Waldemar Żyszkiewicz: PiS zmierza ku przegranej: własnej i Polski

Ktoś złośliwy powiedziałby, że to norma, bo pół kadencji już minęło. Stan rzeczy zdefiniuję jednak inaczej: nie można hamletyzować nad brzegiem Rubikonu. Trzeba go przekroczyć.
/ morguefile.com
Warto przypomnieć, że dwa zwycięstwa wyborcze Zjednoczonej Prawicy w roku 2015 nadeszły nie tylko po ośmiu latach smuty pod egidą koalicji PO-PSL, ale także w czasie gdy coraz mocniej dobijało się do głosu społeczne przekonanie, że ćwierćwiecze nominalnej suwerenności po roku 1989 zostało zmarnowane, że wszystko poszło nie tak. Przynajmniej z punktu widzenia Polaka-katolika czy obywatela-patrioty, bo elity III RP i różne mniej czy bardziej realnie istniejące mniejszości miały się w kraju nad Wisłą całkiem nieźle.
 
Wczasy nad Rubikonem
Prawicowy konglomerat pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego szedł do wyborów pod hasłami zmiany, dobrej zmiany, toteż na gruntowne działania polityczne odwracające katastrofę tzw. transformacji dostał przyzwolenie oraz większościowy mandat od elektoratu. I przez dwa lata jakoś to szło, wprawdzie daleko nie wszystkie zapewnienia przedwyborcze zostały zrealizowane, tym niemniej była to i tak zaskakująca we współczesnej postdemokracji odmiana.

Kilka niełatwych do wdrożenia obietnic zostało urzeczywistnionych, w tym dwie flagowe: dofinansowanie tych najbardziej potrzebujących, poszkodowanych przez dezindustrializację oraz krytycznie wysoki poziom bezrobocia, a także powrót do rozsądnych, a nie zbójeckich terminów przechodzenia na emeryturę. Niestety, wyczerpujące zmagania z siłami starego porządku o Trybunał Konstytucyjny oraz trzy zeszłoroczne, zaskakujące weta prezydenta Andrzeja Dudy wcale nieprzesadny impet obozu rządzącego skutecznie wyhamowały.

Jesienią roku 2017 prezes Kaczyński stanął nad brzegiem Rubikonu i ku zdumieniu obserwatorów zaczął odwracać dotychczasowy bieg wypadków, zupełnie jakby zapomniał, że w polityce (również międzynarodowej) obowiązują te same chłopackie reguły, które przesądzały o sukcesie lub przegranej na żoliborskiej ulicy. Kto dużo gada – ciosu nie zada. Nie wolno się dać zastraszyć. Raz się ugniesz, to już zawsze cię dopadną.
 
Lekceważenie BHP w polityce
Dwa lata brutalnego ostrzału przez patologiczny, zwłaszcza jeśli idzie o strukturę własnościową, system medialny w Polsce, zdumiewające beztroską przyzwolenie władzy na działania Targowicy w sejmie i w Parlamencie Europejskim, wreszcie na uliczną, opłacaną z zagranicy dywersję ideologiczną oraz światopoglądową musiało wreszcie zrobić swoje. I zrobiło.

Podczas gdy obóz dobrej zmiany pokpiwał z tzw. ciamajdanu, lekceważył jawne przejawy zdrady w przestrzeni publicznej w Polsce i poza jej granicami, szczycił się swą tolerancyjnością oraz „byciem ponad to”, jawni już wrogowie rozzuchwaleni bezkarnością zdobywali kolejne przyczółki, w czym niemałe zasługi położył zwłaszcza resort wicepremiera Glińskiego, nazywany nie wiedzieć dlaczego ministerstwem kultury i dziedzictwa narodowego.

Refleksję nad szyldem MKiDN warto zoperacjonizować, zadając dwa kluczowe pytania: jaka to kultura i czyje dziedzictwo? Skontrastujmy dla przykładu tolerowany przez resort antykatolicki, antypapieski spektakl w stołecznym Teatrze Powszechnym, z jednoczesnym brakiem zainteresowania dla filmów o heroicznej i pięknej postaci rotmistrza Witolda Pileckiego czy choćby Meriana C. Coopera, amerykańskiego lotnika z ochotniczej Eskadry Kościuszkowskiej, broniącej Lwowa przed bolszewikami w roku 1920.  
 
