Saudi Aramco odwołuje październikowe dostawy ropy do Europy. Co z dostawami do Polski?

- Saudi Aramco odwołuje dostawy: według Bloomberga październikowe dostawy saudyjskiej ropy do europejskich odbiorców zostały anulowane.
- Orlen zabezpiecza alternatywne kierunki: polski koncern poinformował o kontraktach na 16 dodatkowych dostaw m.in. z Norwegii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu i obu Ameryk.
- Polska ma rezerwy: minister energii zapewnia, że kraj dysponuje odpowiednimi zapasami, a według informacji strony saudyjskiej ropociąg ma zostać ponownie uruchomiony.
Bloomberg powołał się na źródła wtajemniczone w decyzję firmy. Agencja podała, że koncern poinformował co najmniej dwóch odbiorców w Europie, lecz dotyczy to wszystkich firm w Europie.
Saudyjczycy już we wrześniu odwołali część dostaw do Europy z powodu uszkodzenia ropociągu Wschód-Zachód/Petroline przez sprzymierzone z Iranem bojówki. Doniesienia Bloomberga sugerują, że przerwa potrwa dłużej.
Orlen zabezpieczył 16 dodatkowych dostaw ropy
Wśród odbiorców saudyjskiej ropy jest również Orlen. Według Ministerstwa Energii i informacji przekazanych przez ORLEN wstrzymanie październikowych dostaw nie stwarza obecnie zagrożenia dla ciągłości zaopatrzenia Polski w ropę i paliwa. Znaczenie saudyjskiego surowca jest jednak duże. Saudi Aramco pozostaje największym dostawcą ropy dla Grupy ORLEN i odpowiada za około 40 proc. jej dostaw. Dane dotyczące polskiego importu pokazują, że w pierwszej połowie 2026 r. z Arabii Saudyjskiej pochodziła niemal połowa sprowadzanej do kraju ropy.
ORLEN przygotował się na przerwę w dostawach, kontraktując 16 dodatkowych ładunków surowca. Ropa ma pochodzić m.in. z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu oraz obu Ameryk. Koncern zapewnia, że dostawy do rafinerii są realizowane, a zakłady pracują bez zakłóceń. Dodatkowym zabezpieczeniem jest zawarta wcześniej trzyletnia umowa z norweskim Equinorem, która może pokrywać znaczącą część zapotrzebowania Grupy ORLEN.
Polska dysponuje ponadto zapasami interwencyjnymi ropy i paliw. System bezpieczeństwa dostaw jest skonstruowany tak, aby zapewniać zapasy odpowiadające co najmniej 90 dniom importu netto. Minister energii Miłosz Motyka zapewnił, że obecny poziom rezerw jest odpowiedni. Na tym etapie nie ma jednak konieczności zastępowania saudyjskich dostaw zapasami strategicznymi, ponieważ ORLEN pozyskuje brakujące ilości surowca na rynku.
Czy odwołanie dostaw oznacza problemy z paliwem w Polsce?
Samo odwołanie październikowych dostaw Saudi Aramco nie oznacza, że w Polsce zacznie brakować paliwa. Sytuacja zwiększa ryzyko logistyczne i cenowe, ale ORLEN może zastępować saudyjską ropę surowcem kupowanym z innych kierunków.
Czy sytuacja może mieć wpływ na ceny hurtowe lub detaliczne paliw?
Problemy z dostawami saudyjskiej ropy mogą mieć wpływ zarówno na hurtowe, jak i detaliczne ceny paliw w Polsce. W pierwszej kolejności skutki są widoczne na rynku hurtowym. Ograniczenie dostaw Saudi Aramco zwiększa konkurencję europejskich rafinerii o ropę z innych kierunków, a dodatkową presję wywierają wysokie notowania surowca na światowych rynkach.
W Polsce szczególnie wyraźnie drożeje olej napędowy. Średnia hurtowa cena diesla w krajowych rafineriach wzrosła z 6633 zł za metr sześcienny 2 września do 7509 zł 18 września, czyli o około 13 proc. W przypadku benzyny Pb95 wzrost był mniejszy – z 6030 do 6370 zł za metr sześcienny, a więc o około 5,6 proc.
