Marek Budzisz: Współpraca Rosji z USA w Syrii, a z tyłu czai się Pekin

We wtorek weszły w życie amerykańskie sankcje wobec Iranu w związku z wyjściem Waszyngtonu z międzynarodowego porozumienia z tym krajem. Przy czym warto pamiętać, że zapowiadany od jakiegoś czasu powrót do polityki sankcji podzielony został na dwa etapy – pierwszy, który wchodzi w życie teraz dotyczy współpracy przemysłu samochodowego, importu i eksportu metali kolorowych oraz złota. Druga faza, jak się ocenia mogąca wejść w życie na początku listopada dotknąć ma przede wszystkim irańskiego kompleksu paliwowego oraz transakcji tamtejszego banku centralnego. W skrócie rzecz ujmując Stany Zjednoczone zaczęły wprowadzać zasadę – ten, kto kooperuje z Teheranem, nie może współpracować z nami. Agencje i media skupiają uwagę opinii publicznej na retorycznej wojnie obydwu krajów, których przywódcy obrzucają się coraz wymyślniejszymi pogróżkami, ale warto zwrócić uwagę na polityczny wymiar podjętych działań.
/ screen YouTube
Zdaniem wielu obserwatorów, a rosyjskich chyba wszystkich, sekwencja działań Waszyngtonu jest taka, że pierwszy etap sankcji uderza przede wszystkim w firmy europejskie. I zamysłem, jaki za tym stoi, jest złamanie resztek europejskiej niezależności, samodzielnej polityki na Bliskim Wschodzie i chęci kontestowania polityki Waszyngtonu. W rosyjskich mediach wręcz piszą o tym, że Biały Dom chce wzmocnić kruszejące więzy suweren – wasal. Wybrano tego rodzaju pole, bo jest ono z kilku powodów dla administracji Trumpa wygodne. Nie ulega też wątpliwości, że aktywność Teheranu na Bliskim Wschodzie nie jest na rękę ani Izraelowi, ani konserwatywnym monarchiom Półwyspu Arabskiego, najbliższym sojusznikom Waszyngtonu w rejonie. A przy tym związki gospodarcze Ameryki z Iranem są na tyle słabe, że jej gospodarka nie może ucierpieć. Jeśli polityka sankcji osiągnie drugą fazę, tzn. obejmie embargiem irański sektor energetyczny, to wówczas, z ekonomicznego punktu widzenia Amerykanie tylko skorzystają – ceny ropy wzrosną a na rynku pojawi się luka niezaspokojonego popytu (głównie w Europie), w którą będą mogli wejść wyłącznie producenci amerykańscy oraz Saudyjczycy. Czyli z punktu widzenia Waszyngtonu sytuacja typu win – win.
Zupełnie inaczej wygląda to jednak z pozycji Brukseli, czy stolic europejskich, takich jak Berlin czy Paryż, których firmy zaangażowane są w Iranie na grube miliardy dolarów. Weźmy choćby pod uwagę francuski Total, którego kierownictwo już poinformowało, że postawione w sytuacji wyboru wycofa się z Iranu, bo dziś ponad 25 % akcji firmy znajduje się w rękach inwestorów amerykańskich, a taka lawinowa wyprzedaż to dla niej katastrofa. Tylko, że Total podpisał już kontrakty z irańskimi firmami na ok. 4 mld dolarów, z czego ponad miliard już wydał i jeśli współpraca zostanie zamrożona, to nie ma szans na odzyskanie tych pieniędzy. Podobnie niemiecki Mercedes, który szybko wydał oświadczenie, że rezygnuje z irańskiego rynku. Oficjalnie władze koncernu uzasadniły ten krok tym, że dotychczasowa sprzedaż nie odpowiadała prognozom i w związku z tym dalsze zaangażowanie z ekonomicznego punktu widzenia nie ma sensu, ale nikt w takie motywacje nie wierzy. Inni, jak francuski ATR tak spieszyli się, aby zdążyć przed sankcjami, że dzień przed ich wprowadzeniem dostarczyli, sporo przed terminem, 5 zamówionych przez Teheran samolotów.
Jeżeli inne europejskie koncerny zajmą podobną postawę jak Total i Mercedes, to Bruksela znajdzie się w trudnej sytuacji. Administracja unijna podjęła decyzję o sprzeciwieniu się posunięciom Waszyngtonu. Oczywiście nie zrobiono tego bez konsultacji ze stolicami głównych państw. Opór polegać ma na tym, że Unia nie będzie uznawać eksterytorialności amerykańskich sankcji. Jednym słowem, zdaniem Brukseli nie będą one dotyczyć firm europejskich. Co więcej, jeśli w wyniku amerykańskich działań europejskie koncerny poniosą uszczerbek, to wówczas przyjęte regulacje pozwolą im ubiegać się o rekompensaty przed europejskimi sądami. Co więcej, teraz europejski przedsiębiorca chcący zakończyć współpracę z Irańczykami w obawie przed amerykańskimi sankcjami będzie musiał uzyskać na taki krok zgodę. Na poziomie retorycznym unijna komisarz Mogherini idzie jeszcze dalej i wręcz wzywa przedsiębiorców z Europy o nasilenie kontaktów z Teheranem i zwiększenie wymiany handlowej. Można by całą sprawę skwitować stwierdzeniem, że dają o sobie znać komunistyczne korzenie pani Komisarz, które najczęściej przejawiają się w Europie się dość prymitywnym antyamerykanizmem, jednak sprawa jest poważniejsza.
