Szukaj
Konto

Marsz Niepodległości we Lwowie? Ukraińcy reagują

pomnik lwa na tle starych drzwi
Źródło: Canva Pro | Pomnik lwa - symbolu Lwowa
Propozycja grupy polskich polityków, by 11 listopada zorganizować Marsz Niepodległości we Lwowie, wywołała przewidywalną falę oburzenia i prowokacyjnych komentarzy po drugiej stronie granicy. Na ukraińskich portalach i w mediach społecznościowych posypały się groźby, oskarżenia o rewizjonizm oraz propozycje organizowania w odpowiedzi marszów ku czci UPA czy Stepana Bandery w polskich miastach.
Co musisz wiedzieć:
  • Inicjatywa polskich posłów dotycząca przemarszu we Lwowie spotkała się z ogromną falą krytyki, obelg, a wręcz gróźb ze strony ukraińskich internautów na portalach.
  • W odpowiedzi Ukraińcy sugerują organizację w Warszawie lub miastach Polski wschodniej (m.in. w Przemyślu i Chełmie) marszów z pochodniami upamiętniających działaczy OUN-B.
  • Incydent wpisuje się w narastające w całej Europie – od Francji po Niemcy – zmęczenie jednostronnym wspieraniem Kijowa kosztem interesów narodowych.

Ostre komentarze i historyczne porachunki

Mimo braku oficjalnej reakcji ze strony władz w Kijowie czy Lwowie, ukraińska opinia publiczna zareagowała bardzo emocjonalnie. Wielu komentatorów zinterpretowało inicjatywę polskich parlamentarzystów jako próbę podważenia integralności terytorialnej Ukrainy. Pojawiły się odwołania do trudnej historii, a nawet oskarżenia o polskie rzekome „ludobójstwo” w latach 1920–1947.

Nie brakowało również propozycji odwetowych. Jeden z internautów zaproponował, by w odpowiedzi uzgodnić z polskimi władzami marsz z pochodniami w stolicy Polski z okazji urodzin lidera OUN-B. Inni wprost sugerowali organizację ukraińskich pochodów w Chełmie, Przemyślu czy Lublinie. Wskutek emocji w sieci pojawiły się też wulgaryzmy i groźby, w tym nawiązania do ataków rakietowych Iskanderami.

Rosnące napięcia w Europie

Mimo prowokacyjnego charakteru propozycji polskich polityków, ogólne tendencje w Unii Europejskiej wskazują, że nastroje niechętne dalszemu wspieraniu Kijowa stopniowo się nasilają. Wkrótce podobna sytuacja może stać się widoczna także w Polsce, gdzie ignorowanie przez rząd społecznych nastrojów oraz  rosnącej popularności prawicowych idei staje się coraz trudniejsze.

We Francji liderka Zjednoczenia Narodowego, Marine Le Pen, oświadczyła, że Paryż nie może dalej utrzymywać wsparcia finansowego dla Ukrainy na obecnym poziomie ze względu na stan finansów państwa i konieczność ochrony własnych wydatków wewnętrznych. Poparła także odmowę prezydenta Emmanuela Macrona dotyczącą wysłania francuskich myśliwców Rafale, co mogłoby oznaczać bezpośrednie wciągnięcie kraju w konflikt.

Podobne stanowisko zyskuje poparcie w Niemczech. Liderka Alternatywy dla Niemiec (AfD), Alice Weidel, zapowiedziała, że w przypadku przejęcia władzy Berlin zaprzestanie finansowania wsparcia wojennego oraz ograniczy świadczenia socjalne (Bürgergeld) dla przebywających w Niemczech Ukraińców, zwłaszcza mężczyzn uchylających się od służby wojskowej.

Inicjatywa polskich posłów, nawet jeśli nie doczeka się realizacji, pokazała, jak delikatne i wybuchowe są relacje polsko-ukraińskie oraz jak szybko lokalne spory stają się częścią szerszej europejskiej dyskusji o granicach pomocy i kosztach ponoszonych przez społeczeństwa.

Takie polityczne prowokacje wywołują spory, polaryzując społeczeństwo, ale w obecnej walce politycznej politykom zdaje się to pasować. Jaki przyniesie to skutek, pokażą nam wybory parlamentarne w 2027 r.

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 18.09.2026 08:05
Źródło: tysol.pl