Marek Budzisz: "Rosyjska gospodarka wchodzi w fazę recesji"

Ostatni, czerwcowy biuletyn wydawany przez rosyjski Bank Centralny przynosi interesujące informacje na temat kosztów, ponoszonych przez statystycznego Rosjanina na subsydiowanie własnego rolnictwa. Analitycy zbadali o ile konsumenci na Wschodzie płacą więcej za żywność, niźli płaciliby w sytuacji otwartego na import rynku. W tym celu porównali ceny rosyjskie z cenami na innych rynkach. Można to też, w pewnym uproszczeniu, nazwać ceną, jaką rosyjski konsument zapłacił za wprowadzone przez Moskwę kontr – sankcji na europejską żywność (tak robią niektóre rosyjskie media). Zobaczmy.
kremlin.ru
kremlin.ru / Wikimedia Commons/ Creative Commons Attribution 3.0 Unported/Creative Commons Attribution 4.0 International

 I tak, o ile w 2014 roku subsydiowanie rodzimych producentów żywności kosztowało Rosjan 278,2 mld rubli, to po wprowadzeniu ograniczeń importowych wzrosło do 603, 7 mld i obecnie utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Gdyby to przeliczyć na wydatki w skali roku, to o ile „przed sankcjami” każdy statystyczny Rosjanin przepłacał za żywność na poziomie 1935 rubli rocznie, to w 2016 kwota ta wzrosła do 4120 rubli, czyli na statystyczną rodzinę prawie 16 500 tysiąca. Czy to dużo? Jeśli wziąć pod uwagę, że statystyczny Rosjanin wydaje rocznie na żywność ok. 70 000 rubli to kwota nie wydaje się mała. Wpływ tego rodzaju ograniczeń na wzrost poziomu cen w Rosji niezależni eksperci oceniali w 2016 roku na 4,1 %. Bank Centralny i jego analitycy zajmują się tą kwestią, przede wszystkim zastanawiając się, jakie są perspektywy wzrostu inflacji w Rosji oraz wzrostu Produktu Krajowego Brutto. I w obydwu tych przypadkach, obraz, jaki się rysuje na podstawie ostatnich danych opublikowanych przez rosyjski odpowiednik GUS, ale również na podstawie szacunków ośrodków naukowych i eksperckich nie wygląda dobrze.

    Zacznijmy najpierw od kwestii inflacji. Pisałem już o tym wielokrotnie, że większość rosyjskich analityków zgodna jest w prognozach osłabienia jesienią kursu rubla. Różnią się tylko, co do oceny skali tej przeceny. Teraz, w związku z napływem turystów na Mundial kurs, ich zdaniem, nie powinien się zmieniać, ale w nieodległej przyszłości nie uda się uniknąć przeceny. A to powodować będzie powstanie presji inflacyjnej. Presji wzmacnianej wzrostem cen benzyny na rosyjskich stacjach benzynowych. Oczywiście cena na poziomie 47 rubli za litr, czyli jakichś 65 eurocentów, w porównaniu z tym, co się dzieje w Polsce to pryszcz, ale jednak pamiętajmy, że Rosja jest jednym z największych producentów i eksporterów ropy naftowej i punktem odniesienia w jej przypadku winny być raczej ceny z Arabii Saudyjskiej czy Kuwejtu. Rosjan przeraziło to, że ceny w dość krótkim czasie wzrosły o 25 %. I zaczęły się protesty kierowców – w Omsku, w Dagestanie, w Kraju Stawropolskim, na Dalekim Wschodzie. Rosyjscy kierowcy samochodów ciężarowych protestowali już w zeszłym roku, wówczas nie przeciw cenom paliwa, ale wprowadzeniu rosyjskiego odpowiednika viaToll, na którym zarabiała zaprzyjaźniona z Putinem rodzina Rotenbergów. Jednym słowem sytuacja znacznie się zaogniła i rosyjskie władze przystąpiły do działania – wicepremier Kozak obwieścił, że planowana na 1 czerwca podwyżka akcyzy na paliwo zostanie anulowana, a nawet rząd zmniejszy obciążenia fiskalne w tym zakresie. Wezwał też prezesów rosyjskich koncernów paliwowych do siebie, pogroził palcem i w efekcie ci poinformowali Rosjan, że żadnych już podwyżek nie będzie. Jednak impuls inflacyjny już wystąpił, przede wszystkim w rosyjskim rolnictwie (wiosenne prace polowe) i trudno będzie uniknąć wzrostu cen żywności. Alarmują przede wszystkim właściciele dużych i bardzo dużych gospodarstw na południu Rosji, która dodatkowo nękana jest suszą (szczególnie dającą się odczuć na Krymie). W porównaniu z rokiem ubiegłym, argumentują, kiedy z litr oleju napędowego płaciliśmy średnio 27 rubli, licząc od początku roku teraz średnio wydajemy 35 rubli.

