Kazik Staszewski - notoryczny symetrysta

- Tekst opisuje Kazika Staszewskiego jako artystę konsekwentnie krytycznego wobec różnych opcji politycznych, którego wypowiedzi są często wybiórczo wykorzystywane w bieżących sporach.
- Autor wskazuje, że kontrowersje wokół jego deklaracji wyborczej wynikają głównie z niezrozumienia jego twórczości i długotrwałej niechęci do dominacji jednej strony sceny politycznej.
- Artykuł podkreśla, że prawdziwe poglądy Kazika najlepiej odczytywać z jego piosenek, które stanowią wieloletni komentarz do polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej.
Właśnie przechodzimy to po raz kolejny, sam nie wiem już, który. Kilka zdań wypowiedzianych obok najważniejszych wątków rozmowy na kanale Bogdana Rymanowskiego sprowadziło na Kazika Staszewskiego gromy. Jedna polityczna, bynajmniej nie przesadnie ostra, nie stojąca w sprzeczności z dotychczasową społeczno-polityczną biografią artysty, skreśliła go w oczach wielu fanów. Poszło o to, że Staszewski stwierdził, że choć pierwotnie nie planował w ogóle głosować w drugiej turze wyborów prezydenckich, zmienił zdanie i ostatecznie oddał głos na Karola Nawrockiego. Co więcej, jak dotąd nie żałuje tej decyzji. Co go do tego skłoniło? Pamiętna rozmowa tego samego Rymanowskiego z Donaldem Tuskiem. Ta, podczas której jako argument mający pogrążyć Nawrockiego przywołana została opowieść „postaci znanej”, boksera i specyficznego internetowego celebryty Jacka Murańskiego.
„Nie chciałem, żeby jedna opcja polityczna zamknęła koło i miała pełną swobodę robienia już, czego chcą. Poza tym ja miałem nie iść na drugą turę. […] Wywiad premiera Tuska u ciebie mnie przekonał, że to już jest po prostu taka panika i taka jazda i takie rozedrganie, że jest to dzwonek alarmowy. Nie można na to pozwolić”
– mówił wokalista w rozmowie, w której polityka była jednym z mniej istotnych tematów.
Oslo – Teneryfa
W listopadzie 2023 roku ukazała się ostatnia z czterech płyt winylowych, którymi zespół Kult podsumował 40-lecie grania. Wydawnictwo to promował utwór „Na łódce w Oslo”, być może najmocniejszy muzycznie i tekstowo utwór Kultu od 10 lat. Kawałek był jednym wielkim samooskarżeniem Kazika, zarzucającego sobie bardzo paskudne zachowanie wobec bliskich i współpracowników, a także odcinanie kuponów od lepszych czasów zespołu kosztem łykającej wszystko bezkrytycznie publiczności. „Nie mam już siły i mocy” – kończył dramatycznie wstrząsający utwór Staszewski, przepowiadając sobie, co stanie się rok później. W październiku 2024 roku lider Kultu pojawił się w RMF FM u Roberta Mazurka i wtedy słychać już było, że nie jest w najlepszej formie. Trochę mówił o polityce, od której zdawał się znów mocno odcinać, natomiast cieszył się bardzo na zbliżający się koncert swego zespołu na Teneryfie, gdzie od lat w swoim drugim domu spędzał sporą część roku.
W listopadzie głośno było o blamażu wokalisty na koncercie w Zielonej Górze, gdzie na scenę Staszewski wyszedł tak pijany, że nie był w stanie normalnie śpiewać. Wybuchł skandal, media podchwyciły temat, zespół zwrócił pieniądze za bilety. Potem doszło do wylotu na Teneryfę, tyle że już na miejscu Staszewski zamiast na scenę trafił do szpitala, gdzie o mało co nie rozstał się z życiem – po szczegóły, których nam nie żałuje, odsyłam do Rymanowskiego. W tych dramatycznych okolicznościach Kazimierz Staszewski na nowo odkrywa Boga i po latach przerwy zaczyna wierzyć. Opis sytuacji też bawi niektórych słuchaczy, jednak ten „nietakt” przykrywa przywołana już deklaracja polityczna.
„Opinie polityczne jakiegoś Kazika nie są istotniejsze ani ciekawsze od opinii jakiegokolwiek innego Kazia”
– próbuje zamknąć temat Tomasz Lis. O deklaracji muzyka piszą chyba wszystkie portale. Konserwatyści cytują go aprobatywnie, zwolennicy rządu, choć nie wszyscy, przyjmują optykę Lisa.
„Po tym, co przeszliśmy, to ogromne rozczarowanie. Jak z Kukizem”
– komentuje u niego na X pani Ewa. Tylko co właściwie żeście razem z Kazikiem przeszli?
