Umorzono śledztwo przeciwko Wałęsie. Prokuratura podważa ustalenia w sprawie „Bolka”

- Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie dotyczące składania fałszywych zeznań w sprawie tzw. „teczek Kiszczaka”.
- Prokuratura zakwestionowała wartość ekspertyzy grafologicznej, która wcześniej stanowiła jeden z kluczowych dowodów w sprawie.
- Śledczy zwrócili też uwagę na zeznania dotyczące fałszowania przez funkcjonariuszy SB podpisów i pisma Lecha Wałęsy oraz rozbieżności w opisach teczek. Prokuratura wskazała również na prawo do niedostarczania dowodów przeciwko samemu sobie.
- Umorzenie śledztwa nie oznacza rozstrzygnięcia, że Wałęsa nie był TW „Bolkiem” ani że wszystkie dokumenty z domu Kiszczaka zostały sfałszowane.
O co chodzi w sprawie Lecha Wałęsy?
Początkiem sprawy było odnalezienie w 2016 roku w domu wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku dokumentów dotyczących TW „Bolek”. Wśród materiałów znajdowały się m.in. doniesienia, pokwitowania odbioru pieniędzy oraz dokument dotyczący współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.
Lech Wałęsa od lat zaprzecza, że był tajnym współpracownikiem SB. Kiedy w kwietniu 2016 roku przesłuchano go jako świadka i pokazano mu dokumenty odnalezione u Kiszczaka, poza jednym przypadkiem zaprzeczył, aby były przez niego napisane lub podpisane.
Później dokumenty zbadał Instytut Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie. W 2017 roku IPN informował, że opinia biegłych potwierdziła autentyczność dokumentacji. Według ówczesnych ustaleń m.in. zobowiązanie do współpracy, doniesienia i pokwitowania pieniędzy zostały napisane lub podpisane przez Wałęsę. IPN określał opinię jako jednoznaczną i spójną.
Prokuratura umarza śledztwo
Teraz Prokuratura Okręgowa w Warszawie doszła jednak do innych wniosków. Śledcza prowadząca sprawę uznała, że ekspertyza pisma, na której oparto zarzut wobec Wałęsy, miała poważne problemy.
W uzasadnieniu decyzji prokuratury czytamy:
Po pierwsze prokurator wskazała, że opinia ta wcale nie jest kategoryczna, jeśli chodzi o przypisanie autorstwa badanych zapisów i podpisów Lechowi Wałęsie. Biegli zarówno w opinii pisemnej, jak i dwukrotnie w opiniach ustnych, podkreślili, że według nich szereg badanych przez nich dokumentów (wymienionych następnie w zarzucie Lecha Wałęsy) została nakreślona przez osobę, która nakreśliła również materiał przekazany im przez prokuratora jako porównawczy. Prokurator opisał ten materiał jako pochodzący od Lecha Wałęsy, biegli jednak nie mogli mieć pewności, że zapisy te faktycznie nakreślił Lech Wałęsa. (...) Prokurator uznała, że nie ma więc żadnych dowodów, by przyjąć ze stuprocentową pewnością, iż materiał porównawczy faktycznie pochodził od Lecha Wałęsy.
Stwierdzono, że "z licznych zeznań funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa – bezspornie wynika, że w latach 80-tych fałszowali oni podpisy Lecha Wałęsy i preparowali dokumenty podrabiając jego charakter pisma, co miało go zdyskredytować w oczach współpracowników oraz Komitatu Noblowskiego, a tym samym przyczynić się, by nie otrzymał on Pokojowej Nagrody Nobla".
Mając to na uwadze prokurator doszła do wniosku, że nie ma pewności, czy materiał porównawczy datowany na lata 80-te, którym posługiwali się biegli, jest autentyczny
– twierdzi prokuratura.
"Lech Wałęsa w tamtym okresie był wtórnym analfabetą"
W dalszej części uzasadnienia czytamy, że "prokurator wzięła także pod uwagę, że z całości zebranego materiału dowodowego – depozycji Lecha Wałęsy, ale także zeznań rozlicznych świadków – jednoznacznie wynikało, że Lech Wałęsa nie sporządzał w swoim życiu, a w szczególności w latach 70-tych, długich rękopisów".
