Szukaj
Konto

Wałęsa: "Nie mogłem tego pisać, bo był analfabetyczny debilizm"

lech wałęsa siedzi w pokoju
Źródło: FB | Autor: screen FB | Licencja: FB | Lech Wałęsa
Lech Wałęsa nie zamierza milczeć po najnowszej decyzji Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Były prezydent odniósł się do argumentów dotyczących jego umiejętności pisania w latach 70. i przyznał, że miał wówczas ograniczone możliwości w tym zakresie. Jednocześnie ponownie zaatakował osoby, które - jak twierdzi - próbują „brudzić” jego życiorys.
Co musisz wiedzieć:
  • Prokuratura umorzyła postępowanie dotyczące zeznań Lecha Wałęsy.

  • Sprawa dotyczyła dokumentów z tzw. „teczek Kiszczaka”.

  • Były prezydent w niedzielę publicznie odniósł się do decyzji śledczych.

Wałęsa zabiera głos. „Nie mam wyboru”

Prokuratura Okręgowa w Warszawie 24 września umorzyła postępowanie przeciwko Lechowi Wałęsie. Były prezydent był podejrzany o składanie fałszywych zeznań podczas przesłuchania dotyczącego autentyczności dokumentów znalezionych w domu wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku.

Kilka dni po decyzji śledczych Wałęsa postanowił publicznie skomentować sprawę.

„Miałem się nie odzywać, ale moi wrogowie i Polski nadal niszczą polskie sukcesy i brudzą mój życiorys. Wybaczcie mi, ale nie mam wyboru. Zobaczcie co oni wyprawiają. Nazywają mnie debilem i różnymi wyzwiskami” - rozpoczął były prezydent. Następnie odniósł się do argumentów dotyczących jego umiejętności sporządzania tekstów w okresie, z którego pochodzą dokumenty.

„Teraz wykorzystują to, co powiedziała prokuratura. Że w tamtym czasie nie mogłem napisać takich tekstów. Że w tamtym czasie był analfabetyczny debilizm, który powstał, bo przez ponad 10 lat nie miałem w ręku długopisu” - mówił Wałęsa.

„To prawda” - dodał były prezydent. Wałęsa tłumaczył następnie, że miał wówczas „ograniczone możliwości tworzenia pisemnego”, a jednocześnie przekonywał, że lekceważenie go przez komunistyczne służby pomagało mu w realizowaniu swoich zamierzeń.

 

„Nie mogłem wam o tym powiedzieć”

Były przewodniczący NSZZ „Solidarność” mówił również o celach, które stawiał sobie w okresie PRL.

„Przepraszam was - nie mogłem wam o tym powiedzieć. To były naprawdę w tamtym czasie nierealne marzenia. Pierwsze - żeby skończyć w Polsce komunę. I drugie - urwać się Sowietom. To było nierealne, ale kiedy los stwarzał warunki do ich realizacji to ja natychmiast przypomniałem sobie i próbowałem to realizować. Problem polegał na tym, że nie mogłem wam o tym powiedzieć” - przekonywał Lech Wałęsa.

 

Śledztwo dotyczyło zeznań z 2016 roku

Postępowanie rozpoczął w 2017 roku Instytut Pamięci Narodowej. Sześć lat później sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, a 29 listopada 2023 roku skierowano akt oskarżenia. W czerwcu 2024 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia zwrócił jednak sprawę prokuraturze, wskazując na konieczność uzupełnienia postępowania przygotowawczego.

Zarzut postawiony Wałęsie wiązał się z jego przesłuchaniem 13 kwietnia 2016 roku. Dotyczyło ono autentyczności dokumentów odnalezionych w domu wdowy po gen. Kiszczaku. Byłemu prezydentowi pokazano wówczas odręcznie sporządzone dokumenty pochodzące z teczek personalnej i pracy tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek”. Widniały na nich podpisy „Bolek” lub „Lech Wałęsa”.

Poza jednym dokumentem Wałęsa zaprzeczył, aby był autorem przedstawionych mu materiałów lub znajdujących się na nich podpisów.

 

Biegli badali dokumenty z „teczek Kiszczaka”

W toku postępowania uzyskano opinię specjalistów z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie. Z jej wniosków wynikało, że znaczna większość dokumentów ujawnionych w „teczkach Kiszczaka” oraz znajdujących się na nich podpisów „Bolek” została sporządzona przez Lecha Wałęsę. Na podstawie tej opinii IPN postawił byłemu prezydentowi zarzut złożenia nieprawdziwych zeznań.

Prokurator prowadząca później postępowanie zakwestionowała jednak wartość tej ekspertyzy jako podstawy do przypisania Wałęsie autorstwa dokumentów.

 

Prokurator zakwestionowała podstawy opinii

W uzasadnieniu decyzji o umorzeniu wskazano m.in., że biegli nie dysponowali tzw. wpływowymi próbami pisma, czyli materiałem sporządzonym przez Wałęsę na polecenie i w obecności prokuratora lub policjanta. Prokuratura zwróciła również uwagę na problemy z materiałem porównawczym. Badane rękopisy pochodziły z lat 1970-1980, podczas gdy większość materiału wykorzystanego do porównania powstała znacznie później.

Wątpliwości dotyczyły także porównywania długich, niekiedy wielostronicowych tekstów przede wszystkim z podpisami i krótkimi zapisami. Według prokuratury nie odpowiadało to standardom badań pismograficznych. W komunikacie prokuratury wskazano również, że z zeznań części świadków wynikało, iż Wałęsa w latach 70. nie sporządzał długich rękopisów, a niektórzy określali go w tamtym okresie jako wtórnego analfabetę.

 

Prokuratura umorzyła sprawę

Ostatecznie prokurator uznała, że zgromadzony materiał nie daje pewnych podstaw do stwierdzenia, iż Lech Wałęsa był autorem dokumentów znalezionych w „teczkach Kiszczaka”. W konsekwencji uznano, że nie ma wystarczających dowodów, aby wykazać, że podczas przesłuchania w kwietniu 2016 roku złożył fałszywe zeznania.

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 27.09.2026 13:02
Źródło: FB, X