny światowej, a raczej jak to się ujmuje w Federacji Rosyjskiej Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. A jeżeli nie będziemy rozumieli języka symboli, którymi posługuje się i do których odwołuje się Władimir Putin, to w jaki sposób chcemy przeciwdziałać antypolskiej propagandzie Moskwy?

Odwołanie się Putina do doświadczeń Chatynia ma związek z toczącą się w ubiegłych latach dyskusją między historykami białoruskimi a rosyjskimi na temat Wojny Ojczyźnianej. W największym skrócie rzecz ujmując dotyczyła ona odrębnego ujmowania wojny w podręcznikach obydwu krajów. Białorusini w swej narracji koncentrowali się na tym co działo się na obszarach dzisiejszej Białorusi, pomijając albo traktując dość powierzchownie inne wydarzenia wojny, w tym Stalingrad, blokadę Leningradu etc. Dla ich historycznej pamięci kluczowe były represje niemieckie, m.in. palenie wiosek przez oddziały niemieckie oddziały specjalne, zarówno w odwecie za wspieranie partyzantów jak i po to aby „oczyścić teren” dla planowanego przyszłego osadnictwa niemieckiego. Jedną z takich wsi, która urosła do miary symbolu był Chatyń, która została spalona a ludnośc bestialsko wymordowana. Rosjanie, w swych podręcznikach, byli skłonni doświadczenia białoruskiej „republiki partyzanckiej” ignorować, trochę wzorem Stalina, który traktował ją, delikatnie sprawę ujmując z dużą podejrzliwością. Ta różnica w polityce pamięci historycznej podkreślana była na najwyższym szczeblu. Sam Aleksandr Łukaszenka mówił publicznie o tym, że Białorusi wojna została narzucona przez obcych, a naród wiąże swą pamięć z doświadczeniami partyzanckimi, oporem miejscowej ludności przeciw najeźdźcom. Z rosyjskiego punktu widzenia to „rozjeżdżanie” się historycznych narracji jest zjawiskiem groźnym, bo utrudnia powstanie jednego korpusu pojęciowego, jednego mitu założycielskiego, a przez to, ujmując całą sprawę politycznie utrudnia powstanie jednego narodu złożonego z dwóch etnograficznie różniących się „szczepów”, ale stanowiących w istocie gałęzie tego samego drzewa. Należałoby w tym kontekście dodać też do tej konstrukcji Ukraińców, bo Putin nie porzucił myślenia o trzech gałęziach współczesnego narodu rosyjskiego – białoruskiej, ukraińskiej i rosyjskiej. Jak to wszystko ma się do wzmianki na temat Chatynia? Otóż w wyniku dyskusji między historykami obydwu krajów informacje na temat spalenia wsi i wymordowania jej mieszkańców (nota bene przez ludzi Dirlewangera oraz 118 batalion pomocniczy złożony z byłych żołnierzy UPA – melnykowców) znalazły się w rosyjskich podręcznikach. A zatem wzmiankę Putina uznać trzeba za wystąpienie skierowane z jednej strony pod adresem Mińska, z drugiej zaś zarówno przeciw Kijowowi, jak i po to, aby bezpośrednio zwrócić się do tej części ukraińskiej opinii publicznej, która nie identyfikuje się z tradycją UPA. Jeśli dodamy do tego fakt, iż w swym jerozolimskim wystąpieniu Putin mówił również o wymordowaniu przy współudziale miejscowej ludności Żydów zamieszkujących na Ukrainie i w Państwach Bałtyckich, to będziemy mieli pełny przekaz którego istotą jest odwołanie się do pamięci historycznej zaszczepionej przez ZSRR, w takim kształcie, jak to miało miejsce za czasów komunistycznych. Jest to ten element moskiewskiej narracji na który winniśmy zwrócić uwagę, a tego nie robimy. Chodzi w nim o reaktywowanie sowieckiej wspólnoty pamięci, co ułatwić może reaktywowanie imperialnych planów politycznych (niekoniecznie w postaci prostego odtworzenia ZSRR). Nie bez przyczyny Putin, jeszcze w grudniu wystąpił z długim „historycznym” wykładem na odbywającym się w Petersburgu spotkaniu państw Wspólnoty Niepodległych Państw. Wprost mówił wówczas o tym, że „jest to nasza wspólna historia”. Teraz, w Jerozolimie do tego w innej formule, ale powrócił.

