Szukaj
Konto

Negocjacje o tranzycie przez Polskę ukraińskiego zboża toczą się poza MRiRW. Ostry komentarz Sachajki

Jarosław Sachajko i Stefan Krajewski - zdjęcie wygenerowane przez AI
Źródło: ChatGPT | Autor: ChatGPT | Jarosław Sachajko i Stefan Krajewski - zdjęcie wygenerowane przez AI
Minister rolnictwa Stefan Krajewski poinformował, że rozmowy dotyczące tranzytu ukraińskiego zboża przez Polskę do innych państw UE nie są prowadzone przez resort rolnictwa. Sprawa budzi obawy o możliwość powtórzenia problemów z lat 2022–2023, gdy napływ ukraińskich produktów rolnych wywołał protesty polskich rolników. O ocenę sytuacji Tysol.pl zapytał posła Jarosława Sachajkę.
Co musisz wiedzieć:
  • Rozmowy dotyczące tranzytu ukraińskiego zboża przez Polskę odbywają się poza MRiRW.
  • Sachajko obawia się powtórzenia sytuacji z lat 2022–2023.
  • Proponuje rozwój transportu kolejowego i morskiego oraz zwiększenie kontroli granicznych.
  • Uważa, że Polska powinna odbudować produkcję zwierzęcą i spółdzielczość.
  • Jednocześnie sprzeciwia się obecnie wyjściu Polski z UE.

Sachajko: Nie można dopuścić do powtórki z lat 2022–2023

- Minister rolnictwa Stefan Krajewski w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną przyznał, że negocjacje na temat tranzytu ukraińskiego zboża przez Polskę do krajów UE toczą się poza ministerstwem. O czym to świadczy?

Jarosław Sachajko: Świadczy o tym, że pan minister rolnictwa, a właściwie cały PSL nie przejmuje się rolnictwem. Tam się załatwia posady dla swoich. Pan minister lata po świecie ze znajomymi z Białegostoku zamiast zająć się tym, co za chwileczkę może zniszczyć nasze rolnictwo. Rządzą trzeci rok. Mieli „masę pomysłów, co trzeba zrobić”, jak byli w opozycji. Zaczęli rządzić trzeci rok i nie ma niczego.

To, że Ukraina ma problem z wywozem zboża ze swojego terytorium, wiemy od dawna, ale nie można pozwolić na powtórzenie tej sytuacji, która miała miejsce w 2022-2023 roku. Wówczas i Komisja Europejska obiecała tranzyt i pociągi tranzytowe, Stany Zjednoczone obiecały budowanie silosów, żeby to zboże nie zalało Polski. Okazało się, że jedni i drudzy nie dotrzymali słowa. Rząd Prawa i Sprawiedliwości złamał prawo unijne w kwietniu 2023 roku – nastąpił całkowity zakaz wwozu żywności z Ukrainy. Później ograniczono to do 18 produktów, w tym zbóż. W tej chwili od kilku miesięcy słyszymy, że Ukraina ma ten sam problem, który miała w 2022 roku. Co od tego czasu zrobił rząd? Czy w jakikolwiek sposób się przygotował? Za chwileczkę się okaże, że Komisja Europejska wymusi – znowu opowiadając bajki, że ten tranzyt zboża nie zostanie w Polsce – na Polsce przyjmowanie tego zboża i będzie ono ginęło na terenie naszego kraju, w polskich magazynach, a rolnicy nie będą mieli gdzie sprzedać swojego zboża. Tak, jak to było w latach 2022-2023.

Mam nadzieję, że w przyszłych wyborach PSL dostanie czerwoną kartkę. Wiem jednak, że będzie trzeba to wszystko naprawić i przygotowuję program rolny, w którym wskażę, jakie podjąć działania, aby uratować polskie rolnictwo.

Co zrobić z tranzytem ukraińskiego zboża?

- Co należałoby zrobić w takiej sytuacji, żeby zdążyć, gdyż rozumiem, że czasu jest niewiele?

Czasu właściwie nie ma, bo czas został zmarnowany. Po pierwsze powinna być wybudowana linia szerokotorowa, żeby żadne zboże nie jeździło przez Polskę na kołach, bo jest to drogie i trudne do upilnowania. Czyli jeżeli Niemcy czy Francuzi uważają, że u nich jest mało zboża, to całe zboże powinno przejechać torami, więc albo linia szerokotorowa, albo ten system do podmiany rozstawu kół w pociągach. To po pierwsze. Po drugie, znacząco zwiększyć możliwość eksportu zboża drogą morską. Po trzecie, znacząco zwiększyć obsadę inspekcji na granicy. Tak, żeby żadne zboże, które ma jakiekolwiek pozostałości środków niedozwolonych w UE, nie mogło wjechać na teren Unii Europejskiej. Po czwarte, konieczne jest wzmocnienie polskiego rolnictwa, polskiej spółdzielczości i polskiej produkcji zwierzęcej, abyśmy to nasze zboże w całości zagospodarowywali w Polsce w produkcji zwierzęcej.

