„Odwdzięczam się Bogu za to, że mnie uratował”. Rozmowa z Marcinem Kwaśnym

- Marcin Kwaśny traktuje film „Spowiedź” jako osobiste świadectwo swojego nagłego nawrócenia po latach ateizmu i formę podziękowania Bogu za przemianę życia.
- Film ma przede wszystkim wymiar religijny – pokazuje spowiedź jako realne spotkanie z Bogiem i drogę głębokiej przemiany człowieka, która może dokonać się nawet w jednej chwili.
- Twórca podkreśla, że kino religijne w Polsce ma odbiorców i potencjał, ale wciąż potrzebuje lepszej jakości produkcyjnej i większego wsparcia.
Marek Nowak (Tygodnik Solidarność): Na początku przyznam, że wyreżyserowany przez Pana krótkometrażowy film pt. „Spowiedź” z 2021 r. obejrzałem niedawno. Od razu pomyślałem o nim jako o filmie idealnie wpisującym się w duchowy kontekst Wielkiego Postu. Sam obraz jest do obejrzenia na YouTube, nie jest więc produktem komercyjnym. Jak patrzy Pan po latach na swój film?
Marcin Kwaśny (reżyser filmowy, aktor): Dla mnie „Spowiedź” była debiutem reżyserskim, także mam do tego obrazu olbrzymi sentyment. Film powstał z Bożego natchnienia, bo pomysł jego nakręcenia narodził się na rekolekcjach małżeńskich w Gietrzwałdzie. Tam przed Najświętszym Sakramentem został mi on powierzony. Pamiętam, że przeczytałem wtedy informacje o rosnącej liczbie apostazji wśród młodych Polaków. To z myślą o tych ludziach zrobiłem swój film. Powiedziałem żonie, że jeśli pod jego wpływem chociaż jedna młoda osoba zmieni swoje nastawienie, to będzie duży sukces. Myślę, że to się udało. Bardzo mnie ucieszyło, że po filmie dostałem tak zwany feedback głównie od matek młodych ludzi, że po jego obejrzeniu córka lub syn zdecydowali się pójść do spowiedzi. Udało się zrobić coś dobrego.
– Ostatnie 2–3 lata to okres, w którym tempo procesu sekularyzacji w naszym kraju w sposób widoczny wyhamowało. Oczywiście niespokojność i niestabilność ostatnich lat mogą tłumaczyć to zjawisko, niemniej myśli Pan, że to także, przynajmniej do jakiegoś stopnia, zasługa takich inicjatyw jak Pańska?
– Nie przypisuję sobie żadnych zasług. Jestem tylko narzędziem, świecę światłem odbitym. Pan Bóg nie powołuje ludzi uzdolnionych, tylko uzdalnia powołanych. Ja się czuję takim człowiekiem. Jak tylko mogę, tak się Bogu odwdzięczam za to, że mi uratował życie. Bylem 18 lat człowiekiem, który, można powiedzieć, był po „drugiej stronie”. Walczyłem z Kościołem, klerem, z samym Bogiem. Gdybym się nie nawrócił, pewnie dalej bym to robił. Ten obraz jest właśnie o nawróceniu. O tym, że jak człowiek się zwraca do Boga z serca o pomoc, to nie ma takiej możliwości, by go Bóg nie wysłuchał. Proszę mi wierzyć, że tak jest. Ja jestem tego najlepszym przykładem, więc można też powiedzieć, że ten film jest także odzwierciedleniem moich przeżyć i doświadczeń. Jeśli te doświadczenia mogą komuś pomóc, być dla kogoś drogowskazem, który może wyprowadzić z różnych ciemnych i mrocznych miejsc, to jestem szczęśliwy z tego powodu.
– Pana film jest oczywiście przede wszystkim obrazem religijnym. Przyznam, że dla mnie, jako agnostyka, najciekawsze było w nim pewne subtelne odwołanie się do obecnego w chrześcijaństwie potencjału transformacji świata. W końcu, czyż chrześcijaństwo nie jest opowieścią o indywidualnej przemianie pod wpływem świadectwa innego człowieka i czyż ta przemiana nie jest właśnie fundamentem odnowionej wspólnoty? Pan w wywiadach podkreślał, że w spowiedzi ważny jest nie tylko człowiek, który przychodzi po ten sakrament, lecz także ten, który czeka na niego w konfesjonale. W tym sensie spowiedź jest nie tylko zjawiskiem duchowym, lecz także społecznym?
– Przyznam, że robiąc film, mniej patrzyłem na aspekt społeczny, a bardziej na religijny i metafizyczny. Jest taka krótka książka Cataliny Rivas o spowiedzi. Boliwijska mistyczka pisze w niej, że w spowiedzi ksiądz jedynie personifikuje samego Jezusa, dlatego w filmie mamy scenę, gdy Jezus pojawia się w konfesjonale zamiast księdza. Myślę, że często zapominamy, jak ważną rolę pełni, a przynajmniej powinna pełnić, spowiedź. Według mnie nie ma pełnego nawrócenia bez spowiedzi. Oczywiście istnieje też aspekt społeczny, a nawet terapeutyczny spowiedzi i on również jest ważny.
– Planuje Pan kontynuację „Spowiedzi”?
– Wiele osób z branży, ludzi wierzących, namawiało mnie, żebym napisał scenariusz ciągu dalszego filmu. Ja to zrobiłem i udało mi się ten film nakręcić. W czerwcu będzie jego kinowa premiera. Obraz będzie opowiadał dalsze losy Janka, bohatera „Spowiedzi”, i będzie nosił tytuł „Odzyskany”. To będzie mój pełnometrażowy debiut.
