Szukaj
Konto

Dlaczego potrzebujemy Święta Pracy?

Dlaczego potrzebujemy Święta Pracy?
Źródło: pexels.com | Autor: Uros Drljaca | Licencja: Pexels License
Dziś być może bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy Święta Pracy. Warto jednak jego symbolikę wypełnić nową treścią.
Co musisz wiedzieć:
  • Święto Pracy powstało jako efekt walki robotników o prawa pracownicze (zwłaszcza ośmiogodzinny dzień pracy) i ma korzenie w protestach XIX wieku.
  • W Polsce po 1989 roku jego znaczenie zostało zmarginalizowane przez dominację narracji neoliberalnej oraz skojarzenia z PRL.
  • Dziś może odzyskać sens jako święto podkreślające wartość pracy, wspólnoty i solidarności w świecie sprzyjającym indywidualizmowi.

Święto Pracy w III RP od dawna pełni funkcję ideowego pariasa. Otoczenie symboliczne, a także przestrzeń debaty publicznej – zbudowana na kanwie mocno zideologizowanej dyskusji na temat demokracji, kapitalizmu czy stosunków pracy, kształtująca społeczno-polityczną rzeczywistość Polski po 1989 roku – niezmiennie dryfowały w kierunku medialnego „zamilczania” wielu tematów oraz wypchnięcia całych grup społecznych na margines. W kształtowanej coraz bardziej przez rosnący w siłę neoliberalizm debacie nie istniało de facto określenie „wykluczenie społeczne”. Traktowano je jako socjologiczny czy nawet lewacki żargon. Samo zaś zjawisko albo w ogóle nie było zauważane, albo też było uważane za coś nieomal wstydliwego, na szczęście przejściowego, coś, co minie, gdy wreszcie ciągle aspirująca Polska dobije dzięki prorynkowym reformom do europejskiego ideału.

Z kolei związki zawodowe czy szerzej – „świat pracy” traktowano jako wielkiego hamulcowego, nieznośną przeszkodę w marszu na drodze do „gonienia Zachodu”. W sferze symbolicznej spowodowało to, że wszelkie protesty pracownicze były natychmiast poddawane medialnej delegitymizacji, a związki zawodowe były prezentowane jako grupa nierozumiejących nowych wyzwań roszczeniowców. W mainstreamowej narracji zaprzeczano nawet, że istnieje jakiś strukturalny konflikt między światem pracy a światem kapitału. Wszystko, co dobre dla biznesu, łącznie z kompletnym rozregulowaniem i uśmieciowieniem rynku pracy, miało być z samej swojej definicji dobre dla ogółu. Święto Pracy przedstawiane było jako pozbawiony znaczenia i nikomu niepotrzebny relikt przeszłości. 

„1 Maja to skansen. Dla Polaków i tak stał się świętem grilla”

– pisano w 2014 roku na sympatyzującym ze stroną liberalną portalu naTemat.pl.

Podobne głosy pojawiały się z prawej strony, choć tu wiodącą emocją zniechęcającą do 1 Maja był antykomunizm.

„W PRL-u w tym dniu spędzano ludzi na pochody pierwszomajowe, a że można było kupić na nich ptasie mleczko, to czasem ktoś pojawiał się na tych komunistycznych spędach z własnej woli. Jednak w wolnej Polsce nie ma najmniejszych powodów, by przyznawać ludziom dzień wolny od pracy, i to z czystej nostalgii za PRL-em”

– pisał w 2014 roku na stronie Fronda.pl Tomasz Terlikowski. Postulaty likwidacji Święta Pracy zgłaszali zarówno związana z prawicą śp. posłanka Małgorzata Bartyzel, jak i związany z obozem liberalnym Ryszard Petru. Polska lewica na początku lat 90. Święto Pracy hucznie obchodziła, jednak zwłaszcza dla jej postkomunistycznej części od 2004 roku 1 Maja był okazją przede wszystkim do celebracji wejścia Polski do Unii Europejskiej i to ten tożsamościowy element stawał się coraz bardziej dominujący nad choćby symbolicznym przywiązaniem do świata pracy. Skąd wzięło się to święto? Co oznaczało kiedyś i co w przyszłości może jeszcze oznaczać? Spróbujmy się temu przyjrzeć.

