Ideologiczna wojna o żłobki. Kto ma rację?

- Spór o żłobki ma przede wszystkim wymiar ideologiczny i światopoglądowy.
- Najlepsze badania pokazują, że wpływ żłobka zależy głównie od jakości opieki i czasu spędzanego w placówce, a nie od samego faktu uczęszczania do niej.
- Nie można oceniać wszystkich żłobków jednakowo.
Okazało się więc, że żłobek nie jest przestrzenią ideologicznie neutralną. Dla wielu środowisk lewicowych stanowi symbol wyzwolenia kobiet, narzędzie ułatwiające godzenie macierzyństwa z pracą zawodową, sprzyjające emancypacji i wyrównywaniu szans. Z kolei dla części konserwatystów (a zwłaszcza tradycjonalistów) jest przede wszystkim „przechowalnią dzieci”, instytucją osłabiającą rodzinę i odbierającą matkom ich naturalną rolę. Liberałowie w zależności od odcienia własnych poglądów skłaniają się raz ku jednej, raz ku drugiej stronie sporu, ale zwykle są bardziej „za”, bo sprzyja on szybszemu powrotowi kobiety na rynek pracy.
Każdy z tych obozów posługuje się własnym zestawem moralnych szantaży (dotyczących dobra matki lub dziecka) przekutych w zgrabne, emocjonalne slogany. Jedni mówią o odbieraniu dzieciom rodzicielskiej miłości, traumie i „radykalnej separacji”. Drudzy ripostują opowieściami o zniewalaniu kobiet, zamykaniu ich w domu i utrwalaniu ekonomicznej zależności.
Nieuświadomione podłoże sporu
Taki obrót debaty nie powinien jednak dziwić, bo spór o żłobki jest w istocie także sporem o władzę: ekonomiczną, społeczną i kulturową. Kobieta pozbawiona dostępu do opieki żłobkowej rzeczywiście musi ograniczyć lub zawiesić swoją karierę zawodową, co nierzadko prowadzi do większej zależności finansowej, najczęściej od partnera – co nie jest neutralne z punktu widzenia dystrybucji władzy w związku i dalej: w skali społecznej. Przedsiębiorca może z kolei narzekać, że z płaconych przez niego podatków finansowany jest publiczny system opieki nad dziećmi. Patriarchalnie nastawiony konserwatysta może natomiast z niepokojem obserwować, jak maleje jego wpływ zarówno na finansowo uniezależniającą się od niego żonę, jak i na dziecko, które przez część dnia pozostaje poza rodziną.
W tle pozostaje jeszcze bardziej fundamentalny spór o model społeczeństwa: o to, gdzie przebiega granica między odpowiedzialnością rodziny a odpowiedzialnością państwa i czy w naszym życiu powinno być go więcej czy mniej. Właśnie dlatego dyskusja o żłobkach ma swoje drugie, często nieuświadomione dno.
Ofiary ideologii
Gdy spojrzy się na problem z tej perspektywy, przestaje dziwić, że uczestnicy ideologicznej wojny rzadko byli naprawdę zainteresowani wynikami badań ośrodków akademickich i międzynarodowych. Znacznie chętniej budowaliby atrakcyjne koncepty, które siłą elokwencji miały sprawiać wrażenie naukowych. I tak publicyści na co dzień zajmujący się geopolityką, ekonomią czy religią nagle przeobrażali się w ekspertów od psychologii rozwojowej i pedagogiki. Z niezachwianą pewnością opisywali mechanizmy rodzicielskiego przywiązania, kolejne etapy rozwoju dziecka i długofalowe skutki różnych modeli wychowania, nie żałując sobie „dowodów anegdotycznych”.
Ci bardziej „ambitni” sięgali po pojedyncze publikacje naukowe, o których istnieniu dowiadywali się z prasowych artykułów. Problem polega na tym, że te artykuły zazwyczaj nie powstawały po to, by bezstronnie popularyzować stan wiedzy lub uczciwie zreferować naukową debatę. Ich zadaniem od początku do końca było dostarczenie broni do obrony swojego „wyznania wiary”; najczęściej przybierała ona postać kilku tendencyjnie dobranych badań przedstawionych w sensacyjnym tonie.
Można z tego ironizować, ale takie „standardy” w tak wrażliwej materii są bardzo groźne. Rodzic zastanawiający się, czy posłać dziecko do żłobka, łatwo może paść ofiarą cudzej ideologii. I to nawet nie dlatego, że ktoś świadomie chce go oszukać, lecz dlatego, że jego medialne autorytety filtrują rzeczywistość przez własne przekonania, interesy społeczne, klasowe, religijne czy polityczne, i to one, a nie dobro dziecka – są kluczowym kryterium.
Badania na serio
Co zatem zrobić? Najrozsądniej sięgnąć do możliwie szerokiego przeglądu badań i szukać nie pojedynczych sensacji, lecz powtarzających się prawidłowości. Można to zrobić bez obawy o wpływy „żłobkowego lobby” czy rzekomą „cenzurę” nieprzychylnych żłobkom badań, o których piszą niektórzy tradycjonaliści. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat ukazało się bowiem wiele dużych projektów, których wnioski bywały zarówno korzystne dla żłobków, jak i krytyczne wobec niektórych postaci, jakie przybierają. Gdyby cenzura w świecie nauki akurat w tej sferze by istniała, wiele z nich nie miałoby prawa w ogóle się ukazać.
