Panteon świeckich świętych obecnej władzy

- Tekst pokazuje, jak obecna władza buduje własny panteon autorytetów, w którym przyzwoitość i heroizm ustępują miejsca lojalności i politycznej użyteczności.
- Autor wskazuje przykłady Wałęsy, Owsiaka, celebrytów i dawnych autorytetów PRL, których przeszłość nie przeszkadza w wynoszeniu ich na piedestał.
- Stawką jest także sposób opowiadania o polskiej historii.
Każda władza potrzebuje bohaterów, punktów odniesienia, wzorów do naśladowania. Gdy weźmie na sztandary ludzi prawych, zdolnych do poświęceń i heroizmu, to wyznacza standardy, których później trudno dotrzymać. Dotkliwie przekonało się o tym PiS, stawiając na piedestale rotmistrza Witolda Pileckiego czy Jana Pawła II. Jak takie wzorce korespondowały z powierzeniem funkcji wiceministra Łukaszowi Mejzie, tolerowaniem arogancji Jacka Kurskiego czy podłości, tchórzostwa i bezideowości Krzysztofa Czabańskiego.
Wyborcy PiS doświadczali dysonansu poznawczego – nakreślony model moralny nie przystawał do realnego postępowania. Im dłużej partia Jarosława Kaczyńskiego rządziła, tym bardziej wyrazisty był kontrast. Zwolennicy prawicy wymagają przestrzegania reguł i minie dużo czasu, zanim znów zaufają tym, którzy potraktowali ich instrumentalnie.
Koalicja Obywatelska nie ma tego dylematu. Od swoich bohaterów nie wymaga przyzwoitości, uczciwości czy bohaterstwa. Cnotą jest raczej dwulicowość, fałsz, cynizm i pogarda dla naiwnych, którzy ciągle wierzą, że prawda ma znaczenie.
Analfabeta z piedestału
Nikt nie może mieć dziś żadnych wątpliwości, że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Znamy treść jego raportów, wiedzieliśmy dokumenty potwierdzające kwitowanie pieniędzy i wiemy, na kogo donosił. Choć formalnie współpraca zakończyła się w 1976 r., to jednak ciągle zaskakujące jest, jak wielu członków jego kancelarii – gdy był już prezydentem – także była zarejestrowana jako tajni współpracownicy SB lub po prostu pracowała w resorcie spraw wewnętrznych.
Paradoks agenturalnej przeszłości Wałęsy jest taki, że im bardziej mroczna przeszłość wychodziła na światło dzienne, tym bardziej zbliżał się do środowiska Adama Michnika, Koalicji Obywatelskiej i lewicy. Dziś jest jednym z głównych bohaterów obecnej władzy. Donosicielstwo, sprzedawanie przyjaciół nie jest dla niej przeszkodą, by „Bolka” brać na sztandary. Aby chronić go przed odpowiedzialnością za składanie fałszywych oświadczeń lustracyjnych, zrobili nawet z Wałęsy analfabetę, który miał być na tyle pozbawiony umiejętności pisania i czytania, że nie był w stanie pisać donosów.
W ramach obrony ekipa Donalda Tuska zrobiła więc z własnego bohatera kompletnego imbecyla. W normalnych okolicznościach powinno to byłego prezydenta całkowicie zdyskredytować, ale przecież wszyscy wiedzą, że chodzi o zwykłe oszustwo. To zaś dla obecnej władzy nie jest ani wstydliwe, ani kompromitujące. Umiejętność okłamywania – wyszukanego lub prostackiego – to dla niej zaleta, gdyż jest dowodem poczucia wyższości nad motłochem, który prawica patetycznie nazywa narodem.
Cwaniak w czerwonych spodniach
Media niemal nie zauważyły informacji o śmierci Izabeli Majewskiej, emerytki z Torunia, która została skazana za rok pozbawienia wolności w zawieszeniu i tysiąc złotych zadośćuczynienia na rzecz Jerzego Owsiaka. Wszystko to z powodu zamieszczonego w internecie wpisu krytykującego szefa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Wobec kobiety państwo zadziałało z wyjątkową konsekwencją i brutalnością. Zaledwie kilkanaście godzin po zamieszczeniu komentarza, dwadzieścia minut po szóstej rano pod jej drzwiami pojawiła się policja. Funkcjonariusze zabrali ją na komendę, a następnie trafiła do prokuratury. Przesłuchiwania trwały kilka godzin.
Wyrok był surowy mimo przeprosin złożonych przez kobietę przed sądem. Jej mąż nie ma wątpliwości, że została zaszczuta. Bała się wychodzić z domu, nawet w sprawach urzędowych. Do końca jednak była przekonana o swojej niewinności, choć proces kosztował ją wiele zdrowia.
Za krytykę Jerzego Owsiaka ścigany jest także dwudziestoletni mężczyzna z niepełnosprawnością intelektualną. Chłopak, który na co dzień uczęszcza do szkoły specjalnej, został zakuty w kajdanki, przewieziony na komendę i przesłuchany bez obecności obrońcy. Sprawą zajął się Wydział do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji.
Trudno nie odnieść wrażenia, że to działanie pokazowe wskazujące na nietykalność szefa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Człowieka, który z działalności charytatywnej zrobił świetnie prosperujący biznes dla całej rodziny. Jego sprawozdania finansowe budzą wątpliwości i pokazują, że kilkadziesiąt procent zebranych pieniędzy nie jest przeznaczonych na zakup sprzętu. Kasa leży zresztą na kontach WOŚP latami, generując ogromne odsetki, zamiast służyć pacjentom.
