„Odzyskany” Marcina Kwaśnego – udany film o wierze?

- „Odzyskany” Marcina Kwaśnego rozwija historię bohatera z poprzedniego filmu.
- Najważniejszym wątkiem filmu staje się odbudowa relacji Jana z jego upadłym, bezdomnym i uzależnionym ojcem.
- Film jest osobistą opowieścią o nawróceniu Marcina Kwaśnego i Filipa Gurłacza.
Cud w Warszawie
W licznych wywiadach, między innymi w rozmowie z Markiem Nowakiem na naszych łamach, Kwaśny zapowiadał, że nowy film będzie odpowiedzią na częste pytania o dalsze losy bohatera krótkiego metrażu sprzed kilku lat. „Spowiedź” była filmem powstałym ze sprzeciwu twórcy wobec zaniku praktyki spowiedzi. Obraz nie wbijał nam jednak w głowę prostego polecenia. W zamian pokazywał nam cud.
Oto Jan, młody i mocno pogubiony chłopak, trafia do kościoła właściwie przypadkiem, uciekając przed ścigającymi go bandziorami. Sam musi robić różne mało chwalebne rzeczy, by utrzymać chorującą matkę. Aby zmylić trop, markuje spowiedź, równocześnie właściwie kłócąc się z księdzem. A jednak doznaje poczucia prawdziwej Bożej obecności, więc i spowiedź staje się prawdziwa. Lecz gdy dla niego wszystko się zmienia, prześladujący go bandzior krąży po kościele. Gdy Jan wychodzi ze świątyni, nie wiemy, co go czeka. Jasność dnia za drzwiami kościoła może być złudna. Kwaśny ciekawie miesza tu sacrum i profanum, poruszając się momentami na granicy dosłowności: gdy nasz bohater przypomina sobie grzechy, sceny przemocy, hulanki i seksu mieszają się z Męką Pańską.
Ojciec marnotrawny
„Odzyskany” zaczyna się od tych samych niemal scen. Część ujęć jest zresztą ponownie wykorzystana, inne powstały na nowo. Jest spowiedź, jest ucieczka, lecz cud przenosi się na inną płaszczyznę. Gdy Jan wychodzi z kościoła, widzimy, że Bóg w jego życiu pracować będzie w sposób dla niego samego dość długo niezauważalny. Chłopakiem wciąż targają wątpliwości i choć na swój sposób zaprzyjaźnia się ze swoim spowiednikiem i szuka u niego pomocy, również materialnej, to jednak wciąż kłóci się i z nim, i z samym Stwórcą.
Początki tego, co miało być nowym życiem, nie są wcale obiecujące. Nie zniknęły długi, nie odpuścili prześladowcy. Co gorsza, matka umiera, a Janek staje w obliczu utraty dachu nad głową. Mniej więcej wtedy zjawia się jego ojciec, bezdomny, alkoholik, facet upadły tak nisko, że niżej już prawie się nie da (choć da się przecież, nie ma wątpliwości). Nagle okazuje się, że gdy wszystko się traci w życiu, coś można jednak dostać. Mężczyźni nawiązują ze sobą relację, której zabrakło w dzieciństwie chłopaka, gdy ojciec zostawił jego i matkę, bardziej na własną niż ich zgubę.
I tu Kwaśny dokona ciekawego zabiegu – film stopniowo zostanie ociosany z pobocznych wątków, a brawurowe sceny ustąpią miejsca budowaniu relacji (przyznam, że trochę mi przez to brakuje filmowego mięsa w końcówce filmu). Sytuacje zostaną nierozwiązane lub rozwiążą się poza świadomością widza, zostanie tylko ten jeden, najważniejszy wątek. Syn odzyska ojca, ojciec odzyska syna, obaj odzyskają choć trochę z utraconego wcześniej wspólnego czasu. Nie będzie to historia mdła ani cukierkowa. Znajdzie się w niej całe pasmo upadków, poszukiwania ojca w lesie, transport pijanego do nieprzytomności przez nocną Warszawę, cały ten alkoholowy bród i syf. Obok jednak będzie się wydarzał też i cud, na spacerach, w rozmowach, w odwróconym porządku lekcji pływania, których to syn udzielać będzie ojcu, biorąc go na ręce w warszawskim stawie.
Nawróceni
„Byłem 18 lat człowiekiem, który, można powiedzieć, był po «drugiej stronie». Walczyłem z Kościołem, klerem, z samym Bogiem. Gdybym się nie nawrócił, pewnie dalej bym to robił. Ten obraz jest właśnie o nawróceniu. O tym, że jak człowiek się zwraca do Boga z serca o pomoc, to nie ma takiej możliwości, by go Bóg nie wysłuchał. Proszę mi wierzyć, że tak jest. Ja jestem tego najlepszym przykładem, więc można też powiedzieć, że ten film jest także odzwierciedleniem moich przeżyć i doświadczeń. Jeśli te doświadczenia mogą komuś pomóc, być dla kogoś drogowskazem, który może wyprowadzić z różnych ciemnych i mrocznych miejsc, to jestem szczęśliwy z tego powodu”
– mówił Markowi Nowakowi Marcin Kwaśny w marcu tego roku.
„Jestem idealistą i wierzę, że sztuka potrafi wpływać na ludzi, zmieniać świat, poruszać, tłumaczyć i inspirować do zmian. […] są projekty utwierdzające mnie w tym przekonaniu. «Odzyskany» jest właśnie jednym z nich. To nie jest projekt, który przyjąłem z powodów pragmatycznych czy zawodowych. Traktuję go jako pewnego rodzaju służbę. Mam głęboką nadzieję i wiarę, że ten film może komuś pomóc, coś wyjaśnić, skłonić do refleksji nad tym, co naprawdę ważne – nad wiarą, miłością i wolnością”
– opowiadał tygodnikowi „Niedziela” odtwórca głównej roli w obu filmach Filip Gurłacz. Gurłacz, podobnie jak Kwaśny, jest znany głównie jako aktor serialowy, od lat występował w nadawanym w TV Puls kryminale „Dzielnica strachu”, za który dostał nawet Telekamerę. I tak samo jak reżyser przyznaje się do wiary, co w połączeniu z cytowaną wyżej deklaracją pokazuje, jak bardzo pasuje do swojej roli. Co więcej, jego osobista historia alkoholowego upadku i nagłego nawrócenia podczas spowiedzi w dużym stopniu pokrywa się z tym, co widzimy na ekranie.
W „Odzyskanym” towarzyszą mu znani aktorzy starszego pokolenia, matkę gra Maria Gładkowska, ojca – Andrzej Mastalerz. Oboje przekonująco pokazują nam swój własny dramat: ona śmiertelną chorobę, on alkoholową degrengoladę. Jest jeszcze łączący obie części przyjazny i żyjący w zgodzie z głoszonymi wartościami ksiądz, sam z własną ciężką historią, którą poznajemy w nowym filmie, grany przez Wojciecha Czerwińskiego. Jest też cała plejada pomniejszych postaci, a wreszcie jest Warszawa, którą Kwaśny jako filmowiec potrafi pokazać z uczuciem podobnym do tego, jakie ma dla swoich postaci.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
„Odzyskany” przedpremierowo w ramach „Lata z Rafaelem”

Szanty krótkowłosych Piratów. Recenzja płyty „Na setkę” grupy Pirates of Rock’n’roll

Tożsamość Zagłębia Dąbrowskiego. Recenzja "Szulera" S. Reńcy

Swój własny krzyż. Recenzja filmu "Posłani"

Film "Gierek" po latach