    Wydaje się dość pewne, że ceny żywności w Rosji wzrosną jesienią, a to nie pomaga w utrzymywaniu inflacji pod kontrolą. Do presji cenowej wywołanej wzrostem kosztów produkcji dokłada się też efekt rosyjskiego Rossielchoznadzoru, który właśnie poinformował o ograniczeniu importu tańszego niż w Rosji mleka z Białorusi w dużych opakowaniach. Z makroekonomicznego punktu widzenia ogranicza to, i tak już niewielką skłonność rosyjskiego Banku Centralnego, do obniżania stóp procentowych kredytów. Trudno w takiej sytuacji liczyć na ożywienie popytu konsumpcyjnego, nawet, jeśli uzna się za realne dość optymistyczne deklaracje rządu o wzroście wynagrodzeń w tym roku. Trzeba jeszcze kilka słów napisać, dlaczego w Rosji tak od początku roku wzrosły ceny paliwa, bo o wpływie cen światowych trudno w tej sytuacji mówić. Pewną wskazówką są tutaj ostatnie dane Rosstatu na temat inwestycji w Rosji. Otóż porównując I kwartał tego roku z analogicznym okresem roku poprzedniego inwestycje w sektorze wydobycia ropy naftowej i gazu w Rosji spadły o 38 %. Odpowiedź na pytanie o przyczyny tego tąpnięcia jest dość oczywista – ograniczenia zarówno możliwości finansowania nakładów, jak i przede wszystkim tłumienie, w wyniku porozumienia z OPEC, wydobycia. Bo, po co wydawać miliardy dolarów na badania nowych pól naftowych, jeśli nie można specjalnie liczyć ani na pozyskanie nowych partnerów biznesowych, ale przede wszystkim nie będzie można zwiększać wydobycia. I już, od co najmniej roku rosyjskie firmy naftowe głośno mówią o tym, że co prawda cena jest dobra, ale one nie mogą realizować zysków. Jeśli, zatem, nie można sprzedać więcej ropy na świecie, to pozostaje rynek krajowy i próba realizacji, drogą podwyżek cen, wyższej marży. Może, dlatego w rosyjskiej Dumie rozlegały się głosy o zmowie producentów.

    Wracając jednak do ostatnich informacji Rosstatu na temat rosyjskich inwestycji, to warto odnotować, że inwestycje średnich i dużych rosyjskich firm zmniejszyły się o 1,6 %, wzrosły za to nakłady sektora firm małych. Tylko, że te ostatnie, to nie żadne „twarde dane”, ale szacunki rosyjskich statystyków, w których błąd pomiaru może być tak duży, że wzrost przemienić się może w spadek.

