Luka średniego pokolenia prawicy

- Autorka twierdzi, że największym wyzwaniem dla współczesnej prawicy jest słaba obecność i reprezentacja wśród pokolenia osób w średnim wieku.
- Według tekstu luka pokoleniowa wynika z doświadczeń transformacji ustrojowej, zmian kulturowych oraz przerwania międzypokoleniowego przekazu.
- Zdaniem autorki ruchy odwołujące się do tradycji i wspólnoty powinny dostosować swój przekaz do średniego pokolenia.
Zmiana pokoleniowa i upadek systemu postkomunistycznego
Przyjęło się mówić o systemie postkomunistycznym w państwach byłego bloku wschodniego, w których jedne siły mają swoją genezę wśród niegdysiejszych sił obalających narzucony reżim, a drugie są spadkobiercami partii komunistycznych. Nie inaczej było w Polsce. Sprzyjały temu warunki: nie rozliczyliśmy niegdysiejszej nomenklatury, której potomkowie nierzadko dorabiali się w burzliwych latach transformacji, względnie znaleźli nowe zajęcie w świecie show-biznesu, a w polskiej debacie publicznej przez większość czasu prym wiodły sprawy obyczajowe, najczęściej ograniczające się do wyliczanki „Kościół, aborcja, LGBT”.
Po spektakularnej porażce SLD w następstwie afery Rywina, rządy w Polsce na lata były dzielone między PO i PiS, które z biegiem lat coraz bardziej się różniły. W zasadzie sama w sobie przemiana tych dwóch sił zasługuje na uwagę. Warto przypomnieć sobie w tym kontekście starą fotografię z wizerunkiem Donalda Tuska i dewocjonaliów na jego stole, którą niezwykle trudno zestawić ze zdjęciami Rafała Trzaskowskiego na Paradzie Równości w 2026 roku.
Z drugiej strony mamy przed oczami PiS, zawsze bardziej konserwatywne, celujące w swojej retoryce w nurty wspólnotowe. To one właśnie, w połączeniu z niesionym na sztandarach solidaryzmem społecznym, dały mu zwycięstwo w 2015 roku. Po latach ciepłej wody w kranie, emigracji zarobkowej Polaków i zaniedbania prowincji Beata Szydło na stałe wprowadziła etatyzm w Okno Overtona polskich planów gospodarczych za sprawą programu 500+, który bezwarunkowo pozwalał rodzicom otrzymać dochód na dziecko. Jak powszechnie wiadomo, wylała się na nią fala krytyki.
Grupy wiekowe
Nie ma potrzeby przytaczania wszystkich komentarzy o „pińcsetplusach” i „kupowaniu wyborców, którzy wydadzą na wódkę”, lepiej skupić się na ich autorach. Mamy wśród nich oczywiście znane osobistości polskiej sceny artystycznej (Krystyna Janda), ale również zwolenników ówczesnej Platformy Obywatelskiej, których radykalny odłam stanowili tzw. kodziarze – działacze i sympatycy Komitetu Obrony Demokracji. Ta grupa społeczna nie była jednorodna, aczkolwiek wśród nich najwięcej znajdziemy klasy średniej, mieszkającej nierzadko w dużych ośrodkach (gdzie, przypomnijmy, i tak wygrało PiS, ale różnica głosów oddanych na PiS i PO była najmniejsza i wynosiła 31,3% do 28,6%), lecz przede wszystkim w wieku średnim.
W każdej grupie wiekowej w 2015 roku wygrało Prawo i Sprawiedliwość i w każdej z nich, oprócz najmłodszej, w której druga i trzecia lokata należała do ugrupowań Kukiz’15 i KORWiN, na drugim miejscu plasowała się Platforma. Jedynie w grupie wiekowej seniorów różnica pomiędzy procentowym poparciem dla PiS-u i PO była dwukrotna (47,1% do 23%); najmniejsza różnica wystąpiła w grupie wiekowej 40–49 lat (38,7% do 25,8%).
Spójrzmy teraz na wyniki z 2023 roku. Pierwszą grupą wiekową, w której Prawo i Sprawiedliwość odniosło zwycięstwo, byli wyborcy 50–59 lat (44,2% do 32,2% dla KO; warto również zaznaczyć, że wyborcy w tym wieku w 12,4% poparli Trzecią Drogę). Jednocześnie patrząc na najstarszy elektorat, zauważymy, że o ile połowa wyborców zagłosowała na PiS, o tyle KO mogło liczyć na 31% poparcia.
Mohery, kodziarze, kuce, pokolenie Marszu Niepodległości
