Szukaj
Konto

45-lecie "TS": Piracki biznes w latach 90-tych

45-lecie "TS": Piracki biznes w latach 90-tych
Źródło: Wygenerowano przez ChatGPT | Autor: Proj. L. P. | Licencja: tysol.pl | Kasety wideo, magnetowid
Piractwo było jednym z najbardziej charakterystycznych zjawisk pierwszych lat po transformacji ustrojowej. W realiach ubogiego społeczeństwa nielegalne kasety, filmy i oprogramowania trafiały do niemal każdej miejscowości, a handel nimi, pomimo ryzyka, dla wielu stawał się kuszącym sposobem na szybki zarobek. W archiwalnym tekście „Spokojny sen pirata”, opublikowanym w nr. 15 (238) „Tygodnika Solidarność” 9 kwietnia 1993 roku, Anita Błaszczak pokazuje ten proceder z perspektywy osoby wchodzącej w piracki biznes i opisuje skalę zjawiska. Artykuł przypominamy z okazji 45-lecia „Tygodnika Solidarność”.
Co musisz wiedzieć:
  • Artykuł pokazuje, jak na początku lat 90. handel pirackimi kasetami wideo stał się dla wielu osób łatwym sposobem na zarobek.
  • Na przykładzie studenta Piotra autorka opisuje codzienność pirackiego handlu.
  • Tekst ukazuje, że piractwo w pierwszych latach III RP było zjawiskiem masowym i napędzanym biedą.

Spokojny sen pirata

Tak naprawdę zaczął się bać chyba wtedy, w grudniu. Tamtego wieczora ani mamy, ani siostry nie było na szczęście w domu. Czytał coś, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Za drzwiami stał Jureczek z jakimś osiłkowatym kumplem.

Jureczek szybko wyjaśnił: podobno Piotr wziął ostatnią partię kaset bezpośrednio od Marcina, pomijając Jureczka i jego prowizję. Piotr zaczął się gorączkowo tłumaczyć: że to tylko raz, że miał pilne zlecenie, że oczywiście nadal będą razem pracować itd. Jureczek wyglądał na przekonanego, rozluźnił się i dopiero przy wyjściu zaskoczył Piotra. Scena była jak z kiepskiego gangsterskiego filmu; Jureczek złapał Piotra za koszulę i wycedził, że jeszcze jeden taki numer, a z jego Golfa zostanie kupa dymiącego złomu.

– Nie masz pojęcia – dodał – jak taki samochód szybko się pali i jak trudno go zgasić. I wyszli. Jego kumpel przez cały ten czas nawet się nie odezwał.

Piotrowi drżały trochę ręce – gdy zapalał papierosa. Gdyby ta historia z Jureczkiem zdarzyła się w listopadzie, pewnie dałby sobie spokój z kasetami, ale w grudniu szkoda mu było zostawić takie pieniądze.

 

Pirat

Piotr raczej odbiega od mojego wyobrażenia o cwanym piracie; nie chodzi w amerykańskiej skórze ani w białych skarpetkach; na co dzień jest studentem. Zna dobrze dwa języki obce i jest nieśmiały. W trasie najchętniej słucha Cohena i Grechuty. Od pół roku rozwozi po wypożyczalniach pirackie kasety wideo.

Zaczął we wrześniu, po powrocie z Finlandii. 2,5-miesięczne saksy na plantacji truskawek pozwoliły mu na kupno starego Golfa. Któregoś dnia spotkał Jureczka, dawnego kolegę z podwórka, a obecnie współwłaściciela hurtowni kaset wideo. Jureczek wziął jego numer telefonu. Po dwóch tygodniach zadzwonił; rozbił samochód, a musi pilnie zawieźć partię kaset do Łodzi. Piotr chętnie pomógł dawnemu koledze, tym bardziej że pomoc ta nie była za darmo.

Jureczek kilkakrotnie korzystał jeszcze z pomocy Piotra. Ten ze swej strony szybko zorientował się, że hurtownia mieści się w mieszkaniu Jureczka, a podstawą jego działalności są fikcyjne faktury i rachunki nieistniejących firm-dystrybutorów kaset.

W październiku Piotr doszedł do wniosku, że może lepiej zarobić, działając na własną rękę. Jureczkowi pomysł nawet się spodobał; zgodnie z umową, miał dostarczać lipne rachunki i kasety,a Piotr je rozprowadzał na swoim terenie. Łódź, Poznań i Bydgoszcz obstawia Jureczek, a Warszawa i Kraków były zarezerwowane dla jego wspólnika Marcina. Piotr mógł próbować w Białymstoku, Olsztynie, w mniejszych miastach i gdzieś dalej od Warszawy.

 

Początki

Na debiutancki wyjazd wybrał Olsztyn. Może dlatego że jeździł tam kiedyś na wakacje i dobrze znał miasto.

– Najważniejsze – jak mówi Piotr – jest dobrze trafić na początku.

W Olsztynie miał szczęście; właścicielka pierwszej wypożyczalni, do której wszedł, miała wprawdzie swojego stałego dostawcę, ale chętnie kupiła kilka nowości po niższej cenie. (Piotr sprzedawał filmowe hity po 190 tys., a hurtownia D. brała za swoje „piraty” po 230 tys.). W tej pierwszej wypożyczalni Piotr dostał adresy kilku innych wideoshopów.

Jako osoba z polecenia Piotr nie musiał już w tych wypożyczalniach przełamywać bariery podejrzliwości. W ciągu kilku zaledwie godzin zarobił na czysto prawie 2 miliony, bez podatku.