Owsiak, syn milicjanta i brat ormowca, nigdy nie krył swojego poczucia wyższości wobec ludzi o poglądach prawicowych. Obrażał ich przy każdej okazji, kiedyś nawet na nich szczekał. Z zebranych przez młodzież pieniędzy sfinansował nawet antypisowską kampanię pod hasłem walki z sepsą.
Gwiazdy na służbie
W panteonie świeckich świętych obecnej władzy znajduje się zastęp artystów, którzy uwierzyli w swoją nadprzyrodzoną moc. Daniel Olbrychski, kiedyś krzepki Andrzej Kmicic, dziś zionący nienawiścią starzec, uznaje, że Polacy nie dorośli do demokracji, gdyż na prezydentów wybrali Andrzeja Dudę i Karola Nawrockiego. Ta nieskrywana pogarda wobec myślących inaczej idzie w parze z wiernopoddańczymi gestami wobec Donalda Tuska i obściskiwaniem się z komunistą i apologetą Armii Czerwonej Włodzimierzem Czarzastym.
Jeszcze dalej w swojej służalczości posuwa się Andrzej Seweryn, który bezapelacyjnie popiera premiera i nie przyjmuje do wiadomości słów krytyki wobec niego. Jego była żona, Krystyna Janda, przyznaje się, że stara się nie zauważać istnienia prezydenta Karola Nawrockiego i nie przyjmuje do wiadomości innych poglądów niż jej.
W tym szeregu można by ustawić jeszcze Artura Barcisia, Michała Żebrowskiego, Joannę Szczepkowską czy Olgierda Łukaszewicza. Wszystkich ich łączy poczucie wyższości nad większością społeczeństwa, która głosowała na Karola Nawrockiego lub po prostu jest przywiązana do tradycyjnych wartości.
„Polacy nie stają się Europejczykami”
– mówił w wywiadzie Łukaszewicz, jakby chodziło o przejście w wyższy stan świadomości. Oni, wybrańcy, go doświadczyli, motłoch trzeba batożyć, by zrozumiał.
Warto przy tym pamiętać, że Olbrychski chwalił się znajomością z Władimirem Putinem, Żebrowski sporo zarobił, grając w propagandowej rosyjskiej produkcji „1612” o wygnaniu Polaków z Kremla, Seweryn pisał wiernopoddańcze listy do komunistycznego zbrodniarza gen. Czesława Kiszczaka, a Janda i Olbrychski byli pupilami komunistycznej władzy. Łączy ich więc wyjątkowa giętkość kręgosłupów.
Listek figowy generała
Wśród „niekwestionowanych autorytetów” znajduje się prof. Ewa Łętowska, która została rzecznikiem praw obywatelskich w czasie rządów gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Realnie pełniła jednak raczej funkcję listka figowego autorytarnej władzy, która do końca swojego istnienia dokonywała skrytobójstw, zamachów na przeciwników władzy w kraju i za granicą oraz grabieży majątku narodowego.
Prof. Łętowska nie protestowała, gdy w 1989 roku mordowano księży Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca czy Sylwestra Zycha, choć było wówczas jasne, że system totalitarny się wali.
Choć powinna stać się symbolem kolaboracji z komunistami, uznano ją za autorytet prawniczy, który feruje wyroki w sprawach dotyczących łamania praworządności. Jakby przeszłość nie istniała. Można by to uznać za chichot historii, ale w rzeczywistości Ewa Łętowska idealnie pasuje do tej układanki.
Kanonizował ją jeszcze gen. Jaruzelski, sowiecki namiestnik w Polsce.
Zbrodniarz na salonach
Do rangi symbolu urasta zmiana na stanowisku ambasadora w Rzymie. Radosław Sikorski odwołał z tej funkcji Annę Marię Anders, córkę gen. Władysława Andersa, a usiłuje powołać Ryszarda Schnepfa, syna Maksymiliana Schnepfa komunistycznego zbrodniarza, który uczestniczył m.in. w obławie augustowskiej. Zginęło lub zaginęło ponad 800 żołnierzy antykomunistycznego podziemia, a około 7000 zostało aresztowanych.
Oczywiście dzieci nie odpowiadają za grzechy rodziców, ale w rodzinie Schnepfów pamięć o Maksymilianie jest powodem do dumy. Nie ma mowy o odcięciu się od zbrodniarza i jego czynów. Jego syn i synowa publicznie chwalą się medalami pułkownika, który wojskową karierę zaczynał w Armii Czerwonej.
Sytuacja jest o tyle charakterystyczna, że wpisuje się w lewicowo-liberalną koncepcję przemielenia pamięci: pomieszania zbrodniarzy z bohaterami, uznania, że wszyscy mieli swoje racje i walczyli w dobrej sprawie, a przelewaniu polskiej krwi winne są obie strony. Według tej wersji historii nie ma już podziału na zdrajców, którzy mordując żołnierzy Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych, ustanawiali w Polsce władzę obcego, wrogiego mocarstwa, i patriotów do końca walczących o wolność.
Właściwie chodzi o uznanie, że opór był bezsensowny, a nawet zbrodniczy, bo prowadził do rozlewu krwi. Cnotą ma być uległość wobec silniejszych sowietów i budowanie z nimi nowej Polski. A honor, heroizm i niezłomność są tylko dla naiwniaków i frajerów.
[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]





