Szukaj
Konto

Jak PiS zgubiło własny przepis na sukces

Jak PiS zgubiło własny przepis na sukces
Źródło: pis.org.pl | Autor: Prawo i Sprawiedliwość | Licencja: Prawo i Sprawiedliwość | Konferencja, politycy
Do wyborów wszystko zmieni się wielokrotnie, a główna myśl zostanie aktualna. W PiS mówi się czasem o dwóch płucach, tymczasem kluczowe dla jego znaczenia są raczej trzy filary. Niekoniecznie emerytalne.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przekonuje, że siła PiS opierała się na trzech wzajemnie uzupełniających się filarach: tożsamości, solidaryzmie społecznym i modernizacji.
  • Zdaniem autora wewnętrzne spory po 2023 roku doprowadziły do nadmiernego eksponowania jednych filarów kosztem innych.
  • Tekst kończy się tezą, że przyszłość obozu prawicy zależy od ponownego połączenia suwerenności, solidarności i rozwoju.

Solidarność, tożsamość, rozwój

Zacznijmy od ich nazwania i przypisania im pewnej chronologii. Pierwszy był filar tożsamościowy: przywiązanie do narodowej wspólnoty, suwerenności państwa, tradycji, rodziny i konserwatywnego porządku wartości. Nie sprowadzał się on jednak wyłącznie do sporów światopoglądowych, a w fazie pierwotnej, jeszcze w czasach Porozumienia Centrum, wręcz nie miał być z nimi kojarzony. Choć partia odwoływała się do wartości chrześcijańskich, w tym obrony życia, Jarosław Kaczyński był przeciwny modelowi krzykliwego brania tych spraw na sztandary. To wówczas lider PC mówił, że najszybsza droga do dechrystianizacji Polski wiedzie przez Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe.

 

Unia ustawia grę

Pamiętajmy, że przed wejściem Polski do Unii pewne problemy wydawały się dużo bardziej abstrakcyjne i miały nas jeszcze przez długie lata w ogóle nie dotyczyć. Wątek tożsamościowy nadawał polityce sens, wskazywał wspólnotę, w której imieniu państwo miało działać, oraz określał granice kompromisu, a często raczej sporu, z dominującym modelem liberalnym prezentowanym zarówno przez postsolidarnościowe siły w rodzaju Unii Wolności, później Platformę Obywatelską, jak i postkomunistyczną lewicę, coraz bardziej liberalną w swych kolejnych wcieleniach.

Zmieniały się też akcenty wewnątrz samego rozumienia kwestii tożsamościowej. W czasach PC i później, w czasie dominacji, a następnie słabnięcia obozu postkomunistycznego, bardzo ważne pozostawały postulaty lustracyjne i dekomunizacyjne. Mieściła się w tym też emocja antysowiecka czy też antyrosyjska, którą stopniowo uzupełniał komponent eurorealizmu – krytyczne spojrzenie na poszerzanie własnych kompetencji przez biurokrację UE, w tym rosnący nacisk na sfery oficjalnie pozatraktatowe, takie jak kwestie światopoglądowe czy praworządność. Nie był to natomiast eurosceptycyzm rozumiany jako postulat najpierw odrzucenia członkostwa w UE w referendum, a później – opuszczenia Unii jako takiej. Natomiast w miarę wkraczania Brukseli w kolejne dziedziny życia ze szkodą bądź dla polskich wartości, bądź polskiej gospodarki wzrastały nastroje przeciwko uczestnictwu naszego kraju w poszczególnych rozwiązaniach – i stopniowo coraz większy na to nacisk pojawiał się w przekazie tożsamościowym Prawa i Sprawiedliwości.

W jeszcze większym stopniu podchwyciła go uczestnicząca przez dwie kadencje jako odrębny człon Zjednoczonej Prawicy Solidarna, a później Suwerenna Polska, która potrafiła nawet zajmować stanowisko sprzeczne z polityką własnego rządu, co dziś stanowi element okołopodziałowych narracji w PiS. Tym bardziej że w tej sprawie to Mateusz Morawiecki nie docenił przeciwnika, a – mam wrażenie – zarówno Morawiecki, jak i sam prezes Kaczyński zbyt długo traktowali Unię jako partnera, na którego deklaracjach można polegać.

 

Solidarność w państwie liberałów

Drugi filar to solidaryzm społeczny wyniesiony z dziedzictwa Sierpnia ’80 i społecznej nauki kościoła, zaktualizowany przez surową ocenę skutków transformacji ustrojowej, trwającej od 1989 roku, tak naprawdę rozpoczętej jeszcze co najmniej rok wcześniej. PiS odrzucało przekonanie, że wzrost gospodarczy samoczynnie poprawi sytuację wszystkich obywateli prezentowaną przez zwolenników Leszka Balcerowicza raczej jako uzasadnienie abdykacji państwa z wpływu na kolejne dziedziny życia i los obywateli niż z troski o cokolwiek poza zyskami elit. Państwo miało wyrównywać szanse, chronić rodziny, pracowników, emerytów, mieszkańców mniejszych miejscowości i tych, którzy ponieśli największe koszty transformacji. Rozwój miał być oceniany nie tylko przez wysokość PKB, lecz także przez to, czy jego owoce są rzeczywiście dzielone przez całą wspólnotę.