Dobrym przykładem jest program badawczy amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia Dziecka i Rozwoju Człowieka (NICHD) prowadzony od początku lat dziewięćdziesiątych. Naukowcy śledzili rozwój dzieci poddawanych różnym formom opieki i sprawdzali, czym skutkowały one w późniejszych latach życia (aż do wieku dojrzewania). Wnioski okazały się bardziej „nudne” od dramatycznych tez publicystów, ale znacznie bardziej użyteczne: otóż, w pewnym sensie rację miały obie strony sporu. Dla dzieci kluczowe znaczenie miały bowiem przede wszystkim jakość opieki, czas jaki spędzały one w placówce i "obłożenie" opiekunki.
Jeżeli opieka była wysokiej jakości, rysowała się tendencja do osiągania lepszych wyników w nauce i wyższego poziomu rozwoju poznawczego (również językowego). Korzyści szczególnie wyraźnie widoczne były w rodzinach o niższych dochodach: dzieci miały większe szanse na późniejsze zatrudnienie, rzadziej wchodziły na drogę przestępczą, a w środowiskach dysfunkcyjnych żłobek mógł wręcz pełnić funkcję ochronną. Z drugiej strony zbyt długie przebywanie w placówce we wczesnym okresie życia (np. powyżej 8–9 godzin dziennie) wiązało się z nieco większym ryzykiem problemów behawioralnych, takich jak impulsywność czy zachowania agresywne, a także wyższym poziomem stresu.
Ani dobre, ani złe
Podobny obraz wyłania się z raportów OECD, które od lat analizują wyniki badań nad opieką we wczesnym dzieciństwie. W tych publikacjach konsekwentnie podkreśla się, że o wpływie żłobka na rozwój dziecka nie decyduje sam fakt uczęszczania do placówki, lecz przede wszystkim jakość sprawowanej opieki. Warto jednak zachować właściwe proporcje. Autorzy wszystkich tych raportów i badań zaznaczają, że długofalowy wpływ rodzaju opieki (widoczny jeszcze w okresie dojrzewania) był statystycznie niewielki. Innymi słowy, żłobek nie okazuje się ani cudownym lekarstwem, ani maszyną produkującą pokolenia straumatyzowanych dzieci.
Warto też zwrócić uwagę na kolejne nieuprawnione uogólnienie. Część matek i ojców dobrze odnajduje się nawet w pełnoetatowej opiece nad dzieckiem, inni zaś mogą gorzej znosić taką monotonię codzienności. W tym drugim przypadku przymus całodziennej opieki może sprzyjać narastaniu napięcia i trudniejszych emocji, co nie pozostaje bez wpływu także na relację z dzieckiem i atmosferę, w której jest wychowywane. Gdyby ci sami rodzice mieli możliwość prowadzenia bardziej zróżnicowanego trybu życia, byliby też w stanie zaoferować dziecku lepszą jakość uwagi w czasie „tylko dla niego”.
Żłobek żłobkowi nierówny
Wszystko to prowadzi do dość prostego wniosku: pytanie nie powinno brzmieć – „czy żłobki są dobre, czy złe”, lecz raczej – „które żłobki są dobre, a które złe”. Ideologiczna wymiana ciosów sprzyja myśleniu zero-jedynkowemu, podczas gdy w praktyce żłobek żłobkowi nierówny. W badaniach uwzględnia się zwykle takie czynniki jak: liczba godzin spędzanych w placówce, stosunek liczby dzieci do opiekuna oraz jakość kadry, rozumianą także jako zdolność do budowania stabilnej relacji z dzieckiem.
Dziecko, które trafia do przepełnionej placówki, z przeciążonym personelem i spędza w niej większość dnia, może rzeczywiście doświadczać pewnych niekorzystnych konsekwencji dla dobrostanu czy rozwoju. Ale nawet w tym przypadku nie są to jednak efekty dramatyczne ani jednorodne – raczej niewielkie różnice statystyczne, które dotyczą części dzieci i pojedynczych obszarów ich rozwoju. Najbliższe ustaleniom badań byłoby więc stwierdzenie, że żłobki w większości przypadków są środowiskiem względnie neutralnym.
Histerie roztaczane wokół żłobków, zarówno te mówiące o szkodach dziecka i pożodze, którą niosą wartościom rodzinnym, jak i te przypisujące im niemal zbawienną rolę w rozwoju społecznym – są w istocie projekcjami ideologicznymi, nawet jeśli przybierają formę pozornie naukowej publicystyki.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Mocne słowa Czarnka. Wskazał warunek zwycięstwa polskiej prawicy

Sceny jak z filmu. Nagranie z trzęsienia ziemi w szkole obiegło sieć

Hiszpańskie media o prawicy: "Bezwstydna ksenofobia wobec nielegalnych imigrantów"

Polacy wybrali zdecydowanego lidera prawicy [SONDAŻ]

„Wójt gminy Baranów dyskryminuje uczniów, którzy nie uczęszczają na edukację zdrowotną”







