Aleksandra Jakubiak OV: Człowiek to nie maszyna do wytwarzania dóbr

Sprzeciw wobec "niesprawiedliwości"
Czytana dziś w kościołach Ewangelia należy to tych, które najczęściej budzą sprzeciw wobec Bożej logiki zbawienia. Ciekawe, że spośród wszystkich fragmentów Jezusowych nauk, które najtrudniej nam pojąć, ponieważ kojarzą nam się z niesprawiedliwością, są zawsze te, w których ktoś inny dostał za dużo, w stosunku do tego, ile zrobił. Za dużo, rzecz jasna, w naszym subiektywnym odczuciu. W tym kluczu poszkodowani są np. robotnicy pierwszej godziny albo starszy syn miłosiernego ojca.
Identyfikacja ze słabym
Kiedy patrzę z perspektywy czasu, widzę, że im jesteśmy starsi, tym bardziej - pod wpływem doświadczenia - proces naszej identyfikacji z bohaterami ewangelicznych obrazów przesuwa się z tych, którzy wydają się „w porządku” na tych, którzy wiedzą, że błądzą i zostają obdarowani za darmo. Dodatkowo, z wiekiem często transformację przechodzi również nasz obraz postrzegania Boga, z księgowego wyliczającego zarobki, na Osobę widzianą w aspekcie relacyjnym, na Bliskiego.
Szczególnie plastyczny jest dzisiejszy obraz robotników czekających na zatrudnienie. Dlaczego nie zostali zatrudnieni wcześniej i co dzieje się w ich wnętrzu, kiedy tak stoją cały dzień? Może po prostu mieli pecha, a może np. zaspali i wyszli później. Może są niżsi i mniej okazale zbudowani, więc wydają się mieć mniej siły. Może są mniej przebojowi, bardziej nieśmiali, nie mają siły przebicia w powodu braku wiary w siebie. Może od rana byli u innego gospodarza, ale z jakiegoś powodu musieli stamtąd odejść. A może wreszcie znani są w okolicy, jako mniej produktywni. Trudno powiedzieć, istotne jest jednak to, że noszą na sobie publicznie pewne odium odrzucenia i wiedzą, że wracając do domu, nie przyniosą rodzinie środków na pożywienie.
Doświadczenie odrzucenia
Przypuszczam, że każdy z nas posiada w pamięci przynajmniej jedno podobne doświadczenie - trochę wstydu, trochę smutku, trochę strachu - wynikające z tego, że nas nie wybrano. Mnie kojarzy się to z lekcjami WF-u i przydzielaniem do grup w sportach drużynowych, do których byłam wybierana na samym końcu. Nie dziwię się temu, bo byłam w tych aktywnościach beznadziejna, jednak moment, kiedy człowiek stoi po środku sali i nikt go nie chce do przyjemnych nie należy. Może dobrze przywołać z pamięci takie chwile naszego życia, by lepiej rozumieć stan tych, którzy stali na placu, czekając aż ktoś ich zechce.
Miarą zbawienia nie jest wydajność
Nasza ludzka logika patrzy na świat przez pryzmat ekonomiczny - muszą zgadzać się liczby. Dobre jest to przedsiębiorstwo, które przynosi największe zyski i najmniejsze straty. W logice zbawienia nie chodzi jednak o to, by miarą naszej bliskości z Bogiem była wydajność.
Owa wydajność bywa w Kościele strojona w ładne szatki i nazywana „przynoszeniem owocu”. Jest to nawiązanie do kilku wypowiedzi Jezusa dotyczących wydawania plonu po „nasiąknięciu” Dobrą Nowiną oraz czytaniu po owocach, jakiej jakości jest ziarno. W owym „przynoszeniu owocu” nie ma nic złego, jeśli ważymy go w odpowiednich proporcjach. Kiedy jednak płodność Ewangelii zaczynamy w góry przeliczać na liczby nawróconych, a powiększanie „zbiorów” powoli wypiera czas spędzany z Bogiem na cichym trwaniu przy sobie, to zaczynamy posługiwać się kategoriami ekonomicznymi (we współczesnym znaczeniu tego słowa) a na człowieka patrzeć przez pryzmat wydajności, niczym na zwierzęta gospodarskie.
Miłość z zgodzie na rzeczywistość
Tymczasem genialna duchowo św. Teresa z Lisieux w swojej Małej Drodze mówi o tym, że logika zbawienia działa nie na zasadzie przemysłowej, ale na drobnych aktach miłości, Królestwie Bożym, które potrafi zaistnieć w naszych wnętrzach przy małych krokach, drobnych zwycięstwach błogosławienia zastanej rzeczywistości.
W czym nadzieja?
Na dzisiejsze czytania mszalne można patrzeć dwojako. Dla jednych będą one zasmucające, bo pokazują, jak bardzo nasze patrzenie różni się od Bożego, dla innych będą z kolei pociechą... z tego samego powodu - bowiem tylko w tym, że Bóg widzi nasze drogi inaczej i nasze myśli inaczej, tkwi nasza nadzieja.
Wola Boża
W tym tygodniu słuchałam wywiadu z red. Moniką Białkowską. Rozmowa dotyczyła spraw, których nie będę tu przytaczać, bo to zupełnie inny temat, ale na jej marginesie wybrzmiały słowa o nadużywaniu pojęcia Bożej woli dla spraw, które leżą w naszej ludzkiej gestii. Tam to red. Białkowska powiedziała, że prawdziwą wolą Bożą jest zbawienie człowieka. I tyle. Cała reszta, która do tego celu prowadzi, także może być z Bożymi pragnieniami względem nas zgodna, ale podlega naszemu poznaniu i ocenie.
Często spotykałam się z powoływaniem na Boże plany w uzasadnianiu potrzeby ciągłego działania i przynoszenia owocu, ergo w wydajności jednostki lub grupy. Spotkałam się również z opinią, że jedynym sposobem okazania Bogu miłości jest działanie ku dobru bliźniego. Oczywiście miłość bliźniego jest sprawą bardzo istotną, jednak owa produktywność jest co najwyżej efektem bliskości z Bogiem, nie daniną.
Uniknąć utylitaryzmu
Jest sprawą dość niebezpieczną postrzeganie siebie i innych w kategoriach ekonomicznych, to grozić może lęgnięciem się wewnątrz chrześcijaństwa swoistego auto-utylitaryzmu, używania siebie, a za tym i innych, do mnożenia zasobów swojego spichlerza zasług. Tymczasem przez palce przepłynąć może miłość wyrażana w poświęceniu czasu i uwagi Bogu, bliskim, a także sobie.
Tagi
Komentarze
Ewangelia na XVII Niedzielę Zwykłą z komentarzem
Ewangelia na XVI Niedzielę Zwykłą z komentarzem
Ewangelia na XV Niedzielę Zwykłą z komentarzem