W pierwszych latach III RP PC opowiadało się za szybkim przejściem do gospodarki rynkowej, demonopolizacją, prywatyzacją i wzmacnianiem własności prywatnej. Pod tym względem było wyraźnie bardziej liberalne gospodarczo niż późniejsze PiS. Nie akceptowało jednak prywatyzacji nomenklaturowej, proponując reprywatyzację oraz powszechny akcjonariat obywatelski i pracowniczy, aby majątek państwowy nie trafił wyłącznie do ludzi dawnego systemu. Krytykowało zarówno dawną nomenklaturę, jak i tę część elit solidarnościowych, która – zdaniem partii – porzuciła społeczne postulaty Sierpnia.

 

Realny wybór

Po latach zaczęty wtedy proces dopełnił się, gdy starając się o poparcie tej samej, niezadowolonej z gnicia państwa pod rządami postkomunistów grupy wyborców, PiS postanowiło odróżnić się od PO, mocno podkreślając swój społeczny przekaz i trafnie definiując podział na Polskę solidarną i liberalną. To wówczas pierwszy raz tak mocno splotły się w politycznej opowieści dwa rodzaje wykluczenia III RP – tych, którzy stali się bardziej ofiarami niż beneficjentami transformacji, i środowisk, którym odmawiano udziału w debacie publicznej jako hołdującym wartościom niedzisiejszym, nieprzystającym do liberalnej i coraz bardziej oderwanej od swych korzeni Europy. Jak zauważa publicysta „Tygodnika Solidarność” Marek Nowak, PiS był pierwszą partią, która dała Polakom realny wybór, ponieważ wcześniej żadna z sił politycznych nie kwestionowała kierunku gospodarczych przemian. 

Choć w sferze haseł w pierwszych latach III RP zdarzało się to jeszcze środowiskom postkomunistycznej lewicy, praktyka jej rządów wpisywała się w ten sam balcerowiczowski schemat, realizowany przez pozostałe gabinety. Możliwość realnego wyboru sprawiła, że wzrosła aktywność wyborcza Polaków, a to spowodowało również zmiany na scenie politycznej jako takiej. To dało PiS pierwszą wygraną w 2005 roku, to również, w jeszcze większym stopniu, utorowało wielki powrót tej partii do władzy 10 lat później.

 

Bezsilny opór

W czasach rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego udało się idee te przełożyć na praktykę wyrównywania różnic, zarówno w wymiarze jednostkowym, przede wszystkim poprzez świadczenie 500 plus, jak i państwowym. Dokonała tego rezygnacja z modelu dyfuzyjno-polaryzacyjnego na rzecz równomiernego rozwoju i wspierania traktowanych wcześniej po macoszemu regionów kraju. Symbolem zarazem nowego podejścia, jak i oporu dawnego systemu była sprawa dworca we Włoszczowie, a więc inwestycja z czasów pierwszych rządów PiS.

Udostępnienie nowoczesnej międzymiastowej kolei poprawiło mobilność i jakość życia mieszkańców nie tylko jednej miejscowości, lecz także całego regionu, równocześnie na lata stało się obiektem kpin zarówno liberalnych polityków, jak i telewizyjnych kabaretów. Niestety opór ten okazał się bardzo silny – stały za nim zarówno potężne kompleksy, jak i pieniądze pozwalające wytworzyć odpowiedni klimat medialny.

 

Wielki projekt

Trzeci filar stanowi modernizacja, do której, odbierając PiS władzę w 2007 roku, odwołała się również PO, lecz w czasie swych rządów nie dotrzymała tej obietnicy: sprawne państwo, infrastruktura, reindustrializacja, innowacje, nowe technologie, polski kapitał i zdolność realizowania wielkich projektów rozwojowych. W czasach PC, co było dość naturalne, program skupiał się raczej na doganianiu Zachodu, na bardziej ambitne cele było zdecydowanie przedwcześnie. Później modernizacja nie miała oznaczać mechanicznego kopiowania Zachodu ani zastępowania polityki wartości technokratycznym zarządzaniem. Jej zadaniem było dostarczenie narzędzi pozwalających urzeczywistnić cele wynikające z dwóch pozostałych filarów. Bez ich wcześniejszego wzmocnienia nie byłaby możliwa, stanowiła też ich dopełnienie. PiS wzmocniło bowiem poziom zaspokojenia bardziej podstawowych potrzeb i – niczym w piramidzie Maslowa – pozwoliło skierować narodową wyobraźnię na nowe tory.