Ale są i znacznie groźniejsze zaniechania władzy. Zero konsekwencji dla aktorów grudniowego rokoszu w sejmie, za podżeganie do majdanu w Warszawie przez Michała „Politico” Broniatowskiego, za upublicznianie technicznej instrukcji obalania rządu przez Bartosza Kramka z Fundacji Otwarty Dialog... O ile pamięć mnie nie myli, najostrzej o działaniach fundacji firmowanej przez Kramka i panią Kozlowski wypowiedział się ówczesny szef MON. Skutki? Bartosz Kramek ma się dobrze, nadal wodzi rej w ulicznych performansach opozycji, a resortem obrony kieruje już kto inny.
 
Sondażowstrząsy wracają do łask 
Tolerowanie ideologicznego przeciągu, przyzwolenie na wywrotowe praktyki na dłuższą metę nigdy nie kończy się dobrze, to elementarz. Niezrozumiałe wydaje się więc zaniechanie obozu rządzącej Prawicy, a zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwości: nie sposób działać skutecznie w skrajnie wrogim środowisku. Dwa i pół roku to naprawdę dość czasu, aby uporządkować spatologizowany po PRL-u i okresie transformacji rynek mediów w Polsce. A gdy się dysponuje skuteczną większością parlamentarną – wyzwanie w zasadzie banalne.

Wystarczyło skopiować jedno z dwóch wzorcowo demoliberalnych, tak przyjaznych dla obcego kapitału w krajowych mediach (uwaga: ironia!) rozwiązań europejskich. Właśnie tak, do projektu ustawy naśladującej niemieckie lub francuskie regulacje przestrzeni medialnej nie miałby startu nawet niechętny rządzącym Trybunał Rzeplińskiego, bo w razie czego broniliby Polski Verhofstadt z Timmermansem. Niestety, zadanie uporządkowania mediów narodowych powierzono zespołowi w dość egzotycznym składzie, ze specjalistą od hodowli zwierząt futerkowych na czele, więc mamy to, co mamy.

Opinia publiczna jest poddawana regularnym sondażowstrząsom, które mają odwrócić wektory politycznych trendów, i regularnie karmiona sensacjami o zaburzonej hierarchii ważności. Najnowszy przykład to wałkowane na medialnej agendzie premie ministrów rządu Beaty Szydło. Konsekwencje tej wymuszonej debaty mogą być poważne, bo zmniejszenie zarobków ludzi obsługujących kluczowe instytucje państwa utrwali jedynie obserwowaną już dziś selekcję negatywną. Warto przypomnieć choćby istotne kłopoty z obsadą resortu spraw zagranicznych, i jesienią roku 2015, i teraz po zdymisjonowaniu Witolda Waszczykowskiego.
 
Strusie i projekt ministra Jakiego
Ewentualne obniżenie wynagrodzeń i diet poselskich zmniejszy jedynie wydatki lobbystów, ale jakości legislacji nie podniesie ani szacunku nie przysporzy. Państwo tanie, czyli byle jakie. Naprawdę o to nam idzie? A może o zniszczenie pozytywnego nie tylko wśród Polaków wizerunku premier Szydło? Warto pamiętać, że cała ta medialna zawierucha o rzekomo nienależne premie dla ministrów dotyczy sum rzędu kilku milionów złotych. Co istotne, odbywa się ona przy jednoczesnym, trwającym już przeszło kwartał milczeniu o procedowanych w Kongresie USA projektach ustaw S447 i HR1226.

A te, przy spolegliwej (z punktu widzenia roszczeniowych środowisk żydowskich), a biernej (z perspektywy polskiej racji stanu) postawie władz rządzących naszym krajem mogą skutkować w przyszłości utratą majątku narodowego o wartości idącej w biliony złotych. Niestety, natychmiastowe wycofanie i zamrożenie projektu rozsądnej ustawy reprywatyzacyjnej ministra Jakiego krytyczne opinie o bierności resp. spolegliwości rządzących uprawdopodabnia.
 
Czy demonstrując franciszkańską pokorę, Jarosław Kaczyński faktycznie wywrócił stolik, jak twierdzą niektórzy publicyści, czy jedynie z konieczności odniósł się do wrogiej narracji, która przy obecnej strukturze mediów ma wciąż w Polsce charakter dominujący? Oto jest pytanie.  
 