Cofnijmy się jeszcze dalej. W czasach, w których Polska wstępowała do Unii Europejskiej, na pewnym etapie spopularyzowało się wyrażenie „moherowy beret”, w skrócie „moher”. Kto pamięta – wie, o czym mówię, kto nie – słowo to miało na celu obrażenie starszych pań popierających Prawo i Sprawiedliwość i/lub ojca Tadeusza Rydzyka; nazwa wywodzi się od noszonych przez nie beretów. Grupą młodszych prawicowców były tzw. kuce, które swój szczyt populacji i popularności zaliczyły w ubiegłej dekadzie. Poglądy kuców, których nazwa wywodzi się z kolei od długich, związanych włosów przedstawicieli płci męskiej, oscylowały wokół partii KORWiN, a same w sobie kuce wręcz bezkrytycznie podchodziły do wypowiedzi Janusza Korwin-Mikkego.
Obok nich rozwijała się kolejna grupa – młodzi narodowcy. Osoby urodzone w latach dziewięćdziesiątych czy też na przełomie tysiącleci można nazwać tzw. Pokoleniem Marszu Niepodległości, który od 2010 r. przechodzi ulicami Warszawy. W przeciwieństwie do długowłosych rówieśników ta grupa społeczna nie podchodzi aksjomatycznie do kwestii wolnego rynku, lecz na pierwszy plan wyciąga kwestie narodowe, suwerennościowe (w przeszłości mocno podkreślając wydźwięk antysystemowy i antykomunistyczny).
A jak nazwać prawicę pomiędzy nimi? Czy w ogóle jest silna, charakterystyczna grupa o poglądach prawicowych w wieku pomiędzy „kucami” a „moherami”? Po stronie liberalnej odpowiedź nasuwałaby się sama: jest całe grono tzw. kodziarzy – zresztą, wystarczy spojrzeć na zdjęcia z protestów ws. Trybunału Konstytucyjnego czy Marszu Miliona Serc w 2023 roku. Istotny jest tu fakt, że już niedługo ta część społeczeństwa będzie najstarszą grupą wyborców, a mając na uwadze niż demograficzny ostatnich trzydziestu lat, również najliczniejszą. Ciekawy jest również fakt, iż grupa wiekowa osób w wieku średnim (w którą, należy podkreślić, wpisują się już również tzw. millenialsi) wyłamuje się ze schematu: jest pokoleniem bardziej liberalnym i zdecydowanie bardziej zlaicyzowanym od swoich rodziców, a jednocześnie mniej liberalnym od swoich dzieci – jeśli je ma. Co się wydarzyło w polskim społeczeństwie?
Brak ciągłości
Dajmy przykład II wojny światowej: opowie coś o niej dziewięćdziesięcioletnia babcia, która ją przeżyła, i trzydziestoletni wnuk, który w 2013 roku biegał w koszulce z Żołnierzami Wyklętymi. Babcia będzie do kwestii polityki polsko-niemieckiej odnosiła się na podstawie własnych doświadczeń czy nawet opowieści swojego starszego rodzeństwa, świadków zbrodni dokonanych w trakcie inwazji na Polskę. Wnuczek być może usłyszał o przeżyciach babci, ale jednocześnie słyszał też o „Łupaszce” czy „Ince”, Wołyniu, Katyniu i Powstaniu Warszawskim z internetu. A skąd słyszeli o nich jego rodzice? Prawdopodobnie słyszeli o tych wydarzeniach w dużej mierze hasłowo w swoim dzieciństwie, a w latach późnych dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych byli bardziej zainteresowani kwestiami bytowymi – i nie należy się temu dziwić.
Sama w sobie dyskusja o Powstaniu Warszawskim czy Żołnierzach Wyklętych nie jest zamknięta i dalej budzi kontrowersje. Tyle że (poza hasłami i anegdotami rzucanymi w komentarzach na portalach społecznościowych) na zgłębianie tematu człowiek pracujący i utrzymujący rodzinę często nie może sobie pozwolić. A co z rodzicami? Czy te nasze słynne „mohery” powiedziały o swoich doświadczeniach? Być może tak, ale ich słowa przepadły w natłoku codziennych spraw. Być może starali się zapomnieć o doświadczeniach traumy albo byli uciszani, tak jak rodziny ofiar Obławy Augustowskiej, które lata po zbrodni musiały mierzyć się z komunistyczną administracją. Być może niektóre idee przemówiły do nich jedynie powierzchownie. Być może niektórzy nie szukali wcale walki o suwerenność, Boga i wolność, a jedynie chcieli zażyć trochę adrenaliny. Wreszcie, być może było zupełnie inaczej: nie od dzisiaj wiemy, jak burzliwy był okres polskiej transformacji. Jednym były uwarunkowania gospodarcze, konieczność emigracji i upadanie średnich miast – nierzadko ojcowizn wielu z nas. Drugim była kwestia otwarcia na Zachód.