Niektórzy świadkowie wskazywali wprost, że w tamtym okresie był on wtórnym analfabetą, nie posługiwał się pismem i słabo czytał, a dokumenty, które podpisywał jako przewodniczący Związku Zawodowego "Solidarność", były pisane dla niego przez inne osoby. Zeznania te jednoznacznie świadczą przeciwko zasadności wykorzystania do badań długich dokumentów dowodowych krótkich zapisów porównawczych, a szczególnie podpisów
– czytamy.
Prokuratura wskazuje na wątpliwości wokół samych teczek
W uzasadnieniu zwrócono również uwagę na zeznania świadków dotyczące wyglądu i zawartości dokumentacji przechowywanej przez Czesława Kiszczaka. Według obecnej oceny prokuratury relacje te mogą wskazywać, że teczki ujawnione w 2016 roku nie wyglądały wcześniej dokładnie tak samo. Wskazywano m.in. na rozbieżności dotyczące liczby znajdujących się w nich kart, wyglądu okładek, sposobu połączenia dokumentów czy oznaczeń archiwalnych. Prokuratura uznała, że okoliczności te wzbudzają dodatkowe wątpliwości dotyczące materiałów znalezionych w domu generała.
Zeznania licznych świadków dowodzą, że ujawnione u wdowy po gen. Kiszczaku teczki TW Bolka najprawdopodobniej zostały spreparowane. Świadkowie, którzy mieli do czynienia z teczkami tego tajnego współpracownika w latach 70-tych lub 80-tych opisywali ich wygląd odmiennie – nie zgadzała się liczba kart, stosunek maszynopisów do rękopisów, wygląd okładek, sposób łączenia kart ("teczki Kiszczaka" były spięte zardzewiałymi wąsami, podczas gdy wszyscy świadkowie mówili o teczkach zszytych szpagatem), brakowało pieczątek archiwum, wpisów na kartach zapoznania się z teczkami itp.
– twierdzi prokuratura.
Jest jeszcze drugi powód umorzenia
W uzasadnieniu wskazano również na prawo świadka do niedostarczania dowodów przeciwko samemu sobie.
Zdaniem prokuratury nawet gdyby przyjąć, że część wypowiedzi Wałęsy podczas przesłuchania była niezgodna z prawdą, należałoby rozważyć, czy mógł on ponosić za nie odpowiedzialność karną. Przyznanie, że sporządzał sporne dokumenty, mogłoby bowiem narazić go na odpowiedzialność związaną z jego wcześniejszymi zeznaniami. Prokuratura odwołała się w tym miejscu do prawa do obrony i zasady, zgodnie z którą nikt nie ma obowiązku samooskarżania się.
Niezależnie od braku dowodów, że Lech Wałęsa złożył fałszywe zeznania, prokurator zgodziła się z wnioskiem obrony, że w niniejszej sprawie w ogóle nie można było przedstawić Lechowi Wałęsie zarzutów, gdyż treść jego zeznań – nawet jeśli byłaby nieprawdziwa – była objęta prawem do obrony. Według wieloletniej stabilnej linii orzeczniczej Sądu Najwyższego nikt nie jest w ramach jakiegokolwiek postępowania zobowiązany do faktycznej samodenuncjacji w zakresie żadnego popełnionego przez siebie czynu zabronionego i to nawet w sytuacji, w której organ procesowy nie dysponuje wiedzą procesową uzasadniającą podejrzenie popełnienia przestępstwa przez przesłuchiwanego, a przesłuchanie dotyczy zupełnie innego zdarzenia. Prawo to jest prawem konstytucyjnym i dotyczy także świadków
– czytamy w uzasadnieniu.
To nie oznacza, że wg sądu Lech Wałęsa nie był TW „Bolkiem”
Umorzenie śledztwa nie oznacza jednak sądowego rozstrzygnięcia, że Lech Wałęsa nie był TW „Bolkiem”, ani ostatecznego stwierdzenia, że wszystkie dokumenty znalezione u Czesława Kiszczaka zostały sfałszowane. Obecna sprawa dotyczyła odpowiedzialności byłego prezydenta za składanie fałszywych zeznań. Prokuratura uznała, że zebrany materiał nie pozwala na przypisanie mu tego przestępstwa.
Komentarze
Michał Woś odpowiada na zarzut prokuratury. "Wyssany z palca"
Dron na plaży w Rusinowie. Nowe ustalenia prokuratury

Katastrofa kolejowa w Sokolnikach Suchych. Jest decyzja prokuratury

Nowe informacje po katastrofie kolejowej na Mazowszu. Śledczy zabezpieczyli kluczowy rejestrator

Pełczyńska-Nałęcz przesłuchana w prokuraturze: „Co tu się odstawia?!”