Media produkują symulakra
Media głównego nurtu od dłuższego już czasu proponują takie ujęcie: trwa walka pomiędzy PO i PiS, raz jedni, raz drudzy „nie mają z kim przegrać”, więc przegrywają sami ze sobą. To wygodny schemat, bo z pola widzenia usuwa elektorat, czyli suwerena. Oczywiście, jak głosi obowiązująca narracja, arbitrem w walce między politycznymi konkurentami jest społeczeństwo, wyborca, naród.

Ale ten arbitraż jest tylko pozorny, bo elektorat zwodzony lipnymi sondażami, sterowany opowieściami o przełamaniu trendu, w wersji plebejskiej – o wajchowym, który przekłada wajchę, niewiele w istocie może. Stawiając kropkę nad i: ciemny lud łykający kolejne narracje jedynie statystuje przy zapasach w kisielu... Taka wykładnia mocno się utrwaliła, bo jest spoista i można sądzić, że trafnie opisuje procesy politycznej zmiany w państwie. Problem w tym, że jest nieprawdziwa.

W istocie, to nie PiS czy Platforma walczą ze sobą, lecz wszystkie istniejące na politycznej scenie lub okresowo na niej kreowane podmioty polityczne wcale nie mierzą się ze sobą, lecz podejmują starania o zapewnienie sobie przed wyborami możliwie największej wiarygodności wśród elektoratu. Potem, o ile rzecz wypali i znajdą się w sejmie, dbają o interesy własnego ugrupowania, o jak najdłuższe utrzymanie się przy władzy lub o status parlamentarnej opozycji. To zresztą całkiem wygodny stan, wprawdzie zmniejsza zyski, ale daje za to komfort braku jakiejkolwiek odpowiedzialności.
 
Suweren rozliczy polityków
Wbrew powyższej zmistyfikowanej diagnozie, Ciemny lud nie jest ciemny, a kto w to wierzy, popełnia błąd. Rację ma raczej Cezary Krysztopa, redaktor naczelny portalu Tysol.pl, który twierdzi, że Polacy nie chcą u władzy mięczaków, więc PiS przegra w momencie, gdy ludzie stracą resztki złudzeń, że formacja Jarosława Kaczyńskiego realizuje, tak jak deklarowała to przed wyborami, polski interes narodowy. I że w jego obronie jest gotowa ostro zetrzeć się nawet z największymi rabuśnikami.

Tak, Prawo i Sprawiedliwość nie przegra ze sobą ani z Platformą, lecz raczej z kresem cierpliwości własnych wyborców. Powstanie z kolan, walka o podmiotowość Rzeczypospolitej, przywracanie dobrego imienia oraz poczucia godności narodowi, od dekad kłamliwie oraz bezkarnie pomawianemu o udział w ludobójstwie i zbrodniach przeciw ludzkości – to przecież integralna część kontraktu wyborczego elektoratu z PiS, a szerzej z formacją Zjednoczonej Prawicy. Tu naprawdę nie ma już miejsca na żadne negocjacje.
 
Waldemar Żyszkiewicz
 
Pierwodruk w Obywatelskiej. Gazecie Kornela Morawieckiego nr 164, 13 – 26 kwietnia 2018
 
Schodki do piwniczki
http://tysol.pl/a17542-Waldemar-Zyszkiewicz-Przepraszanie-i-wybaczanie-za-kogos-Nieodrobiona-lekcja-dyplomacji
https://www.tysol.pl/b16945-Waldemar-Zyszkiewicz-Fejk-raport-o-Polsce-Niekonczaca-sie-historia
https://www.tysol.pl/b16580-Waldemar-Zyszkiewicz-O-smoku-transformacji-Trylogia-III-RP
https://www.tysol.pl/b16045-Waldemar-Zyszkiewicz-Zychowicz-kwantyfikatory-i-konflikt-interesow
https://www.tysol.pl/b15506-Waldemar-Zyszkiewicz-Wypowiedz-Anny-Azari-w-przekladzie-z-naszego-na-polski
http://www.tysol.pl/a15484-Waldemar-Zyszkiewicz-Archiwum-wspolczesnosci-Testament-doktora-z-miasteczka-Tluste

 

POLECANE
Agencja Moody's dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski: perspektywa jest negatywna z ostatniej chwili
Agencja Moody's dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski: perspektywa jest negatywna

Agencja Moody’s dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski, ale nie podjęła działań względem ratingu (rating action) - podała agencja w komunikacie. Oznacza to, że ocena kredytowa kraju pozostaje na poziomie "A2", a jej perspektywa jest negatywna.

