Szukaj
Konto

Recenzja książki „Skąd się wziął Karol Nawrocki” prof. A. Nowaka

Recenzja książki „Skąd się wziął Karol Nawrocki” prof. A. Nowaka
Źródło: Biały Kruk | Autor: Biały Kruk | Licencja: Biały Kruk | Karol Nawrocki
„Skąd się wziął Karol Nawrocki. Rozmowy z prezydentem RP” autorstwa Andrzeja Nowaka to wydany właśnie przez Białego Kruka wywiad rzeka z głową państwa. Książka, choć jest to zapis rozmowy, a nie pamiętnik, bardzo przypomina „Elegię dla bidoków” autorstwa amerykańskiego wiceprezydenta J.D. Vance’a.
Co musisz wiedzieć:
  • Recenzowana książka przedstawia drogę Karola Nawrockiego od trudnego dzieciństwa w gdańskich blokowiskach do urzędu prezydenta.
  • Autorka recenzji chwali autentyczność wspomnień z młodości Nawrockiego, ale krytycznie ocenia fragmenty dotyczące kampanii prezydenckiej.
  • Zdaniem autorki ostateczna ocena prezydentury Karola Nawrockiego będzie możliwa dopiero po latach.

„Z Gdańska i z ludu”

Opowiada o trudnej i pełnej przeciwności drodze z biedy na szczyt, o kształtowaniu się charakteru, uporze, walce i ciężkiej pracy. Czyta się tę książkę dobrze, z wieloma wątkami można się łatwo zidentyfikować, w obu przypadkach jednak trudno bezkrytycznie zaufać prezentowanej treści, jako że zarówno w przypadku Karola Nawrockiego, jak i J.D. Vance’a mamy do czynienia z czynnymi, wysoko postawionymi politykami. Nie sposób zatem czytać ich biografii w oderwaniu od bieżącego kontekstu piarowego.

„To wnikliwe studium kultury białych Amerykanów z klasy robotniczej. Książka ukazuje kryzys tożsamości, biedę, rozpad więzi rodzinnych, uzależnienia, a także utratę wiary w amerykański sen wśród mieszkańców amerykańskiej prowincji”

– podano w materiałach promocyjnych „Elegii dla bidoków”. Jeśli zamienimy „Amerykanów” na „Polaków”, opis ten będzie pasował do książki prof. Nowaka i dr. Nawrockiego. Sam autor zresztą mówi o prezydencie:

– Można powiedzieć, że w pewnym sensie ucieleśnia pan „amerykański sen” – drogę od bardzo zwyczajnych, często trudnych doświadczeń do pozycji publicznej o dużym znaczeniu, drogę na szczyt.

Karol Nawrocki opowiada prof. Nowakowi o swojej rodzinie, problemach finansowych, o trudnych relacjach między matką i ojcem, o radościach dzieciństwa spędzanego „na podwórku”, o blokowiskach lat 80. i 90., pasji sportowej, pracy ponad siły, pochłanianiu książek i zasypianiu na wykładach. Są to klimaty znane zapewne większości Polaków.

„Skąd się wziął nowy prezydent? Z Gdańska i z «ludu» – czyli spoza samozwańczego salonu, który wciąż czuje się uprawniony rozdawać certyfikaty uprawnień do zajmowania miejsca w przestrzeni publicznej Polski. […] Zacznijmy od Gdańska. Tak, Karol Nawrocki urodził się w tym mieście. Spośród sześciu prezydentów, jakich miała dotąd III Rzeczpospolita, jest trzecim, którego związki z Gdańskiem mają zasadnicze znaczenie biograficzne. Pierwszy był Lech Wałęsa, drugi Lech Kaczyński – choć urodzony Warszawiak, to jednak przez najważniejsze dekady swej «przedprezydenckiej» biografii związany był pracą akademicką z Gdańskiem, mieszkaniem z Sopotem i przede wszystkim swą działalnością z pierwszymi Wolnymi Związkami Zawodowymi na Wybrzeżu, potem z Solidarnością. Obecny prezydent jest właśnie trzeci w tej gdańskiej linii. Myślę, że to bezcenne dla polskiej historii i dla wpisania w nią jeszcze mocniej, nieodwołalnie Gdańska (nie «wolnego miasta»/ Freie Stadt Danzig, tylko polskiego, królewskiego miasta) – że aż połowa prezydentów wolnej Rzeczypospolitej po 1990 roku stąd właśnie przyszła do Warszawy. Kluczem do tej niezwykłej nadreprezentacji jest oczywiście dziejowe znaczenie protestu robotników Wybrzeża, Gdańska i Gdyni w szczególności w Grudniu 1970 roku, a potem narodzin Solidarności w tym właśnie miejscu i jej promieniowania stąd na cały kraj”

– stwierdza we wstępie do książki prof. Nowak.