Nie bez powodu też, bo w rosyjskiej dyplomacji niewiele, jeśli cokolwiek, dzieje się przypadkowo, rosyjska narracja historyczna koncentruje się raczej na końcu, niż początku II wojny światowej. Nie chodzi tylko o triumf ZSRR, choć to również ma znaczenie, ale przede wszystkim o zbudowanie ładu światowego, którego symbolem jest Rada Bezpieczeństwa ONZ i jej stali członkowie. W interpretacji rosyjskich politologów ład ten cechował się nie tylko trwałością, bo przez kilkadziesiąt lat nie dopuścił do wybuchu konfliktu zbrojnego. Nie mniej istotnymi jego elementami była zakorzeniona w świecie wartości prawomocność takiego porządku oraz faktyczne uznanie, że tworzące je mocarstwa (filary porządku światowego) mają swe interesy, strefy wpływów, wyłącznej dominacji. W przypadku ZSRR doskonale wiemy o jakich strefach jest mowa.

Wpisane w taki kontekst znaczeniowy jerozolimskie wystąpienie Putina nie jest wcale tak umiarkowane i niewinne jak niektórzy nasi komentatorzy po jego wysłuchaniu sądzili. Nasz problem polega wszakże na tym, że nie potrafimy prawidłowo odczytać kodów kulturowych i odwołań historycznych zawartych w wystąpieniach rosyjskich oficjeli i muszą oni powiedzieć coś „z grubej rury” albo otwartym tekstem, abyśmy to zauważyli.

Na szczęście znacznie lepiej rozumieją to nasi sojusznicy w Wilnie i w Kijowie. Mają też znakomicie lepszą dyplomację „na kierunku wschodnim” i pozostaje żywić nadzieję, że Warszawa będzie skłonna wysłuchać co mają nam do powiedzenia. A komunikat jest w sumie dość prosty. Przesłanie Putina, adresowane do narodów i rządów byłego ZSRR nie zostało podchwycone. W Jerozolimie, na uroczystościach organizowanych przez Wiaczesława Kantora nie było reprezentantów Kazachstanu i Uzbekistanu, dwóch kluczowych państw Azji Środkowej wywodzących się z ZSRR. Nie było Bałtów, prezydent Nauseda, najprawdopodobniej wiedząc co ma zamiar mówić Putin odwołał swój wyjazd do Jerozolimy. Podobnie prezydent Zełenski, który w ostatniej chwili nie przyszedł na uroczystości i w gruncie rzeczy odwołał spotkanie z Putinem, które co prawda miało mieć charakter roboczy i nieoficjalny, ale od kilkunastu dni w mediach obydwu krajów uznawano je za właściwie pewne. Reprezentacja Białorusi była też na niskim poziomie – spikera izby niższej parlamentu, a białoruska prasa, nawet oficjalna, w gruncie rzeczy zignorowała putinowskie uroczystości w Jerozolimie.

Do działania przystąpiła natomiast dyplomacja ukraińska. Wiceminister spraw zagranicznych Wasyl Bodnar opublikował artykuł, w którym apelował do Polski o wspólną politykę historyczną, wspólną narrację, bo na podziałach i naszych wzajemnych konfliktach korzysta Rosja. Ta oczywista prawda, na granicy banału, nie jest, niestety znana naszemu ambasadorowi w Kijowie, ministrowi Cichockiemu, który podpisał w ostatnich czasie wspólną z ambasadorem Izraela deklarację wzywającą Kijów do zerwania z gloryfikowaniem Bandery, tak jakby w polityce historycznej Ukrainy nic nie zmieniło się po wyborczym zwycięstwie Zełenskiego.  Co do istoty nie można mieć wątpliwości, że apel tego rodzaju jest słuszny, ale kontekst w jaki  wydane zostało to oświadczenie wpływa na jego wymowę. Po pierwsze skala obchodów rocznicy urodzin przywódcy ukraińskich nacjonalistów była w tym roku niewielka. W demonstracjach w Kijowie, metropolii zamieszkiwanej przez 3 mln ludzi wzięło udział do 2 tys. osób. Po drugie podobne oświadczenie wydane zostało rok wcześniej, a zatem nie mieliśmy do czynienia z nowym działaniem, raczej już rutynowym, jednak w zasadniczo zmienionym kontekście. I po trzecie wreszcie, minister Cichocki wdał się (a nie zrobił tego np. współ-sygnatariusz oświadczenia, ambasador Izraela) w niefortunną i niepotrzebną polemikę z tweetem rzeczniczki ukraińskiego MSZ-u, która napisała, że ukraińskich bohaterów narodowych będą wybierać sami Ukraińcy. Jeśli tak ma wyglądać nasza dyplomacja w Kijowie, to trzeba zadać pytanie pod adresem naszego MSZ-u, co chcemy w ten sposób osiągnąć?

