Szukaj
Konto

Rafał Woś: Rozłam w PiS nie musi osłabić prawicy

Rafał Woś
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Rafał Woś
PiS plus minus Mateusz Morawiecki – czy to może być równanie na odsunięcie Donalda Tuska i jego ekipy od władzy w wyborach roku 2027? W miarę, jak opadają emocje po rozłamie na prawicy, taki scenariusz wydaje się coraz bardziej możliwy. I to z kilku powodów.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor twierdzi, że rozłam między PiS a Mateuszem Morawieckim nie musi osłabić prawicy.
  • Tekst przekonuje, że dwa współpracujące ugrupowania prawicowe mogą skuteczniej walczyć o większość.
  • Wydzielenie środowiska Morawieckiego ma otworzyć drogę do pozyskania nowych wyborców z centrum i lewicy patriotycznej.

Po pierwsze, po stronie wyborców starego, dobrego PiS z lat 2015–2023 i tak dominuje dziś emocja antytuskowa. Przekonanie zaś, że obecny rząd prowadzi Polskę na manowce, wygasza impet rozwojowy i demoluje instytucje państwa, jest zdecydowanie silniejsze od irytacji na zdradę/wypchnięcie (niepotrzebne skreślić) Morawieckiego z PiS. Maślarze i harcerze mogą więc sobie wymyślać, ile tylko chcą, od „zdradzeuszy” albo „intrygantów” (właściwe podkreślić). Ale nie wydaje mi się, by ich wyborcy mieli się z tego powodu śmiertelnie obrazić na jednych albo drugich jednocześnie i zostać na przyszłoroczne wybory w domu. To nie ten moment. Mobilizacja będzie wielka, bo wielka pozostaje stawka gry o Polskę. Dotychczasowe poparcie dla Zjednoczonej Prawicy odwzoruje się zaś przyszłej jesieni w słupkach obu PiS-ów w całości. Otwarta pozostaje tylko kwestia, w jakich proporcjach.

Ktoś powie, że to oznacza stratę stanu posiadania w parlamencie, bo przecież polski system wyborczy premiuje ugrupowania duże. Niby tak. Ale z drugiej strony ostatnie trzy lata od wyborów 2023 roku pokazały, że można być (tak jak PiS) największym i jednolitym ugrupowaniem, tylko… co z tego? Ostatecznie brak sejmowej większości i tak skazuje taką opozycję na rolę żenującego olbrzyma safanduły, który może tylko bezradnie przyglądać się, jak tuskowcy odmawiają mu nawet prawa do własnego wicemarszałka, po kolei zdejmują immunitety kolejnym posłom i nękają prokuraturą i sądami, kogo tylko chcą. Wniosek? Lepsza nawet najbardziej chybotliwa, niespójna i pokłócona, ale jednak większość niż wrażenie spoistości ugrupowania, które jest w mniejszości.

 

Keep calm and carry on

I tak dochodzimy do kolejnej lekcji z sukcesu Tuska w roku 2023. Ileż tam było wtedy kłótni o to, czy iść razem, czy jednak rozpisać się na lewicę, liberałów i centrystów. Oni się wtedy rozpisali i wygrali. Bo okazało się, że ludziom trzeba dać wybór. Tak, by mogli zagłosować na Włodzimierza Czarzastego albo Szymona Hołownię w przekonaniu, że jednak nie głosują na Tuska. Choć przecież było wiadomo, że na koniec i tak popierają obecnego premiera, który przepędzi PiS-owców. Wydzielenie Morawieckiego daje szansę na takie łowienie głosów w różnych nieoczywistych miejscach – od mitycznego centrum po lewicę patriotyczną. A i po stronie PiS-u ułatwi taktycznemu sojuszowi kaczystów i Suwerennej Polski większy radykalizm potrzebny do skutecznego wojowania z obiema Konfederacjami.

Wiele wyjaśni się jeszcze przed startem jesiennego sezonu politycznego, gdy sondaże się trochę utrzęsą, a emocje uspokoją wraz z coraz wcześniej zachodzącym słońcem i coraz zimniejszymi porankami. Ale to jeszcze za chwilę. Na razie obóz nietuskowy powinien trzymać się starej sprawdzonej zasady: „Keep calm and carry on”, czyli po polsku – jak to mawia charyzmatyczny duchowny z Torunia – „Alleluja i do przodu”.

[Tytuł, śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 04.08.2026 19:33
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 31/2026, oprac. Ludwik Pęzioł