Kiedy w Japonii przełomu XIX i XX wieku zezwolono na kontakty z państwami Europy, do ówczesnej popkultury przeszła cała zachodnia filozofia. Nagle wszystkie witryny tokijskich księgarń wypełniły się Platonem, Kartezjuszem, Schoppenhauerem i Alighierim. Nagły zalew wszystkich zachodnich trendów naraz wywołał nie lada poruszenie i niemniejszy zalew. I podobny chaos musiał nastąpić, gdy po latach mniej lub bardziej szczelnej izolacji do Polski przebiły się wszystkie trendy z Zachodu w sposób zbiorowy i gwałtowny.
Nowa Prawica
Kwestia „prawicowej luki” w średnim pokoleniu zaowocuje w wynikach wyborczych za rok, pięć, dziewięć i za kolejne wielokrotności liczby cztery. Na miejsce poczciwych, konserwatywnych „babć” przyjdą ich córki, które prawdopodobnie nie zmienią radykalnie poglądów na starość – a przynajmniej nie zrobią tego z samej racji wieku. Liczebność tego pokolenia może wpłynąć na podtrzymanie liberalnego status quo (tak jak w wielu państwach), ale nie musi, zwłaszcza mając na uwadze czynniki zewnętrzne szybko zmieniającego się świata.
Jednocześnie nie oznacza to automatycznej przegranej dla ruchów odwołujących się do tradycji czy – szerzej – wspólnoty. W pewien sposób możemy zauważyć, że te bynajmniej nie oddają walki o rząd dusz walkowerem, lecz zmieniają przekaz. Nie bez powodu coraz rzadziej słyszymy, zwłaszcza w nowych mediach, o proniemieckiej polityce Donalda Tuska – ten przymiotnik nie wywołuje już tak silnych emocji u młodych, którzy o II wojnie światowej słyszeli z opowieści, a o ciągłej obawie przed niemiecką agresją Polaków na Ziemiach Odzyskanych nie słyszeli wcale.
Szeroko pojęta prawicowa opozycja coraz bardziej podkreśla kwestie prorozwojowe i spotyka się na tym polu z posłuchem, czego najlepszym dowodem była inicjatywa „Tak dla CPK” urastająca do rangi historycznej – jako jeden z nielicznych ruchów masowych młodzieży ukierunkowany na kwestie nieobyczajowe. Jednocześnie nie samym rozwojem młody prawicowiec żyje, a kwestia programu społecznego, mitów narodowych czy symboli może także okazać się kluczowa w następnych latach. Stoimy przed wyzwaniami zarówno wynikłymi z liberalizmu obyczajowego, jak i z polityki migracyjnej Unii Europejskiej. Obie te kwestie dają się we znaki i na żadną z nich nie ma prostych odpowiedzi.
Dotrzeć do średniego pokolenia
Nie ma też, być może, za sprawą pewnej przespanej rewolucji kulturowej w XXI-wiecznej Polsce dawnych, konserwatywnych punktów zaczepienia czy osób jednoczących naród, z Janem Pawłem II jako uosobieniem sacrum na czele. W którą stronę pójdą młodzi prawicowcy, których rodzice nie nauczyli tradycyjnych wartości, a dziadkowie „żyli mentalnie w innym świecie”? Mówiąc katastroficznie: być może będziemy mieli prawicę pogańsko-barbarzyńską, powiązaną z ruchami skrajnie mizoginistycznymi, której obce będą chrześcijańskie pojęcia miłosierdzia czy solidaryzmu. Być może za naście lat młody prawicowiec zachłyśnie się kolejnym wcieleniem mikroskopijnych leseferystycznych ruchów i zechce wysłać wszystkich obrońców praw pracowniczych poza nawias debaty publicznej. Być może w przyszłości prawica skopiuje kolejny trend z Zachodu i zdziwi się, że nie da się przenosić 1:1 zagranicznych wzorców na polskie warunki. I być może wszystkich tych futurystycznych, niedopuszczalnych i katastroficznych scenariuszy dałoby się uniknąć, zachowując ciągłość przekazywania konkretnych idei z pokolenia na pokolenie.
W sytuacji, w której nie dało się tego zrobić ze względu na warunki zewnętrzne, jakiekolwiek ugrupowanie o charakterze wspólnotowym musi zdać sobie sprawę z konieczności dotarcia do średniego pokolenia. Nie da się być prawicą dla konkretnej grupy wiekowej. I nie da się skonsolidować na jednym pokoleniu narodu.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Tȟašúŋke Witkó: AfD idzie po władzę

Media: Odtajnione przez Trumpa dokumenty nie dowodzą jego narracji o wyborach 2020 r.

Trump oskarżył Chiny o ingerencję w wybory w 2020 roku

Polityczne trzęsienie ziemi. Fatalny sondaż dla Tuska

Tusk mobilizuje posłów KO. Chce, by ruszyli w teren przed wyborami