Marcin Warchoł: Jeśli pozwolimy upolitycznionym sędziom układać nam życie, nie poznamy naszego kraju gorące
Marcin Warchoł: Jeśli pozwolimy upolitycznionym sędziom układać nam życie, nie poznamy naszego kraju

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Marcin Warchoł skomentował na platformie X decyzję NSA nakazującą urzędom stanu cywilnego wpisanie do polskiego rejestru aktu małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą.

Szef FBI: Związani z Rosją hakerzy atakują użytkowników komunikatorów, w tym polityków z ostatniej chwili
Szef FBI: Związani z Rosją hakerzy atakują użytkowników komunikatorów, w tym polityków

Szef FBI Kash Patel poinformował w piątek o zidentyfikowaniu hakerów związanych z Rosją, atakujących użytkowników komunikatorów, w tym byłych i obecnych przedstawicieli władz USA, wojskowych i dziennikarzy.

Tȟašúŋke Witkó: Armia z brukselskiego sufitu tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Armia z brukselskiego sufitu

Pod koniec stycznia 2026 roku Komisja Europejska zatwierdziła pakiet inwestycyjnych planów zbrojeniowych, zwanych Instrumentem na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy, a w Polsce wdrażanego pod nazwą Finansowego Instrumentu Zwiększenia Bezpieczeństwa, określanego potocznie jako „SAFE”. Nasz kraj znalazł się wówczas w grupie państw, którym Bruksela zaaprobowała wzięcie owej pożyczki.

Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim gorące
Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim

„Po pierwsze, NSA zadając pytanie TSUE w sprawie transkrypcji aktu małżeństwa osób jednopłciowych, w świetle traktatu był zoobligowany uwzględnić odpowiedź TSUE, a zatem bezpośrednio to nie NSA wykazał się aktywizmem sędziowskim, ale TSUE” - oceniła na platformie X przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka.

Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc. z ostatniej chwili
Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc.

Wicepremier, szef MON i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział w piątek, że PSL złoży w Sejmie projekt ustawy, która ma być de facto „poprawioną wersją” przedstawionej propozycji prezydenta Karola Nawrockiego o tzw. polskim SAFE 0 proc. Projekt ma trafić do Sejmu w przyszłym tygodniu.

Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją gorące
Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją

„Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny nie tylko z naszą Konstytucją, ale także z utrwalonym orzecznictwem TK, SN i NSA, a przede wszystkim z prawem naturalnym” - napisał na platformie X wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak (Konfederacja).

Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli tylko u nas
Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli

Na posiedzeniu Rady Europejskiej przewodnicząca Parlamentu Roberta Metsola poruszyła trzy główne tematy: konkurencyjność, energię i rozwój geopolityczny. Jeżeli ktokolwiek jednak sądził, że UE odejdzie od zielonego szaleństwa, jest w błędzie. Z wypowiedzi przewodniczącej Parlamentu Europejskiego jasno wynika, że UE, oficjalnie dla ratowania gospodarki, sięgnie po oszczędności obywateli.

Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza tylko u nas
Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza

„W kuluarach mówi się, że mniej więcej za pół roku, kiedy będzie połowa tej kadencji Parlamentu Europejskiego, może dojść do wymiany przewodniczącej Komisji Europejskiej, dlatego że Unia Europejska gospodarczo grzęźnie” - poinformowało portal Tysol.pl źródło w Unii Europejskiej.

Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS tylko u nas
Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS

„Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS” - mówi portalowi Tysol.pl eurodeputowany PiS Bogdan Rzońca, zapytany, dlaczego szefowa KE nie chce wycofać UE z ETS.