Równocześnie modernizacja ta została zakotwiczona w tożsamości, stając się realnym przedłużeniem patriotyzmu. Nowe pomysły miały więc równocześnie poprawiać sytuację Polaków i wypełniać ich aspirację, równocześnie wzmacniając pozycję Polski w obiegu światowej gospodarki, jej konkurencyjność i – co ważne w tak niepewnej sytuacji międzynarodowej – bezpieczeństwo. Niestety, już w końcówce rządu premiera Morawieckiego zaczął pojawiać się w PiS spór o rozłożenie akcentów. Wspomniana już wcześniej dynamika relacji z UE przełożyła się na różne rozłożenie akcentów w poszczególnych frakcjach – w bardziej technokratycznej grupie Morawieckiego dominował temat modernizacji, Suwerenna Polska i część prawego skrzydła PiS stawiały na twardy przekaz tożsamościowy.

I choć w kampanii wyborczej to właśnie wątków modernizacyjnych częściowo zabrakło, a Morawiecki skupiał się zbyt często na krytyce Tuska, po stracie władzy ten spór dodatkowo się zaostrzył. Doprowadziło to do partyjnego sporu, którego skutki widzimy dziś. Grupa byłego premiera wydawała się w nim zbyt słabo eksponować wątek tożsamościowy, a jego oponenci skupili się głównie na nim, dużo mniej eksponując tematykę modernizacyjną. Co więcej, na co zwracaliśmy uwagę już w czasie kampanii prezydenckiej, PiS zaczęło przejawiać brak zainteresowania swym filarem społecznym, ścigając się o elektorat z partiami liberalnej, choć tożsamościowej prawicy, które w międzyczasie mocno urosły na naszej scenie politycznej. Pierwszą jaskółką tej zmiany była już modyfikacja nazwy koalicjanta, a dziś frakcji w ramach PiS, z „Solidarnej” na „Suwerenną Polskę”.

 

Konieczność syntezy

Tu dochodzimy do problemu, przed którym staną zapewne wszyscy politycy tworzący w 2023 roku Zjednoczoną Prawicę. Polska potrzebuje zarówno solidarności, jak i suwerenności i rozwoju. Frakcje lub ugrupowania, które będą eksponować poszczególne wątki kosztem pozostałych, nie stanowią pełnej odpowiedzi na potrzeby swoich wyborców. Oczywiście nie znaczy to, że będą skazane na polityczny niebyt, w wariancie optymistycznym, lecz wciąż realnym, wymusi to na nich współpracę już po opadnięciu dzisiejszych emocji.

Nie zmienia to faktu, że tylko PiS jako partia było, przynajmniej do 2023 roku, bytem nie tyle podzielonym, ile komplementarnym, a dziś poszczególnym grupom komplementarności tej brakuje.

– W momencie, gdy PiS się zwracało do ludzi wykluczonych w III RP, czy to do konserwatystów, których tożsamości i wrażliwości się nie szanowało, czy to przez elektorat wykluczony ekonomicznie, po pierwsze mówiło im, że są Polakami ważnymi tak samo, jak ta druga strona. Oprócz tego wstawiało jednak tę historię w projekt modernizacyjny, mówiąc, że możemy zbudować państwo sprawniejsze, technokratyczne i do tego jeszcze dużo lepsze, dużo sprawiedliwsze. Wreszcie – dużo sprawniejsze pod kątem funkcjonowania państwa niż ci, którzy zawsze wmawiali, że oni to potrafią rządzić lepiej. W tym sensie ta propozycja była pełna, a po ewentualnym rozpadzie zostaną dwie niepełne propozycje

– mówi Marek Nowak. Dodajmy, że sam przekaz modernizacyjny bez rozpoznania pozbawiających społeczeństwa tożsamości i podmiotowości zakusów globalnych elit może być zaskakująco archaiczny, pomijający bowiem rosnący konflikt między „górą” a „dołem”, coraz częściej determinujący światową politykę, na co zwraca uwagę inny z naszych autorów, Ferdynand Fodder.

PiS potrzebuje więc wszystkich nurtów, które były dotąd obecne w tej partii. Jeśli nie jest możliwe trwanie pod jednym szyldem, musi dokonać się to w ramach przyszłej koalicji. W przeciwnym razie czeka nas ostateczna utrata co najmniej jednego z tych komponentów. Historia uczy nas, że możemy wówczas bardzo szybko stracić wszystkie – suwerenność, bezpieczeństwo socjalne i potencjał modernizacyjny. A tego nikt przecież nie chce.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.08.2026 09:33
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 31/2026, oprac. Ludwik Pęzioł