Pan autorytet patrzy na robotnika. Andrzej Wajda a Solidarność

- Andrzej Wajda nie był tylko wybitnym reżyserem, ale stopniowo stał się także publicznym autorytetem moralnym, który komentował i współkształtował polską rzeczywistość polityczną.
- Jego twórczość, zwłaszcza „Człowiek z marmuru” i „Człowiek z żelaza”, wyrastała z doświadczeń społecznych, a jednocześnie sama wpływała na sposób ich postrzegania.
- Z czasem Wajda zaczął nie tylko opowiadać historię, ale też ją „reżyserować” – uczestnicząc w wydarzeniach politycznych i symbolicznych.
Choć polska szkoła filmowa, której Wajda był czołowym twórcą, napisała swój oryginalny rozdział w historii kina światowego dzięki sięganiu po stricte polskie tematy, takie jak rozrachunek z II wojną światową, to dopiero w latach 70. reżyser „Popiołu i diamentu” zaczął wprost nawiązywać do sytuacji politycznej w kraju.
Filmowy manifest robotników
Przełomem był „Człowiek z marmuru”, film rozliczeniowy mieszczący się jeszcze w nurcie kina moralnego niepokoju, ale już zapowiadający nowe otwarcie w polskiej kinematografii. „Człowiek…” z ikonicznymi rolami Krystyny Jandy i Jerzego Radziwiłowicza opowiadał historię przodownika pracy socjalistycznej Mateusza Birkuta, który zniknął niespodziewanie około 1952 roku. Historia, podana w formie dziennikarskiego śledztwa na temat wydarzeń sprzed ćwierćwiecza, dzieje się jednak „tu i teraz” i ma nerw współczesności, naznaczonej Grudniem ’70 i Czerwcem ’76.
Film miał premierę rok później i z miejsca stał się manifestem grupy, która stanowiąc rzekomo bazę „Polski Ludowej”, przez jej nomenklaturowych władców była pogardzana. Ta grupa to robotnicy, do której zresztą Wajda miał stosunek ambiwalentny, charakterystyczny dla PRL-owskiej inteligencji. Cienka była bowiem granica, która rozdzielała słuszny gniew robotniczy od z gruntu niesłusznych wystąpień „hołoty”. O tym zaś, co mieści się po właściwej stronie granicy dopuszczalności, a co zasługuje na śmietnik historii, decydowali oczywiście intelektualiści, mocą przynależnego im niejako „z urzędu” autorytetu.
Zauroczenie Solidarnością
Ostatecznie doprowadziło to do rozejścia się dróg Solidarności i części intelektualistów, ale wtedy, u schyłku lat 70., wydawało się, że nic nie jest w stanie rozerwać tego polsko-polskiego przymierza. Jego przypieczętowaniem, prawdziwą arką były Porozumienia Sierpniowe. Wajda szybko zwietrzył wielki temat. Po krótkich wahaniach podpisuje się pod apelem 64 intelektualistów o rozpoczęcie przez Komisję Rządową rozmów z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym, który zawiązał się 16 sierpnia 1980 roku w Gdańsku, z Lechem Wałęsą jako przewodniczącym. Co znamienne, Wajda podpisuje się jako „reżyser filmu «Człowiek z marmuru»”. Z jego inicjatywy do Gdańska wybiera się ekipa filmowa Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Reżyserzy Andrzej Chodakowski i Andrzej Zajączkowski, a także operatorzy Michał Bukojemski i Jacek Petrycki dokumentują strajk w Stoczni Gdańskiej. Powstaje film „Robotnicy ’80”, którego robocza wersja będzie miała premierę we wrześniu na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku.
Sam Wajda jeszcze 25 sierpnia notuje:
„Trzeba pisać film «Człowiek z marmuru II». Telefonować do Ścibora [Aleksandra Ścibora-Rylskiego, scenarzysty – przyp. J.J.], zbierać szczegóły, składać scenariusz!”.
W Stoczni pojawia się 29 sierpnia. Przez strajkujących stoczniowców jest przyjmowany jak „swój”.
„Mówią, że nie trzeba pokazywać dowodu, który wtykam im do ręki. Chcą tylko autografów, i to na pomarańczowych kartkach gazetki «Solidarność». Podpisuję, ale proszą o datę”
