Szukaj
Konto

Zdzisław Krasnodębski: O znajomości świata współczesnego

Zdzisław Krasnodębski: O znajomości świata współczesnego
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Zdzisław Krasnodębski
Donald Tusk przez ostatnie lata usilnie starał się o to, żeby Polacy nie zapomnieli, że Mateusz Morawiecki był kiedyś jego doradcą. I – jak widzimy – chyba odniósł sukces. Do najbardziej znanych jego „wrzutek” na ten temat należy wpis na platformie X z 23 maja 2020 roku: „Mateusz nie zawsze mija się z prawdą. Kiedy był moim doradcą, mówił, że prezes nie ma pojęcia o współczesnym świecie i gospodarce”.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przeciwstawia dwa sposoby rozumienia świata: „operacyjny” oraz „filozoficzny”.
  • Według autora Donald Tusk reprezentuje politykę adaptacji do dominujących trendów międzynarodowych.
  • Duet Jarosław KaczyńskiMateusz Morawiecki miał łączyć strategiczną wizję z praktyczną znajomością mechanizmów współczesnego świata.
  • Główną tezą tekstu jest przekonanie, że sukces rządów PiS wynikał z komplementarności tych dwóch sposobów myślenia o polityce.

Biorąc pod uwagę powszechnie znaną prawdomówność premiera Tuska, nie można być pewnym, czy takie słowa kiedykolwiek rzeczywiście padły. Fakt, że Mateusz Morawiecki był członkiem Rady Gospodarczej, nie oznacza także, że rzeczywiście „doradzał” Tuskowi. Nie można mieć natomiast wątpliwości co do intencji tego wpisu. W tych dwóch jakże treściwych zdaniach, oprócz przypomnienia swoich dni chwały jako premiera otoczonego gronem wybitnych doradców, Tuskowi chodziło o wbicie klina między Mateusza Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego. Ich współpraca była przecież podstawą rządów Zjednoczonej Prawicy, a ich komplementarność sprawiła, że były to rządy dla Polski niezwykle owocne. Poróżnienie tych dwóch czołowych polityków PiS dawało nadzieję, że PO na czele z Tuskiem będzie mogła wrócić do władzy i spożyć te owoce.

Czy sam Donald Tusk miał i ma pojęcie o współczesnym świecie i gospodarce? Gospodarkę zostawmy na boku, bo w końcu nie jest on ekonomistą, ale jeśli chodzi ogólnie o świat, nie można chyba odmawiać mu kompetencji. Był przecież przez lata chwalonym na Zachodzie premierem Polski, zajmował wysokie stanowisko w UE – najwyższe, jakie kiedykolwiek Polak zajął w całej, choć nie tysiącletniej, historii tej organizacji.

Ale zanim zaczniemy oceniać, kto ma pojęcie o świecie współczesnym i gospodarce, warto się zastanowić, co to w ogóle znaczy, na czym polega – zawsze przecież niepełna – znajomość świata, co to znaczy pojmować, rozumieć świat współczesny.

Można powiedzieć, że znajomość świata współczesnego to wiedza o tym, jakie są jego mechanizmy, jakie w nim obowiązują reguły, jak skonfigurowana jest władza, jak przeprowadzić jakieś przedsięwzięcie, jak i z kim rozmawiać, negocjować. To wiedza „operacyjna”, niezbędna, by się w świecie obracać, by realizować swoje ambicje, zająć odpowiednią pozycję.

 

Dr Jekyll i pan Hyde

Jeśli jednak nie ma się siły sprawczej, jeśli w ogóle nie chce się świata kształtować, to taka znajomość świata współczesnego prowadzi do uległości, do przeświadczenia, że to, co aktualnie rzeczywiste, jest zawsze rozumne i rozsądny człowiek powinien się dostosować. Taka postawa to nieustanna adaptacja do wymogów świata współczesnego, wymogów, które formułuje i narzuca ktoś inny, a my – co najwyżej – rzucimy od czasu do czasu, ku pokrzepieniu serc, jakiś bon mocik.

Taki był Donald Tusk. Tak działał i działa jako polityk. Jeśli trzeba było się porozumiewać z Rosją, to robił „reset”, jeśli trzeba było przyjmować imigrantów, to krytykował zabezpieczania granicy – i odwrotnie, gdy inny wiatr zaczął wiać z Brukseli czy Berlina. Jako przewodniczący Rady Europejskiej nie błyszczał. To nie on nadawał kierunek unijnej polityce, on tylko ją żyrował. I mało już kto poza Polską pamięta, że pełnił tę funkcję. Jako przewodniczący partii EPP niczym się nie wyróżnił.

