Szukaj
Konto

Tak władza gardzi obywatelami. Dwa przykłady

Otyły mężczyzna za biurkiem
Źródło: ChatGPT | Autor: ChatGPT. Ilustracja wygenerowana przez AI | Licencja: ChatGPT | Otyły mężczyzna za biurkiem
Rządzący najwyraźniej mają obywateli za głupków, bo bezczelnie wciskają im totalne bzdury lub kłamstwa z całkowitą pewnością, że ludzie to przełkną bez zastanowienia. Oto dwa przypadki z ostatniego tygodnia. Pozornie bardzo od siebie odległe, jednak w rzeczywistości powiązane wspólnym mianownikiem: pogardą władzy wobec wyborców i wiarą, że da się nimi bezkarnie manipulować.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor krytykuje zapowiedź trzymiesięcznego zatrzymania prawa jazdy za niebezpieczne zachowanie na przejeździe kolejowym, uznając ją za niewystarczającą i pozorowaną reakcję.
  • Drugi wątek dotyczy odmowy przekazania Kancelarii Prezydenta dokumentów związanych z wyborem Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego oraz sporu o zakres uprawnień prezydenta.
  • Zdaniem autora oba przypadki łączy przekonanie, że przedstawiciele władzy próbują narzucać obywatelom własną interpretację wydarzeń, licząc na brak sprzeciwu lub pogłębionej weryfikacji.

 

Najpierw szokujący przykład, za jakich idiotów mają obywateli RP ludzie sprawującym władzę wykonawczą (rząd).

 

Zabrać prawo jazdy

Po tragicznym w skutkach wypadku na przejeździe kolejowym w Sokolnikach Suchych, premier Donald Tusk stwierdził błyskawicznie, że trzeba natychmiast rozpocząć prace nad "radykalnym zaostrzeniem przepisów" dla kierowców, którzy wjeżdżają na przejazdy kolejowe.

Czym ma być to "radykalne zaostrzenie przepisów"?

I tu proszę o powstrzymanie się od śmiechu, bo pomysł jest taki, że kto teraz wjedzie na tory (i pociąg go nie zabije), straci prawo jazdy na... 3 miesiące. I to ma rozwiązać problem!? To ma chociaż zmniejszyć zagrożenie!? Jak bezdennie naiwnym trzeba być, żeby uwierzyć, że kierowcy-kretyni, których głupota pozbawiła lęku przed pociągiem jadącym ponad 100 km/godz., przestraszą się krótkoterminowej utraty prawa jazdy! Kto uwierzy, że monumentalny idiota i szaleniec, który - wjeżdżając pod pociąg - naraża siebie i innych na śmierć, po 3 miesiącach bez prawa jazdy - w cudowny sposób zmądrzeje?

 

Chodzi wyłącznie o stworzenie pozorów

W zeszłym roku na przejazdach kolejowych straciło życie 229 osób. Za 99% wypadków odpowiadają kierowcy samochodów, lekceważący sygnalizację. Za to są karne punkty i wysokie mandaty. Teraz sprawę ma rozwiązać utrata prawa jazdy na kwartał.

Reakcja Donalda Tuska była równie błyskawiczna, co bezsensowna. Chodziło nie o zapobieżenie kolejnym wypadkom, ale wyłącznie o pozory - wywołanie wrażenia, że rząd jest czujny i działa. Że trzyma rękę na pulsie. Przekonuje o tym porażający idiotyzm rządowej propozycji. Odebranie prawa jazdy na 3 miesiące to kpiny. Kto wjeżdża przed pociąg, powinien stracić prawo jazdy dożywotnio. Przecież zdyskwalifikował się na zawsze jako kierowca. A za jazdę bez prawa jazdy musi być długoletnie więzienie.

To jest obraźliwe

Jednak bardziej od głupoty tego rozwiązania przeraża fakt, że tak absurdalny pomysł został oficjalnie zaproponowany opinii publicznej i ma być - całkiem na serio - omawiany na posiedzeniu rządu. Doprawdy, aż za tak naiwnych mają nas rządzący? To obraźliwe.

 

Czarzasty mówi "nie" prezydentowi

Drugi przypadek z ostatniego tygodnia, to drastyczny przykład, za jakich idiotów mają obywateli RP ludzie sprawujący władzę ustawodawczą (Sejm). Autorem manipulacji jest marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Pomaga mu szef kancelarii sejmowej - Marek Siwiec. Chcą ludzi wprowadzić w błąd.

