45-lecie "TS": "Rzeczpospolita Upiorna" Waldemara Łysiaka

- Tekst Waldemara Łysiaka „Upiory” to skrajnie emocjonalna i literacko agresywna krytyka postkomunistycznego układu władzy lat 90., szczególnie rządów SLD i PSL.
- Autor przedstawia III RP jako państwo moralnego rozkładu, korupcji i politycznego cynizmu.
- Łysiak kończy tekst apelem o symboliczne „rozliczenie” elit rządzących oraz zastąpienie ich władzą opartą na honorze, służbie narodowi i polskiej racji stanu.
Upiorny ring, na którym boksują się spryciarze niezdarnie grający mężów stanu. Walczą o linki przytroczone do marionetek, o pieniądze zdzierane ze społeczeństwa i kradzione z instytucji państwowych, o wpływy, stołki i media, o kanały telewizyjne i przemytnicze, o wojsko i Kościół, o posady ministrów, burmistrzów i szefów policji dla swych prydupników, o wszystko, co służy ich pazerności, ich pysze oraz ich głupocie – gwiżdżąc na interes państwowy i publiczny. Zawierają akrobatyczne sojusze, cyrkowe kompromisy i „egzotyczne” porozumienia, wchodzą z partnerami-rywalami w szczękościskowe zwarcia wzorem buldogów, taktycznie kombinują i obezwładniają wzorem szachistów, lub chytrze się klinczują wzorem zapaśników, zużywając do tego całą swą pomysłowość i energię, przez co nawa państwa dryfuje jak Boschowska „Łódź obłąkanych”.
Zamiast pracy dla rozwoju, zamiast realizowania znośnej codzienności i projektowania szlachetnej wizji dla 40 milionów ludzi – kompletny pat, kreujący wszechobecną upiorność. Upiorna gospodarka, upiorna administracja i sejmokracja, upiorna jurysdykcja, upiorna korupcja, upiorna przestępczość, upiorne dziury szos i domowych budżetów – pełny rozkład funkcjonalności, sprawiedliwości, moralności, zdrowego rozsądku oraz szacunku wobec prawdy i prawa. Upiorne podwórko pseudodemokracji.
Demokracja bez demokratycznej tradycji jest zawsze kalekim tworem, ale gdy brak owej tradycji, trzeba budować jej zręby. Tymczasem oni budują złodziejsko-bananowy ustroik, w którym „folwark zwierzęcy” przybiera dla zamydlenia oczu trochę bardziej „ludzką twarz” dzięki humorystycznym elementom „komedii ludzkiej”. Orwell plus Balzac plus Hugo, gdyż kapitanowie dryfującej łajby to „nędznicy”. Spryciarze, których przeszłością jest prosowiecka agenturalność, a teraźniejszością władza zachapana dzięki trikowi z „okrągłym stołem” i werdyktowi ułamkowego (po części nieświadomego, po części ogłupionego lub skorumpowanego „kiełbasą wyborczą”) elektoratu. Nie mają żadnych talentów do wznoszenia autentycznych struktur wolności i praworządności. Co gorsza – nie mają nawet chęci budowania czegoś przyzwoitego. Mają tylko genetyczne cwaniactwo, lepkie łapy, zgniłe sumienia i gęby pełne uspokajających, branżowo lub knajacko gęganych frazesów. Ta sama, co niegdyś, „dyktatura ciemniaków”, wzbogacona o współudział szulerów dyplomowanych. Upiorni spryciarze-grabarze na belwederskich, sejmowych, rządowych, wojewódzkich, miejskich, gminnych i bankowych tronach. Upiorny kraj, w którym życie to koszmarny sen – czysta upiorność. Cóż zawiniła Polska losowi, że oddał ją w pacht takim ludziom?!
Pytanie egzaltowane? Bez wątpienia. Lecz egzaltacja płynąca z rozwścieczonej duszy jest mniej karygodna niż hipokryzja płynąca z ich pysków nawykłych do łgarstw, do tumanienia grabionego przez nich ludu. Tak jak histeria buntownika ma wartość większą od historii tworzonej przez komediowych łotrzyków, którzy sprawują rządy, lekceważąc Dekalog i słowa Napoleona, że
„zadaniem rządzącego jest nie tylko rządzenie, ale krzewienie kultury, nauki, moralności i dobrobytu”.
Godłem królestwa upiorności zrobili białego orła z koroną, lecz w istocie stanowi on atrapę-maskę owrzodzonej twarzy systemu. Prawdziwym symbolem – czymś, co dręczy po nocach ludzi wrażliwych i sprawiedliwych, i co będziemy pamiętać długo – jest ukazany przez kamery grubiański rechot nagiego króla w tę noc, gdy z jego rozkazu eksterminowano ławę rządową, która chciała odsunąć renegatów od steru Rzeczypospolitej. Upiorny symbol nie tylko tamtej upiornej nocy, lecz całej upiornie nocnej rzeczywistości ostatniego pięciolecia.
Piszę to, gdyż mam już wyżej nosa terroru upiornych kleptomanów we „własnym domu”, i roi mi się takie bractwo domowników (takie polskie społeczeństwo), które odeśle ich na śmietnik. Lub taka „siła wyższa”, która zrobi to za nas. Taka Boska dłoń, która rozpisze na ścianach ich pałacowych rezydencji proroctwo: „mane, thekel, fares” (będzie policzone, zważone, rozdzielone), zapowiadając tymi słowy, że nie unikną policzenia ich występków, zważenia ich odpowiedzialności za to, co uczynili z Polską, wreszcie rozdzielenia należnych im kar. I która sprawi, że władzę w dręczonym, ośmieszanym i prostytuowanym kraju przejmie siła honoru, wyznająca kult polskiej racji stanu oraz prymat służebności wobec człowieka. Ci, co dziś władają, są lokajami diabła.
Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, więc przyjdź do nich i zrób z nimi porządek, bo w końcu ktoś winien skopać im siedzenia i zrzucić ich z piersi narodu, którego krew piją jak wampiry!
[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]
Komentarze
Rafał Woś: To, z czego wycofał się nawet Stalin, dziś kwitnie w kapitalizmie

Nie będzie kontrasygnaty Tuska do odtajnienia Aneksu WSI. Nawrocki nie składa broni

Kierowcy są przemęczeni. Co trzeci zasnął za kierownicą

Gdy praca wyczerpuje. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"

45-lecie „TS": Adam Glapiński – „Ostrożnie z liberalizmem”






