Szukaj
Konto

Roman od ciemnej roboty

Roman od ciemnej roboty
Źródło: tysol.pl | Autor: Proj. L. P. | Licencja: Tygodnik Solidarność | Roman Giertych, ciemna ulica
Szał radości i euforia – tak w skrócie można by określić reakcję środowisk związanych z Romanem Giertychem po aresztowaniu dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego. Trudno tej sprawy nie odbierać inaczej niż jako zemstę na człowieku, który wielokrotnie ośmieszył wiceprzewodniczącego Koalicji Obywatelskiej.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przedstawia aresztowanie dziennikarza Leszka Kraskowskiego jako polityczny odwet za publikacje uderzające w Romana Giertycha.
  • Tekst zarzuca Romanowi Giertychowi wykorzystywanie wpływów politycznych i prawniczych do ochrony własnych interesów.
  • Artykuł przekonuje, że liczne kontrowersje wokół działalności Giertycha czynią go obciążeniem dla KO.

Roman Giertych jest jedną z niewielu osób w polskiej polityce, która potrafi połączyć w sobie tak wiele negatywnych cech. Jest tchórzem – zemdlał, gdy przyszli po niego agenci CBA i przeszukiwali jego dom – choć sam uwielbia zarzucać innym brak odwagi. Jest raczej prymitywny w zachowaniu i niezbyt błyskotliwy, ale lubi odgrywać rolę intelektualisty, szczególnie w rozmowach z usłużnymi dziennikarzami TVN. Raczej kiepski z niego prawnik, co udowodnił podczas próby unieważnienia wyborów – jego wywody były banalne i pełne sprzeczności, a masowo składane protesty zawierały podstawowe błędy, co stało się nawet obiektem delikatnych drwin przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej.

Widoczne są u niego silne cechy kabotyna, szczególnie gdy próbuje odgrywać rolę zatroskanego o Polskę patrioty. Jego poglądy są zlepkiem sprzeczności, które nie układają się w żadną logiczną całość – choć chciał strategicznego partnerstwa z Rosją, dziś oskarża wszystkich o sprzyjanie Putinowi. Kiedyś był przeciwny wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej, dziś straszy, że PiS chce nas z UE wyprowadzić.
Jego sposób działania przypomina raczej gangsterkę niż działanie zwykłej kancelarii prawnej. Zatrudniony u niego Sebastian J., pseudonim „Foka”, typ wyglądający jak rasowy skinhead sprzed dwóch dekad, pasowałby idealnie do ról osiłka w „Psach” czy „Ekstradycji”.

Ponieważ Pan Bóg poskąpił mu jeszcze urody oraz uroku, w zasadzie trudno zrozumieć, w jaki sposób stał się jedną z kluczowych osób w państwie. Oczywiście tym rządzonym przez Donalda Tuska.

Kraskowski uwierał

Giertych miał w zwyczaju zasypywać piszących o nim dziennikarzy pozwami. O byle co. Ich wartość nie miała znaczenia, gdyż chodziło raczej o odstraszanie wszystkich, którzy za bardzo interesowali się jego osobą. Przez lata metoda ta przynosiła pewne efekty, bo biedniejące media nie chciały wydawać pieniędzy na ciągnące się w nieskończoność procesy.

Nic jednak nie trwa wiecznie. Leszek Kraskowski rzucił mu wyzwanie i ze szczegółami opisał sprawę wyprowadzenia pieniędzy ze spółki Polnord. Tę sprawę, przez którą do domu Romana Giertycha weszło CBA, a on po omdleniu ukrywał się we Włoszech.

