Remigiusz Okraska: Cenzura po czesku

- Autor twierdzi, że środowiska liberalne stosują podwójne standardy wobec wolności słowa i demokracji.
- Jako przykład podaje czeską organizację Milion Chvilek.
- Główną tezą tekstu jest oskarżenie liberalnych elit o cenzurę i usuwanie niewygodnych treści.
Wiele razy widzieliśmy podwójne standardy tych środowisk.
Wolność słowa – tak, oczywiście. Chyba że treści nie podobają się „demokracie”. Wtedy paragrafy, pomysły cenzurowania internetu i „walka z dezinformacją”.
Albo demokracja. Święta i świetna sprawa. Chyba że w wyborach zyskują „populiści”. Wtedy ludzie zagłosowali „nieodpowiedzialnie”. Zostali „omamieni” lub „przekupieni”.
Albo frekwencja. Gdy może wygrać PiS, to „zabierz babci dowód”. Gdy liberalna elita chce pokonać PiS, to organizuje „kampanie profrekwencyjne”. Gdy wkurzeni ludzie chcą – jak w Krakowie – odwołać PO-wskiego prezydenta miasta, to wtedy jest kampania antyfrekwencyjna.
I tak dalej. Tylko ludzie o intelekcie rozwielitki mogą się na to nabrać lub rzetelnie, a nie cynicznie, bronić takich praktyk. Przytomny człowiek głośno śmieje się z tej ściemy.
Teraz będą znikać teksty
U większego z naszych południowych sąsiadów „demokraci” poszli dalej. I to już nie jest śmieszne. Jest groźne. Niedawne wybory w Czechach wygrali „populiści”. Od razu do boju ruszyło „społeczeństwo obywatelskie”. Zanim rząd zaczął na dobre rządzić, internet i ulice zalała histeria i protesty z dowolnego powodu. Co tam decyzja wyborców, skoro „aktywiści” są przeciw.
Na największym czeskim portalu – Seznam.cz – zdarzył się jednak wypadek przy pracy. Portal jest liberalny, bije w „populistów” jak w bęben. Ale w lutym opublikował tekst o prawdziwym obliczu czołowej organizacji „obywatelskiej” – Milion Chvilek. Jego autorką była Martina Forn, dziennikarka z mainstreamu, żadna „populistka” czy osoba „skrajna”. Opisała, że za rzekomym obywatelskim i oddolnym charakterem organizacji kryją się działania hojnie wspierane przez milionerów. Że na pokaz są datki od obywateli, ale na inne konta wpływa forsa od bogaczy. Że idzie ona na specjalistów od propagandy. Że całość jest machiną wspierania liberałów.
Znamy to także z Polski. Obrodziło tym za rządów PiS: „media obywatelskie”, „aktywizmy”, „kampanie” itp. Zawsze z grubą forsą.
Martina Forn swój odważny tekst podsumowała tak:
„Metody stosowane przez Milion Chvilek są głęboko antydemokratyczne. Demokracja przedstawicielska opiera się na wyborach i procedurach konstytucyjnych, a nie na dyktacie ulicy kontrolowanej przez agencję PR. Próba ustalenia obsady ministerstw poprzez naciski uliczne jest formą miękkiego zamachu stanu”.
Sama prawda. Tylko że ta prawda… już nie istnieje. Tekst pani Forn po prostu zniknął. Bez wyjaśnień. Nie ma właściwie żadnego śladu po artykule opublikowanym na największym krajowym portalu. Pozostał tylko jeden malutki trop. Tekst skopiował na swoim facebookowym profilu skrajnie prawicowy polityk Tomio Okamura. Jestem antyfanem jego poglądów, ale to nie on usuwa niewygodne teksty. Robią to ci, którzy straszyli, że „populiści” zagrażają wolnościom i swobodom obywatelskim. Robią to metodami opisanymi w dystopii wymyślonej przez George’a Orwella.
Książka „Rok 1984” była ostrzeżeniem. Liberałowie potraktowali ją jak podręcznik.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Prezydent Czech wezwał do stworzenia “Stanów Zjednoczonych Europy”

Zdzisław Krasnodębski: Droga Habermasa

Nie tylko cenzura. Zamknięty system kontroli obywateli stale się rozrasta

Eksperci: Niebezpieczeństwo dla UE polega na technokratycznie zarządzanej demokracji