– Głównym zarzutem, jaki można by Pana filmowi postawić, jest bardzo krótki czas, w którym bohater przechodzi drogę od wrogości do religii do swoistego nawrócenia. Zawsze przy takich produkcjach towarzyszy mi pytanie, czy ewangelizacja za pomocą sztuki, czy popkultury, nie powinna uwzględniać więcej szarych barw, komplikacji ludzkiego życia, chwiejności postaw i wyborów?
– Jeśli chodzi o faktycznie dość szybkie nawrócenie głównego bohatera, to zdecydowałem się na taki zabieg z dwóch powodów. Po pierwsze, ten film to krótki metraż, więc to wszystko jest w jakimś sensie licentia poetica i musi się zmieścić w ciągu 15 minut. W długim metrażu ten proces będzie bardziej rozciągnięty i pewne akcenty zostaną tam inaczej rozłożone. W przypadku „Spowiedzi” pewna szybkość wydarzeń na ekranie była wpisana w sam format. Po drugie, rozumiem, że w dzisiejszym świecie szybkie i takie dość spektakularne nawrócenia mogą budzić pewną nieufność. Jednak proszę mi wierzyć, że one się zdarzają i są prawdziwe.
„Spowiedź” to dla mnie film bardzo osobisty. Chciałem za jego pomocą podzielić się swoim doświadczeniem nawrócenia, które zmieniło moje życie. Jak Panu już wspominałem, przez 18 lat byłem wojującym ateistą. W ciągu jednego dnia się zmieniłem. Można powiedzieć, że to również była chwila. Jedno zdanie, które wypowiedziałem prosto z serca „Jezusie Chrystusie, jeśli istniejesz, to mi pomóż, bo ja sobie nie radzę”, spowodowało we mnie diametralną zmianą. Myślę, że to była łaska nawrócenia. Bohater „Spowiedzi” jest w tym sensie odzwierciedleniem moich przeżyć. Proszę zwrócić uwagę, że on w pewnym momencie filmu wypowiada właśnie to zdanie. Poza tym myślę, że dzięki wspaniałej kreacji Filipa Gurłacza postać Janka i jego przemiana są pokazane wiarygodnie.
– Poza wyreżyserowaniem „Spowiedzi” występuje Pan także w filmach o tematyce religijnej. Jak wygląda sytuacja tego typu kina w Polsce? Niedawno czytałem, że aktorzy zrezygnowali z udziału w nowym filmie Krzysztofa Zanussiego z powodu „niechęci do tematyki duchowej”. Czy z podobną niechęcią muszą się mierzyć twórcy ze strony producentów i dystrybutorów? Czy może sytuacja nie wygląda tak źle?
– Przypadek pana Zanussiego to rzeczywiście dziwna sprawa. Mamy jednak za mało informacji, aby się tu w pełni kompetentny sposób wypowiedzieć. Może po prostu nie zwrócił się do właściwych osób? Najważniejsze dla aktora to zaistnieć w wyobraźni reżysera. W tym sensie może zostali wybrani nie ci aktorzy, którzy powinni. Andrzej Wajda twierdził, że dobra obsada to już jest połowa sukcesu, więc może zabrakło jakiejś kwerendy przed wyborem obsady? Sam nie wiem. Z drugiej strony nie jest też tak, że człowieka wierzącego może zagrać jedynie wierzący aktor – tu najważniejsze jest pytanie o nastawienie do scenariusza. Dla mnie osobiście probierzem w kwestii przyjmowania ról zawsze był scenariusz. Jeśli aktorzy w nowym filmie znali scenariusz wcześniej i nagle odmówili, to nie najlepiej o nich świadczy. Trudno tu coś więcej powiedzieć.
Jeśli zaś chodzi o filmy o tematyce religijnej, to bardzo mnie cieszy, że jest na nie widownia, a to oznacza, że jest na nie zapotrzebowanie. W sposób empiryczny świadczą o tym wyniki poszczególnych produkcji. Film „Triumf serca” (2025) o św. Maksymilianie Kolbe obejrzało w kinach 200 tys. widzów, a inspirowane objawieniami św. Małgorzaty Marii Alacoque „Najświętsze Serce” (2025) ponad 200 tys. Film „Powołany” (2022), w którym grałem, miał ponad 4,5 miliona wyświetleń na YouTube. Także wyniki są bardzo dobre. Oczywiście w kwestii produkcji czy dystrybucji ciągle jest, niestety, z kinem chrześcijańskim problem. Zdobycie pieniędzy na tego typu produkcje nie jest łatwe. Ważne jest też to, by filmy, które powstają, nie były żadną kato-lipą, lecz od strony warsztatowej były na najwyższym poziomie. Tutaj z przykrością muszę stwierdzić, że nas, katolików, biją na głowę protestanci, którzy mają swoje produkcje bardzo dopracowane i przemyślane. My ciągle jeszcze musimy doszlusować do tego poziomu.
– Na koniec: czego życzy Pan naszym Czytelnikom z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych?
– Życzę, żeby Zmartwychwstały Jezus wlał w nas wszystkich nadzieję na to, że może być lepiej, że po piątkowej Golgocie zawsze może zaświecić słońce Zmartwychwstania.
BIO:
Marcin Kwaśny jest aktorem teatralnym i filmowym, reżyserem krótkometrażowego filmu pt. „Spowiedź”.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Proboszcz alpejskiej parafii spowiada na wyciągu narciarskim

"Claret" – poruszający film już od dziś na VOD. Mamy kody do rozdania!

Nie żyje Edward Linde-Lubaszenko, legenda polskiego teatru i filmu

Europa wciąż szuka Boga. O fenomenie filmu „Najświętsze Serce”

Nie żyje aktor znany z polskich seriali






