Szukaj
Konto

Prawnik: Senat chce wyposażyć PKW w atomowe narzędzia blokowania wolności słowa

Były członek PKW Dariusz Lasocki
Źródło: Wikipedia | Autor: www.pkw.gov.pl | Licencja: CC BY-SA 4.0 | Były członek PKW Dariusz Lasocki
„Senat chce chronić wyborców przed dezinformacją, ale czy przypadkiem w praktyce nie stworzy narzędzia do wyciszania niewygodnych głosów? Na nudnych i długich komisjach senackich kiełkuje pomysł, aby wyposażyć PKW albo UOKiK w atomowe narzędzia blokowania wolności słowa” - napisał na łamach dziennika „Rzeczpospolita” Dariusz Lasocki, radca prawny i były członek PKW.
Co musisz wiedzieć:
  • Senacka Komisja Praw Człowieka i Praworządności rozpoczęła w marcu 2026 r. prace mające na celu wdrożenie unijnego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/900 o przejrzystości i targetowaniu reklamy politycznej.
  • Sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji przyznał, że Polska nie musi implementować tego rozporządzenia, ponieważ „ono działa wprost, ale konieczne jest stworzenie otoczenia prawnego dla funkcjonowania tego rozporządzenia”.

Prace w komisji

 

Senacka Komisja Praw Człowieka i Praworządności rozpoczęła w marcu 2026 r. prace mające na celu wdrożenie unijnego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/900 o przejrzystości i targetowaniu reklamy politycznej – poinformował Lasocki.

 

Wskazywał, że „akt ten może być już stosowany bezpośrednio, jednakże kraje członkowskie UE muszą podjąć decyzję, który organ będzie odpowiedzialny za proces sankcjonowania reklam politycznych. A zatem, który krajowy podmiot (PKW, UOKiK czy UKE a może jeszcze inny) otrzyma uprawnienie w istocie do ingerencji w wolność słowa, w kluczowym momencie dla każdej demokracji, czyli podczas kampanii wyborczej”.

 

Prawnik podkreśla, że zgodnie z unijnym prawem reklamą polityczną może zostać określone niemalże wszystko – od artykułu sponsorowanego aż po wpis przypadkowego internauty odnośnie do kwestii będącej przedmiotem debaty parlamentarnej.

 

Kto oceni, czy dany przekaz spełnia to kryterium?

- pyta prawnik.

 

Niejasności

 

Lasocki przytacza zapis punktu (74) preambuły do unijnego rozporządzenia, w którym czytamy, że wprowadzająca w błąd lub niejasna reklama polityczna stanowi zagrożenie, ponieważ wpływa na podstawowe mechanizmy umożliwiające funkcjonowanie naszego demokratycznego społeczeństwa.

 

Nie jest to legalna definicja, ale roi się w niej od pojęć i stwierdzeń nieostrych i niejednoznacznych. Na bazie jakiego testu organ (jaki?) stwierdzić ma, że dany przekaz jeszcze nie rodzi zagrożenia, a kiedy zjawisko to się krystalizuje? To sytuacja niejako jak z filmu Stevena Spielberga „Raport mniejszości”, gdzie w 2054 r. waszyngtoński wydział specjalny (pre-crime) aresztuje morderców zanim popełnią przestępstwo? Film – przypomnę – z 2002 r.! Rozporządzenie, które, jak wskazałem, aplikuje się bezpośrednio, wskazuje szereg naruszeń, które skutkować mogą sankcją finansową. Są wśród nich: brak oznaczenia materiałów wyborczych, ingerencja w wybory ze strony podmiotów lub obywateli państw trzecich, którzy mogą sponsorować reklamę polityczną w Unii (punkt (33) preambuły)

 

- pisze prawnik.

 

Sankcje

 

Lasocki przytacza artykuł 25 Rozporządzenia, który wprowadza drastyczne sankcje.

 

Zgodnie z nim państwa członkowskie ustanawiają przepisy dotyczące sankcji lub w razie potrzeby innych środków mających zastosowanie do sponsorów lub dostawców usług reklamy politycznej, gdy ci naruszą reżim reklamy politycznej. Unijni legislatorzy wskazują przy tym, że sankcje muszą być skuteczne, proporcjonalne i odstraszające, ale też należy przy ich wymiarze uwzględniać zasady regulujące wolność prasy i wolność wypowiedzi w innych mediach oraz zasady i kodeksy regulujące zawód dziennikarza. Kary są jednak dotkliwe, gdyż maksymalna wysokość kar finansowych, jaką można nałożyć, jest obliczana na podstawie potencjału gospodarczego podmiotu podlegającego sankcjom i wynosi 6 proc. rocznego dochodu lub budżetu sponsora lub dostawcy usług reklamy politycznej lub 6 proc. rocznego światowego obrotu sponsora lub dostawcy usług reklamy politycznej w poprzednim roku finansowym. W przypadku mediów może to zachwiać stabilnością finansową gigantów

 

- zauważa prawnik.

 

W jego ocenie „projekt senacki potrzebuje dodatkowo jednej arcyważnej rzeczy, by nie stać się dobrym i poręcznym instrumentem: ustawowego 48-godzinnego trybu sądowej kontroli każdej decyzji o wstrzymaniu reklamy politycznej w toku kampanii wyborczej”.

 

 

Możliwy scenariusz

 

Wyobraźmy sobie, że trzy tygodnie przed wyborami parlamentarnymi dedykowany do tego urząd centralny wydaje decyzję o wstrzymaniu kampanii telewizyjnej i internetowej jednego z głównych komitetów wyborczych. Albo nie, niech to będzie ostatni tydzień zażartej kampanii… o wszystko. Przygotowywany w tajemnicy spot wyborczy ma być game changerem. Sondaże pokazują, że niezdecydowani wyborcy… zdecydują. Urząd „zaaresztowuje” spot. Wstrzymuje emisję, a komitet wyborczy nie ma już ani środków, ani pomysłu, aby stworzyć i wyemitować zamiennik. Klapa, katastrofa i jak piszą 30-latkowie na X, czyli d. Twitterze „tango down”. Komitet w trybie pilnym zaskarża decyzję organu, ale rozprawa odbędzie się za 7 miesięcy. Nawet gdyby odbyła się za 3 dni, to dzisiejsze decyzje rozpolitykowanych sądów nie wytrzymują presji społecznej. Nie są wyrocznią, nie są wyznacznikiem

 

- przewiduje Lasocki.

 

Stanowisko rządu

Jak podkreślał podczas posiedzenia senackiej Komisji Praw Człowieka i Praworządności sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, Michał Gramatyka, unijne rozporządzenie „tworzy tzw. repozytorium europejskie przez odesłanie do Digital Services Act, gdzie powstaje europejskie repozytorium tzw. decyzji moderacyjnych podejmowanych przez platformy”.

To taka wielka baza danych, gdzie platformy spowiadają się z tego, dlaczego np. usuwały posty albo komentarze. Takie samo repozytorium ma powstać dla reklam o charakterze politycznym. Rozporządzenie wprowadza przede wszystkim zakaz wykupywania, sponsorowania tego typu reklam z terenów państw trzecich. Takie reklamy mogą być emitowane tylko na terenie kraju, którego dotyczą wybory, i tylko w związku z konkretnymi wyborami

- mówił.

Przyznał jednocześnie, że Polska nie musi implementować tego rozporządzenia, ponieważ „ono działa wprost, ale konieczne jest stworzenie otoczenia prawnego dla funkcjonowania tego rozporządzenia”.

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 21.05.2026 15:24
Źródło: Rzeczpospolita