Nie ulega, bowiem wątpliwości, że Amerykanie zwiększają presję na Teheran, chcąc doprowadzić do ograniczenia wpływów tegoż w Syrii i Iraku. W podobnym kierunku, jak można oceniać na podstawie ostatnich wydarzeń, idzie polityka Rosji. Moskwa z całkowitą obojętnością zareagowała na wystosowany ostatnio przez jemeńskich powstańców, z którymi walczy koalicja państw arabskich z Saudami na czele, a popierają ich Irańczycy, apel, aby włączyła się w imię „humanitaryzmu” dyplomatycznie a być może i militarnie w rozwiązanie konfliktu. Ale gdyby rosyjska dyplomacja w jakiejkolwiek formie wsparła jemeńskich powstańców, to zyskałby na tym przede wszystkim Teheran. W Syrii interes Rosji jest przy tym dość oczywisty – redukcja wpływów Iranu w oczywisty sposób zwiększa jej możliwości, ale przede wszystkim otwiera drogę do politycznego uregulowania konfliktu i rozpoczęcia odbudowy. Bez tego, kraj nie tylko, że pozostanie w ruinie, ale konflikty będą tam się nadal tliły i każdym momencie mogą wybuchnąć na nowo.
Kwestii współpracy w tej materii dotyczyły ostatnia wizyta tandemu Ławrow – Gierasimow (szef sztabu rosyjskiej armii) w Berlinie, oraz list tego ostatniego do jego amerykańskiego odpowiednika Joseph Dunforda. Mimo, że list był poufny, a nawet tajny a do jego przekazania wykorzystano „kanał wojskowy”, to zaraz po tym jak strona Amerykańska go otrzymała, znalazł się on w rękach dziennikarzy Reutersa. Rosjanie są tym zniesmaczeni i uważają, że tego rodzaju postepowanie jest czymś w rodzaju „czarnej polewki” dla ich propozycji. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Rosjanie najwyraźniej uważają, a przedstawiciele amerykańskiej administracji stanowczo to dementują, że list jest jednym z elementów porozumienia, jakie w kwestiach syryjskich zawarto w Helsinkach. Sam list, a przynajmniej ujawnione jego fragmenty, dotyczy dwóch problemów – po pierwsze stworzenia wspólnego rosyjsko – amerykańskiego ciała, którego celem miałoby być rozpoczęcie odbudowy Syrii i namówienie inwestorów do wyasygnowania na ten cel, co najmniej 250 mld dolarów, bo tyle kosztować będzie według ONZ, odbudowa kraju. A po drugie, wspomina się tam o rejonach leżących przy granicy z Jordanią, nieopodal amerykańskiej bazy w al.-Tanf. Chodzi o to, że Rosjanie proponują nakłonić do powrotu uchodźców do rejonów, z których uciekli, co pozwoliłoby rozwiązać część problemów z uchodźcami, z którymi boryka się Jordania. Taka współpraca, choćby, o regionalnych charakterze między Amerykanami i ich sojusznikami a Rosją i Damaszkiem jest oczywiście nie na rękę Teheranowi, bo znacząco redukuje jego wpływy. Ale to nie jedyny w ostatnim czasie przykład antyirańskiej polityki Moskwy w Syrii. Arabskie media informują o tym, że trwają właśnie rozmowy rosyjskich wojskowych z przedstawicielami starszyzny druzyjskiej. Ich celem ma być ponoć skłonienie Druzów, których siły samoobrony walczyły z ISIS, ale jednocześnie zachowały niezależność wobec sił reżimu, aby w ostatecznym rachunku wsparły Damaszek. I teraz Rosjanie zabiegają o to, aby przynajmniej część niezależnych formacji zbrojnych stworzyła 5 korpus armii syryjskiej, który mógłby równoważyć wpływu Irańczyków w 4 korpusie. Trzeba też pamiętać o tym, że ostatnio Moskwa doprowadziła do wycofania się formacji powiązanych z Iranem na głębokość 85 kilometrów od granicy z Izraelem, a mówi się też o tym, że porządku i pokoju na Wzgórzach Golan, mógłby strzec rosyjski korpus policji wojskowej.
Ciekawa jest też z tej perspektywy sytuacja na północy kraju, a przede wszystkim w okolicach prowincji Idlib, kontrolowanej przez Turków, w której znalazły schronienie znaczne siły antyasadowskiej opozycji. W niedawnym wywiadzie dla syryjskiej gazety ambasador Chin powiedział, że siły zbrojne jego kraju są gotowe wesprzeć działania Damaszku w tej prowincji, bo schroniły się tam, zdaniem Pekinu, zbrojne oddziały ujgurskich islamistów, którzy dążą do zbrojnej insurekcji w najbardziej na Zachód wysuniętej prowincji Chin. Eksperci przypominają w tym kontekście, iż Chińczycy nie zrezygnowali wcale z gospodarczej ekspansji we wschodniej części Morza Śródziemnego. Kilka lat temu, jeszcze przed wybuchem konfliktu w Syrii, przeprowadzili wespół z siłami zbrojnymi Rosji manewry morskie w tym rejonie, a jeśli idzie o ekspansję gospodarczą, to warto przypomnieć, że w tzw. międzyczasie kupili port w greckich Salonikach. Obserwatorzy zwracają uwagę na fakt, że gdyby zapowiedzi chińskich dyplomatów się potwierdziły, to wówczas wszyscy stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ byliby zbrojnie obecni w Syrii. A tam gdzie rywalizację zaczynają „tłuste koty” nie ma miejsca na samodzielnych partyzantów w rodzaju Iranu, Turcji czy Unii Europejskiej. Wszyscy muszą się odliczyć w którymś z obozów. I teraz właśnie trwa liczenie własnych szeregów.
 