    Jak to wszystko ma się do perspektywy wzrostu rosyjskiego PKB? Nie najlepiej. Nawet Ministerstwo Rozwoju Ekonomicznego (minister Orieszkin) musiało w ostatnich dniach zredukować swoje prognozy na ten rok. A ministerialni analitycy znani są ze swego optymizmu. Pierwotnie, jeszcze na początku roku twierdzili, że rosyjska gospodarka urośnie 2,1 %, teraz już argumentują, że wzrost będzie od 1,6 do 2,1%, co większość analityków uznała za deklarację, iż raczej spodziewany jest wzrost bliżej niższego wskaźnika. Minister Orieszkin nie byłby sobą, gdyby przy okazji nie zaproponował „zmiany perspektywy”. Otóż jego zdaniem nie ma, co liczyć rosyjskiego PKB w dolarach, trzeba w rublach. I tu jest wyraźny postęp, bo w cenach bieżących wyniesie on ok. 100 bilionów rubli, podczas, gdy w roku ubiegłym tylko 92 biliony. Jednym słowem, gdyby spoglądać w odpowiedni sposób to wzrost byłby prawie 10 %. Ale nie zmieni to faktu, że w związku ze spadającym kursem rubla (na początku roku ok. 57 rubli za dolara, dziś 62), gdyby rosyjski PKB przeliczać na dolary to będziemy mieli do czynienia ze spadkiem.  

    Pesymistami są rosyjscy managerowie, ankietowani regularnie przez firmę Markit, która na tej podstawie sporządza wskaźnik optymizmu. I w maju, po raz pierwszy od dwóch lat, spadł on poniżej uznawanego za krytyczny, poziom 50 punktów (spadek z 51,3 do 48,9). 70 % Rosyjskich managerów jest zdania, iż rosyjska gospodarka wejdzie w fazę stagnacji, a może nawet recesji. Dane dotyczące produkcji przemysłowej potwierdzają ich obawy. Oficjalnie, po czterech miesiącach rosła ona – o 1,8 %, tylko, że trend jest niepokojący, bo o ile jeszcze w styczniu notowano wzrost na poziomie 3 %, to już w kwietniu było tylko 1 %.

    A zapatrywania na przyszłość są jeszcze bardziej pesymistyczne. Eksperci rosyjskiego Alfa Banku są zdania, że rosyjskie PKB wzrośnie w tym roku, co najwyżej o 1 %. Badacze z Wyższej Szkoły Gospodarki jeszcze bardziej ponuro spoglądają w przyszłość. W ubiegłym roku, argumentują, rosyjska gospodarka urosła, o 1,5 % bo wszyscy spodziewali się poprawy relacji ze Stanami Zjednoczonymi i stopniowego redukowania antyrosyjskich sankcji. Produkowano „na magazyn” w oczekiwaniu na lepsze czasy. Dziś gołym okiem widać, że te nie nadejdą i w tym roku rosyjski wzrost wyniesie, ich zdaniem, nie więcej niźli 0,5 %. Jednym słowem, w środowisku rosyjskich ekspertów mało, kto wierzy w możliwość realizacji ambitnych planów ogłoszonych przez Putina o gospodarczym przyspieszeniu i społecznym dobrobycie. Prognozy wieloletnie też nie są optymistyczne i wskazują, w perspektywie kilku lat, że rosyjska gospodarka nie będzie rosła szybciej niźli 2 % rocznie (nawet bliżej 1,5 %). A to oznacza, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę, że świat rozwija się średnio obecnie w tempie 3,9 % rocznie, że Rosjanie nie będą w stanie nadrobić dystansu, który w kolejnych latach będzie rósł.  

    Czytając te informacje nieco łatwiej zrozumieć powody zmiany oblicza rosyjskiej „narracji” wobec Europy i szerzej świata. Narracji, w której wiele jest słów na temat korzyści wynikających z wymiany handlowej, kooperacji, współpracy i wspierania inwestycji, których Rosja coraz bardziej, wręcz desperacko, potrzebuje. A to może spowodować zmiany w polityce zagranicznej Kremla, oczywiście o ile Europa nie zlikwiduje sankcji "na zachętę".


 

POLECANE
Von der Leyen pozostaje na stanowisku. PE odrzucił wotum nieufności z ostatniej chwili
Von der Leyen pozostaje na stanowisku. PE odrzucił wotum nieufności

Parlament Europejski odrzucił w czwartek w głosowaniu wniosek o wotum nieufności wobec Komisji Europejskiej. Został on złożony z inicjatywy prawicowej frakcji Patrioci dla Europy w związku z podpisaniem przez szefową KE Ursulę von der Leyen umowy handlowej z Mercosurem.

