Kanał Zero zrobił to, czego Tusk się nie spodziewał

- Autor przekonuje, że Kanał Zero przełamał dominację tradycyjnych mediów.
- Dzięki prostemu językowi, konfrontacyjnemu stylowi i niezależności stał się jednym z najgroźniejszych przeciwników rządu Donalda Tuska.
- Siła Krzysztofa Stanowskiego wynika z umiejętności łączenia rozrywki z dziennikarstwem śledczym, budowania emocji oraz unikania jednoznacznego przypisania do jednego obozu politycznego.
To, co Kanał Zero i powiązany z nim portal robią z obecnym rządem, można nazwać w zasadzie jednym słowem – orka. No, może dwoma – głęboka orka. To nie tylko ujawnienie afery w Warszawskim Szpitalu Południowym oraz kolejnych skandali w służbie zdrowia, to przede wszystkim odarcie obecnej władzy z nimbu powagi i rozsądku.
Kanał Zero i portal zero.pl nie tylko nie boją się zwarcia z politykami Koalicji Obywatelskiej, ale bardzo chętnie prowokują ich i zachęcają do starć. Chodzi przecież o to, by toczyć bekę i drwić z poważnych min, zapowiedzi, uników czy PR-owskich zagrywek ludzi władzy. W tym starciu spin doktorzy premiera okazują się całkowicie bezradni.
Na chłopski rozum
Przez jednych uwielbiany, przez innych znienawidzony, ale rzadko kto może przejść obok niego obojętnie. Krzysztof Stanowski z pewnością zmienił polskie media. I nie chodzi tylko o stworzenie tak silnego kanału na platformie YouTube, ale o sposób komunikacji z widzem.
Stanowski mówi językiem, który jest zrozumiały dla wszystkich. Prostym, często wulgarnym, ale zawsze pełnym emocji. Jeśli przeprowadza polityczną analizę działań władzy, to zawsze robi to w taki sposób, by przyswoili ją sprzątaczka oraz licealista.
Ponad dwie dekady temu podobną rewolucję w polskich mediach przeprowadził dziennik „Fakt”. Wówczas teksty tak długo były poprawiane, aż nie sprawiały trudności nawet słabo wykształconym czytelnikom. Nie było tematów tabu i osób nietykalnych. Gazeta miała patrzeć oczami odbiorcy. Od tamtego czasu „Fakt” zmienił się w narzędzie polityczne i stracił wiarygodność.
Kanał Stanowskiego idzie o krok dalej. W czasie, gdy coraz mniej osób czyta, on opowiada politykę, jakby rozmawiał z kumplami przy piwie. Nie są istotne niuanse, polityczne koterie, konwenanse, wymyślne narracje czy zawoalowane intencje. Albo działania polityków są przejrzyste i korzystne dla szarego człowieka, albo nie. Reszta jest bez znaczenia. W ten sposób Stanowski stał się w Polsce rzecznikiem rozsądku, a może nawet bardziej chłopskiego rozumu. To właśnie zapewnia mu odporność na propagandę i PR-owskie wrzutki. W zderzeniu z prostym, logicznym rozumowaniem władza, której siła opiera się na wielopoziomowym kłamstwie, staje się bezradna.
Pajac na salonach
Stanowski nie boi się śmieszności. Skoro odgrywa rolę błazna, nie robią na nim wrażenia próby odebrania mu powagi – to on jest od wykpiwania innych. Żaden polityk nie jest w stanie konkurować z nim w tych zawodach, bo twórca Kanału Zero bardzo daleko przesunął granicę dobrego smaku.
Nie kryje się ze swoimi słabościami do alkoholu czy eskapadami po nocnych klubach. Próba zdyskredytowania go takimi materiałami nie ma więc szans na powodzenie. Bezczelność połączona z błyskotliwością i inteligencją okazuje się bronią wyjątkowo skuteczną. Jego odbiorcy nawet jeśli dostrzegają, że kreuje się na faceta bez hamulców, to jednak chcieliby prowadzić takie życie jak on – jest przecież człowiekiem sukcesu, szastającym pieniędzmi, ale jednocześnie niby takim samym jak wszyscy. Nie wstydzi się swoich poglądów i nie sili się na intelektualne dysputy. Wali prosto z mostu jak robotnicy na budowie.