REKLAMA

Waldemar Żyszkiewicz: PiS zmierza ku przegranej: własnej i Polski

Ktoś złośliwy powiedziałby, że to norma, bo pół kadencji już minęło. Stan rzeczy zdefiniuję jednak inaczej: nie można hamletyzować nad brzegiem Rubikonu. Trzeba go przekroczyć.
/ morguefile.com
Warto przypomnieć, że dwa zwycięstwa wyborcze Zjednoczonej Prawicy w roku 2015 nadeszły nie tylko po ośmiu latach smuty pod egidą koalicji PO-PSL, ale także w czasie gdy coraz mocniej dobijało się do głosu społeczne przekonanie, że ćwierćwiecze nominalnej suwerenności po roku 1989 zostało zmarnowane, że wszystko poszło nie tak. Przynajmniej z punktu widzenia Polaka-katolika czy obywatela-patrioty, bo elity III RP i różne mniej czy bardziej realnie istniejące mniejszości miały się w kraju nad Wisłą całkiem nieźle.
 
Wczasy nad Rubikonem
Prawicowy konglomerat pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego szedł do wyborów pod hasłami zmiany, dobrej zmiany, toteż na gruntowne działania polityczne odwracające katastrofę tzw. transformacji dostał przyzwolenie oraz większościowy mandat od elektoratu. I przez dwa lata jakoś to szło, wprawdzie daleko nie wszystkie zapewnienia przedwyborcze zostały zrealizowane, tym niemniej była to i tak zaskakująca we współczesnej postdemokracji odmiana.

Kilka niełatwych do wdrożenia obietnic zostało urzeczywistnionych, w tym dwie flagowe: dofinansowanie tych najbardziej potrzebujących, poszkodowanych przez dezindustrializację oraz krytycznie wysoki poziom bezrobocia, a także powrót do rozsądnych, a nie zbójeckich terminów przechodzenia na emeryturę. Niestety, wyczerpujące zmagania z siłami starego porządku o Trybunał Konstytucyjny oraz trzy zeszłoroczne, zaskakujące weta prezydenta Andrzeja Dudy wcale nieprzesadny impet obozu rządzącego skutecznie wyhamowały.

Jesienią roku 2017 prezes Kaczyński stanął nad brzegiem Rubikonu i ku zdumieniu obserwatorów zaczął odwracać dotychczasowy bieg wypadków, zupełnie jakby zapomniał, że w polityce (również międzynarodowej) obowiązują te same chłopackie reguły, które przesądzały o sukcesie lub przegranej na żoliborskiej ulicy. Kto dużo gada – ciosu nie zada. Nie wolno się dać zastraszyć. Raz się ugniesz, to już zawsze cię dopadną.
 
Lekceważenie BHP w polityce
Dwa lata brutalnego ostrzału przez patologiczny, zwłaszcza jeśli idzie o strukturę własnościową, system medialny w Polsce, zdumiewające beztroską przyzwolenie władzy na działania Targowicy w sejmie i w Parlamencie Europejskim, wreszcie na uliczną, opłacaną z zagranicy dywersję ideologiczną oraz światopoglądową musiało wreszcie zrobić swoje. I zrobiło.

Podczas gdy obóz dobrej zmiany pokpiwał z tzw. ciamajdanu, lekceważył jawne przejawy zdrady w przestrzeni publicznej w Polsce i poza jej granicami, szczycił się swą tolerancyjnością oraz „byciem ponad to”, jawni już wrogowie rozzuchwaleni bezkarnością zdobywali kolejne przyczółki, w czym niemałe zasługi położył zwłaszcza resort wicepremiera Glińskiego, nazywany nie wiedzieć dlaczego ministerstwem kultury i dziedzictwa narodowego.

Refleksję nad szyldem MKiDN warto zoperacjonizować, zadając dwa kluczowe pytania: jaka to kultura i czyje dziedzictwo? Skontrastujmy dla przykładu tolerowany przez resort antykatolicki, antypapieski spektakl w stołecznym Teatrze Powszechnym, z jednoczesnym brakiem zainteresowania dla filmów o heroicznej i pięknej postaci rotmistrza Witolda Pileckiego czy choćby Meriana C. Coopera, amerykańskiego lotnika z ochotniczej Eskadry Kościuszkowskiej, broniącej Lwowa przed bolszewikami w roku 1920.  
 