 

Zrodzone z buntu

Odpowiedź na pytanie, komu zawdzięczamy Święto Pracy, nie jest łatwa przede wszystkim dlatego, że ta lista jest bardzo długa. Warto jednak pamiętać, że jest to święto, którego ustanowienie było możliwe jedynie na drodze walki i protestu społecznego, który w wielu krajach został okupiony kosztem licznych ofiar. Jeśli chcielibyśmy ustalić jego pragenezę, to należy zaznaczyć, że jako pierwsi ośmiogodzinnego dnia pracy zaczęli dopominać się w drugiej połowie XIX wieku robotnicy w Australii – stolarze i kamieniarze w Melbourne wywalczyli wtedy historyczne porozumienie „Eight hours labour, eight hours recreation, eight hours rest”.

Dopiero później nastąpiło to, co w literaturze historycznej najczęściej podaje się jako bezpośrednią genezę święta: wydarzenia z Chicago w 1886 roku (tzw. afera Haymarket). 1 maja rozpoczął się tam wielki strajk robotników (głównie anarchistów i socjalistów) żądających ośmiogodzinnego dnia pracy. Podczas wiecu na Haymarket Square wybuchła bomba, w zamieszkach zginęło kilkanaście osób, a w sfingowanym procesie skazano na śmierć i powieszono czterech anarchistów – stali się oni męczennikami ruchu robotniczego na całym świecie. Następnie mieliśmy Kongres Paryski w 1889 roku, który de facto animując II Międzynarodówkę, ustanowił 1 maja Dniem Walki Robotniczej. Potem Kongres w Amsterdamie, już w XX wieku, nadał temu wydarzeniu dzisiejszą postać.

 

Dzień konfrontacji

Jeśli natomiast chodzi o instytucjonalizację prawną, czyli uczynienie z 1 maja święta państwowego w różnych krajach, to przebiegało to bardzo różnie w poszczególnych państwach. Przechodząc na polskie podwórko, warto odnotować, jak istotne było to święto w II RP. Choć 1 Maja nie był oficjalnym świętem państwowym, to święto to na stałe było wpisane w polityczną tożsamość i tradycję ważniej na politycznej mapie Polski międzywojennej formacji, którą była Polska Partia Socjalistyczna. Już w 1919 roku obchody 1 Maja przybrały olbrzymie rozmiary i miały zróżnicowane formy. W takich miejscach jak Warszawa, w której PPS miał duże wpływy, obchody były masowe. Tam, gdzie sytuacja była inna, obchody miały charakter bardziej kameralny, ale zawsze emocjonalny. 

W okresie międzywojennym święto to miało charakter nie tylko artykulacji problemów świata pracy. Było również dniem konfrontacji ideologicznej nie tylko między prawicą i lewicą, ale także wewnątrz samej lewicy, na osi socjaliści z dużo mniej od nich licznymi komunistami z Komunistycznej Partii Polski. W PRL-u od roku 1950 1 Maja stał się oficjalnym świętem państwowym. Zmienił się zarówno charakter, jak i społeczna funkcja tego święta.

 

Naznaczone przez PRL

Niestety dziś nie mamy żadnych narzędzi, by wiarygodnie ustalić, na ile w Polsce Ludowej 1 Maja był świętem świadomie celebrowanym, a na ile był w sposób bierny przyjmowany do wiadomości. Z pewnością jednak należy odnotować jego nową rolę. Ze święta, które wywodziło się z tradycji protestu i walki, przeistoczyło się stopniowo w święto o piknikowym charakterze. Z czasem jedyną funkcją, jaką zdawało się ono pełnić, była legitymizacja władzy i petryfikacja ówczesnego systemu. Stan wojenny, poza skutkami społecznymi, przyniósł również skutek polityczny w postaci osłabiania roli Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w strukturach władzy, a siłą rzeczy także osłabiania resztek ideologii, jaka temu systemowi towarzyszyła. Ekipa Wojciecha Jaruzelskiego nie była zainteresowana nawet ideowymi ozdobnikami, dlatego stopniowo kolejne obchody świąt państwowych, w tym także 1 Maja, były coraz skromniejsze, a różne formy nacisku na pracowników różnych zakładów pracy, np. nauczycieli, uczniów itd., dotyczące uczestnictwa w pochodach zaczęły zanikać.

Na początku III RP dla SLD, wcześniej SdPR, organizowanie pochodów pierwszomajowych było sposobem na utrzymanie więzi z ideologiczną częścią własnego zaplecza oraz elektoratu, a także narzędziem podsycania społecznej nostalgii za okresem PRL-u, będącej filarem sukcesu SLD w latach 90. Swoistym paradoksem jest, że 1 Maja jest świętem wyrosłym ze społecznego buntu, tymczasem polska postkomunistyczna lewica po 1989 roku stała na antypodach jakkolwiek rozumianego społecznego radykalizmu i mało komu kojarzyła się ze społecznym buntem. Dla mniejszych ugrupowań lewicowych Święto Pracy było bezprecedensową możliwością dotarcia do mediów. Dlatego właśnie na początku lat 90. duże manifestacje były organizowane przez PPS.