Obecna wizyta prezydenta Zełenskiego jest nie tylko okazją do przezwyciężenia wzajemnych problemów natury historycznej, ale jest też możliwością rozpoczęcia wspólnej ofensywy narracyjnej, również dotykającej problemów II wojny światowej i doświadczeń dwóch totalitaryzmów. Na Wschodzie jesteśmy nieobecni z opowieścią o naszej historii, dbając niemal wyłącznie o to aby Zachód pisał o nas dobrze. To poważny błąd, bo jeśli gdzieś jest słaby punkt propagandy Putina, to właśnie wśród narodów państw powstałych po upadku ZSRR, które doskonale zdają sobie sprawę z tego co oznacza „wspólna pamięć” o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.

Marek Budzisz
 

 

POLECANE
Nieoficjalnie: zmiany w rządzie Donalda Tuska przed wakacjami z ostatniej chwili
Nieoficjalnie: zmiany w rządzie Donalda Tuska przed wakacjami

Według nieoficjalnych doniesień RMF FM premier Donald Tusk planuje przed wakacjami kolejne zmiany w rządzie. Chodzi o tak zwaną „małą rekonstrukcję”, która ma poprawić funkcjonowanie wybranych ministerstw i przygotować koalicję do zbliżających się wyborów.

Sąd zdecydował. Pozew Jana Grabowskiego przeciwko Bronisławowi Wildsteinowi oddalony tylko u nas
Sąd zdecydował. Pozew Jana Grabowskiego przeciwko Bronisławowi Wildsteinowi oddalony

Jak poinformował szef Reduty Dobrego Imienia Maciej Świrski, sąd w całości oddalił pozew dr. Jana Grabowskiego przeciwko red. Bronisławowi Wildsteinowi, uznając, że jego wypowiedź dotycząca działalności historyka mieściła się w obronie prawdy historycznej oraz rzetelności badań naukowych.

Groźny wypadek w centrum Warszawy. Utrudnienia dla kierowców Wiadomości
Groźny wypadek w centrum Warszawy. Utrudnienia dla kierowców

W czwartek rano w ścisłym centrum Warszawy doszło do groźnie wyglądającego wypadku drogowego, który spowodował duże utrudnienia dla kierowców. Na Rondzie ONZ, zderzyły się dwa samochody osobowe - Kia i Opel. Jeden z nich przewrócił się na dach.

Jest mi tak po ludzku źle. Polska celebrytka podzieliła się ostrzeżeniem dla fanów Wiadomości
"Jest mi tak po ludzku źle". Polska celebrytka podzieliła się ostrzeżeniem dla fanów

Klaudia Halejcio opisała w mediach społecznościowych sytuację, która mocno zachwiała jej poczuciem bezpieczeństwa. Aktorka, znana z życia w komfortowych warunkach, przyznała, że nie spodziewała się problemów we własnym domu – a już na pewno nie z takiej strony.

Klub przekazał smutną wiadomość. Nie żyje 31-letni piłkarz z ostatniej chwili
Klub przekazał smutną wiadomość. Nie żyje 31-letni piłkarz

Środowisko piłkarskie w Polsce obiegła smutna wiadomość. Nie żyje Michał Wołos, który przez lata występował w klubach z niższych lig, a ostatnio związany był z Marcovią Marki.

Do Polski trafiła wołowina z Mercosur mogąca powodować raka z ostatniej chwili
Do Polski trafiła wołowina z Mercosur mogąca powodować raka

Jak poinformował portal farmer.pl, do Polski miała trafić partia wołowiny, w której wykazano pozostałości progesteronu. Pochodziła z Urugwaju.