 

POLECANE
UE traci czas i pieniądze. Alarmujący raport z ostatniej chwili
UE traci czas i pieniądze. Alarmujący raport

Ogromne opóźnienia w budowie infrastruktury transportowej UE. Opublikowano alarmujący raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego.

Niemcy w kłopocie. Wydano czerwony alert pogodowy Wiadomości
Niemcy w kłopocie. Wydano czerwony alert pogodowy

Ekstremalne warunki pogodowe spowodowane marznącym deszczem doprowadziły do poważnych utrudnień na drogach w zachodnich Niemczech. Policja informuje o setkach wypadków, w tym śmiertelnych.

Oni naprawdę chcą oddać nasze wojsko. Słowa Sikorskiego w Indiach wywołały burzę z ostatniej chwili
"Oni naprawdę chcą oddać nasze wojsko". Słowa Sikorskiego w Indiach wywołały burzę

Nagranie z Indii, na którym Radosław Sikorski mówi o "europejskim legionie", wywołało polityczną burzę.

Komunikat dla mieszkańców woj. warmińsko-mazurskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. warmińsko-mazurskiego

Policja z Warmii i Mazur opisuje włamanie na konto w portalu zakupowym. Wydano specjalny komunikat.

Sytuacja na granicy. Nowy komunikat Straży Granicznej z ostatniej chwili
Sytuacja na granicy. Nowy komunikat Straży Granicznej

Straż Graniczna regularnie publikuje raporty dotyczące wydarzeń na polskiej granicy z Białorusią. W najnowszym z nich doniesiono m.in. o sytuacji na granicy z Litwą i Niemcami w związku z przywróceniem na nich tymczasowych kontroli.

Ten serial od lat przyciąga widzów. Kosmiczna historia wraca z nową odsłoną Wiadomości
Ten serial od lat przyciąga widzów. Kosmiczna historia wraca z nową odsłoną

Apple TV+ ogłosiło datę premiery 5. sezonu serialu „For All Mankind”. Nowe odcinki pojawią się na platformie od 27 marca. Sezon będzie liczył 10 epizodów, a kolejne będą publikowane co piątek. Finał zaplanowano na 29 maja 2026 roku.