Nie można jednak przypisywać tych podwyżek wyłącznie problemom Saudi Aramco. Na ceny paliw wpływają jednocześnie notowania ropy, kurs dolara, europejskie ceny gotowych produktów naftowych oraz sytuacja podażowa. Szczególnie napięty pozostaje europejski rynek diesla, co powoduje, że również alternatywne dostawy tego paliwa są obecnie droższe.
Wzrost cen hurtowych stopniowo przekłada się na stacje paliw. Według danych e-petrol 16 września średnia cena benzyny Pb95 wynosiła 7,99 zł za litr, natomiast oleju napędowego 8,89 zł za litr. W ciągu tygodnia benzyna podrożała o 9 gr na litrze, a diesel o 14 gr.
Dalszy kierunek zmian będzie zależał przede wszystkim od sytuacji na Bliskim Wschodzie, notowań ropy oraz tempa przywracania pełnej przepustowości saudyjskiego ropociągu Petroline. Szybkie wznowienie dostaw mogłoby ograniczyć presję cenową. Jeżeli jednak przerwa się przedłuży lub pojawią się kolejne zakłócenia, wzrośnie ryzyko dalszych podwyżek w hurcie, które z czasem mogą zostać przeniesione na kierowców.
Kluczowe będzie tempo przywracania działania saudyjskiego ropociągu Wschód–Zachód, czyli Petroline. Według informacji przekazanych polskiemu Ministerstwu Energii instalacja ma zostać ponownie uruchomiona w ciągu kilkunastu dni. Bloomberg informował z kolei, że częściowe wznowienie pracy może nastąpić wcześniej, natomiast powrót do pełnej przepustowości może potrwać około sześciu tygodni. Przy takim scenariuszu dostępne obecnie informacje nie wskazują na bezpośrednie zagrożenie dla ciągłości dostaw paliw w Polsce. Ryzykiem pozostają natomiast wyższe koszty zaopatrzenia i dalsza presja cenowa.
Bloomberg zaznacza też, że od piątku Orlen ogłosił ponad dziesięć przetargów w „wyścigu o alternatywne dostawy”.
Jak duże znaczenie ma saudyjska ropa dla Europy?
Wstrzymanie październikowych dostaw Saudi Aramco jest istotne dla europejskiego rynku, choć Arabia Saudyjska nie należy do dominujących źródeł zaopatrzenia całej Unii. W 2025 r. odpowiadała za około 6,8 proc. importu ropy naftowej do UE. Według danych IEA w czerwcu 2026 r. do europejskich państw OECD trafiało natomiast około 577 tys. baryłek saudyjskiej ropy dziennie. Oznacza to, że brak tych dostaw jest zauważalny dla rynku, ale nie tworzy sam w sobie luki, której Europa nie byłaby w stanie uzupełnić surowcem z innych kierunków.
Skutki będą jednak nierównomierne. Najbardziej narażone są państwa i rafinerie, które w większym stopniu opierały się na dostawach Saudi Aramco. Wśród nich znajduje się Polska, która jest jednym z największych europejskich odbiorców saudyjskiej ropy. Znaczące ilości tego surowca trafiały również m.in. do Włoch, Grecji, Francji i Austrii. Rafinerie dotknięte anulowaniem dostaw muszą teraz szukać zastępczych ładunków m.in. z Morza Północnego, USA, Kazachstanu, Algierii, Afryki Zachodniej i Ameryki Południowej.
Na światowym rynku dostępna jest ropa, która może zastąpić znaczną część saudyjskich dostaw, jednak problemem pozostają cena, logistyka oraz odpowiedni gatunek surowca. Jednoczesne poszukiwanie alternatywnych ładunków przez kilka europejskich rafinerii zwiększa konkurencję o dostępne baryłki i może podnosić premie za niektóre gatunki ropy oraz koszty transportu. Dlatego krótkoterminowym zagrożeniem dla Europy nie jest przede wszystkim fizyczny brak surowca, lecz wzrost kosztów zaopatrzenia rafinerii, który może następnie zwiększać presję na hurtowe i detaliczne ceny paliw.