Przeciw monowładzy
Problemem osób, które co pewien czas biorą Staszewskiego na sztandary, jest – jak się zdaje – bardzo pobieżna znajomość jego twórczości i – co typowe u politycznych kibiców – bardzo krótka i selektywna pamięć. Jeśli ktoś, jak pani Ewa, w Kaziku widzi jakiegoś swego dawnego towarzysza broni z antypisowskich barykad, zapewne zatrzymała się gdzieś w okolicach roku 2020, gdy lider Kultu nagrał utwór „Twój ból jest lepszy niż mój” upominający się o ludzi, którzy w przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego nie mogli odwiedzić swoich bliskich na cmentarzach z czasie pandemii (pomijam tu całe tło administracyjne i fakt, że opisana sytuacja częściowo rozmijała się ze stanem faktycznym). Piosenka została za pomocą machinacji sympatyzujących z opozycją dziennikarzy wciągnięta na pierwsze miejsce listy Trójki, dyrekcja nie chciała utworu grać, skończyło się to rozpadnięciem się zespołu redakcyjnego i zakończeniem emisji listy. Kawałek robił wielką furorę, zainteresowanie politycznych fanów było jednak dość płytkie, następny singiel z płyty cieszył się dziesięciokrotnie mniejszym zainteresowaniem.
Gdy przy okazji wyborów prezydenckich Staszewski zapowiadał głosowanie przeciwko Andrzejowi Dudzie na losowo wybranego kandydata opozycji, zamiast poprzeć jednoznacznie Rafała Trzaskowskiego (wolałby, o czym mówił w jednym z wywiadów, Radosława Sikorskiego), nie budził już takiego entuzjazmu. Jednak jego motywacje z roku 2020 były takie same, jak pięć lat później – chęć przełamania monopolu władzy jednej ze stron politycznego sporu. Choć czasem w wywiadach Kazik zaskakiwać mógł pewną naiwnością sądów, a innym razem – uleganiem odruchom stadnym, którego potem zdawał się żałować (głosowanie przeciw PiS w 2007), w ogólnym ujęciu trudno uznać go za zwolennika III RP, więc również którejkolwiek ze zmieniających się ekip rządowych. Jest to konsekwencja drogi życiowej, która swe odbicie znajdowała w piosenkach publikowanych z Kultem i w ramach pozostałych projektów Kazika.
Postkomuna mentalna
W czasach PRL Kazik na swoich płytach walczył najczęściej z Kościołem i papieżem, co wtedy nie było jeszcze zbyt powszechne, tyle że antyklerykalizm ten wynikał z sympatyzowania ze Świadkami Jehowy, nie niechęci do wiary. Ateizm przyszedł później i – jak dziś wiemy – nie na całe życie. W tekstach pojawiały się elementy sprzeciwu wobec władzy jako takiej, konkretne odniesienia wyłapać można było w koncertowych, słabiej cenzurowanych wykonaniach części tekstów. Na płycie „45–89”, nagrywanej już po upadku PRL, pojawiają się teksty dość doraźne, z których wyróżnia się „Komuna mentalna” krytykująca transformację ustrojową jako owoc knowań komunistów i Kościoła.
Kazik zaczynający karierę jako solista wywołuje emocje i skandale atakującymi Polskę czasów transformacji utworami takimi jak „Jeszcze Polska” (prawica oskarża go o obrazę hymnu) czy „100 milionów”, bezpośrednio odnoszące się do niespełnionej obietnicy Lecha Wałęsy czy trochę późniejsze „Spalaj się” o bezhołowiu pierwszych posłów wolnej Polski. Ciekawie mieszają się tu pewien ludowy osąd sytuacji i obawy bliskie środowisku „Wyborczej”, że z tego chaosu wyłoni się jakieś nowe, ksenofobiczne piekło na ziemi. Potem coraz więcej u Kazika specyficznego zdroworozsądkowego konserwatyzmu, który czasem przechodzi w anarchiczną krytykę całej klasy politycznej i władzy, a czasem bliski jest pozycji libertariańskich, gdy lider Kultu krytykuje politykę fiskalną państwa. Przez chwilę sympatyzuje z UPR, jednak gdy dostaje propozycję startu do Sejmu po to, by nazbierać dla tej partii głosów i nie objąć samemu mandatu (na co nie miał ochoty), uznaje, że każda partia to ściema.
Jak wielu z nas, mocno uderza go „nocna zmiana”, której potem poświęca wielki przebój Kultu „Lewy Czerwcowy”.
„Najbardziej szokującą sytuacją z początku czasów transformacji była dla mnie nawet nie prezydentura Jaruzela, którą jakoś przełknąłem, przyjmując ją za wyraz czasu przejściowego, gdy trzeba jeszcze wykonać sporo ruchów strategicznych, ale noc teczek, gdy w czerwcu 1992 r. obalono rząd Jana Olszewskiego. To był moment, który otrzeźwił mnie, jeśli chodzi o entuzjastyczne spojrzenie na nową Polskę. […] Było nie było mieliśmy do czynienia z łagodnym zamachem stanu, a w każdym razie z obaleniem rządu w sposób bardzo pospieszny i niecodzienny”
– wspominał po latach w wywiadzie rzece z Rafałem Księżykiem „Idę tam, gdzie idę”. I chyba to w tej książce, nie w pełnych „bieżączki” wywiadach, znajdziemy lepsze uzupełnienie Kazikowych poglądów zawartych w tekstach. Odniesień do spraw bieżących mnóstwo znajdziemy w tekstach Kazika-rapera, z legendarnymi „12 groszami” na czele.