Davos: Podpisano dokument założycielski Rady Pokoju Donalda Trumpa z ostatniej chwili
Davos: Podpisano dokument założycielski Rady Pokoju Donalda Trumpa

Prezydent USA Donald Trump i przedstawiciele 19 innych państw podpisali w czwartek w Davos dokument założycielski Rady Pokoju, na czele której stoi Donald Trump. Wśród członków założycieli nie ma Rosji ani większości państw europejskich.

Ważny komunikat dla mieszkańców Poznania z ostatniej chwili
Ważny komunikat dla mieszkańców Poznania

Ważny komunikat dla kierowców z Poznania. W najbliższych dniach na kilku kluczowych ulicach miasta pojawią się chwilowe utrudnienia w ruchu. Powodem są prace związane z wymianą elektronicznych tablic informacyjnych nad jezdniami.

„Potrzebujemy więcej czasu i analiz, aby podjąć dobrą decyzję ws. Rady Pokoju” z ostatniej chwili
„Potrzebujemy więcej czasu i analiz, aby podjąć dobrą decyzję ws. Rady Pokoju”

– Potrzebujemy więcej czasu, informacji i analiz, aby podjąć finalnie dobrą decyzję w sprawie Rady Pokoju w zgodzie z polską konstytucją i polskim ustawodawstwem – poinformował w czwartek szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.

Gen. Kellogg: Jeśli Ukraina przetrwa zimę, przewaga będzie po jej stronie z ostatniej chwili
Gen. Kellogg: Jeśli Ukraina przetrwa zimę, przewaga będzie po jej stronie

Były specjalny przedstawiciel prezydenta USA ds. Ukrainy gen. Keith Kellogg powiedział podczas dyskusji na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, że jeśli Ukraina przetrwa obecną zimę, przewaga będzie po jej stronie – poinformowała agencja Interfax-Ukraina.

Mercosur ma ruszyć mimo TSUE. Wojciechowski: Decyzja Rady UE już zapadła z ostatniej chwili
Mercosur ma ruszyć mimo TSUE. Wojciechowski: Decyzja Rady UE już zapadła

Były unijny komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski informuje w mediach społecznościowych, że decyzja Parlamentu Europejskiego o skierowaniu umowy UE–Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości UE nie zatrzyma wejścia w życie tego porozumienia, gdyż decyzją Rady UE umowa będzie stosowana tymczasowo.

Nieoficjalnie: Umowa ws. Grenlandii może obejmować suwerenność USA nad niewielkimi obszarami z ostatniej chwili
Nieoficjalnie: Umowa ws. Grenlandii może obejmować suwerenność USA nad niewielkimi obszarami

Zapowiedziana przez prezydenta USA Donalda Trumpa umowa dotycząca Grenlandii może obejmować amerykańską suwerenność nad niewielkimi częściami terytorium Grenlandii, na których mogłyby powstać bazy wojskowe – napisał w środę dziennik „The New York Times”.

„To wygląda bardzo źle”. Lewica rozważa zawieszenie Andrzeja Szejny z ostatniej chwili
„To wygląda bardzo źle”. Lewica rozważa zawieszenie Andrzeja Szejny

W Lewicy narasta napięcie wokół majątku jednego z najbardziej rozpoznawalnych polityków formacji, Andrzeja Szejny. Sprawa dotyczy luksusowego zegarka i możliwych konsekwencji, włącznie z zawieszeniem w prawach członka klubu.

Davos: Trump dziś założy Radę Pokoju. Przystąpi do niej około 35 przywódców z ostatniej chwili
Davos: Trump dziś założy Radę Pokoju. Przystąpi do niej około 35 przywódców

Prezydent USA Donald Trump podpisze w czwartek dokument założycielski Rady Pokoju, do której przystąpiło dotąd około 30 przywódców. Zaproszenie otrzymał też prezydent Karol Nawrocki. Potwierdził on swój udział w spotkaniu, ale – jak poinformował Marcin Przydacz – nie złoży podpisu pod dokumentem.