Komunikat dla mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego

31 marca rozpocznie się elektroniczna rekrutacja do publicznych szkół podstawowych w Gorzowie Wielkopolskim na rok szkolny 2026/2027 – poinformował gorzowski Urząd Miasta. 7 maja ogłoszone zostaną listy zakwalifikowanych.

„Polonia Recordatur” – zasłużeni dla relacji polsko-węgierskich i polsko-amerykańskich nagrodzeni gorące
„Polonia Recordatur” – zasłużeni dla relacji polsko-węgierskich i polsko-amerykańskich nagrodzeni

Jarosław Kaczyński, Przemysław Czarnek oraz dyplomaci zaangażowani w rozwijanie współpracy polsko-węgierskiej znaleźli się wśród laureatów nagrody „Polonia Recordatur” („Polska pamięta”), przyznanej podczas szczytu PHALS w Krakowie, który zakończył się 17 marca.

Czarzasty domaga się przeprosin od prezydenta Nawrockiego z ostatniej chwili
Czarzasty domaga się przeprosin od prezydenta Nawrockiego

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty poinformował w czwartek, że Kancelaria Prezydenta od czterech tygodni dysponuje raportem ABW na jego temat. Według marszałka, z raportu wynika, że jest "super czysty". Jak dodał, prezydent Karol Nawrocki powinien go przeprosić. Zaapelował do KPRP o ustosunkowanie się do raportu.

Gaz w Europie bardzo mocno drożeje z ostatniej chwili
Gaz w Europie bardzo mocno drożeje

Ceny gazu w Europie bardzo mocno wzrosły w czwartek w reakcji na ataki Iranu na infrastrukturę energetyczną w Zatoce Perskiej – informują maklerzy.

REKLAMA

[Tylko u nas] Budzisz: Oddajemy pole Putinowi – nie ma nas na Wschodzie z naszą opowieścią o historii

W swym jerozolimskim wystąpieniu Władimir Putin wspomniał o białoruskiej wsi Chatyń. Dało to niektórym polskim komentatorom asumpt do snucia przypuszczeń, że jedynym powodem dla którego rosyjski prezydent wplótł ten wątek do swego wystąpienia jest fonetyczne podobieństwo nazwy wioski do Katynia. W takiej interpretacji intencją Putina miałoby być sianie zamętu pojęciowego na użytek niedokształconej zachodniej publiczności. Zapewne wbrew intencjom, ci którzy tak twierdzili dali świadectwo własnej ignorancji, a przynajmniej braku wiedzy na temat toczącej się w tzw. przestrzeni poradzieckiej debacie historycznej.
/ Kreml, cerkiew św. Bazylego, Moskwa Pixabay.com
Jest to o tyle istotne, że nieznajomość w tym względzie utrudnia zrozumienia nie tylko niuansów, ale wręcz celów jakie stawiają sobie autorzy rosyjskiej narracji historycznej w kwestii II wojny światowej, a raczej jak to się ujmuje w Federacji Rosyjskiej Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. A jeżeli nie będziemy rozumieli języka symboli, którymi posługuje się i do których odwołuje się Władimir Putin, to w jaki sposób chcemy przeciwdziałać antypolskiej propagandzie Moskwy?