Dom podzielony
Kazik idzie drogą podobną do części kolegów z polskiej sceny muzycznej. Szybko wkraczający do nas postęp na modłę zachodnią nie porywa, nie zachwyca. Na płycie „Spalaj się” znajdziemy więc utwór mocno krytykujący aborcję i źle pojęte równouprawnienie, a na późniejszych albumach sporo ironicznego dystansu do współczesnego świata i jego ideologii, w tym tych mocno lewicowych – jak choćby w „Ostatecznym krachu systemu korporacji”. Na kolejnych płytach Kultu pojawiają się utwory bezlitośnie opisujące III RP, z których warto przypomnieć takie kawałki, jak „Poznaj swój raj” (1998), w którym dostaje się właściwie każdemu, „Najbardziej chciany bandyta w Polsce” z aluzjami do sprawy Marka Papały, śmierci ministra Jacka Dębskiego i kontaktów elit z półświatkiem (2001), „Prezydent” o przesłuchaniu Aleksandra Kwaśniewskiego przed sejmową komisją (2005) czy wreszcie „Bomba na parlament” inspirowana sprawą Brunona Kwietnia, tu wprost opisana jako prowokacja służb.
Sporo miejsca Kazik poświęcał też korupcji i patologiom w zarzadzaniu Warszawą przez Pawła Piskorskiego, a później Hannę Gronkiewicz-Waltz, co znalazło odbicie w wielu utworach Kazika, Kazika Na Żywo czy El Dupy (chyba najbardziej znany tekst Staszewskiego na ten temat, opatrzona teledyskiem „Prohibicja” ze słowami „Warszawscy radni to największa bandyterka”). Trudno więc spodziewać się, by tak krytyczny wobec rozmaitych elit władzy i instytucji państwa (obok aborcji Staszewski równie konsekwentny przez lata był przede wszystkim w krytyce armii i służby wojskowej) twórca wpisał się w pęd do bezkrytycznego popierania rządów liberałów.
Nie znaczy to, że nie krytykował też i PiS. Na wspomnianej już płycie El Dupy z 2005 roku mamy bardzo gorzki utwór „Dwa miliony głosów”, a gdy w 2015 roku w Polsce dość mocno dmuchnął wiatr zmian, na płycie Kultu „Wstyd” dostaliśmy dwuczęściowy utwór „Pęknięty dom”, z jedną częścią krytykującą demoralizuję i odklejenie salonu III RP, a drugą – ostrzegającą przed rozczarowaniem, jakim skończą się według Kazika rządy PiS. I choć chyba ten symetryzm był trochę na siłę, pokazuje to, że Kazik faktycznie nie miał ochoty iść z żadną z obu partii. Sam zagłosował wówczas na Pawła Kukiza, choć i nim później się rozczarował. Wcześniej deklarował to zresztą w utworze „Prosto”, gdzie do głównych graczy wykrzykiwał „Z jednej babki jesteście wnuki”. Tyle że chwilę później wspominał, że myśli z sympatią o również idącym swoją drogą Jarosławie Gowinie – i tak znów nieufność wymieszała się u Kazika z zaskakującą naiwnością w ocenie niektórych ludzi, która też przewija się przez jego opowieści.
To do Ciebie
Dziś na Kazika znów obrazili się jedni, a wzmocnili jego przekaz drudzy. Zapewne za kilka miesięcy znów powie coś, co sprawi, że strony zamienią się miejscami, ktoś znajdzie w nim znów idola, a ktoś rozczaruje się postawą „swojego ulubionego artysty”, którego zna trzy najbardziej popularne piosenki, jeśli nie myli go w ogóle z kimś innym. I tak to się będzie powtarzało, dopóki Kazik będzie udzielał wywiadów. Tymczasem wygłaszane w nich sądy polityczne bezpieczniej wziąć w nawias i zamiast nich przypomnieć sobie piosenki Kultu. Nie tylko nadużywaną dziś przez licznych imitatorów i wyrywaną z prawdziwego kontekstu podziału Berlina „Arahję”, ale i tych kilka kawałków, które wymieniłem w tym tekście. To dobry przewodnik po Polsce ostatnich dekad.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Kazik wygarnął Biedroniowi, nie zabrakło wulgaryzmów

Bronisław Komorowski dumny "z upolowania dubletu kaczorów"

Premier na Polsacie. "Bogdan Rymanowski zezłomował Tuska"

Kazik Staszewski chory. To zdjęcie zaniepokoiło fanów
"Pomocy dostarczałem zawsze, kiedy ona była potrzebna" – Karol Nawrocki u Bogdana Rymanowskiego