Pierwsze ułaskawienie. Prezydent ujawnił, kogo może dotyczyć z ostatniej chwili
Pierwsze ułaskawienie. Prezydent ujawnił, kogo może dotyczyć

Prezydent Karol Nawrocki został zapytany w środę o kwestię ułaskawienia legendarnego działacza Solidarności Adama Borowskiego. – Jestem przygotowany do podjęcia decyzji w sprawie pana Adama Borowskiego w tym pierwszym pakiecie moich ułaskawień – poinformował.

REKLAMA

Marek Budzisz: "Rosyjska gospodarka wchodzi w fazę recesji"

Ostatni, czerwcowy biuletyn wydawany przez rosyjski Bank Centralny przynosi interesujące informacje na temat kosztów, ponoszonych przez statystycznego Rosjanina na subsydiowanie własnego rolnictwa. Analitycy zbadali o ile konsumenci na Wschodzie płacą więcej za żywność, niźli płaciliby w sytuacji otwartego na import rynku. W tym celu porównali ceny rosyjskie z cenami na innych rynkach. Można to też, w pewnym uproszczeniu, nazwać ceną, jaką rosyjski konsument zapłacił za wprowadzone przez Moskwę kontr – sankcji na europejską żywność (tak robią niektóre rosyjskie media). Zobaczmy.
kremlin.ru
kremlin.ru / Wikimedia Commons/ Creative Commons Attribution 3.0 Unported/Creative Commons Attribution 4.0 International

 I tak, o ile w 2014 roku subsydiowanie rodzimych producentów żywności kosztowało Rosjan 278,2 mld rubli, to po wprowadzeniu ograniczeń importowych wzrosło do 603, 7 mld i obecnie utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Gdyby to przeliczyć na wydatki w skali roku, to o ile „przed sankcjami” każdy statystyczny Rosjanin przepłacał za żywność na poziomie 1935 rubli rocznie, to w 2016 kwota ta wzrosła do 4120 rubli, czyli na statystyczną rodzinę prawie 16 500 tysiąca. Czy to dużo? Jeśli wziąć pod uwagę, że statystyczny Rosjanin wydaje rocznie na żywność ok. 70 000 rubli to kwota nie wydaje się mała. Wpływ tego rodzaju ograniczeń na wzrost poziomu cen w Rosji niezależni eksperci oceniali w 2016 roku na 4,1 %. Bank Centralny i jego analitycy zajmują się tą kwestią, przede wszystkim zastanawiając się, jakie są perspektywy wzrostu inflacji w Rosji oraz wzrostu Produktu Krajowego Brutto. I w obydwu tych przypadkach, obraz, jaki się rysuje na podstawie ostatnich danych opublikowanych przez rosyjski odpowiednik GUS, ale również na podstawie szacunków ośrodków naukowych i eksperckich nie wygląda dobrze.