Październik był niezły, ale w listopadzie zarobił tylko 5 milionów. Za to przedświąteczna koniunktura w grudniu postawiła go na nogi; zarabiał po 3 miliony codziennie, tyle, ile jego matka na miesiąc. W grudniu postanowił, że będzie jeździł jak długo się da.

 

Biznes

Piotr twierdzi, że nie jest ryzykantem. Być może mógłby zarabiać więcej, ale zadowala go 700 tys. do miliona za dzień w trasie. To i tak daje mu 20 „baniek” miesięcznie. Na czysto, bez podatku. Liczy, że od początku października zarobił ok. 100 milionów. Jureczkowi płacił 130–160 tys. za kasetę, a sprzedawał ją po 200–210 tys. (wystawiając rachunki na 300–350 tys. za sztukę). Te ok. 50 tys. na kasecie, to jest – jak twierdzi Piotr – zarobek optymalny. Więcej nie da się wyciągnąć (konkurencja), a za mniej nie bardzo się opłaca. 30–40 tys. zarabiał na kasecie Juraczek, który pośredniczył między Piotrem a Marcinem. Kim dokładnie jest Marcin, tego Piotr nie wie do dziś i specjalnie go to nie interesuje.

Piotr nie wie też, ile zarabia Marcin, któremu przypadł do gustu jego pomysł podzielenia się prowizją Jureczka. To właśnie wtedy Piotr usłyszał, jak łatwo podpalić samochód, a zwłaszcza nieubezpieczony. Teraz Jureczka już się nie boi; nawet ostatnia groźba nasłania na niego „afgańców” (byłych żołnierzy ZSRR z Afganistanu) zbytnio Piotra nie poruszyła. Z Marcinem pracuje mu się o wiele lepiej. A przy tym ma o 20 tys. więcej na kasecie.

Nie boi się też jeździć do Poznania, Łodzi, Krakowa. Bywa tam wprawdzie rzadko (nie lubi przecież niepotrzebnego ryzyka), ale kilka razy udało mu się tam nieźle zarobić.

Mniej chętnie jeździ ostatnio do Olsztyna. To po tamtym zdarzeniu w styczniu; w jednej z wypożyczalni właściciel przedstawił się jako reprezentant oficjalnego dystrybutora i zaczął grozić Piotrowi policją i prokuratorem. Piotr złapał kasety, które chciał mu skonfiskować „przedstawiciel”, i szybko odjechał. Potem dowiedział się, że ów właściciel wypożyczalni jest dobrym znajomym szefów hurtowni D., monopolisty na olsztyńskim rynku „piratów”. Na wszelki wypadek Piotr podczas ostatniego wyjazdu do Olsztyna pożyczył samochód od kolegi.

 

Ryzyko

Kilkanaście minut strachu przeżył też kiedyś pod Siedlcami, kiedy w listopotdowy poranek zatrzymał go policyjny patrol drogówki. Przy rutynowej kontroli policjant zajrzał do bagażnika (pech chciał, że akurat pełnego) i zainteresował się pudłami kaset; – Co, „piratami” handlujemy? – zapytał.

Piotr stanowczo zapewniał „pana władzę”, że kasety są najzupełniej legalne, bo proszę, oto faktury, rachunki. Wszystko z pieczątkami hurtowni, dystrybutorów. A że rachunki są z różnych miast? Cóż, kupuje raz tu, raz tam, gdzie taniej sprzedają. Budzący zaufanie wygląd Piotra, przekonujący ton uspokoiły policjanta. Gdy radiowóz zniknął w listopadowej mgle, Piotr trzęsącymi się rękami zapalił papierosa. Dopiero po kilku minutach trafił kluczykiem do stacyjki i mógł jechać do Siedlec. – Czego się wtedy bał? – przede wszystkim utraty towaru. Policjant mógł skonfiskować podejrzane kasety, a to oznaczałoby stratę 6 milionów. W listopadzie były to dla Piotra duże pieniądze.

Piotr ze sceptycyzmem śledzi groźne wieści z pola walki z wideopiractwem. Nie przeraża go zdjęcie walca miażdżącego pirackie kasety. Kilka widowiskowych akcji nie zaszkodzi raczej jego interesom. Choć ostatnio klienci podnieśli wymagania; teraz sprzedaje się same kinowe hity, wypożyczalnie nie chcą kupować mniej znanych filmów, nawet z dobrymi aktorami.

 

Przyszłość

Dzisiejsze „piraty” są dobrej jakości, z profesjonalnym lektorem, z kolorowymi okładkami, opatrzone stosownymi znakami firmowymi i surowo brzmiącą formułą, dotyczącą przestrzegania licencyjnych praw dystrybutora. Dlaczego mają być złej jakości, skoro (jak twierdzi Piotr) przynajmniej jeden z oficjalnych dystrybutorów dorabia sobie produkcją „piratów”. Jeśli sam zainteresowany w ściganiu piractwa jest piratem (mam nadzieję, że jest to przypadek odosobniony), to nie dziwi krótki żywot Rapidu, instytucji, która chyba zbyt gorliwie, jak dla niektórych, zajmowała się tropieniem piratów.

Piotr nie czuje się przęstępcą. Oburzyłby się, gdyby nazwać go np. paserem (pośrednictwo w sprzedaży kradzionego mienia). To, co on robi, to może być ostatecznie abstrakcyjnie brzmiące „naruszenie praw autorskich”, nigdy kradzież. Na razie planuje zmianę samochodu. Potem zacznie zbierać na mieszkanie. Do Finlandii na truskawki już nie pojedzie.

[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 27.07.2026 16:24
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 29/2026, oprac. Ludwik Pęzioł