Kraskowski nie tylko opublikował opis całego mechanizmu w Internecie, ale wezwał Giertycha, by ten go pozwał. Tu znów odezwał się komiczno-tragiczny rys charakteru wiceprzewodniczącego Koalicji Obywatelskiej. Znany adwokat groził pozwami wszystkim, którzy odważyli się powielać wpisy Leszka Kraskowskiego, ale samego dziennikarza nie tykał. Wiedział doskonale, że w konfrontacji przed sądem nie tylko nie ma szans na wygraną, bo reporter zgromadził bardzo silne dowody, ale proces relacjonowałyby wszystkie znaczące media, co wyprowadzeniu kilkudziesięciu milionów złotych ze spółki Polnord nada rozgłosu. Poza bliskimi sobie dziennikarzami pokroju Jana Pińskiego oraz usłużnymi pracownikami TVN były lider Ligi Polskich Rodzin nie może liczyć na sympatię innych telewizji, gazet czy serwisów internetowych.

Giertych musiał więc połknąć tę żabę i udawać, że Leszek Kraskowski nie istnieje. To jednak wiązało się z realnym niebezpieczeństwem – bezkarność krnąbrnego dziennikarza może ośmielić innych. Tak się zresztą stało. Artykuły o aferze Polnordu i powiązaniach wiceszefa partii rządzącej z Moskwą zaczęły ukazywać się na łamach Wirtualnej Polski. Krzysztof Stanowski z Kanału Zero wyśmiewa i obnaża kłamstwa Giertycha przy każdej okazji, a nawet prowokuje go, rzucając kolejne wyzwania. Nie mówiąc już o mediach konserwatywnych, które drwią z mecenasa bez przerwy.

Efekt mrożący

Jedynym sposobem odegrania się na Leszku Kraskowskim, który uruchomił lawinę, była sroga zemsta. Taka, by każdy następny, kto będzie chciał opisywać interesy Romana Giertycha, jego żony i zaufanego „Foki”, dwa razy się zastanowił, zanim usiądzie do komputera, by pisać artykuł.

Dlatego trudno inaczej odebrać aresztowanie dziennikarza niż właśnie jako odwet. I to w takim wymiarze, jak chciałby wiceprzewodniczący Koalicji Obywatelskiej. Sprawa jest szyta tak grubymi nićmi, że przypomina akcję w stylu sowieckim – wszyscy mają rozumieć, kto za tym wszystkim stoi. Tylko w ten sposób adwokat rodziny Tusków i bliski znajomy Radosława Sikorskiego – te znajomości mówią zresztą bardzo wiele o poziomie intelektualnym i towarzyskim elity Koalicji Obywatelskiej – mógł zachować twarz.

Oficjalnie Kraskowski trafił za kratki za posiadanie broni oraz grożenie śmiercią komendantowi policji w Piasecznie. Oba zarzuty są absurdalne, gdyż pistolet, który miał dziennikarz, można kupić w niemal każdym supermarkecie bez zezwolenia, a gróźb kierowanych wobec policjanta nie można było traktować poważnie. Jako żywo ta sytuacja przypominała oskarżenie emerytki z Torunia o składanie gróźb karalnych wobec Jerzego Owsiaka, gdy napisała w komentarzu pod artykułem „Giń, człeku”. Kobieta została skazana, Kraskowski siedzi w areszcie i ma utrudniony dostęp do obrońcy. Ostentacja jest tak ewidentna, że każdy ją rozumie.

Pozycja w bandzie

Ten pokaz siły ma jednak, a może nawet przede wszystkim, wymiar wewnętrzny. Giertych, powszechnie ze względu na swoją fizjonomię nazywany „koniem”, budzi w Koalicji Obywatelskiej skrajne uczucia. Jako prawicowy renegat jest powszechnie nielubiany, ale jednocześnie budzi strach.

Ta druga emocja jest znacznie ważniejsza, gdyż taka jest logika tej formacji. Dopóki więc adwokata chroni Tusk, a on sam zachowuje wpływ na prokuraturę, jest w stanie utrzymywać swoją pozycję. Dzięki temu zachowuje miano człowieka, a uwielbia tworzyć wokół siebie taką aurę, który wszystko może oraz pociąga za wiele tajemnych sznurków.