Ale są i znacznie groźniejsze zaniechania władzy. Zero konsekwencji dla aktorów grudniowego rokoszu w sejmie, za podżeganie do majdanu w Warszawie przez Michała „Politico” Broniatowskiego, za upublicznianie technicznej instrukcji obalania rządu przez Bartosza Kramka z Fundacji Otwarty Dialog... O ile pamięć mnie nie myli, najostrzej o działaniach fundacji firmowanej przez Kramka i panią Kozlowski wypowiedział się ówczesny szef MON. Skutki? Bartosz Kramek ma się dobrze, nadal wodzi rej w ulicznych performansach opozycji, a resortem obrony kieruje już kto inny.
 
Sondażowstrząsy wracają do łask 
Tolerowanie ideologicznego przeciągu, przyzwolenie na wywrotowe praktyki na dłuższą metę nigdy nie kończy się dobrze, to elementarz. Niezrozumiałe wydaje się więc zaniechanie obozu rządzącej Prawicy, a zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwości: nie sposób działać skutecznie w skrajnie wrogim środowisku. Dwa i pół roku to naprawdę dość czasu, aby uporządkować spatologizowany po PRL-u i okresie transformacji rynek mediów w Polsce. A gdy się dysponuje skuteczną większością parlamentarną – wyzwanie w zasadzie banalne.

Wystarczyło skopiować jedno z dwóch wzorcowo demoliberalnych, tak przyjaznych dla obcego kapitału w krajowych mediach (uwaga: ironia!) rozwiązań europejskich. Właśnie tak, do projektu ustawy naśladującej niemieckie lub francuskie regulacje przestrzeni medialnej nie miałby startu nawet niechętny rządzącym Trybunał Rzeplińskiego, bo w razie czego broniliby Polski Verhofstadt z Timmermansem. Niestety, zadanie uporządkowania mediów narodowych powierzono zespołowi w dość egzotycznym składzie, ze specjalistą od hodowli zwierząt futerkowych na czele, więc mamy to, co mamy.

Opinia publiczna jest poddawana regularnym sondażowstrząsom, które mają odwrócić wektory politycznych trendów, i regularnie karmiona sensacjami o zaburzonej hierarchii ważności. Najnowszy przykład to wałkowane na medialnej agendzie premie ministrów rządu Beaty Szydło. Konsekwencje tej wymuszonej debaty mogą być poważne, bo zmniejszenie zarobków ludzi obsługujących kluczowe instytucje państwa utrwali jedynie obserwowaną już dziś selekcję negatywną. Warto przypomnieć choćby istotne kłopoty z obsadą resortu spraw zagranicznych, i jesienią roku 2015, i teraz po zdymisjonowaniu Witolda Waszczykowskiego.
 
Strusie i projekt ministra Jakiego
Ewentualne obniżenie wynagrodzeń i diet poselskich zmniejszy jedynie wydatki lobbystów, ale jakości legislacji nie podniesie ani szacunku nie przysporzy. Państwo tanie, czyli byle jakie. Naprawdę o to nam idzie? A może o zniszczenie pozytywnego nie tylko wśród Polaków wizerunku premier Szydło? Warto pamiętać, że cała ta medialna zawierucha o rzekomo nienależne premie dla ministrów dotyczy sum rzędu kilku milionów złotych. Co istotne, odbywa się ona przy jednoczesnym, trwającym już przeszło kwartał milczeniu o procedowanych w Kongresie USA projektach ustaw S447 i HR1226.

A te, przy spolegliwej (z punktu widzenia roszczeniowych środowisk żydowskich), a biernej (z perspektywy polskiej racji stanu) postawie władz rządzących naszym krajem mogą skutkować w przyszłości utratą majątku narodowego o wartości idącej w biliony złotych. Niestety, natychmiastowe wycofanie i zamrożenie projektu rozsądnej ustawy reprywatyzacyjnej ministra Jakiego krytyczne opinie o bierności resp. spolegliwości rządzących uprawdopodabnia.
 
Czy demonstrując franciszkańską pokorę, Jarosław Kaczyński faktycznie wywrócił stolik, jak twierdzą niektórzy publicyści, czy jedynie z konieczności odniósł się do wrogiej narracji, która przy obecnej strukturze mediów ma wciąż w Polsce charakter dominujący? Oto jest pytanie.  
 