Odwołanie się Putina do doświadczeń Chatynia ma związek z toczącą się w ubiegłych latach dyskusją między historykami białoruskimi a rosyjskimi na temat Wojny Ojczyźnianej. W największym skrócie rzecz ujmując dotyczyła ona odrębnego ujmowania wojny w podręcznikach obydwu krajów. Białorusini w swej narracji koncentrowali się na tym co działo się na obszarach dzisiejszej Białorusi, pomijając albo traktując dość powierzchownie inne wydarzenia wojny, w tym Stalingrad, blokadę Leningradu etc. Dla ich historycznej pamięci kluczowe były represje niemieckie, m.in. palenie wiosek przez oddziały niemieckie oddziały specjalne, zarówno w odwecie za wspieranie partyzantów jak i po to aby „oczyścić teren” dla planowanego przyszłego osadnictwa niemieckiego. Jedną z takich wsi, która urosła do miary symbolu był Chatyń, która została spalona a ludnośc bestialsko wymordowana. Rosjanie, w swych podręcznikach, byli skłonni doświadczenia białoruskiej „republiki partyzanckiej” ignorować, trochę wzorem Stalina, który traktował ją, delikatnie sprawę ujmując z dużą podejrzliwością. Ta różnica w polityce pamięci historycznej podkreślana była na najwyższym szczeblu. Sam Aleksandr Łukaszenka mówił publicznie o tym, że Białorusi wojna została narzucona przez obcych, a naród wiąże swą pamięć z doświadczeniami partyzanckimi, oporem miejscowej ludności przeciw najeźdźcom. Z rosyjskiego punktu widzenia to „rozjeżdżanie” się historycznych narracji jest zjawiskiem groźnym, bo utrudnia powstanie jednego korpusu pojęciowego, jednego mitu założycielskiego, a przez to, ujmując całą sprawę politycznie utrudnia powstanie jednego narodu złożonego z dwóch etnograficznie różniących się „szczepów”, ale stanowiących w istocie gałęzie tego samego drzewa. Należałoby w tym kontekście dodać też do tej konstrukcji Ukraińców, bo Putin nie porzucił myślenia o trzech gałęziach współczesnego narodu rosyjskiego – białoruskiej, ukraińskiej i rosyjskiej. Jak to wszystko ma się do wzmianki na temat Chatynia? Otóż w wyniku dyskusji między historykami obydwu krajów informacje na temat spalenia wsi i wymordowania jej mieszkańców (nota bene przez ludzi Dirlewangera oraz 118 batalion pomocniczy złożony z byłych żołnierzy UPA – melnykowców) znalazły się w rosyjskich podręcznikach. A zatem wzmiankę Putina uznać trzeba za wystąpienie skierowane z jednej strony pod adresem Mińska, z drugiej zaś zarówno przeciw Kijowowi, jak i po to, aby bezpośrednio zwrócić się do tej części ukraińskiej opinii publicznej, która nie identyfikuje się z tradycją UPA. Jeśli dodamy do tego fakt, iż w swym jerozolimskim wystąpieniu Putin mówił również o wymordowaniu przy współudziale miejscowej ludności Żydów zamieszkujących na Ukrainie i w Państwach Bałtyckich, to będziemy mieli pełny przekaz którego istotą jest odwołanie się do pamięci historycznej zaszczepionej przez ZSRR, w takim kształcie, jak to miało miejsce za czasów komunistycznych. Jest to ten element moskiewskiej narracji na który winniśmy zwrócić uwagę, a tego nie robimy. Chodzi w nim o reaktywowanie sowieckiej wspólnoty pamięci, co ułatwić może reaktywowanie imperialnych planów politycznych (niekoniecznie w postaci prostego odtworzenia ZSRR). Nie bez przyczyny Putin, jeszcze w grudniu wystąpił z długim „historycznym” wykładem na odbywającym się w Petersburgu spotkaniu państw Wspólnoty Niepodległych Państw. Wprost mówił wówczas o tym, że „jest to nasza wspólna historia”. Teraz, w Jerozolimie do tego w innej formule, ale powrócił.

Nie bez powodu też, bo w rosyjskiej dyplomacji niewiele, jeśli cokolwiek, dzieje się przypadkowo, rosyjska narracja historyczna koncentruje się raczej na końcu, niż początku II wojny światowej. Nie chodzi tylko o triumf ZSRR, choć to również ma znaczenie, ale przede wszystkim o zbudowanie ładu światowego, którego symbolem jest Rada Bezpieczeństwa ONZ i jej stali członkowie. W interpretacji rosyjskich politologów ład ten cechował się nie tylko trwałością, bo przez kilkadziesiąt lat nie dopuścił do wybuchu konfliktu zbrojnego. Nie mniej istotnymi jego elementami była zakorzeniona w świecie wartości prawomocność takiego porządku oraz faktyczne uznanie, że tworzące je mocarstwa (filary porządku światowego) mają swe interesy, strefy wpływów, wyłącznej dominacji. W przypadku ZSRR doskonale wiemy o jakich strefach jest mowa.

Wpisane w taki kontekst znaczeniowy jerozolimskie wystąpienie Putina nie jest wcale tak umiarkowane i niewinne jak niektórzy nasi komentatorzy po jego wysłuchaniu sądzili. Nasz problem polega wszakże na tym, że nie potrafimy prawidłowo odczytać kodów kulturowych i odwołań historycznych zawartych w wystąpieniach rosyjskich oficjeli i muszą oni powiedzieć coś „z grubej rury” albo otwartym tekstem, abyśmy to zauważyli.