Karol Nawrocki mówi o specyfice Trójmiasta, o swoich naukowych zainteresowaniach, o studiach, nagrywaniu rozmów z bohaterami podziemia antykomunistycznego, o pracy w Instytucie Pamięci Narodowej, o zainteresowaniu tematem Żołnierzy Wyklętych, o organizowaniu uroczystego pogrzebu „Inki” i „Zagończyka”. Relacjonuje także trudy związane z działaniem na rzecz należytego upamiętnienia polskich bohaterów w Muzeum II Wojny Światowej, kiedy po objęciu stanowiska dyrektora tej placówki dowiedział się, że niczego w istniejącej ekspozycji nie można zmieniać.

„Nie wolno pokazać świętego ojca Maksymiliana Kolbego – postaci, o której pamięta się w Japonii, we Włoszech i na całym świecie – a na pięciu tysiącach metrów kwadratowych ekspozycji w polskim muzeum nie ma dla niego miejsca. Nie ma Ireny Sendlerowej – albo jest gdzieś schowana na marginesie. Rotmistrz Witold Pilecki sprowadzony do fotografii wielkości znaczka pocztowego. Zajmując się wcześniej odkrywaniem śladów pamięci o Polakach w Wolnym Mieście Gdańsku, w tym «laboratorium niemieckiego nazizmu», wyrastałem z bardzo lokalnej walki o to, żeby nie zapomnieć o swoich bohaterach. I nagle uświadomiłem sobie, że wchodzę w batalię o pamięć na zupełnie inną skalę. O wielką inwestycję, za którą wszyscy zapłaciliśmy z podatków – pół miliarda złotych, przypomnijmy: tyle kosztowało polskich obywateli zbudowanie tego muzeum. O pamięć bohaterów tak ważnych dla zasadniczej części narodu polskiego, którzy są ukrywani albo wręcz usuwani w imię jakiejś paneuropejskiej wrażliwości historycznej”

– opowiada Nawrocki prof. Nowakowi.

 

„Nawrocki, zawróć – to droga donikąd”

Nieustępliwy charakter prezydenta i jego mentalność „fightera” obrazuje poniższy fragment rozmowy.

„Gdybym miał podsumować cały okres pracy w Muzeum II Wojny Światowej, to właściwie zamyka się on w haśle z baneru, który towarzyszy mi do dziś – wisi w pałacowej siłowni, w której trenuję, i jest czymś więcej niż tylko pamiątką – jest pewnym symbolem mojej drogi. Kiedy obejmowałem funkcję dyrektora muzeum, oprócz zniczy i manifestacji Komitetu Obrony Demokracji, witały mnie także różnego rodzaju banery i wyzwiska. Jeden z nich szczególnie zapadł mi w pamięć: «Nawrocki, zawróć – to droga donikąd»; to był rok 2017. Ten baner odtąd stale mi towarzyszy – wisiał najpierw w Muzeum II Wojny Światowej, potem w IPN-ie, a dziś jest ze mną w Pałacu Prezydenckim. Hasło na nim umieszczone oddaje w pewnym sensie najdobitniej cały ciężar tamtego doświadczenia – z jednej strony bardzo ostrej oceny, sprzeciwu i presji, a z drugiej – mego wewnętrznego przekonania, że idę drogą właściwą – bo na Westerplatte są żołnierze, których trzeba godnie pochować, bo Westerplatte powinno być polskie, bo postać św. ojca Maksymiliana Marii Kolbego powinna znaleźć swoje miejsce w opowieści muzeum. Mimo tych wszystkich złych ocen i ataków wyniosłem z Muzeum II Wojny Światowej bardzo mocne przekonanie, że droga, którą wtedy wybrałem i którą szedłem, była drogą słuszną”

– stwierdza Nawrocki.

O swoim dzieciństwie, szkole, studiach i pierwszej pracy opowiada spokojnie, bez zadęcia, zwyczajnym językiem. Brzmi to ciekawie i wiarygodnie. Styl zmienia się z chwilą pojawienia się wątku startu w wyborach prezydenckich. Opowieść zaczyna wówczas nabierać cech eposu bohaterskiego.