Media produkują symulakra
Media głównego nurtu od dłuższego już czasu proponują takie ujęcie: trwa walka pomiędzy PO i PiS, raz jedni, raz drudzy „nie mają z kim przegrać”, więc przegrywają sami ze sobą. To wygodny schemat, bo z pola widzenia usuwa elektorat, czyli suwerena. Oczywiście, jak głosi obowiązująca narracja, arbitrem w walce między politycznymi konkurentami jest społeczeństwo, wyborca, naród.

Ale ten arbitraż jest tylko pozorny, bo elektorat zwodzony lipnymi sondażami, sterowany opowieściami o przełamaniu trendu, w wersji plebejskiej – o wajchowym, który przekłada wajchę, niewiele w istocie może. Stawiając kropkę nad i: ciemny lud łykający kolejne narracje jedynie statystuje przy zapasach w kisielu... Taka wykładnia mocno się utrwaliła, bo jest spoista i można sądzić, że trafnie opisuje procesy politycznej zmiany w państwie. Problem w tym, że jest nieprawdziwa.

W istocie, to nie PiS czy Platforma walczą ze sobą, lecz wszystkie istniejące na politycznej scenie lub okresowo na niej kreowane podmioty polityczne wcale nie mierzą się ze sobą, lecz podejmują starania o zapewnienie sobie przed wyborami możliwie największej wiarygodności wśród elektoratu. Potem, o ile rzecz wypali i znajdą się w sejmie, dbają o interesy własnego ugrupowania, o jak najdłuższe utrzymanie się przy władzy lub o status parlamentarnej opozycji. To zresztą całkiem wygodny stan, wprawdzie zmniejsza zyski, ale daje za to komfort braku jakiejkolwiek odpowiedzialności.
 
Suweren rozliczy polityków
Wbrew powyższej zmistyfikowanej diagnozie, Ciemny lud nie jest ciemny, a kto w to wierzy, popełnia błąd. Rację ma raczej Cezary Krysztopa, redaktor naczelny portalu Tysol.pl, który twierdzi, że Polacy nie chcą u władzy mięczaków, więc PiS przegra w momencie, gdy ludzie stracą resztki złudzeń, że formacja Jarosława Kaczyńskiego realizuje, tak jak deklarowała to przed wyborami, polski interes narodowy. I że w jego obronie jest gotowa ostro zetrzeć się nawet z największymi rabuśnikami.

Tak, Prawo i Sprawiedliwość nie przegra ze sobą ani z Platformą, lecz raczej z kresem cierpliwości własnych wyborców. Powstanie z kolan, walka o podmiotowość Rzeczypospolitej, przywracanie dobrego imienia oraz poczucia godności narodowi, od dekad kłamliwie oraz bezkarnie pomawianemu o udział w ludobójstwie i zbrodniach przeciw ludzkości – to przecież integralna część kontraktu wyborczego elektoratu z PiS, a szerzej z formacją Zjednoczonej Prawicy. Tu naprawdę nie ma już miejsca na żadne negocjacje.
 
Waldemar Żyszkiewicz
 
Pierwodruk w Obywatelskiej. Gazecie Kornela Morawieckiego nr 164, 13 – 26 kwietnia 2018
 
Schodki do piwniczki
http://tysol.pl/a17542-Waldemar-Zyszkiewicz-Przepraszanie-i-wybaczanie-za-kogos-Nieodrobiona-lekcja-dyplomacji
https://www.tysol.pl/b16945-Waldemar-Zyszkiewicz-Fejk-raport-o-Polsce-Niekonczaca-sie-historia
https://www.tysol.pl/b16580-Waldemar-Zyszkiewicz-O-smoku-transformacji-Trylogia-III-RP
https://www.tysol.pl/b16045-Waldemar-Zyszkiewicz-Zychowicz-kwantyfikatory-i-konflikt-interesow
https://www.tysol.pl/b15506-Waldemar-Zyszkiewicz-Wypowiedz-Anny-Azari-w-przekladzie-z-naszego-na-polski
http://www.tysol.pl/a15484-Waldemar-Zyszkiewicz-Archiwum-wspolczesnosci-Testament-doktora-z-miasteczka-Tluste


 

Polecane