Na szczęście znacznie lepiej rozumieją to nasi sojusznicy w Wilnie i w Kijowie. Mają też znakomicie lepszą dyplomację „na kierunku wschodnim” i pozostaje żywić nadzieję, że Warszawa będzie skłonna wysłuchać co mają nam do powiedzenia. A komunikat jest w sumie dość prosty. Przesłanie Putina, adresowane do narodów i rządów byłego ZSRR nie zostało podchwycone. W Jerozolimie, na uroczystościach organizowanych przez Wiaczesława Kantora nie było reprezentantów Kazachstanu i Uzbekistanu, dwóch kluczowych państw Azji Środkowej wywodzących się z ZSRR. Nie było Bałtów, prezydent Nauseda, najprawdopodobniej wiedząc co ma zamiar mówić Putin odwołał swój wyjazd do Jerozolimy. Podobnie prezydent Zełenski, który w ostatniej chwili nie przyszedł na uroczystości i w gruncie rzeczy odwołał spotkanie z Putinem, które co prawda miało mieć charakter roboczy i nieoficjalny, ale od kilkunastu dni w mediach obydwu krajów uznawano je za właściwie pewne. Reprezentacja Białorusi była też na niskim poziomie – spikera izby niższej parlamentu, a białoruska prasa, nawet oficjalna, w gruncie rzeczy zignorowała putinowskie uroczystości w Jerozolimie.

Do działania przystąpiła natomiast dyplomacja ukraińska. Wiceminister spraw zagranicznych Wasyl Bodnar opublikował artykuł, w którym apelował do Polski o wspólną politykę historyczną, wspólną narrację, bo na podziałach i naszych wzajemnych konfliktach korzysta Rosja. Ta oczywista prawda, na granicy banału, nie jest, niestety znana naszemu ambasadorowi w Kijowie, ministrowi Cichockiemu, który podpisał w ostatnich czasie wspólną z ambasadorem Izraela deklarację wzywającą Kijów do zerwania z gloryfikowaniem Bandery, tak jakby w polityce historycznej Ukrainy nic nie zmieniło się po wyborczym zwycięstwie Zełenskiego.  Co do istoty nie można mieć wątpliwości, że apel tego rodzaju jest słuszny, ale kontekst w jaki  wydane zostało to oświadczenie wpływa na jego wymowę. Po pierwsze skala obchodów rocznicy urodzin przywódcy ukraińskich nacjonalistów była w tym roku niewielka. W demonstracjach w Kijowie, metropolii zamieszkiwanej przez 3 mln ludzi wzięło udział do 2 tys. osób. Po drugie podobne oświadczenie wydane zostało rok wcześniej, a zatem nie mieliśmy do czynienia z nowym działaniem, raczej już rutynowym, jednak w zasadniczo zmienionym kontekście. I po trzecie wreszcie, minister Cichocki wdał się (a nie zrobił tego np. współ-sygnatariusz oświadczenia, ambasador Izraela) w niefortunną i niepotrzebną polemikę z tweetem rzeczniczki ukraińskiego MSZ-u, która napisała, że ukraińskich bohaterów narodowych będą wybierać sami Ukraińcy. Jeśli tak ma wyglądać nasza dyplomacja w Kijowie, to trzeba zadać pytanie pod adresem naszego MSZ-u, co chcemy w ten sposób osiągnąć?

Obecna wizyta prezydenta Zełenskiego jest nie tylko okazją do przezwyciężenia wzajemnych problemów natury historycznej, ale jest też możliwością rozpoczęcia wspólnej ofensywy narracyjnej, również dotykającej problemów II wojny światowej i doświadczeń dwóch totalitaryzmów. Na Wschodzie jesteśmy nieobecni z opowieścią o naszej historii, dbając niemal wyłącznie o to aby Zachód pisał o nas dobrze. To poważny błąd, bo jeśli gdzieś jest słaby punkt propagandy Putina, to właśnie wśród narodów państw powstałych po upadku ZSRR, które doskonale zdają sobie sprawę z tego co oznacza „wspólna pamięć” o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.

Marek Budzisz
 


 

Polecane