Jednak polska lewica, zarówno ta o korzeniach postkomunistycznych, jak i ta, którą próbowano budować jako jej alternatywę, nie zdołała wypełnić Święta Pracy nową polityczną i społeczną treścią. Jako swoisty wehikuł nostalgii PRL-owskiej było ono przez pewien czas użyteczne dla tej części sceny politycznej. Jednak wraz ze stopniowym zanikiem podziału postkomunistycznego oraz ewolucją tożsamości SLD z partii podkreślającej swoje PRL-owskie korzenie w kierunku zapatrzonego w UE prymusa III RP dawna polityczna treść święta 1 Maja stała się nieaktualna, zawieszona w próżni, odwołująca się do emocji, której nikt już nie podsyca. Może to czas, by poszukać nowej treści?

 

Przesłanie na 1 Maja

Oczywiście w polskim warunkach 1 Maja to święto o wyraźnie lewicowej konotacji. Spadek jego społecznego znaczenia można więc w bardzo prosty sposób tłumaczyć spadkiem społecznego znaczenia lewicy w naszym kraju. Idąc dalej tym tropem, można dojść do konkluzji, że nikogo poza lewicą nie powinno ono obchodzić. To jednak podejście bardzo redukujące. Osobiście uważam, że Święto Pracy to coś dużo większego i ważniejszego niż wojny lewicy z prawicą w jakimkolwiek kraju. Jest docenieniem i należnym uhonorowaniem ludzi pracy, którzy codzienną, nierzadko ciężką, źle płatną i nieobdarzoną odpowiednim społecznym prestiżem pracą budują siłę i odporność państwa. O tej ważnej funkcji pamiętają choćby wszyscy amerykańscy prezydenci, niezależnie od różnic politycznych, którzy uroczyście celebrują Święto Pracy w Stanach Zjednoczonych (Labour Day) przypadające w pierwszy poniedziałek września.

W zeszłym roku w ramach jego obchodów administracja Donalda Trumpa wydała proklamację i zawiesiła wielki baner przed Departamentem Pracy z hasłem „American Workers First”. Docenienie wartości ludzkiej pracy ma być jednym z najważniejszych elementów, który przynajmniej w kwestii symbolicznej spaja Amerykanów jako naród. Jednak główny powód, dla którego szczególnie dzisiaj potrzebujemy Święta Pracy, jest inny. Współczesny kapitalizm w rozumieniu antropologicznym jest systemem dążącym do skrajnej indywidualizacji jednostki, wyizolowania jej z jakichkolwiek związków i więzi społecznych. Wyzwolenie z więzi odpowiedzialności za innych ma zwiastować obietnicę szczęścia dla jednostki, ale zamiast tego dużo częściej odczuwa ona słabość i samotność. Z kolei na poziomie systemowym pozbawia się ją społecznej sprawczości. Skoro nie ma żadnej wspólnoty, to potencjalny problem np. z niewypłacaniem pensji nie jest problemem grupy, lecz jednostek.

„Nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo. Są tylko indywidualni mężczyźni i kobiety oraz rodziny”

– mówiła w 1987 roku turbokapitalistyczna i nienawidząca związków zawodowych premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher.

 

Wspólne stwarzanie świata

Tymczasem Święto Pracy zbudowane jest na kompletnych antypodach tego paradygmatu. Dzisiejszy świat przekonuje nas, że w pracy chodzi przede wszystkim o „wyścig szczurów”. Ale przecież nie musi tak być. Równie dobrze może chodzić o wspólnotę, wzajemną pomoc i wsparcie. To kwestia tego, jaki świat chcemy budować. Polski lewicowy filozof Stanisław Brzozowski nie widział w pracy jedynie ekonomicznego środka do zarabiania na życie czy przykrej konieczności, lecz postrzegał ją również jako twórczy, heroiczny akt kształtowania rzeczywistości, człowieka i świata wokół niego.

Ważnym elementem tej wizji jest jej kolektywny wymiar. Praca to wspólne stwarzanie świata i przeciwstawianie się jego żywiołom. Przyznam, że to podejście jest mi bardzo bliskie. Ze wspólnotowego podejścia do ludzkiej pracy wyrasta też jeden z najpiękniejszych „polskich wynalazków” – Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Jako jedno ze swoich haseł uczynił zdanie „Solidarność naszą bronią”. Myślę, że to dobra treść, którą można by było wypełnić na nowo święto 1 Maja.

[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 30.04.2026 13:12
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 17/2026, oprac. Ludwik Pęzioł