Sachajko: Trzeba odbudować produkcję zwierzęcą i spółdzielczość

- Tyle, że ta produkcja zwierzęca jest niestety osłabiana i mamy de facto sytuację, w której przestajemy kontrolować własne terytorium.

To prawda. I znowu wrócę do historii. W 2007 roku, kiedy PSL i Platforma Obywatelska przejmowały władzę, produkowaliśmy ponad 18 mln sztuk trzody chlewnej. Przyszedł PSL i ograniczył produkcję trzody chlewnej do 11 mln. W tej chwili produkujemy około 9 mln sztuk trzody chlewnej. Proszę zobaczyć, ile mniej produkujemy, niż produkowaliśmy w 2007 roku. PSL dorwał się do władzy i znowu produkcja trzody chlewnej drastycznie spada.

Co zrobić? Z jednej strony trzeba upodmiotowić rolników. Oni nie mogą być tylko producentami produktu podstawowego, czyli zboża czy trzody chlewnej, a muszą być właścicielami całego łańcucha żywnościowego, czyli od produkcji poprzez skup, poprzez przetwórstwo, na sprzedaży kończąc. Po prostu trzeba wrócić do spółdzielczości, w której byliśmy liderem w okresie międzywojennym. W różnych państwach od 80 do 98 procent żywności od początku do końca przechodzi przez spółdzielnie należące do rolników i wtedy rolnik ma kontrolę nad ceną.

Dzisiaj, kiedy rządzą supermarkety, kiedy przetwórnie nie są w rękach rolników, kiedy skupy nie są w rękach rolników, to właściwie rolnik jest najsłabszym ogniwem. Jeżeli nie podejdziemy w ten sposób do naszego rolnictwa, to nie będziemy mieć rolnictwa, bo będzie ono zalane albo Mercosurem, albo Ukrainą, a rolnik jest szczególnym przedsiębiorcą, który nie może dwa, trzy lata pod rząd dokładać do własnej działalności, bo po prostu bankrutuje.

Czy Polska powinna wyjść z Unii Europejskiej?

- Czy to oznacza, że powinniśmy wyjść z Unii Europejskiej? Wydaje się, że głównym hamulcowym dla polskiego rolnictwa, obok braku kompetencji rządu jest właśnie Unia Europejska.

Nie. I to z kilku powodów. Nie jest prawdą, że hamulcowym rozwoju polskiego rolnictwa jest Unia Europejska. Hamulcowym jest rząd Koalicji Obywatelskiej, PSL-u i Lewicy, bo tu się nic nie dzieje. Jeżeli by pani odnalazła ich programy wyborcze, to oni nic z tych programów wyborczych, które i tak były bardzo skąpe jeżeli chodzi o rolnictwo, nie zrealizowali.

W tej chwili wyjście z Unii Europejskiej by oznaczało od razu krach polskiego rolnictwa, można powiedzieć, że z miesiąca na miesiąc. Jeżeli 80 proc. naszej żywności, produkcji rolniczej, wysyłamy do państw UE, to takie wyjście z Unii Europejskiej oznacza, że się topimy w naszej żywności. Oczywiście możemy wtedy swobodnie zamknąć granicę z Ukrainą, tylko to nam nic nie daje, bo mamy olbrzymią nadprodukcję żywności.

W 2017 roku zaproponowałem ustawę, aby w partnerstwie publiczno-prywatnym wybudować centra przechowalniczo-dystrybucyjne w Azji, Stanach Zjednoczonych i w Afryce, żebyśmy mieli jakąś alternatywę, żebyśmy nie byli uwiązani do rynku Unii Europejskiej. W tej chwili wyjście z UE oznacza dla rolnictwa krach z dnia na dzień, ale jeżeli się do tego przygotujemy, będziemy mieć inne rynki zbytu, ustawę, aby przy każdej ambasadzie byli radcy rolni typowani nie przez ministra rolnictwa, który wyśle tam kolegę, tylko przez ogólnokrajowe związki zawodowe i związki branżowe. Żeby ten radca rolny był odpowiedzialny za pozyskiwanie tego rynku dla polskich rolników. Dzisiaj jesteśmy uwiązani w rolnictwie, ale nie tylko w rolnictwie, bo i w przemyśle niestety, do Unii Europejskiej. Jesteśmy traktowani od lat jako państwo peryferyjne, czyli my produkujemy półprodukty, a główna wartość dodana jest w państwach Europy Zachodniej. Jeżeli miałoby dojść do opuszczenia Unii Europejskiej, to trzeba się przygotować – na pewno nie z rządem PSL-u i Platformy Obywatelskiej.

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 14.08.2026 16:56
Źródło: Tysol.pl