Afera o zegarek. Szejna: To replika z ostatniej chwili
Afera o zegarek. Szejna: "To replika"

Nie milkną echa afery wokół zegarka byłego ministra Andrzeja Szejny. Poseł Lewicy stwierdził w piątek w rozmowie z "Super Expressem", że jego zegarek to nie Omega, tylko… replika kupiona jako pamiątka.

Atak w krakowskiej kamienicy. Napastnik trafił do aresztu Wiadomości
Atak w krakowskiej kamienicy. Napastnik trafił do aresztu

Nocne zdarzenie w jednej z kamienic na krakowskich Grzegórzkach zakończyło się poważnymi zarzutami wobec 41-letniego mężczyzny. Sprawa dotyczy włamania oraz brutalnego ataku na 13-letnią dziewczynkę. Prokuratura potwierdziła, że podejrzany odpowie za usiłowanie zabójstwa.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka

W piątek i sobotę w Polsce dominować będzie zachmurzenie, lokalnie śnieg i mgły, a na południu oraz w centrum możliwa gołoledź – informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Zagraniczni turyści coraz częściej wybierają Polskę. Rekordowy wynik Wiadomości
Zagraniczni turyści coraz częściej wybierają Polskę. Rekordowy wynik

Rekordowe ponad 20 mln gości z zagranicy przybyło do Polski w ub.r., a w 2026 r. prognozy zakładają 22-23 mln - szacuje prezes Polskiej Organizacji Turystycznej Magdalena Krucz. Z noclegów w naszym kraju w pierwszych 10 miesiącach 2025 r. najczęściej korzystali Niemcy, Ukraińcy i Brytyjczycy.