Ujawnione przez Leszka Kraskowskiego dokumenty wskazują, że mechanizmy dochodzenia przez wiceszefa KO do ogromnych pieniędzy – innych niż wynika to z oświadczenia majątkowego, według którego Giertych jest właścicielem sześćdziesięciometrowego mieszkania, a jego kancelaria przyniosła w 2025 roku nieco ponad trzy miliony złotych dochodu – są raczej prymitywne. Przelewanie pieniędzy na fundację żony, wypłaty od własnego pracownika – to nie jest szczyt maestrii. Jednak metody te okazały się na tyle skuteczne, że mecenas kary za to nie poniósł. Sprawa przedawniła się i została ostatecznie umorzona.

Bezkarność władzy

Dla polityków z KO wątpliwe interesy nie są jednak powodem kompromitacji. W formacji tej ciągle działają przecież oskarżany przez ponad dwustu pacjentów o branie łapówek prof. Tomasz Grodzki czy przyjmujący dziwne pieniądze z Kataru Radosław Sikorski. Prawdziwym twardzielem jest ten, kto poszedł na ostro i nie dał się złapać. Tacy awansują w hierarchii i budzą szacunek. Giertych jest właśnie najlepszym z takich przykładów.

Zwłaszcza że skutecznie, choć w sposób bardzo wątpliwy etycznie, zapewnił zachowanie części majątku Leszkowi Czarneckiemu. Sprawa dotyczyła sporów właścicieli kredytów frankowych z bankiem zaprzyjaźnionego z Giertychem biznesmena. Wspomniany „Foka” opóźniał procesy m.in. poprzez składanie nieprawdziwych oświadczeń i powtarzanie tych samych błędów proceduralnych. Kancelaria wiceszefa KO miała zarobić na tym procederze dziewięć milionów złotych, a wielu klientów Getin Noble Banku, którzy zostali wciągnięci w niekorzystne umowy na długie lata, nie ma możliwości szybkiego odzyskania pieniędzy albo nie zobaczy ich wcale.

Gdyby sprawa dotyczyła innej kancelarii, jej właściciel pewnie miałby postępowanie dyscyplinarne i mógłby wylecieć z palestry. Giertych pozostaje bezkarny.

Człowiek z cienia

Ta sprawa pokazuje, że firma wiceprzewodniczącego głównej partii rządzącej nie jest zwykłą kancelarią prawną. To rodzaj organizacji do zadań specjalnych, gdzie prawo jest tylko jedną z dróg – i to nie najważniejszą – osiągania wyznaczonych celów.
Owiany nimbem tajemnicy, szerokich koneksji, sięgających nawet do Moskwy, Giertych pragnie uchodzić za człowieka, który działa na zapleczu władzy i załatwia najważniejsze interesy. Nawet jeśli w pewniej mierze jest to prawda, to ten wizerunek podważyła sprawa dwóch wież, które miały w Warszawie wybudować spółki powiązane z politykami Prawa i Sprawiedliwości. Mecenas Tusków zawiązał intrygę, która miała pogrzebać Jarosława Kaczyńskiego.

Medialna bomba odpalona przez cyngla „Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego okazała się jednak kompletnym niewypałem. W nagranej rozmowie prezes PiS nie dość, że zachowuje się bardzo kulturalnie, to jeszcze nie daje się wkręcić w prowokację, którą miała być propozycja łapówki. Tę partię Giertych ewidentnie przegrał, choć śledztwo próbuje wznowić faworyzowana przez niego, nie do końca chyba przewidywalna w zachowaniu prokurator Ewa Wrzosek.

Mecenas zdaje sobie jednak sprawę, że jego czas powoli się kończy, gdyż jest obciążeniem dla swojej partii. Liczba ciemnych interesów, kompromitacji, wątpliwych powiązań, które zostały już opisane, jest na tyle duża, że Giertych staje się niestrawny nawet dla największych fanatyków Koalicji Obywatelskiej.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 26.06.2026 14:11
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 25/2026, oprac. Ludwik Pęzioł