Dlatego widzowie chcą go widzieć na swoich weselach, a politycy ochoczo przychodzą nawet na najgłupsze polityczne show, podczas których obrzucają się wyzwiskami i prymitywnymi porównaniami. Kanał Zero zamienia hejt, jaki na co dzień widzimy w internecie, w rodzaj rozrywki dla mas. Kiedyś tego rodzaju programy – jak choćby „Jerry Springer Show” – biły rekordy popularności w telewizji. Wówczas jednak bohaterami byli zwykli ludzie: zdradzeni mężowie, zazdrosne kobiety itp. Stanowski oddał pole politykom, którzy chętnie wygarną przeciwnikom wszystko, co im leży na wątrobie. Jakby chciał powiedzieć swoim widzom: może jestem klaunem, ale nie udaję. Oni silą się na powagę, ale są jeszcze gorsi.
Bez plakietki
To wszystko ma tylko jeden cel – wywoływać emocje. Prawdziwe, które są w stanie porwać widzów, zająć ich umysły i powodować, że powiedzą: zawsze myślałem w ten sposób, ale nie potrafiłem swojego zdania tak dobrze wyrazić. Sukces Kanału Zero wprost wynika z charyzmy Krzysztofa Stanowskiego, jego instynktu i warsztatu. Ta personalizacja jest siłą, którą niewiele mediów może dziś się pochwalić. Kiedyś taki magnetyzm – oczywiście u innych odbiorców – miał Tomasz Lis. Kierowane przez niego tygodniki sprzedawały się w setkach tysięcy, przynosiły pieniądze i kształtowały opinię mas. Czar prysł, gdy Lis otwarcie stał się klakierem Donalda Tuska. Jednoznaczna afiliacja polityczna odebrała mu wiarygodność i ostatecznie doprowadziła do marginalizacji. Jeszcze przed chorobą Tomasz Lis stał się tylko jednym z wielu prymitywnych, pozbawionych obiektywizmu i zdrowego rozsądku gęgaczy.
Stanowski, choć ma raczej poglądy konserwatywne, to jednak jak ognia unika przypięcia do jednej strony sporu politycznego. Dlatego nie unika kpienia z polityków PiS i prezydenta. Choć rzecz jasna głównymi bohaterami jego politycznego show są ludzie z obozu władzy.
Dopóki będzie utrzymał dystans do obu zwaśnionych stron, dopóty jego media będą się rozwijać. Doskonale rozumie to ekipa Tuska, która od ponad dwóch lat próbuje przypiąć szefowi Kanału Zero łatkę pisowca lub aferzysty. Miał być za pan brat z Danielem Obajtkiem czy brać pieniądze z firmy Zondacrypto, którą władza próbuje powiązać z prawicą. Na razie Stanowski się obronił, a Roman Giertych, który zaciekle go atakował, został ośmieszony.
Na poważnie
Kanał Zero to jednak nie tylko błazenada, a może nawet nie przede wszystkim. Udało się tu stworzyć forum wymiany poglądów, gdzie nie obowiązuje cenzura. Polityczna, towarzyska czy językowa. Można mówić ostro na bardzo poważne tematy. Bez tabu i znieczulenia.
Przełomem było zbudowanie portalu zero.pl. Tam już nie ma zabawy, ale zaczęło się poważne dziennikarstwo. Niezależność Stanowskiego przyciągnęła kilka znanych nazwisk, które w innych mediach czuły presję polityczną czy towarzyską, a właściwie obie jednocześnie. To jednak oznaczało wejście na zupełnie inną drogę – kolizyjną z obecnie rządzącymi. Dla nich Kanał Zero i portal zero.pl stały się realną przeszkodą w utrzymaniu władzy. Ujawniane kolejne afery spowodowały największy kryzys od czasu objęcia rządów.