– notuje. Wajda jest zaskoczony i zafascynowany atmosferą spokoju i podniosłości, w jakiej odbywa się strajk. Ludzie w Stoczni pytają go, kiedy będzie dalszy ciąg „Człowieka z marmuru”, który znają tu wszyscy, czy zrobi film „Człowiek z żelaza.” Wajda poznaje Lecha Wałęsę – ta znajomość zaważy na późniejszej drodze twórczej i politycznej reżysera.
Jeszcze tego samego dnia w gazetce strajkowej ukazuje się wywiad z reżyserem, który potwierdza wolę kontynuacji „Człowieka…” i na gorąco dzieli się wrażeniami:
„Czuję, że jestem świadkiem jakiegoś fragmentu naszej historii, co nieczęsto się zdarza. Przeważnie historia przechodzi obok nas, a tutaj widzi się jej obecność bezpośrednią”.
Na fali historii
Mówi się czasem, że jakiś twórca jest na fali. W przypadku Wajdy w 1980 roku była to fala historii i społecznych oczekiwań, a wręcz – narodowego zamówienia. „Człowiek z żelaza” jest filmem, który po prostu musiał zostać nakręcony. Mało tego, musiał zostać nakręcony nie przez kogoś innego, tylko właśnie przez Andrzeja Wajdę. Nie każdy twórca wyszedłby obronną ręką spod tak ogromnej presji. Ale nie reżyser „Człowieka z żelaza”. Film, powstający niemal równolegle (z kilkumiesięcznym poślizgiem) z wydarzeniami w Stoczni Gdańskiej, okazał się sukcesem artystycznym, zdobył Złotą Palmę w Cannes w 1981 roku i stanowił udane połączenie dokumentalnego niemal oddania faktów historycznych (z ich autentycznymi bohaterami i fragmentami na ekranie) z mitologizacją polskiego losu, czego Wajda był mistrzem. W jakimś sensie syn Birkuta – Maciek Tomczyk vel Mateusz Birkut – stał się przedłużeniem postaci Maćka Chełmickiego z „Popiołu i diamentu”. Było to możliwe również dzięki aktorskiej charyzmie Radziwiłowicza.
Wajda był niekwestionowanym liderem polskiego środowiska filmowego, kierował w tym okresie Studiem Filmowym „X”, a także Stowarzyszeniem Filmowców Polskich, do tego od dawna cieszył się uznaniem za granicą. Z kimś takim władze musiały się liczyć, a reżyser ze swojej pozycji bezwzględnie korzystał, dodajmy uczciwie, że nie tylko dla własnej kariery, ale też dla dobra polskiej kinematografii. Po Sierpniu ’80 dostrzegł dla siebie jeszcze jedną rolę. Jako reżyser licznych filmów silnie zakorzenionych w polskiej historii i kulturze, w naturalny sposób zasilił grono autorytetów, otaczających liderów Solidarności, szczególnie Lecha Wałęsę. Sam zapisał się do Związku krótko po jego rejestracji.
Inscenizacje rzeczywistości
Wydana w 2024 roku czterotomowa edycja „Notesów” Andrzeja Wajdy, przygotowana przez Tadeusza Lubelskiego i Agnieszkę Morstin, stanowi nieoceniony materiał źródłowy – również na temat przemiany twórcy „Krajobrazu po bitwie” z reżysera filmowego w doradcę, a w końcu w narodowe sumienie. Symptomatyczna jest relacja z 13 listopada 1980 roku ze spotkania z Wałęsą w Hotelu Sejmowym. Wajda, Stefan Bratkowski i Klemens Szaniawski namawiają przewodniczącego do spotkania z I sekretarzem Stanisławem Kanią. Wałęsa się waha.
„My uważamy za nienormalne, że ci dwaj ludzie – Wałęsa i Kania – nie znają się osobiście. Nie widzieli się na oczy, zdani na relacje osób trzecich. To jest zbyt niebezpieczne”.
Pomijając naiwność tych rachub, zwraca uwagę skłonność Wajdy do reżyserowania nie tylko filmu, ale też rzeczywistości.
15 grudnia 1980 roku, w 10. rocznicę masakry robotników Wybrzeża, zostaje odsłonięty pomnik Poległych Stoczniowców przy bramie Stoczni Gdańskiej. Na prośbę Komitetu Budowy Pomnika Wajda jest inscenizatorem uroczystości, w której jako narrator występuje „jego” aktor Daniel Olbrychski. Przy tej okazji reżyser cytuje wypowiedź „robotników”, rzekomo zasmuconych, że na sztandarze Solidarności widnieje Matka Boska, „oczywiście Częstochowska”, jakby był to zarzut.