    Zacznijmy najpierw od kwestii inflacji. Pisałem już o tym wielokrotnie, że większość rosyjskich analityków zgodna jest w prognozach osłabienia jesienią kursu rubla. Różnią się tylko, co do oceny skali tej przeceny. Teraz, w związku z napływem turystów na Mundial kurs, ich zdaniem, nie powinien się zmieniać, ale w nieodległej przyszłości nie uda się uniknąć przeceny. A to powodować będzie powstanie presji inflacyjnej. Presji wzmacnianej wzrostem cen benzyny na rosyjskich stacjach benzynowych. Oczywiście cena na poziomie 47 rubli za litr, czyli jakichś 65 eurocentów, w porównaniu z tym, co się dzieje w Polsce to pryszcz, ale jednak pamiętajmy, że Rosja jest jednym z największych producentów i eksporterów ropy naftowej i punktem odniesienia w jej przypadku winny być raczej ceny z Arabii Saudyjskiej czy Kuwejtu. Rosjan przeraziło to, że ceny w dość krótkim czasie wzrosły o 25 %. I zaczęły się protesty kierowców – w Omsku, w Dagestanie, w Kraju Stawropolskim, na Dalekim Wschodzie. Rosyjscy kierowcy samochodów ciężarowych protestowali już w zeszłym roku, wówczas nie przeciw cenom paliwa, ale wprowadzeniu rosyjskiego odpowiednika viaToll, na którym zarabiała zaprzyjaźniona z Putinem rodzina Rotenbergów. Jednym słowem sytuacja znacznie się zaogniła i rosyjskie władze przystąpiły do działania – wicepremier Kozak obwieścił, że planowana na 1 czerwca podwyżka akcyzy na paliwo zostanie anulowana, a nawet rząd zmniejszy obciążenia fiskalne w tym zakresie. Wezwał też prezesów rosyjskich koncernów paliwowych do siebie, pogroził palcem i w efekcie ci poinformowali Rosjan, że żadnych już podwyżek nie będzie. Jednak impuls inflacyjny już wystąpił, przede wszystkim w rosyjskim rolnictwie (wiosenne prace polowe) i trudno będzie uniknąć wzrostu cen żywności. Alarmują przede wszystkim właściciele dużych i bardzo dużych gospodarstw na południu Rosji, która dodatkowo nękana jest suszą (szczególnie dającą się odczuć na Krymie). W porównaniu z rokiem ubiegłym, argumentują, kiedy z litr oleju napędowego płaciliśmy średnio 27 rubli, licząc od początku roku teraz średnio wydajemy 35 rubli.

    Wydaje się dość pewne, że ceny żywności w Rosji wzrosną jesienią, a to nie pomaga w utrzymywaniu inflacji pod kontrolą. Do presji cenowej wywołanej wzrostem kosztów produkcji dokłada się też efekt rosyjskiego Rossielchoznadzoru, który właśnie poinformował o ograniczeniu importu tańszego niż w Rosji mleka z Białorusi w dużych opakowaniach. Z makroekonomicznego punktu widzenia ogranicza to, i tak już niewielką skłonność rosyjskiego Banku Centralnego, do obniżania stóp procentowych kredytów. Trudno w takiej sytuacji liczyć na ożywienie popytu konsumpcyjnego, nawet, jeśli uzna się za realne dość optymistyczne deklaracje rządu o wzroście wynagrodzeń w tym roku. Trzeba jeszcze kilka słów napisać, dlaczego w Rosji tak od początku roku wzrosły ceny paliwa, bo o wpływie cen światowych trudno w tej sytuacji mówić. Pewną wskazówką są tutaj ostatnie dane Rosstatu na temat inwestycji w Rosji. Otóż porównując I kwartał tego roku z analogicznym okresem roku poprzedniego inwestycje w sektorze wydobycia ropy naftowej i gazu w Rosji spadły o 38 %. Odpowiedź na pytanie o przyczyny tego tąpnięcia jest dość oczywista – ograniczenia zarówno możliwości finansowania nakładów, jak i przede wszystkim tłumienie, w wyniku porozumienia z OPEC, wydobycia. Bo, po co wydawać miliardy dolarów na badania nowych pól naftowych, jeśli nie można specjalnie liczyć ani na pozyskanie nowych partnerów biznesowych, ale przede wszystkim nie będzie można zwiększać wydobycia. I już, od co najmniej roku rosyjskie firmy naftowe głośno mówią o tym, że co prawda cena jest dobra, ale one nie mogą realizować zysków. Jeśli, zatem, nie można sprzedać więcej ropy na świecie, to pozostaje rynek krajowy i próba realizacji, drogą podwyżek cen, wyższej marży. Może, dlatego w rosyjskiej Dumie rozlegały się głosy o zmowie producentów.

    Wracając jednak do ostatnich informacji Rosstatu na temat rosyjskich inwestycji, to warto odnotować, że inwestycje średnich i dużych rosyjskich firm zmniejszyły się o 1,6 %, wzrosły za to nakłady sektora firm małych. Tylko, że te ostatnie, to nie żadne „twarde dane”, ale szacunki rosyjskich statystyków, w których błąd pomiaru może być tak duży, że wzrost przemienić się może w spadek.