Siła Stanowskiego nie polega jednak tylko na tym, że budzi zaufanie odbiorców, a rzetelni dziennikarze obnażają gorsze, a często ohydne oblicze polityki. Równie ważne jest kreowanie trendów w internecie. Milionowe zasięgi Kanału Zero powodują, że podejmowane przez niego tematy wywołują ogromny ruch w sieci. Nawet te media, które wspierają władzę, muszą się z tym liczyć. Gdy próbują przemilczeć afery ujawnione przez Zero, po prostu zostają w tyle. Ścigając się o czytelników i widzów, muszą więc podejmować te same tematy co media Stanowskiego, a to wprost uderza w Tuska.
Zanim władza to zrozumiała, było już za późno. Kanał Zero stał się potęgą, która z konfrontacji z politykami zrobiła swój znak rozpoznawczy. Rozumiejąc, że tego właśnie domagają się rozochoceni widzowie i czytelnicy.
Zyski z polaryzacji
Krzysztof Stanowski jest w pewnym sensie produktem podziału Polski na dwa obozy. Ciągnący się od dwóch dekad konflikt plemienny tak mocno rozpalił polityczne emocje, że zmagania PiS i PO/KO dla wielu zamieniły się w serial. Czasem jest to tylko mydlana opera, ale zdarza się, że zmienia się ona w ostry kryminał, melodramat czy obyczajówkę.
Z jednej strony Polacy chcieliby zakończenia tego sporu – dlatego w mediach Zero obecni są przedstawiciele różnych środowisk prezentujący odmienne poglądy polityczne, ale z drugiej nikt nie chce złożyć broni, zawrzeć rozejmu i wybaczyć przeciwnikowi. Krzysztof Stanowski zapewnia im więc rozrywkę, jakiej oczekują.
Można powiedzieć, że skomercjalizował sposób prowadzenia polityki przez dwa walczące ze sobą obozy. Partyjni liderzy w ten sposób zapewniają sobie władzę, Kanał Zero ciągnie z tego kasę. Oczywiście w pewien sposób wszystkie media zarabiają na konflikcie, jednak żadne do tej pory nie zamieniło go w przedstawienie, które strywializowałoby politykę, ale też do bólu pokazało jej jałowość.
Żadna władza nie lubi, gdy odbiera się jej powagę. Szczególnie wrażliwa jest jednak lewica, gdyż jej najistotniejszym instrumentem jest zacieranie rzeczywistego znaczenia słów i działań. Pod płaszczykiem walki o klimat realizuje na przykład interesy wielkich korporacji, a głosząc hasła edukacji, próbuje zmienić system wartości młodych ludzi. W zderzeniu z „chłopskim rozumem” te zabiegi nie mają szans. Stają się śmieszne i żałosne. Dlatego Kanał Zero będzie zwalczany do końca kadencji. Zamknięcie w areszcie dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego czy najście na mieszkanie Tomasza Sakiewicza pokazują, że władza może posunąć się daleko.
Donald Tusk już chyba jednak zrozumiał, że Krzysztof Stanowski także z prowokacji potrafi zrobić show. Tak było z próbą ośmieszenia go podjętą przez Zbigniewa Stonogę. Ostatecznie to szef Kanału Zero zastawił pułapkę na prowokatora i zrobił z niego idiotę.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Rafał Woś: Wir politycznej identyfikacji

Tusk mobilizuje posłów KO. Chce, by ruszyli w teren przed wyborami

Tusk o przyczynie braku rozliczeń: Żurek jest ofiarą i ma skrępowane ręce

Tusk zapowiada budowę statku kosmicznego
Roman Giertych wskazał winnych ataku na dziewczynkę z Ukrainy: To Braun i Stanowski