Bruksela nie płakała, gdy wrócił na ojczyzny łono – i to jako premier czyniący Polskę znowu krajem „proeuropejskim”.
„Tusk – wydanie zagraniczne” był zupełnie inny niż „Tusk – wydanie polskie”. W Brukseli był skromnym, dość cichym, pozbawionym charyzmy, bezbarwnym politycznym funkcjonariuszem, protegowanym Angeli Merkel. Koledzy z innych krajów w PE nie bardzo wierzyli w nasze opowieści o jego – niewątpliwych przecież – talentach politycznych, tym bardziej że w angielskim, nie mówiąc już o rudymentarnym niemieckim, zanika jego specyficzna elokwencja. Gdy raz tylko odwiedził grupę EKR, wypadł blado; dopiero gdy – zupełnie niepotrzebnie – zaczęliśmy zadawać mu pytania po polsku, odzyskał wigor polemiczny, pokazał pazur. Potulny magister Jekyll jak za dotknięciem czarodziejskiej leszczynowej różdżki zmienił się w drapieżnego pana Hyde’a.

 

Operacyjne rozumienie świata

Może więc to nie jego talenty i nie jego znajomość świata były najważniejsze. Może to raczej świat, a raczej światek, by nie powiedzieć półświatek, berlińsko-brukselski znał i cenił Tuska. Na stanowiska ważne, lecz nie decyzyjne, dobiera się tam ludzi zaufanych, lojalnych, pozbawionych krytycyzmu wobec UE i jej wiodących mocarstw. Wyraźne są przy tym historycznie uwarunkowane preferencje. Mimo całego „antyfaszyzmu” współczesnej Europy dziadek z Wehrmachtu jest tam raczej atutem niż przeszkodą – w przeciwieństwie do dziadka z AK czy WiN; Polak – „pisowiec” nie może liczyć na fory, w przeciwieństwie do Łotysza, który w przeszłości uczestniczył w marszach łotewskich weteranów Waffen SS.

Takie „operacyjne” rozumienie świata współczesnego w formie skrajnej przypomina pojmowanie świata paryskiego przez Étienne’a Lousteau w „Straconych złudzeniach”. Taki realizm to skrajny prezentyzm, zanurzenie się w bieżącej chwili, zniewolenie przez teraźniejszość. Tymczasem w polityce – w prawdziwie twórczej polityce – czasami trzeba walczyć z teraźniejszością, trzeba przegrać, żeby wygrać, popłynąć pod wiatr, by ostatecznie jako pierwszy dopłynąć do mety.

Aby się na to zdobyć, aby zauważyć, że nie wszystko, co aktualnie rzeczywiste, jest rozumne, trzeba się odkleić od teraźniejszości, trzeba dystansu wobec tego, co jest, trzeba zewnętrznego wobec niej punktu odniesienia. Wtedy nie wszystko, co rzeczywiste, będzie jawić się jako rozumne, a niektóre rzeczy ujawnią się jako niepotrzebne, głupie albo nawet niebezpieczne, odrażające, niegodziwe itd. Dystans taki jest możliwy, gdy ma się wyższe cele, trwalsze ideały, dają go wiara, mocne tradycyjne wzory, a także wiedza – historyczna czy filozoficzna.

 

Komplementarność

Dopiero te dwa rodzaje znajomości świata współczesnego – wiedza „operacyjna” i ta „filozoficzna”, wynikająca z oglądu z dystansu, dają prawdziwą znajomość świata, pozwalają na oderwanie się od teraźniejszości i na jej kształtowanie. Nic nie wskazuje, by Donald Tusk kiedykolwiek się na taki dystans zdobył. Nic nie wiadomo o jego ideałach. Czy jego wiedza historyczna lub filozoficzna pozwala mu wznieść się ponad to, co jest tu i teraz? Kiedyś – w czasie lotu Warszawa – Bruksela – widziałem, że czytał (a może tylko markował czytanie?) książkę Marka Lilli „The Shipwrecked Mind”, ale ten wybór lektury tylko potwierdza przypuszczenie o hołdowaniu teraźniejszości.

A jego dawny doradca? Trudno podważać jego wiedzę na temat tego, jak „operuje” świat współczesny, w tym gospodarka i rynki finansowe, jak na co dzień działają takie organizacje jak Unia Europejska. Także wiedzą „nieoperacyjną” Matusz Morawiecki wyrasta daleko ponad przeciętną polskiego świata politycznego. Nie jest to bynajmniej tylko wiedza teleturniejowa polegająca na tym, by szybko odpowiedzieć, w którym roku Walerij Brumel pobił rekord świata, jak się nazywa stolica Nepalu albo ile waży przeciętny zawodnik sumo, ale znajomość głębszych reguł i mechanizmów świata i jego historii. Ale być może ta wiedza mogła dopiero zaowocować we współpracy z kimś, kto nie ma „pojęcia o świecie współczesnym i gospodarce”, kto patrzy nań z dystansu, z perspektywy niedzisiejszej Polski, niedzisiejszych idei, takich jak suwerenność i wolność narodowa?

Być może komplementarność tych dwóch sposobów rozumienia świata była jednym ze źródeł sukcesów rządów Prawa i Sprawiedliwości. Chroniła i przed przystosowaniem, i przed jałową retoryką protestu. Przynajmniej do pewnego czasu. Dopóki nie przeważył lęk przed wyborczą przegraną.

[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 07.08.2026 17:56
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 31/2026, oprac. Ludwik Pęzioł