Szukaj
Konto

Marcin Bąk: I nie weszli! (na razie...)

Budynek Trybunału Konstytucyjnego
Źródło: Wikipedia | Autor: Adrian Grycuk | Licencja: CC BY-SA 3,0 pl | Trybunał Konstytucyjny
Gdy tydzień temu pisałem swój cotygodniowy felieton, oceniałem szanse na wejście siłowe do Trybunału Konstytucyjnego w wykonaniu służb Koalicji Trzynastego Grudnia na pięćdziesiąt procent. Przez ostatnie kilka dni stan meczu zmienił się w niewielkim stopniu, doszły jednak nowe czynniki.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor analizuje, dlaczego zapowiadany scenariusz siłowego wejścia do Trybunału Konstytucyjnego nie doszedł do skutku.
  • Rozważa, czy napięcie wokół TK nie było elementem politycznej presji i sposobem na odwrócenie uwagi od innych problemów rządu.
  • Zdaniem autora kolejnym ważnym sygnałem jest pismo Macieja Berka do Kancelarii Prezydenta w sprawie terminu złożenia ślubowania.

Demonstracja pod Trybunałem

Pytania o to, czy Donald Tusk zdecyduje się na siłowe opanowanie Trybunału, aresztowanie prezesa Święczkowskiego, czy nawet w najdalej idących scenariuszach, unieważnienie wyborów prezydenckich, pozostają oczywiście nadal otwarte. Nie doszło jednak do realizacji tego brutalnego wariantu w piątek, 18 września, który to termin był podawany przez posiadających rzekomo wiedzę insajderską komentatorów. Nie wiemy, czy faktycznie planowano takie rozwiązanie i akcja została odwołana, czy też od początku był to wyłącznie element psychologicznej wojny nerwów, kolejna próba wywierania presji na największego przeciwnika, którym pozostaje dla Donalda Tuska wciąż jeszcze Prawo i Sprawiedliwość. Jeśli odwołano zaplanowaną akcję, to mogło zagrać kilka czynników, o których wspominałem już tydzień temu. Sygnały płynące zarówno z Unii Europejskiej jak i zza oceanu, do tego wyraźny absmak w środowiskach prawniczych, do tej pory bezrefleksyjnie wspierających stronę liberalno-lewicową plus brak zaufania co do wierności służb mundurowych, to wszystko mogło wpłynąć na decyzję. Jakiś wpływ, choć na pewno nie decydujący, miała zapewne dość liczna, jak na ostatnie, pełne marazmu i zniechęcenia miesiące, manifestacja chęci obrony Trybunału zorganizowana przez Kluby Gazety Polskiej. Uważam, że jeśli manifestacja miała wpływ na zaniechanie akcji siłowej, to nie był to wpływ kluczowy. Nie dlatego, że pomniejszam zaangażowanie ludzi, którzy się pod Trybunałem stawili. Sądzę, że gdyby premier Donald Tusk był zdecydowany w piątek przeprowadzić działanie, jak to on sam nazwał „nieestetyczne”, to by je przeprowadził. Policja otrzymała by rozkaz usunięcia siłą ludzi blokujących wejście i by ten rozkaz wykonała, gdyż posiada do tego odpowiednie środki. Chyba że... chyba że premier posiadał wiarygodne raporty, mówiące o tym, że nie można liczyć na w pełni oddane i skuteczne działanie funkcjonariuszy. Tego tak na prawdę nie wiemy.

A może to tylko teatr dla „Silniczków”?

Może być jednak i tak, że ani policja ani minister Berek wraz z pozostałymi kandydatami na sędziów, którzy złożyli ślubowanie wobec marszałka Sejmu, wcale nie mieli wchodzić do gmachu Trybunału Konstytucyjnego. Nic podobnego wcale nie było planowane, cała narracja i wrzutki medialne miały wyłącznie wprowadzić politycznego przeciwnika w stan wzmożenia. Opinię publiczną zaś odciągnąć od spraw istotnych dla państwa, spraw które chwały rządzącym nie przysparzają. Czyli można by to podsumować tak – wprawdzie Trybunał Konstytucyjny nie został przejęty, to jednak cele związane z szumem wokół niego ekipa Koalicji Trzynastego Grudnia osiągnęła. Wywierana jest wciąż presja na PiS i pośrednio na pozostałe ugrupowania prawicowe, przez co nie mogą się one zajmować konstruktywnym krytykowaniem rządu tylko przyjmują mniej czy bardziej obronną postawę. Uwaga społeczna zajęta jest pytaniem o to czy policja wejdzie do siedziby Trybunału i obrazkami demonstrujących ludzi z Klubów Gazety Polskiej, nie zajmuje się w tym samym czasie takimi sprawami jak tragiczna sytuacja finansów państwa, rosnące ceny paliw, obniżenie ratingów Polski, zapaść służby zdrowia czy kolejne afery, odsłaniające rażąca niekompetencję rządzącej Polską ekipy. Listę można by ciągnąć jeszcze długo.

Coś jednak trzeba będzie zrobić z tym Trybunałem i jakieś rozwiązanie, zdaje się nadchodzi. Nie wygląda na to, żeby sprawa mogła się rozejść po kościach i tak sobie zwyczajnie zostać zapomniana. Jakiś akt przemocy, jakąś demonstracje siły, będą musieli zapewne przeprowadzić pan Premier Donald Tusk z ministrem Waldemarem Żurkiem. Najbardziej fanatyczna, karmiąca się głównie negatywnymi emocjami część elektoratu Koalicji Trzynastego Grudnia, zwana zbiorczo Silnymi Razem, potrzebuje „pisowskiej krwi”. Coś im trzeba będzie dać

Niezwłocznie czyli kiedy dokładnie?

Ciekawym, nowym elementem w całej układance jest pismo skierowane przez ministra Macieja Berka do Kancelarii Prezydenta. W mediach społecznościowych pan minister stwierdził, że „Wobec braku kontaktu ze strony Kancelarii Prezydenta RP w sprawie terminu złożenia przeze mnie ślubowania sędziego Trybunału Konstytucyjnego, dziś złożyłem w tej sprawie pismo do Prezydenta RP z prośbą o niezwłoczne wskazanie miejsca i czasu umożliwienia mi złożenia ślubowania”. Niezwłoczne czyli nie wiadomo kiedy. Być może oznacza to, że cała sprawa jednak się odwleka.

Wciąż nie wiemy, jak zakończy się cała awantura wokół Trybunału. Być może nie wie tego nawet sam premier Donald Tusk i z tej niewiedzy wynikają te wszystkie niezborne, chaotyczne ruchu. Czy zostanie powołany jakiś alternatywny Trybunał, składający się z sędziów, którzy nie odebrali ślubowania wobec Prezydenta, pod przewodnictwem ministra Berka, Trybunał, który będzie sobie obradował w jakiejś Sali użyczonej przez marszałka Czarzastego? A może będzie jednak jakaś demonstracja siły, jakiejś wejście do Trybunału i jakieś zatrzymania policyjne, z tym że nie samego prezesa Święczkowskiego a jakiś przypadkowych emerytów z Klubów Gazety Polskiej, by pokazać, że państwo Tuska i Żurka ma siłę sprawczą.

Czas pokaże.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 26.09.2026 21:49
Źródło: tysol.pl