Otóż istnieją obawy, że wybór Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego odbył się z naruszeniem wymogów formalnych. To potężne wątpliwości, czy minister Berek ma rzeczywisty, dziesięcioletni staż na określonym stanowisku (tu chodzi akurat o stanowisko radcy prawnego). Taki staż jest ustawowo wymagany. Dlatego Kancelaria Prezydenta zwróciła się do Sejmu o "wyjaśnienie okoliczności procedowania formalnie kandydatury”.

I tu właśnie wkracza duet Czarzasty-Siwiec ze swoją manipulacją-zatajeniem. Odmówili prezydentowi ujawnienia czegokolwiek w tej sprawie. Siwiec stwierdził, że Czarzasty "stoi na jednoznacznym stanowisku, że żądanie udostępnienia wymienionych w ww. piśmie dokumentów jest pozbawione podstawy prawnej".

 

Jak manipuluje Czarzasty

I właśnie ta teza, że rzekomo nie ma podstawy prawnej do zapytania o to, czy wybór sędziego TK był zgodny z ustawowymi wymogami, jest kłamstwem, które Czarzasty, jego ludzie i usłużne media starają się wmówić opinii publicznej.
Co ukrywają? Co pomijają i od czego chcą odwrócić naszą uwagę?

Od kluczowego faktu. Jest nim artykuł 126 (ust. 2) Konstytucji, który nakłada na prezydenta kluczowe zobowiązanie: "Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji".

 

Nie tylko prawo, ale obowiązek

Jeśli więc Sejm dokona np. wyboru sędziego do TK z pominięciem ustawowych wymogów formalnych, prezydent ma nie tylko prawo, a nawet obowiązek zareagować. Prezydent - składając własną przysięgę - zobowiązuje się do wierności Konstytucji, zatem nie wolno mu sankcjonować swoim podpisem ani udziałem aktu, który uważa za niekonstytucyjny.

A żeby stwierdzić, czy jest on konstytucyjny, musi - w tym przypadku - zapoznać się z dokumentami, które były podstawą zakwalifikowania kandydatury.
Jest więc logiczne i uzasadnione, że prezydent ma prawo wstrzymać się z odebraniem ślubowania od sędziego do czasu wyjaśnienia sprawy lub uznania procedury za wadliwą.

Ale to nie wszystko. Informacja, o którą wystąpiła Kancelaria Prezydenta jest informacją publiczną. Nie tylko prezydent, ale każdy obywatel ma do niej prawo. Dlatego odmowa, którą zarządził Czarzasty, jest po prostu skandaliczna. Media "głównego nurtu", rzecz jasna, omijają ten temat.

 

Działają na szkodę państwa

Uderzające zjawisko: działania prezydenta RP sabotują ludzie, których najsilniej łączy jedno z ich przeszłości. Otóż zarówno marszałek Sejmu, Włodzimierz Czarzasty jak i jego prawa ręka, czyli Marek Siwiec, należeli w latach osiemdziesiątych do już całkowicie wówczas skompromitowanej, totalitarnej partii komunistycznej (PZPR) - organizacji jawnej zdrady narodowej, reprezentującej interesy sowieckie. Udowodnili więc - na zawsze - swoim życiorysami, że ich celem nie jest dobro Rzeczypospolitej, ale wyłącznie własne kariery. Dla nich dopuszczą się każdego świństwa. I to oni starają się wmówić teraz opinii publicznej, że prezydent musi bez zastanowienia, automatycznie zaakceptować wybór sędziego Berka, lekceważąc Konstytucję. Torpedują konstytucyjny obowiązek prezydenta. Działają więc na szkodę państwa, czyli nas wszystkich. Znów. Jak przed laty. Tym razem dzięki rządom koalicji Donalda Tuska.

To są szczwane, przebiegłe postpezetpeerowskie lisy. Gdy ich niegdysiejszy mocodawca (ZSRR) już dawno rozsypał się w pył, oni nadal są u władzy. Chcą decydować, co wolno prezydentowi RP. I domagają się, żeby Polacy ich w tym popierali.

 

Następne pokolenia będą się dziwić...

Tak. Władze traktują obywateli z pełną pogardą, zakładając, że można im wmówić wszystko, że niczego nie zrozumieją, niczego nie zapamiętają, wszystko wybaczą.

Myślę, że prędzej czy później wyborcy to dostrzegą. Wtedy marszałkowanie Sejmowi przez Włodzimierza Czarzastego, oraz rządy koalicji, która go na tym stanowisku umieściła, będą uznane za jedną z najczarniejszych plam w historii Polski po 1989 roku. Jestem tego pewien. Następne pokolenia będą się dziwić, że polscy wyborcy lat dwudziestych XXI wieku do tego dopuścili.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 14.09.2026 22:03
Źródło: tysol.pl