    Jak to wszystko ma się do perspektywy wzrostu rosyjskiego PKB? Nie najlepiej. Nawet Ministerstwo Rozwoju Ekonomicznego (minister Orieszkin) musiało w ostatnich dniach zredukować swoje prognozy na ten rok. A ministerialni analitycy znani są ze swego optymizmu. Pierwotnie, jeszcze na początku roku twierdzili, że rosyjska gospodarka urośnie 2,1 %, teraz już argumentują, że wzrost będzie od 1,6 do 2,1%, co większość analityków uznała za deklarację, iż raczej spodziewany jest wzrost bliżej niższego wskaźnika. Minister Orieszkin nie byłby sobą, gdyby przy okazji nie zaproponował „zmiany perspektywy”. Otóż jego zdaniem nie ma, co liczyć rosyjskiego PKB w dolarach, trzeba w rublach. I tu jest wyraźny postęp, bo w cenach bieżących wyniesie on ok. 100 bilionów rubli, podczas, gdy w roku ubiegłym tylko 92 biliony. Jednym słowem, gdyby spoglądać w odpowiedni sposób to wzrost byłby prawie 10 %. Ale nie zmieni to faktu, że w związku ze spadającym kursem rubla (na początku roku ok. 57 rubli za dolara, dziś 62), gdyby rosyjski PKB przeliczać na dolary to będziemy mieli do czynienia ze spadkiem.  

    Pesymistami są rosyjscy managerowie, ankietowani regularnie przez firmę Markit, która na tej podstawie sporządza wskaźnik optymizmu. I w maju, po raz pierwszy od dwóch lat, spadł on poniżej uznawanego za krytyczny, poziom 50 punktów (spadek z 51,3 do 48,9). 70 % Rosyjskich managerów jest zdania, iż rosyjska gospodarka wejdzie w fazę stagnacji, a może nawet recesji. Dane dotyczące produkcji przemysłowej potwierdzają ich obawy. Oficjalnie, po czterech miesiącach rosła ona – o 1,8 %, tylko, że trend jest niepokojący, bo o ile jeszcze w styczniu notowano wzrost na poziomie 3 %, to już w kwietniu było tylko 1 %.

    A zapatrywania na przyszłość są jeszcze bardziej pesymistyczne. Eksperci rosyjskiego Alfa Banku są zdania, że rosyjskie PKB wzrośnie w tym roku, co najwyżej o 1 %. Badacze z Wyższej Szkoły Gospodarki jeszcze bardziej ponuro spoglądają w przyszłość. W ubiegłym roku, argumentują, rosyjska gospodarka urosła, o 1,5 % bo wszyscy spodziewali się poprawy relacji ze Stanami Zjednoczonymi i stopniowego redukowania antyrosyjskich sankcji. Produkowano „na magazyn” w oczekiwaniu na lepsze czasy. Dziś gołym okiem widać, że te nie nadejdą i w tym roku rosyjski wzrost wyniesie, ich zdaniem, nie więcej niźli 0,5 %. Jednym słowem, w środowisku rosyjskich ekspertów mało, kto wierzy w możliwość realizacji ambitnych planów ogłoszonych przez Putina o gospodarczym przyspieszeniu i społecznym dobrobycie. Prognozy wieloletnie też nie są optymistyczne i wskazują, w perspektywie kilku lat, że rosyjska gospodarka nie będzie rosła szybciej niźli 2 % rocznie (nawet bliżej 1,5 %). A to oznacza, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę, że świat rozwija się średnio obecnie w tempie 3,9 % rocznie, że Rosjanie nie będą w stanie nadrobić dystansu, który w kolejnych latach będzie rósł.  

    Czytając te informacje nieco łatwiej zrozumieć powody zmiany oblicza rosyjskiej „narracji” wobec Europy i szerzej świata. Narracji, w której wiele jest słów na temat korzyści wynikających z wymiany handlowej, kooperacji, współpracy i wspierania inwestycji, których Rosja coraz bardziej, wręcz desperacko, potrzebuje. A to może spowodować zmiany w polityce zagranicznej Kremla, oczywiście o ile Europa nie zlikwiduje sankcji "na zachętę".



 

Polecane