REKLAMA

Marek Budzisz: Współpraca Rosji z USA w Syrii, a z tyłu czai się Pekin

We wtorek weszły w życie amerykańskie sankcje wobec Iranu w związku z wyjściem Waszyngtonu z międzynarodowego porozumienia z tym krajem. Przy czym warto pamiętać, że zapowiadany od jakiegoś czasu powrót do polityki sankcji podzielony został na dwa etapy – pierwszy, który wchodzi w życie teraz dotyczy współpracy przemysłu samochodowego, importu i eksportu metali kolorowych oraz złota. Druga faza, jak się ocenia mogąca wejść w życie na początku listopada dotknąć ma przede wszystkim irańskiego kompleksu paliwowego oraz transakcji tamtejszego banku centralnego. W skrócie rzecz ujmując Stany Zjednoczone zaczęły wprowadzać zasadę – ten, kto kooperuje z Teheranem, nie może współpracować z nami. Agencje i media skupiają uwagę opinii publicznej na retorycznej wojnie obydwu krajów, których przywódcy obrzucają się coraz wymyślniejszymi pogróżkami, ale warto zwrócić uwagę na polityczny wymiar podjętych działań.
/ screen YouTube
Zdaniem wielu obserwatorów, a rosyjskich chyba wszystkich, sekwencja działań Waszyngtonu jest taka, że pierwszy etap sankcji uderza przede wszystkim w firmy europejskie. I zamysłem, jaki za tym stoi, jest złamanie resztek europejskiej niezależności, samodzielnej polityki na Bliskim Wschodzie i chęci kontestowania polityki Waszyngtonu. W rosyjskich mediach wręcz piszą o tym, że Biały Dom chce wzmocnić kruszejące więzy suweren – wasal. Wybrano tego rodzaju pole, bo jest ono z kilku powodów dla administracji Trumpa wygodne. Nie ulega też wątpliwości, że aktywność Teheranu na Bliskim Wschodzie nie jest na rękę ani Izraelowi, ani konserwatywnym monarchiom Półwyspu Arabskiego, najbliższym sojusznikom Waszyngtonu w rejonie. A przy tym związki gospodarcze Ameryki z Iranem są na tyle słabe, że jej gospodarka nie może ucierpieć. Jeśli polityka sankcji osiągnie drugą fazę, tzn. obejmie embargiem irański sektor energetyczny, to wówczas, z ekonomicznego punktu widzenia Amerykanie tylko skorzystają – ceny ropy wzrosną a na rynku pojawi się luka niezaspokojonego popytu (głównie w Europie), w którą będą mogli wejść wyłącznie producenci amerykańscy oraz Saudyjczycy. Czyli z punktu widzenia Waszyngtonu sytuacja typu win – win.
Zupełnie inaczej wygląda to jednak z pozycji Brukseli, czy stolic europejskich, takich jak Berlin czy Paryż, których firmy zaangażowane są w Iranie na grube miliardy dolarów. Weźmy choćby pod uwagę francuski Total, którego kierownictwo już poinformowało, że postawione w sytuacji wyboru wycofa się z Iranu, bo dziś ponad 25 % akcji firmy znajduje się w rękach inwestorów amerykańskich, a taka lawinowa wyprzedaż to dla niej katastrofa. Tylko, że Total podpisał już kontrakty z irańskimi firmami na ok. 4 mld dolarów, z czego ponad miliard już wydał i jeśli współpraca zostanie zamrożona, to nie ma szans na odzyskanie tych pieniędzy. Podobnie niemiecki Mercedes, który szybko wydał oświadczenie, że rezygnuje z irańskiego rynku. Oficjalnie władze koncernu uzasadniły ten krok tym, że dotychczasowa sprzedaż nie odpowiadała prognozom i w związku z tym dalsze zaangażowanie z ekonomicznego punktu widzenia nie ma sensu, ale nikt w takie motywacje nie wierzy. Inni, jak francuski ATR tak spieszyli się, aby zdążyć przed sankcjami, że dzień przed ich wprowadzeniem dostarczyli, sporo przed terminem, 5 zamówionych przez Teheran samolotów.
Jeżeli inne europejskie koncerny zajmą podobną postawę jak Total i Mercedes, to Bruksela znajdzie się w trudnej sytuacji. Administracja unijna podjęła decyzję o sprzeciwieniu się posunięciom Waszyngtonu. Oczywiście nie zrobiono tego bez konsultacji ze stolicami głównych państw. Opór polegać ma na tym, że Unia nie będzie uznawać eksterytorialności amerykańskich sankcji. Jednym słowem, zdaniem Brukseli nie będą one dotyczyć firm europejskich. Co więcej, jeśli w wyniku amerykańskich działań europejskie koncerny poniosą uszczerbek, to wówczas przyjęte regulacje pozwolą im ubiegać się o rekompensaty przed europejskimi sądami. Co więcej, teraz europejski przedsiębiorca chcący zakończyć współpracę z Irańczykami w obawie przed amerykańskimi sankcjami będzie musiał uzyskać na taki krok zgodę. Na poziomie retorycznym unijna komisarz Mogherini idzie jeszcze dalej i wręcz wzywa przedsiębiorców z Europy o nasilenie kontaktów z Teheranem i zwiększenie wymiany handlowej. Można by całą sprawę skwitować stwierdzeniem, że dają o sobie znać komunistyczne korzenie pani Komisarz, które najczęściej przejawiają się w Europie się dość prymitywnym antyamerykanizmem, jednak sprawa jest poważniejsza.