„Jego głównym celem jest przedstawienie przełomowych wydarzeń o znaczeniu narodowym lub wspólnotowym, w które zaangażowani są zarówno herosi, jak i bogowie. Bohaterowie eposu to postacie wybitne, półbogowie, królowie lub legendarni wojownicy, których czyny mają fundamentalne znaczenie dla całej zbiorowości”

– czytamy w definicji tego gatunku literackiego.

 

Dawne bohatery

Zgadzam się z prof. Wojciechem Polakiem, że mit pełni ważną funkcję społeczną i jego dekonstrukcja nie zawsze jest potrzebna, a bywa wręcz szkodliwa. Nie bez kozery jednak protagoniści starożytnych epopei to „dawne bohatery”, których życie już się zakończyło, przyniosło określone owoce, i których dokonania przetrwały próbę czasu. Nadanie cech eposu opowieści o aktualnie rządzącym polityku to ryzyko wpadnięcia w tony groteskowe.

„W Dzierżoniowie czekały na kandydata setki ludzi, mimo intensywnie padającego deszczu. Karol Nawrocki jednak nagle bardzo się tam rozchorował; prawdopodobnie dokonano próby jego otrucia. Na szczęście silny organizm szybko doszedł do siebie. «Wtedy się zawziąłem – wspomina Karol Nawrocki – i powiedziałem sobie, że trzeba kontynuować; to było kilka dni przed pierwszą turą. Wyszedłem i zrobiłem cały program. Normalnie, bez śladu tego, co wydarzyło się chwilę wcześniej»”

– czytamy w książce prof. Nowaka. Nawrocki pytany o to, czy wobec utraty przytomności i konwulsji nie należało wezwać pomocy medycznej, odpowiada:

„Gdzie tam lekarz, trzeba było podjąć męskie decyzje w kilka sekund. Szef ochrony od razu powiedział: jedziemy do szpitala. Sugerował, że zostałem otruty, że wydarzyło się coś bardzo poważnego. […] Ja mówię: nie. Do Dzierżoniowa!”.

Prof. Nowak porównał tę sytuację do zamachu na prezydenta Donalda Trumpa, umieszczając zresztą w książce jego fotografię z tego wydarzenia z zaciśniętą pięścią na tle amerykańskiej flagi. Trump stwierdził wówczas, że

„Bóg go ocalił, aby uczynił Amerykę znowu wielką”.

W książce prof. Nowaka nie pojawia się wprawdzie wątek ocalonego, ale zostaje zarysowana kolejna cecha charakterystyczna epopei, czyli przenikanie się świata boskiego i ludzkiego.

„Jeśli chodzi o całą kampanię i to, co dawało mi siłę, muszę powiedzieć o czymś jeszcze – o ogromnym szturmie modlitewnym, który odbywał się w Polsce i poza jej granicami. Nie myślę w takich momentach o słupkach poparcia ani o politycznej kalkulacji. Ale pamiętam moment, kiedy mój przyjaciel pokazał mi mapę miejsc, w których ludzie modlą się za to, żebym został prezydentem. Dosłownie wszystkie kontynenty. Niezliczone miejsca w całej Polsce i na świecie. Myślę, że była tam przynajmniej połowa krajów świata. […] Ten szturm modlitewny i w ogóle bliskość Boga w czasie kampanii wyborczej były czymś absolutnie fundamentalnym. Sam modlę się codziennie, rozmawiam z Panem Bogiem, ale wtedy to miało zupełnie inny wymiar. Ja naprawdę czułem się prowadzony”

– mówi Karol Nawrocki.

Nie chcę w żadnym wypadku wyśmiewać modlitwy i jak najbardziej wierzę, że przynosi ona dobre owoce, warto jednak pamiętać, że każdy polityk – nawet najwyżej postawiony – jest tylko człowiekiem. Nie tylko „wodzem narodu”, ale przede wszystkim urzędnikiem państwowym utrzymywanym z pieniędzy podatników i odpowiedzialnym za realizowanie interesu danego państwa. Jak najbardziej potrzebna jest do tego Boska pomoc, toteż nadal należy się o nią modlić. Jednak droga polityczna prezydenta Nawrockiego dopiero się rozpoczęła, także ocenić ją będzie można dopiero ex post. Życzę jemu – i Polsce – żeby faktycznie był to „epos bohaterski”, bo to będzie oznaczało, że nasz kraj jest nareszcie mądrze i odpowiedzialnie zarządzany.

 

„Skąd się wziął Karol Nawrocki. Rozmowy z prezydentem RP”, Andrzej Nowak, Biały Kruk, Kraków 2026.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 22.07.2026 12:31
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 29/2026, oprac. Ludwik Pęzioł