„Jeżeli kler będzie dalej tak dyskontował swój udział w strajkach stoczniowych, poważnie zagrozi ruchowi”
– przestrzega w „Notesie”.
W głównym nurcie zdarzeń
Rozdźwięk między nastrojami mas związkowych a, skądinąd racjonalnym, oglądem sytuacji prezentowanym przez Wajdę ujawnia również sprawa „wydarzeń bydgoskich” – 19 marca milicjanci pobili kilku działaczy związkowych, którzy przyszli do Wojewódzkiej Rady Narodowej, aby na sesji upomnieć się o Solidarność rolników indywidualnych. Nad komunikatem po zajściach radzi Komitet Porozumiewawczy Stowarzyszeń Twórczych i Naukowych, w którym zasiada reżyser.
„Tłumaczę, że cała sprawa Bydgoszczy nie jest jasna dla zagranicy (a zatem i dla całego kraju). Trzech pobitych związkowców to dla Zachodu nie powód do strajku generalnego, a dla nas początek likwidacji Solidarności”
– zapisuje trzy dni później. Kryzys wypala się wraz z czterogodzinnym strajkiem ostrzegawczym 27 marca.
Stan wojenny zastaje reżysera w trakcie Kongresu Kultury odbywającego się w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Znowu jakby wszystko zostało zainscenizowane przez nieznanego demiurga. Wajda zdążył jeszcze 12 grudnia wystąpić upominając się o stworzenie samorządu artystycznego i o nową służebną rolę Ministerstwa Kultury.
Po porwaniu ks. Jerzego Popiełuszki Wajda uczestniczy w czuwaniach w żoliborskim kościele św. Stanisława Kostki. 31 października 1984 r., na wieść o znalezieniu ciała kapłana, notuje poruszony:
„Sprawcą tej strasznej zbrodni jest ideologia nienawiści, teoria walki klas… Stan wyjątkowy. Ci, którzy drukowali o księdzu Jerzym w oficjalnych gazetach, dali przyzwolenie na Jego śmierć”.
Wajda uczestniczy w pogrzebie księdza.
Potrzeba nowego spojrzenia
U schyłku dekady towarzyszy polskim sprawom już bardziej jako instytucja „Andrzej Wajda” niż reżyser filmowy. Wchodzi w skład Komitetu Obywatelskiego „Solidarności”. Mało kto dziś pamięta, że spółka Agora, która do dziś wydaje „Gazetę Wyborczą”, powstała w mieszkaniu Wajdy na Żoliborzu. W latach 1989–1991 reżyser sprawował mandat senatora i choć walczył o prawa twórców w obliczu załamania się państwowego mecenatu nad kinematografią, to jednak przede wszystkim sam pozostał twórcą.
W ostatnich latach aktywności artystycznej nakręcił „Wałęsę. Człowieka z nadziei” (2013). Nie powstała hagiografia, po publikacji ustaleń Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka takowa nie była już możliwa, ale też obrazowi daleko do najlepszych dzieł Wajdy. Trzeba oddać mu sprawiedliwość, że starał się zrobić film uczciwy, w pewnym sensie o człowieku… zawiedzionych nadziei. Ustanowiony przez Senat RP Rok Andrzeja Wajdy, w którym obchodzimy setną rocznicę urodzin (6 marca 1926 r.) i dziesiątą rocznicę śmierci reżysera (9 października 2016 r.), jest dobrym pretekstem, aby wrócić do jego dzieł. Nie w duchu surowej rewizji, ale nowego, świeżego odczytania, którego wszyscy chyba potrzebujemy.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Rozpoczęły się obrady Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". Uczczono minutą ciszy pamięć Śp. Henryka Nakoniecznego

Związkowcy z Solidarności wyruszają do Włoch. Chcą zdobyć Mont Blanc

„Są miejsca, z których nie wraca się takim samym”. II pielgrzymka nauczycieli do obozu Ravensbrück

35. rocznica Krajowego Sekretariatu Przemysłu Spożywczego i Rolnictwa NSZZ "S". Wręczono specjalne podziękowania

W Zakopanem trwa XXIII Forum Prawników Związkowych NSZZ "Solidarność"