Nie ulega, bowiem wątpliwości, że Amerykanie zwiększają presję na Teheran, chcąc doprowadzić do ograniczenia wpływów tegoż w Syrii i Iraku. W podobnym kierunku, jak można oceniać na podstawie ostatnich wydarzeń, idzie polityka Rosji. Moskwa z całkowitą obojętnością zareagowała na wystosowany ostatnio przez jemeńskich powstańców, z którymi walczy koalicja państw arabskich z Saudami na czele, a popierają ich Irańczycy, apel, aby włączyła się w imię „humanitaryzmu” dyplomatycznie a być może i militarnie w rozwiązanie konfliktu. Ale gdyby rosyjska dyplomacja w jakiejkolwiek formie wsparła jemeńskich powstańców, to zyskałby na tym przede wszystkim Teheran. W Syrii interes Rosji jest przy tym dość oczywisty – redukcja wpływów Iranu w oczywisty sposób zwiększa jej możliwości, ale przede wszystkim otwiera drogę do politycznego uregulowania konfliktu i rozpoczęcia odbudowy. Bez tego, kraj nie tylko, że pozostanie w ruinie, ale konflikty będą tam się nadal tliły i każdym momencie mogą wybuchnąć na nowo.
Kwestii współpracy w tej materii dotyczyły ostatnia wizyta tandemu Ławrow – Gierasimow (szef sztabu rosyjskiej armii) w Berlinie, oraz list tego ostatniego do jego amerykańskiego odpowiednika Joseph Dunforda. Mimo, że list był poufny, a nawet tajny a do jego przekazania wykorzystano „kanał wojskowy”, to zaraz po tym jak strona Amerykańska go otrzymała, znalazł się on w rękach dziennikarzy Reutersa. Rosjanie są tym zniesmaczeni i uważają, że tego rodzaju postepowanie jest czymś w rodzaju „czarnej polewki” dla ich propozycji. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Rosjanie najwyraźniej uważają, a przedstawiciele amerykańskiej administracji stanowczo to dementują, że list jest jednym z elementów porozumienia, jakie w kwestiach syryjskich zawarto w Helsinkach. Sam list, a przynajmniej ujawnione jego fragmenty, dotyczy dwóch problemów – po pierwsze stworzenia wspólnego rosyjsko – amerykańskiego ciała, którego celem miałoby być rozpoczęcie odbudowy Syrii i namówienie inwestorów do wyasygnowania na ten cel, co najmniej 250 mld dolarów, bo tyle kosztować będzie według ONZ, odbudowa kraju. A po drugie, wspomina się tam o rejonach leżących przy granicy z Jordanią, nieopodal amerykańskiej bazy w al.-Tanf. Chodzi o to, że Rosjanie proponują nakłonić do powrotu uchodźców do rejonów, z których uciekli, co pozwoliłoby rozwiązać część problemów z uchodźcami, z którymi boryka się Jordania. Taka współpraca, choćby, o regionalnych charakterze między Amerykanami i ich sojusznikami a Rosją i Damaszkiem jest oczywiście nie na rękę Teheranowi, bo znacząco redukuje jego wpływy. Ale to nie jedyny w ostatnim czasie przykład antyirańskiej polityki Moskwy w Syrii. Arabskie media informują o tym, że trwają właśnie rozmowy rosyjskich wojskowych z przedstawicielami starszyzny druzyjskiej. Ich celem ma być ponoć skłonienie Druzów, których siły samoobrony walczyły z ISIS, ale jednocześnie zachowały niezależność wobec sił reżimu, aby w ostatecznym rachunku wsparły Damaszek. I teraz Rosjanie zabiegają o to, aby przynajmniej część niezależnych formacji zbrojnych stworzyła 5 korpus armii syryjskiej, który mógłby równoważyć wpływu Irańczyków w 4 korpusie. Trzeba też pamiętać o tym, że ostatnio Moskwa doprowadziła do wycofania się formacji powiązanych z Iranem na głębokość 85 kilometrów od granicy z Izraelem, a mówi się też o tym, że porządku i pokoju na Wzgórzach Golan, mógłby strzec rosyjski korpus policji wojskowej.
Ciekawa jest też z tej perspektywy sytuacja na północy kraju, a przede wszystkim w okolicach prowincji Idlib, kontrolowanej przez Turków, w której znalazły schronienie znaczne siły antyasadowskiej opozycji. W niedawnym wywiadzie dla syryjskiej gazety ambasador Chin powiedział, że siły zbrojne jego kraju są gotowe wesprzeć działania Damaszku w tej prowincji, bo schroniły się tam, zdaniem Pekinu, zbrojne oddziały ujgurskich islamistów, którzy dążą do zbrojnej insurekcji w najbardziej na Zachód wysuniętej prowincji Chin. Eksperci przypominają w tym kontekście, iż Chińczycy nie zrezygnowali wcale z gospodarczej ekspansji we wschodniej części Morza Śródziemnego. Kilka lat temu, jeszcze przed wybuchem konfliktu w Syrii, przeprowadzili wespół z siłami zbrojnymi Rosji manewry morskie w tym rejonie, a jeśli idzie o ekspansję gospodarczą, to warto przypomnieć, że w tzw. międzyczasie kupili port w greckich Salonikach. Obserwatorzy zwracają uwagę na fakt, że gdyby zapowiedzi chińskich dyplomatów się potwierdziły, to wówczas wszyscy stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ byliby zbrojnie obecni w Syrii. A tam gdzie rywalizację zaczynają „tłuste koty” nie ma miejsca na samodzielnych partyzantów w rodzaju Iranu, Turcji czy Unii Europejskiej. Wszyscy muszą się odliczyć w którymś z obozów. I teraz właśnie trwa liczenie własnych szeregów.
 


 

Polecane