Sytuacja stałaby się poważniejsza, gdyby przerwa w pracy saudyjskiego Petroline znacznie się przedłużyła lub zbiegła się z kolejnymi zakłóceniami transportu ropy z Bliskiego Wschodu. Przy relatywnie szybkim przywróceniu przepustowości rurociągu europejski rynek powinien być natomiast w stanie zastąpić brakujące dostawy, choć prawdopodobnie przy wyższych kosztach.
Dlaczego awaria Petroline wpływa na Europę?
Awaria Petroline ma znaczenie dla europejskich odbiorców, ponieważ rurociąg Wschód–Zachód jest jedną z kluczowych tras pozwalających Arabii Saudyjskiej transportować ropę z pól naftowych we wschodniej części kraju do terminalu Yanbu nad Morzem Czerwonym. Dzięki temu surowiec może być eksportowany z pominięciem cieśniny Ormuz, która pozostaje newralgicznym punktem transportu ropy z Zatoki Perskiej.
Z Yanbu część ropy przeznaczonej dla europejskich rafinerii może być kierowana przez Morze Czerwone do Egiptu, a następnie systemem rurociągów SUMED do terminalu Sidi Kerir nad Morzem Śródziemnym. Stamtąd surowiec jest transportowany tankowcami do europejskich portów. Petroline stanowi więc ważny element szlaku umożliwiającego Saudi Aramco zaopatrywanie Europy bez konieczności wysyłania ropy przez Ormuz.
Uszkodzenie rurociągu nie oznacza przy tym, że Arabia Saudyjska przestała wydobywać ropę. Problem ma przede wszystkim charakter logistyczny – ograniczona została możliwość przesyłania odpowiednich ilości surowca na zachodnie wybrzeże kraju. Ma to szczególne znaczenie w okresie utrudnień i podwyższonego ryzyka na innych szlakach transportowych z Bliskiego Wschodu. W efekcie Saudi Aramco odwołało część dostaw do Europy, a europejskie rafinerie zostały zmuszone do poszukiwania zastępczych ładunków z innych kierunków.
Jak reaguje ropa Brent?
Mimo informacji o odwołaniu październikowych dostaw Saudi Aramco do Europy notowania ropy Brent w piątek spadają. 18 września surowiec taniał o około 1–2 proc., a cena baryłki utrzymywała się w okolicach 103–104 dolarów. To trzecia z rzędu sesja spadkowa, choć Brent nadal pozostaje powyżej poziomu 100 dolarów za baryłkę i znacznie wyżej niż przed ostatnią eskalacją napięć na rynku.
Spadek cen wynika przede wszystkim ze zmniejszenia obaw o długotrwałe zakłócenia saudyjskich dostaw. Rynek reaguje na informacje, że Saudi Aramco może w ciągu kilku dni przywrócić część przepustowości uszkodzonego rurociągu Petroline, natomiast pełny powrót do normalnej pracy może nastąpić w ciągu kilku tygodni. Perspektywa stosunkowo szybkiego wznowienia transportu ogranicza obawy przed trwałym ubytkiem saudyjskiej ropy z rynku.
Informacja o anulowaniu październikowych dostaw do Europy wyhamowała jednak skalę przeceny. Pokazuje to, że rynek nadal uwzględnia ryzyko związane z dostępnością surowca i sytuacją na Bliskim Wschodzie. Dalszy kierunek notowań Brent będzie zależał m.in. od tempa naprawy Petroline oraz sytuacji na pozostałych szlakach eksportowych z regionu, w szczególności w cieśninie Ormuz.
Komentarze
Czarnek: „Trwa wyścig, kto bardziej oszuka Polaków”. Obajtek przedstawia wyliczenia

Administracja Trumpa wesprze konserwatywne media w Europie. Padła konkretna kwota

Niepokojący wzrost zakażeń w Europie. W kilka dni wykryto 252 przypadki
Wilders: „Zagrożeniem nie są zmiany klimatyczne, ale demograficzne i islam”

150. dzień głodówki w Solino. Protestujący nie zamierzają zrezygnować








